Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
no ale tak wyglądają strzelaniny. chcesz realizmu, to masz. to nie rambo ani bond, gdzie z super giwery pada trupem setka łebków. u Manna więcej kul leci w przestrzeń, względnie grzęźnie w drzewach, ścianach i karoseriach aut niż w ciałach strzelców.
18-07-2009, 14:28
Agent Putina
Liczba postów: 4,360
Liczba wątków: 21
Jasne, że przytoczona przez ciebie alternatywa jest znacznie gorsza. Najwyraźniej, jako że dorastałem w otoczeniu wojskowych, ciężko mi teraz patrzeć, jak się amunicja marnuje. :wink: Plus, w dzisiejszych kinach głośniki tak głośno nadają, że od tego ciągłego huku głowa boli.
18-07-2009, 14:35
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Po pierwszym seansie najlepszy jak dla mnie tekst z filmu:
I was raised on a farm in Morrisville, Indiana. My mama ran out on us when I was three, my daddy beat the hell out of me cause he didn't know no better way to raise me. I like baseball, movies, good clothes, fast cars, whiskey, and you... what else you need to know?
18-07-2009, 14:46
.
Liczba postów: 27,658
Liczba wątków: 61
Ja wam powiem jeszcze co innego o strzelaninach, które normalnie w każdym innym filmie witamy z otwartymi ramionami, żeby sobie popatrzeć jak na mecz, gdzie dwie ekpiy ścierają się w epickim, malowniczym pojedynku, w PE na każdą kolejną naparzankę reagowałem, myślą "kurde, znowu jakiś facet dostanie w brzuch, będzie pluł krwią i zdychał na mokrej trawie". Jakoś tak wyjątkowo szkoda mi było wszystkiego co ogien z luf pistoletów maszynowych zniszczy.
Co do tego huku to brakowało mi jakiejś solidniejszej reakcji którejś z trzecioplanowych postaci na wystrzały, jest taka scena gdy po pierwszym napadzie na bank Dillinger taszczy ze sobą chyba prezesa, zatrzymują się koło samochodu i John zaczyna strzelać, pan prezes znajduje się jakieś 15 cm od lufy Thompsona, a tylko wykrzywia się jakby miał buty za ciasne, wiecie, chodzi mi o taki motyw jak z Gorączki, gdzie komuś krew sięlała z uszu po jakimś wystrzale czy coś takiego.
18-07-2009, 14:56
Agent Putina
Liczba postów: 4,360
Liczba wątków: 21
Czyli jesteśmy zgodni, ze z Director's Cut powinny wylecieć strzelaniny. :wink:
W Gorączce akurat nie przypominam sobie takiego motywu (film dawno widziałem) ale byl on chociażby w Black Hawk Down.
18-07-2009, 15:03
simek napisał(a):Co do tego huku to brakowało mi jakiejś solidniejszej reakcji którejś z trzecioplanowych postaci na wystrzały, jest taka scena gdy po pierwszym napadzie na bank Dillinger taszczy ze sobą chyba prezesa, zatrzymują się koło samochodu i John zaczyna strzelać, pan prezes znajduje się jakieś 15 cm od lufy Thompsona, a tylko wykrzywia się jakby miał buty za ciasne
Też na to zwróciłem uwagę. W ogóle sceny strzelanin były miejscami naprawdę niedopracowane. Właśnie to walenie z karabinów tuż obok uszu zakładnika, a ofiara nawet się nie krzywi. Nie wspominając już o akrobatycznej przewrotce Winsteada w lesie w nocy - nie wiem po co to i na co to, takie efekciarstwo rodem z "Transfermersów", nie dość że nierealistyczne w filmie na realizm się silącym, to do tego niczego do tej sceny nie wnoszącego. Winstead biegnie, skacze, robi przewrotkę do przodu, ląduje na jednym kolanie i bodajże strzela i oczywiście nie trafia. Po co i na co? "Zabójczej broni" się Mann naoglądał? Kolejan sprawa - dlaczego policjanci goniący Dillingera w lesie nagle tego pościgu zaprzestają? Z tego co pamiętam żaden nie został ranny, za to ranny został partner bandziora, więc spokojnie mogli ich dogonić i zastrzelić, albo przynajmniej śledzić. Amunicji im zabrakło? Nie rozumiem tego, ale być może nieuważnie oglądałem.
18-07-2009, 16:30
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
Cytat:nie wiem po co to i na co to, takie efekciarstwo rodem z "Transfermersów"
rodem z Godzilli! :)
18-07-2009, 16:32
Mental napisał(a):u Manna więcej kul leci w przestrzeń, względnie grzęźnie w drzewach, ścianach i karoseriach aut niż w ciałach strzelców.
Jest to względne u Manna - jak trzeba, to wszyscy się tym ołowiem zasypują i nikt nie obrywa, a za to w scenie trzeciego napadu co strzał w okno na piętrze to trup. Zdaje się, że ktoś chyba nawet oberwał po strzale z pistoletu, co przy takiej odległości po prostu jest prawie niemozliwe. Taki kolejny mały nierealizm...
18-07-2009, 16:32
Stały bywalec
Liczba postów: 1,013
Liczba wątków: 6
Wszystko fajnie, było dużo doskonałości w Public Enemies, jednak maksymalnie mnie wnerwiała cyfra, nie chodzi o ostrość czy nasycenie kolorów, ale o rozmywanie się obrazu przy ruszaniu kamerą, szczególnie uderzyło to w me oczy przy scenie gdy Dillinger wstaje z łóżka po pierwszych strzałach FBI w lesie.
Demokracja: Bóg, który zawiódł
18-07-2009, 16:34
Cytat:Jeszcze co do strzelanin, a zwłaszcza tak wielbionej sekwencji leśnej: ja tam wolałbym zeby mniej było u Manna nieprzerwanego prucia ołowiem, a więcej zwięzłej, konkretnej akcji. W takim Miami Vice scena szturmu na siedzibę nazistów (kto nie pamięta policjantki unieszkodliwiającej faceta z bombą?) zrobiła znacznie potężniejsze wrażenie niż wszystkie (niezliczone) kule wystrzelone w finale. Lepszy 1 strzał - 1 trup niż 100 strzalow i wszyscy na nogach.
Tutaj akurat wolę wersję Manna, bo to nie dośc że bardziej realistyczne, to jeszcze szalenie efektownie pokazane. Kule świstają i rozwalająwszystko w okolicy. Widać wyraźnie, że strzał ze shotguna do zgon z dziurą wielkości arbuza, tutaj nie ma przebacz jak się dostanie. A trudno jest chyba celnie strzelać w ogólnym zamieszaniu, kiedy kilkanaście osób naraz do siebie nawala. Tutaj lepiej położyć zaporę ogniową i liczyć że coś się trafi.
18-07-2009, 16:35
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
Solo napisał(a):Zdaje się, że ktoś chyba nawet oberwał po strzale z pistoletu, co przy takiej odległości po prostu jest prawie niemozliwe.
jasne, bo pistoletem nie da się trafić osoby siedzącej w oknie. kula wystrzelona z pistoletu leci 5 metrów, a potem robi piruet i odlatuje w kosmos. solo, mierzwiak już udowodnił niezbicie, że żaden z ciebie patolog sądowy. chcesz, żeby zaraz ktoś inny udowodnił, że ekspert od broni palnej też z ciebie marny?
18-07-2009, 16:35
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Dobry film. Muszę się nad nim zastanowić jeszcze. Pierwsza 1/3 filmu mnie wymęczyła, ale od drugiej ucieczki z więzienia byłem bardzo zadowolony. Najlepsza rola filmu? Oczywiście Channing Tatum w roli Pretty Boy Floyda - krwawił, jak zawodowiec. :)
Pierwsza 1/3 w ogóle jest dziwna: wszystko jest w niej słabsze albo mniej interesujące. Montaż jest często zbyt wyraźny, kamera momentami za bardzo lata, muzyka wchodzi niezbyt płynnie... a potem jest już lepiej. Chociaż irytująca była ciągle muzyka przy wątku miłosnym. Zbyt melodramatycznie się robiło. Cyfra zupełnie mi nie przeszkadzała. Mój dziadek i ojciec również na nią nie narzekali (nota bene im też film się podobał).
Niby Purvis i jego drużyna jest grupą tych złych w filmie, ale nie licząc przesłuchania Billie nie sprawiali wrażenia zła wcielonego (i to też tylko jeden tłusty buc). Zwłaszcza, kiedy Purvis tracił ludzi. Widać, że gość był przerażony tym, jak na jego oczach umarł człowiek. Swoją drogą - scena, kiedy odwiedza w pokoju Baby Face Nelsona, a potem Nelson im ucieka... czy tylko ja przypomniałem sobie scenę z Gajosem w Psach, podczas akcji w której ginie Młody? ;)
Dla mnie to najlepszy film Manna od czasu Heat bo widziałem tylko Heat, Collateral i Alego... tak jak powiedzial Mierzwiuś - na konkretne analizy przyjdzie jeszcze czas. Niech wyjdzie na DVD.
Ciągle zastanawia mnie dlaczego Mann użył CGI w scenie przeskoku Deppa nad biurkiem i zastrzelenia Dillingera. Zajechało zabójstwem taksówkarza w Zodiacu. Budyń truskawkowy! Bleh. Naprawdę nie wiem łodefak, Majkel Man? Wolałbym bardziej bezcermonialną śmierć, albo przynajmniej bez budyniu. Bo reszta sekwencji była bardzo emocjonująca. Gdyby jakaś kobieta za mną nie powiedziała: Kurwa, zabili go. to może nawet uroniłbym łzę!
8/10 + atrapa pistolet Dillingera jako znaczek jakości
Cytat:[ Dodano: Pią Lip 17, 2009 23:46 ]
Snappik napisał(a):Tak, egzekucja Pretty Boy Floyda jest megazajebista!
zauważyliście, jak facio wypuszcza ostatnie tchnienie? jak wydmuchuje po raz ostatni w swoim życiu obłoczek pary z ust? ten sam obłoczek rozmywa się potem na wietrze, podobnie jak dym unoszący się z rozgrzej lufy jego karabinu.
Mówisz o egzekucji Baby Face Nelsona, a nie Pretty Boy Floyda. Obie są rewelacyjne. Uciekający bandziorzy i odlatujący po postrzale Nelson wyglądają pięknie. A z kolei śmierć Pretty Boy Floyda to rola życia Channinga Tatuma. ;)
Glut napisał(a):Kiedyś musiał odkryć że robota obssysa po całości, bo ją rzucił. Pokaż mi lepszy "uświadamiający" go moment w filmie to pójdę spać i dam tobie spokój. : )
Dla mnie? Moment w którym ginie jego pierwszy kolega z grupy zabity przez Baby Face Nelsona. Chociaż zgadzam się, że to co mówicie z Mentalem ma sens. Osobiście nie widziałem w Dillingerze żadnego upokorzenia. There is absolutely nothing I want to do in Indiana.
18-07-2009, 16:36
Mental napisał(a):solo, mierzwiak już udowodnił niezbicie, że żaden z ciebie patolog sądowy.
To był dla mnie szok, bo święcie wierzyłem że jestem patologiem.
Mental napisał(a):jasne, bo pistoletem nie da się trafić osoby siedzącej w oknie.
Powiedz mi proszę, jaki ma zasięg pistolet.
Mental napisał(a):chcesz, żeby zaraz ktoś inny udowodnił, że nie ekspert od broni palnej też z ciebie marny?
Tak, niech mi ktoś udowodni, że "nie ekspert" ze mnie marny. 
Wytrzyj monitor.
18-07-2009, 16:36
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
Solo napisał(a):Tak, niech mi ktoś udowodni, że "nie ekspert" ze mnie marny. 
Wytrzyj monitor. 
solo, pamiętaj, że czepianie się słówek (w tym wypadku zwykłego błędu) nie najlepiej świadczy o poziomie twojej argumentacji. zresztą zdążyłem się już do tego przyzwyczaić. w tym temacie uczyniłeś to po raz drugi.
Solo napisał(a):Powiedz mi proszę, jaki ma zasięg pistolet.
poszukaj w necie.
18-07-2009, 16:39
Agent Putina
Liczba postów: 4,360
Liczba wątków: 21
Solo napisał(a):A trudno jest chyba celnie strzelać w ogólnym zamieszaniu, kiedy kilkanaście osób naraz do siebie nawala. Tutaj lepiej położyć zaporę ogniową i liczyć że coś się trafi.
Zabawne, zawsze myślałem, ze im więcej osób strzela, tym wieksza szansa, że ktoś oberwie.
Oczywiście, thompson był szalenie niecelną bronią i w zamierzeniu służyć miał do "wymiatania" przeciwnikow z okopu (stąd pierwotnie nazywano go Miotłą), ale bez przesady. Człowiek to nie wiewiorka i na każde kilkaset kul któraś powinna trafić.
18-07-2009, 16:42
Mental napisał(a):solo, pamiętaj, że czepianie się słówek (w tym wypadku zwykłego błędu) nie najlepiej świadczy o poziomie twojej argumentacji.
Ale ja tam nie argumentowałem. Widzę po prostu że się wściekłeś na mnie, że śmiem krytykować film, więc sobie kpię delikatnie z takiej zapiekłej złości. Więcej luzu chłopaku.
Mental napisał(a):poszukaj w necie.
Dobre - nie mam racji co do możliwości zastrzelnia osoby z pistoletu z dużej odległości i powiniene sam to sobie udowodnić. Typowe dla ciebie mental...
[ Dodano: Sob Lip 18, 2009 16:43 ]
Paszczak napisał(a):Oczywiście, thompson był szalenie niecelną bronią i w zamierzeniu służyć miał do "wymiatania" przeciwnikow z okopu (stąd pierwotnie nazywano go Miotłą), ale bez przesady. Człowiek to nie wiewiorka i na każde kilkaset kul któraś powinna trafić.
Wypowiadałem się w kwestii "Miami Vice" i strzelaniny koło domu.
18-07-2009, 16:43
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
ok, solo niech sobie pisze blubry dalej, a ja tymczasem zmykam na drugi seansik. narka
18-07-2009, 16:44
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Mental napisał(a):tak, ale nie mówi wprost, że chce wyjechać/uciec na kraniec świata. na pytanie, czy był już na Fidżi, odpowiada w klimacie: "nie, ale będę". eady się uśmiecha i potakuje.
Co by nie mówić, obie sceny są zbieżne zarówno pod względem klimatu jak i po części treści.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
18-07-2009, 22:28
Witam Towarzystwo. posta mojego przekopiję z innego forum, gdzie wypowiedziałem się zaraz po seansie. pozdro
public enemies w kinach polskich od wczoraj. 3 słowa ode mnie. na zachętę
depp zagrał rolę życia, jego "nie umiem tańczyć" ciagle mi siedzi w głowie. "wygląda jak fryzjer" - w ogóle dialogowo PE to jeszcze większa asceza niż dotąd szczytowa sprawa w tej dziedzinie, czyli miami vice.
Najnowszy film Manna to było najbardziej wyczekiwane przeze mnie kinowe wydarzenie w życiu. Naczytałem się przed premierą pełno recenzji a trailery znałem na pamięć. Co się okazuje gówno to wszystko było warte, bo film okazał się być czymś kompletnie innym niż przewidywałem, a dodam, że brałem pod uwagę wiele opcji.
W żadnym innym filmie Manna nie miałem wrażenia, że sceny akcji (choć nakręcone bardzo dobrze, a czasami rewelacyjnie) były tak niepotrzebne (złe słowo, ale o tym zaraz). PE ma tak ogromny ładunek emocji w czystej postaci, że głowa ludzka nie ogarnia za szybko wszystkiego. Znając twórczość Manna wiedziałem, że będzie melancholijnie, nietypowo, ale nie spodziewałem się, że będzie tak jak jest. A jak jest to nie umiem teraz opisać, bo za mało czasu upłynęło od seansu do teraz.
o scenach akcji słów kilka: są one wciśnięte w zasadzie na chama. przez ok pierwsze 20 minut nie umiałem tego filmu oglądać, ale nie przez cyfrę, bo ta akurat odpowiada mi w 100%. zlepek jakichś scen, które napieprzały jak pojebane po sobie. scena domowa -buch- napad na bank. jak się później okazało Mann świadomie wdupia sekwencje akcji w środek tego o co chodzi. robi strzelaniny jakby musiał, bo tak było, bo w sumie trzeba, ale tak naprawdę w kontekście całości są one kompletnie trzeciorzędne.
krótko perły:
- sekwencja finałowa, czyli kino+wyjście z kina
- spacer po komisariacie (kompletna fikcja, dillinger nigdy czegoś takiego nie zrobił!) to mannowskie szczyty, może nawet ten jeden jedyny szczyt. nie wiem. fenomen
- ostatnia scena w więzieniu. cieżko mi było wstać, kiedy zaczęły się napisy
- red w samochodzie, po ucieczce z leśnej chaty
- purvis niosący obsikaną bille. ciężkie emocje. niełatwe
wrogowie publiczni to film o amerykańskiej ikonie popkultury. to film do bólu nieamerykański (bynajmniej nie chodzi mi tutaj o jakies europeiskości w stylu 'interpretuj mnie na 100 sposobów, bo to głębokie').
no właśnie, film o ikonie popkultury usa doprowadził mnie do doła. od seansu ciągle nie przechodzi.
aktor filmu: chyba stephen lang
dziękuję Michaelowi Mannowi, za to, że jest sobą w czasach, kiedy nawet fincher kręci bejnaminy
edit:
na minus oczywiście finalna cgi krew na ryj. nie pasowało to do całości. dodam też, że montażyści dość mało subtelnie wywalali 20 minut, o które PE było dłuższe na pokazach testowych. tak jak w przypadku miami vice wersja reżyserska na dvd/blu-ray jest nieunikniona. choćby w trailerze samym są dwa ujęcie, których nie ma w filmie (dwa zauważyłem, a może jest więcej tego nawet)
19-07-2009, 01:33
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
ja bym to nazwał rimejkiem  ale podobieństwo uderzające.
19-07-2009, 02:10
|