Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
AHAHAHA :D Wiedzialem, ze jak wejde do tematu to jarod będzie jęczał jak mała dziewczynka znów ;)
Dobry odcinek, choć nie tak fajny jak poprzedni (w ogole zabawna zmiana: dawniej środkowy odcinek był najsłabszy, tu jest wyraznie najciekawszym). Zwrot akcji nie podobał mi się, uważam go za niepotrzebne motanie, ale z drugiej strony wytłumaczenie DLACZEGO tak jest jest spoko.
Na plus ogółem tak:
- John pokazujący, że był żołnierzem - chyba pierwszy raz pokazał, że potrafi kogoś elegancko obezwładnić
- WRESZCIE NARKOTYKI - brakowało mi Sherlocka-narkomana, bo to fajnie kontrowersyjny element tej postaci
- Mikkelsen i jego postac - bardzo dobra, odpychająca, znakomicie zagrana
- Zakończenie spoko
- motyw z przyjaciółką Mary z biura Mikkelsena
Co mi się nie podobało?
- Mary (acz nie aż tak bardzo, bo patrz wyżej, wyżej)
- rozwiązanie wątku Mikkelsena
Zabicie go to ogromna strata. Kolo powinien być zastępstwem dla Moriarty'ego i jeszcze następny sezon meczyć Sherlocka. Super postać, ale z niewykorzystanym potencjałem.
Cytat:ALE NIE, TRZEBA BYŁO DOPIEPRZYĆ TANIEGO TWISTA I NAJBARDZIEJ DENNY CLIFFHANGER W HISTORII DENNYCH CLIFFHANGERÓW.
:D Jarod, serio, zacznij oglądać więcej filmów i seriali, bo wyraźnie masz niewielkie pojęcie o tym, co to jest 'denny cliffhanger'.
13-01-2014, 02:10
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Widziałeś scenkę po napisach? To głównie o nią jojczę.
Why are you firing wallnuts at me?
13-01-2014, 02:18
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Po napisach? U mnie nie było przed nią napisów. Oczywiście, jeżeli mowa o "Miss Me". Jeżeli jest jakaś inna to jej nie ma w moim odcinku.
Jeżeli chodzi o "Miss Me" to nie widzę powodu do jojczenia, przynajmniej póki co.
13-01-2014, 02:27
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-01-2014, 02:28 przez Gal Anonim.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Tak, o "miss me". Jeżeli to nie jest denny cliffhanger, to ja nie wiem, co nim jest.
Co do Mary - w sumie znowu typowo moffatowe efekciarstwo, ale powiedzmy że wybrnął z tego w moich oczach facet całkiem znośnie i teoretycznie może ciekawie dalej jej postać pociągnąć. W ogóle do pewnego momentu odcinek BARDZO mi się podobał, tylko te końcowe 15-20 min...
Why are you firing wallnuts at me?
13-01-2014, 03:03
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Końcowe 15-20 minut jest ekstra, poza rozwiązaniem wątku Magnussona. (Które też nie jest złe, ale zmarnowane).
A w Miss Me nie widzę niczego dennego.
13-01-2014, 12:24
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-01-2014, 12:24 przez Gal Anonim.)
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
W oczekiwaniu na polskie napisy (angielski to dla mnie nie problem, ale ANGIELSKI owszem!) skusiłem się na spoiler związany z Mary i uśmiechnąłem się, bo wczoraj prawie napisałem na forum, że pewnie Mary okaże się czarnym charakterem czy coś w tym stylu, w sensie że nie jest tym za kogo ją uważamy ale uznałem że za bardzo poniosła mnie fantazja :)
13-01-2014, 16:48
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
W przypadku Mary trochę podobna jest sytuacja co z Adler - przedobrzyli z "zasięgiem" (nie wiem jak to nazwać) sekretu, jak tam z profesją. Niby na pewnym poziomie trzyma się to kupy, ale wolałbym coś bardziej ludzkiego, przyziemnego. Ech, to moffatowe efekciarstwo. Za to upgrade CAMa do postaci - metafory współczesnych mediów podobał mi się, trochę miałem skojarzenia z Great Intelligence z Doctora (scena z prztyczkiem). Kurde, szkoda że akurat tutaj ściśle trzymali się Kanonu (w ogóle odcinek to najwierniejsze odwzorowanie fabuły opowiadania w historii serialu), bo facet byłby IMO znacznie ciekawszym villainem. Nawet gdyby go Holmes pokonał w pojedynku na rozkminy, to i tak CAM miałby jeszcze dziesiątki sposobów by szkodzić dalej.
Why are you firing wallnuts at me?
13-01-2014, 17:00
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Obejrzałem z ang napisami w końcu, także czuję się na siłach by zgnoić ten odcinek tak jak na to zasługuje :), wczoraj oglądałem na streamingu, także jednak trochę dialogów mi umknęło. O ile drugi odcinek przy powtórce sporo zyskał (choć nadal daleki jestem do spuszczania się nad nim jak wszyscy tutaj), tak ten wypadł jeszcze gorzej. No to jedziemy,minusy:
- rozwiązanie kwestii Mary, niestety, nie kupuję tego. Durne fabularne efekciarstwo i tyle.
- Mind palace sherlockowy - na uj to było? Na co ten dzieciak i pies (banał straszny BTW). Kolejna tandetna popisówka, tym razem zdjęciowca/montażysty. rozkmina czy padać w przód, czy w tył - kurde, błagam - "protegowany" Sherlocka - WAT?
- rodzice Sherlocka - znowu, po co to niby było potrzebne? Nie łapię.
- rozklejający się (prawie) Mycroft - też tego nie kupuję, przynajmniej nie w takiej bezpośredniej formie, Kurde, jak tak myślę, zbyt dużo deklaracji w tym sezonie - o ile wcześniej relacje między bohaterami były budowane "między słowami", tak tutaj muszą łopatologicznie wszystko wykładać. MEH.
- happy end plus "Miss me" - jeżeli to nie jest ściema i rzeczywiście jest to tym na co wygląda, to sorry, ale przestaję oglądać. Przeskoczenie rekina i tyle.
Plusy:
- Chyba najlepsza w historii serialu zabawa oryginalnymi fabułami, łącznie ze sporą ilością oryginalnych dialogów
- CAM - najlepszy antagonista w serialu
- scena z prztyczkami jest genialna
- rozwiązanie kwestii "archiwum" i tegoż rozwiązania konsekwencje (chociaż Merry Christmas bym wypieprzył)
- aktorstwo Freemana,w ogóle facet całkowicie skradł sezon Cumberbatchowi
... I to chyba tyle. Oceny moje poszczególnych odcinków - 7, 6, 5. Czyli całościowo rozczar z mojej strony.
Why are you firing wallnuts at me?
13-01-2014, 23:34
Fhtagn
Liczba postów: 5,357
Liczba wątków: 9
Cytat:- happy end plus "Miss me" - jeżeli to nie jest ściema i rzeczywiście jest to tym na co wygląda, to sorry, ale przestaję oglądać. Przeskoczenie rekina i tyle.
Założysz się, że nie przestaniesz i za rok dalej będziesz tu jęczał? :)
14-01-2014, 01:03
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Jezu, jarod, jak ty smęcisz. :) Zgadzam się z opinią, co do wątku Mary - ale tylko do pewnego stopnia. Bo:
1) serial to fajnie tłumaczy, sensownie
2) ten serial to nigdy nie była mega-realistyczna opowieść kryminalna ani obyczajowa. To zawsze była przygodowa, większa-niż-życie opowieść o super-inteligentnym detektywie i jego uzaleznionym-od-adrenaliny partnerze. O super-bracie super-inteligentnego detektywa, o super-super-złoczyńcy knującym za plecami super-inteligentnego detektywa oraz o super-femme-fatale, która uwodzi super-inteligentnego detektywa. Ten serial zawsze byl SUPER. Niemal nadnaturalny. PRZESADZONY. O tyle wiarygodny jest ten związek z Mary, że nie widzieliśmy jak się z Watsonem poznali i dzięki temu sama Mary od początku jest dość tajemnicza, a 'zbieg okoliczności' czyli 'ojej, pokochałem zabójczynię po utracie mojego ukochanego socjopaty' jest łatwiejszy do przełknięcia. Przynajmniej dla mnie. Także pewien rodzaj przesady (byle nie... PRZESADNY :)) mi odpowiada.
Dalej:
- Co jest nie tak z majndpalas? - raz, że buduje to, co będzie potem z Magnussonem, a dwa, że ponownie pomaga zrozumieć jak myśli Sherlock (i jak segreguje myśli) - na pewno było to trochę za długie, ale nie narzekam na to
- Co masz do pomocnika Sherlocka?
- Jest powiedziane w odcinku po co są w tym odcinku rodzice Sherlocka (a raczej po co on pokazał ich Watsonowi i Mary)
- Jaki rozklejający się Mycroft? Wypił poncz przygotowany przez Sherlocka, co też jest wprost zaznaczone ("Coś musiało być w ponczu..." -- mówi Mycroft)
- Miss Me - jezu, ale jojczysz :) Ściema? Co:
Jeżeli co nie jest ściema? Moriarty pojawił się na telebimach. To nie jest ściema. Nic więcej nie wiadomo. Chyba, że zakładasz, że to oznacza, że Moriarty żyje. Ale to niemożliwe, bo ciągle przecież świrujesz jaki z Moffata troll, więc powinieneś być świadom, że odpowiedz nie może być tak banalna. Więc o co chodzi?
14-01-2014, 02:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-01-2014, 02:10 przez Gal Anonim.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,357
Liczba wątków: 9
Równie dobrze sam Sherlock albo jego genialny pomocnik (w końcu jakoś ogarnął sprawę jak uśpić wszystkich ponczem) może odpowiadać za wrzucenie Miss Me gdzie się tylko da. Tak mnie teraz naszło.
14-01-2014, 02:11
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
No są teorie, że to Mycroft zrobił. Tak jak mówię: Moffat już dawno nauczył nas, że te najbardziej oczywiste rozwiązania można olac. Będzie starał się z Gatissem nas zaskoczyć, nawet jeżeli zrobi to w jakiś pokręcony sposób. No i SHERLOCK to nie serial, który musi się decydować na takie sztuczki, by przyciągnąć widownie - zwłaszcza, że potrafią stworzyć świetnego przeciwnika (vide Magnusson).
14-01-2014, 02:15
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Ej, naprawdę tak jojczę? :)
Why are you firing wallnuts at me?
14-01-2014, 21:10
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
TAK, TAK, TAK.
14-01-2014, 21:31
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
3x03 w końcu obejrzany. Perfekcja. Sherlock wielkim serialem jest i basta :)
Jeśli chodzi o końcówkę, to nie będę bawić się w spekulacje, mogą to przecież rozwiązać na kilka sposobów, niemniej chciałbym zacytować samego siebie, z wrażeń po finale 2. sezonu:
(18-01-2012, 20:51)Mierzwiak napisał(a): to nie jedyne sfingowane samobójstwo w tym odcinku, bo nie uwierzę, że już nie zobaczymy Moriarty'ego.
15-01-2014, 22:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-01-2014, 22:15 przez Mierzwiak.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
![[Obrazek: 656e.jpg]](http://imageshack.com/a/img22/467/656e.jpg)
Kryptonim misji niszczy system :)
Why are you firing wallnuts at me?
15-01-2014, 23:26
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Pozostaje liczyc, że Sherlock jednak poleci kiedyś na tę misję od Mycrofta i zobaczymy jak śmiga po Polsce. :)
16-01-2014, 01:24
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
(15-01-2014, 23:26)jarod napisał(a): Kryptonim misji niszczy system :)
Pewnie coś związanego z Kaczyńskim :)
16-01-2014, 16:48
Stały bywalec
Liczba postów: 953
Liczba wątków: 4
Wczoraj skończyłam cały sezon, zaliczone trzy odcinki pełne świetnych/dziwnych/typowych dla tego serialu/nietypowych dla tego serialu motywów i postaci. Dużo emocji, w większości pozytywnych, i żal, że to już koniec - ledwo się zaczęło, już się skończyło. Mimo że po tych dwóch latach poprzednie sezony kompletnie wywietrzały mi z głowy i zaczęłam oglądać z zupełnie już obojętnym nastawieniem (co z oczu, to z serca), niewiele było trzeba, żeby serial po dawnemu wciągnął mnie niesamowicie i czekam niecierpliwie (póki mnie to nie zmęczy :) na kolejny sezon.
ep 01: Za pierwszym razem nie wywarł na mnie większego wrażenia - kompletny galimatias, zamiast wyjaśnienia akcji z upadkiem wrzucone kosmiczne teorie fanów, wariacki montaż (który zresztą utrzymał się do końca sezonu), naciągany i pretekstowy motyw z bombą. Za drugim razem jednak to wszystko doceniłam, choć nie do końca wiem, co myśleć o tych teoriach - czy Moffat z Gatissem chcieli w ten sposób zrobić dobrze fanom, czy po prostu nie mieli pojęcia, jak sensownie wytłumaczyć przeżycie upadku na ryj z 20 metrów na beton i stwierdzili, że wobec tego nie będą w ogóle próbować, a zamiast tego wykorzystają twórczo fandom i przy okazji sobie z niego zakpią. Przede wszystkim podobały mi się sceny reakcji ludzi na widok naszego detektywa, zwłaszcza reakcja Johna (tak, cios z bańki zwłaszcza, jakżeby inaczej :) i późniejsza scena w pustym przedziale, mimo tego, że był oczywiście dziecinnie prosty w użyciu wyłącznik (słaba ta bomba jakaś taka :). Dużym plusem była też nowa postać, co do której wszyscy się obawiali, że będzie nudna i zepsuje relację między Holmesem a Watsonem - Mary okazała się przesympatyczną git kobitką, idealnie pasującą do Johna. Bardzo trafionym zabiegiem było to, że zamiast być ratowaną z opresji przez ukochanego, sama ratuje jego przy pomocy Sherlocka, dzięki temu jeszcze łatwiej ją polubić i przekonać się, że będzie to postać z charakterem.
ep 02: W całości oglądałam dwa razy, oprócz tego poszczególne sceny po kilka razy przez cały tydzień, w tym stag party i sprawę prowadzoną po pijaku razy chyba z pincet i za każdym razem śmiałam się tak samo - taaaaki plus dla Johna za podstępne nalanie wódy do tej próbówki :D. Najzabawniejszy odcinek ever, świetny rozwój postaci Sherlocka, o czym pisał wyżej Crov. Mowa w oranżerii bardzo udana, choć trochę przydługa, i fakt, że nasz mastermind rozwiązał akurat w tym momencie dwie sprawy na raz i jednocześnie zapobiegł morderstwu to bardziej niż lekkie przegięcie, też mi nie przeszkadzał, bo mind palace w zupełności to wynagradzał. Przy okazji do rozwoju postaci i Sherlocka i postrzegania wszystkiego z jego perspektywy (znowu Crov) wyszła też ciekawa sprawa z Mycroftem: kiedy Sherlock nie daje rady czegoś rozwiązać, w jego głowie rozlega się głos starszego mądrzejszego brata, przemawiającego z góry tonem nauczyciela pouczającego wyjątkowo tępego ucznia - późniejszy moment, kiedy Sherlock sam siebie chlasnął po gębie, też ma z tym chyba coś wspólnego.
Super była też scena z tym dzieciakiem, Archiem - to, z jaką łatwością socjopata Sherlock złapał w nim kontakt, przypomniało mi pierwsze odcinki "Dextera" z czasów, kiedy ten serial nie był jeszcze synonimem żenady: Dexter, również socjopata, również miał dobry kontakt z dzieciakami. Scena z Archiem była jednak bez porównania zabawniejsza :).
No i najważniejsze - ep 03. Miałam podzielić uwagi na plusy i minusy, ale nie bardzo mam jak, bo w tym odcinku dużo rzeczy mi się bardzo podobało i nie podobało jednocześnie. Albo podobało nie do końca. Tak więc:
- Miła, ciepła Mary jako hitwoman z CIA, pewnie jeszcze ekipy Saula Berensona - pierwsze wrażenie w dużym skrócie: WTF? Rozumiem uzasadnienie - ciekawe rozbudowanie postaci, potrzebne do analizy Johna jako osoby lgnącej do niebezpiecznych ludzi, potrzebna do wprowadzenie wątku Magnussena, przeciwnika, który w ogóle nie stara się "poderwać" Sherlocka, nie zależy mu na udowadnianiu mu czegokolwiek ani na żadnych grach itd., więc gdyby nie hak na Mary i jej próba zabicia go, tych dwóch nie stoczyłoby śmiertelnego pojedynku - sama sprawa listów lady Jakiejśtam to za mało, bo Magnussen to zupełnie olał (dosłownie). Rozumiem więc takie a nie inne uzasadnienie backgroundu tej postaci, tyle że średnio pasuje mi do samej postaci. Jakoś za fajna, za dobra ta Mary, żeby odstawiać akcje jak z "Długiego pocałunku na dobranoc". OK, wygląd miłej kobietki to pewnie część kamuflażu, ale wcześniej odebrałam tę postać za wystarczająco ciekawą taką, jaka jest - normalną kobietę, i niepotrzebne było moim zdaniem jej dodatkowe "dociekawianie". No ale jako zabieg scenariuszowy - jednak na plus. Na minus z kolei przejście do porządku nad próbą zastrzelenia Sherlocka. Reakcja jego samego mnie nie dziwi, bo on ma specyficzny sposób myślenia, wiadomo, ale Johna już bardziej, bo jakby nie było omal nie zabiła jego najlepszego kumpla (gadanie o uratowaniu życia przez wezwanie karetki nie przekonuje mnie wcale, bo facet jednak prawie się przekręcił). A tu nic, pendrive w ogień, nie chcę nic wiedzieć, kochajmy się. To chyba miało też widzów przekonać, żeby dalej lubili Mary bez względu na wszystko, bo i tak, choć jest byłą zabójczynią, jest dobra w porównaniu z Magnussenem (który mordercą nie jest) - mnie nie przekonało. Nie widzę też dalej miejsca dla tej postaci w serialu - będzie szczęśliwe stadło państwa Watson, które w chwilach wolnych od niańczenia dziecka pomaga Holmesowi ganiać po Londynie za złoczyńcami, wykorzystując swoje skille żołnierza/płatnego zabójcy? Nie wiem zresztą, może dałoby się to dobrze napisać, ale wolę jednak wersję kanoniczną, czyli usunięcie Mary. IMO spełniła swoją rolę i może teraz odejść - po cichu liczę na to, że jednak Magnussen zadzwonił do jej wrogów i w kolejnym sezonie, pewnego pięknego słonecznego dnia przed domem państwa Watson zatrzyma się, powiedzmy, Pussy Wagon z wiadomo kim w środku ;).
John - przykład odejścia od literackiego pierwowzoru w dobrą stronę. Zamiast wiernego cienia Holmesa mamy teraz gościa, który de facto znajduje się w centrum wydarzeń, do którego różnego rodzaju niebezpieczni ludzie lecą jak ćmy do światła i walczą o jego uczucie. Podoba mi się takie podejście i spojrzenie na postać, choć nie do końca kupuję to bezwarunkowe wybaczenie Mary.
CAM, czyli Magnussen - krótko: zajebista postać. Znów za Crovem: jest takim villianem, jakim powinien być Moriarty. Czyste zło pod kontrolą, zero dżokerowszczyzny. Zimny, opanowany, oślizgły, bezczelny, nieliczący się z nikim i z niczym, kochający kontrolę i zadawanie bólu sukinsyn. I pierwszy przeciwnik, który okazuje się lepszy od Holmesa - nasz detektyw dostaje w tym sezonie wpierdol nie tylko fizyczny (John, Molly), ale i intelektualny. Wreszcie trafił się ktoś, kto go pokonał, kto ma przewagę i zawsze kontroluje sytuację. Holmes zdał sobie sprawę, że nie zdoła go przechytrzyć, wiec sięga po rozwiązanie siłowe, przemoc. Wielka szkoda, że tak szybko się go pozbyli - to on powinien mieć, zamiast Moriarty'ego, stopniowe wprowadzenie do akcji, mocne wejście, i przede wszystkim męczyć Holmesa jeszcze w następnym sezonie. Jeden odcinek w jednym sezonie dla takiej postaci to po prostu marnotrawstwo. Do tego olbrzymia, ziejąca dziura scenariusza: jakim cudem nikt ich nie przeszukał, kiedy wylądowali na Appledore? Na Baker Street karki Magnussene obmacali ich z góry na dół, a tu ich bez niczego prowadzą do szefa? Biczpliz.
OK, jeśli ktoś to w ogóle czyta i czeka, kiedy będzie koniec... to se jeszcze poczeka :). Do rozkminy został mi jeszcze Sherlock, postać, która rozwinęła się w tym odcinku najbardziej, przede wszystkim zyskała na kontrowersyjności. Po kolei:
- Holmes narkonan - świetny wątek. O ile alkohol potraktowano humorystycznie, do narkomanii podeszli poważnie. Holmes to nałogowiec, ma poważny problem, a rozwiązywanie zagadek kryminalnych zastępuje mu morfinę. Muszę przyznać, że choć znam ten wątek z książek Conan Doyle'a, widok Sherlocka leżącego na usyfionym wyrze w melinie, spoglądającego na Johna obojętnym, chłodnym, przećpanym wzrokiem, zaszokował mnie równie mocno jak Watsona. Dobre to było, dobre, podobnie jak jego aroganckie, pogardliwe zachowanie wobec troski przyjaciół i brata. Podobało mi się też, jak go Molly lała po pysku - super, że właśnie ta cicha, zabujana w nim dziewczyna pokazała, co o nim myśli i nie żałowała ręki - klaskało jak złoto :).
- Holmes morderca - z jednej strony źle, bo usunięto fantastyczny czarny charakter. Z drugiej strony wręcz niesamowicie dobrze, bo wystawiono widzów na ciężką próbę - główny bohater, który jest tak bardzo lubiany (nawet jeszcze bardziej po ciepłym drugim odcinku) bez zmrużenia oka strzela człowiekowi w łeb. Co więcej, strzela w łeb komuś, kto wprawdzie sympatii nie wzbudza, ale jednak nie jest mordercą, po to, by ochronić żonę przyjaciela, która owszem, jest morderczynią. Żadnych wyrzutów sumienia, żadnych refleksji - psychopata z obsesją na punkcie pomocy przyjacielowi, człowiek, któremu niebezpiecznie łatwo przychodzi przekraczanie granic, gdy jest przyparty do muru. Co prowadzi nas do...
- Holmes niecny uwodziciel & heartbreaker - naprawdę, na widok Janine zaliczyłam kolejny szczękoopad, jak John - no bo jak to, Sherlock, żelazna dziewica, gardzący seksem i miłością, jak gdyby nigdy nic przygruchał sobie panienkę :). A potem, gdy wyszło na jaw, po co mu ta panienka była, pomyślałam sobie, że to genialne zagranie ze strony twórców. Holmes, tylko na potrzeby swojego śledztwa, nie ma żadnego problemu, żeby rozkochać w sobie kobietę, spać z nią, udawać miłość, obiecywać małżeństwo, a potem odtrącić ją bez emocji i rzucić tekstem typu "ludzki błąd". Interpretowałam sobie to też tak, że hasło "w imię śledztwa: jest dla niego doskonałym pretekstem, żeby spróbować, jak to jest z kimś być, żeby bez gardzenia sobą za okazywanie słabości (bo to przecież nie naprawdę, tylko dla śledztwa) móc sobie wreszcie spokojnie poruchać :). Super sprawa, kolejna rozkmina dla fanów - czy pomimo zrobienia zakochanej dziewczynie takiego świństwa da się jeszcze tego gościa lubić. Niestety później to skopali - z rozmowy ich obojga w szpitalu wynika, że jednak był to związek platoniczny. Co jest IMO bez sensu, jakby twórcom zabrakło odwagi i cofnęli się wpół kroku, nie wiadomo po co - żeby piszczące fanki Sherly'ego się nie popłakały, czy co? Zupełnie niepotrzebna bawienie się w półśrodki, tym bardziej że przecież bez problemu pokazali zastrzelenie Magnussena.
- Moriarty - tu się w całości zgadzam z Jarodem - najbardziej denny cliffhanger w historii dennych cliffhangerów. O ile rzeczywiście chodzi o wskrzeszenie M., bo mam nadzieję, że to jednak nie on, a na ekranach była tylko animacja z wykorzystaniem jego twarzy. Jeśli to jednak będzie Moriarty, to kiła straszna, bo odbierze serialowi resztkę powagi. Holmes spada z wysokiego budynku i żyje. Mary posyła mu kulkę i nie ponosi konsekwencji. Holmes dostaje kulkę i żyje. Holmes posyła kulkę Magnussenowi i nie ponosi konsekwencji, bo starszy brak ratuje mu dupsko (co prawda omal nie zostaje zesłany do samego serca straszliwego, szaolonego Dzikiego Wschodu gdzieś pod Warszawą, ale i to go omija :). Teraz jeszcze do kompletu Moriarty - połyka kulkę i żyje. Ja wiem, że to nie jest realistyczny serial, ale jednak niech lepiej nie stanie się autoparodią. Trudno przejmować się światem, w którym nic złego bohaterów nie spotyka, bo go zabili, ale uciekł. Moriarty'ego chcę oglądać co najwyżej w scenach z mind palace, nigdzie więcej. Nie wspominając, że takie zagranie z odgrzewanym kotletem świadczy o braku pomysłów, w co nie chcę wierzyć - ten serial jest za dobry na takie coś.
No, to by było na tyle :). Podsumowując: podobało mi się ( w większości) i jestem ciekawa, jaki kierunek obierze ten serial w następnym sezonie. Finał trzeciego skręcił na zupełnie nowe tory, szczególnie jeśli chodzi o rozwój postaci. Pod koniec tego roku (albo następnego) będzie na co czekać.
16-01-2014, 17:28
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,471
Liczba wątków: 67
Zgodzę się z jarodem - słaby ten finał niemiłosiernie, bo przekombinowany na każdym możliwym poziomie, począwszy od rozkmin Sherlocka (zajęły chyba z pół metrażu), na samej historii, która zaczęła się świetnie (Sherlock in love :D ), ale potem upadła pod natężeniem twistów, które wieńczą twisty zwieńczające twisty, będące komentarzem do twistów, które stanowią odpowiedź na wcześniejsze twisty. Szacun, że komuś chciało się to pisać i to tak, że plus minus trzyma się to cudo kupy, niemniej co za dużo, to niezdrowo. Poza tym odcinek ten jest zwyczajnym przerostem formy nad treścią, bo tak naprawdę nic tu do niczego nie prowadzi, nie ma tu żadnej puenty, lekcji, whatever - po prostu akcja dla akcji. Takie FF6 dla ynteligentów. Cóż, traktuję to jako niezbity dowód na to, że Sherlockowi lepiej by wyszło skrócenie metrażu, a rozwinięcie ilości odcinków, bo epizod 3 to ma materiału na, cóż... 3 odcinki, a nie jeden, który męczy niemożebnie natłokiem myśli już w połowie.
17-01-2014, 00:59
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-01-2014, 00:59 przez Mefisto.)
|