THE SHIELD [FX]
(22-12-2023, 15:58)PropJoe napisał(a): A nie może być arcydziełem w swojej klasie?


Odpowiedz
No skończyłem 2 sezon pora na przerwę.

(22-12-2023, 15:58)PropJo e napisał(a): A nie może być arcydziełem w swojej klasie?
A z tym się całkowicie zgodzę. Nie spotkałem się jeszcze z serialem, który byłby tak bezczelny i wręcz cyniczny w swoim wyrachowaniu. Jeśli trzeba scenarzyści sobie o czymś zapominają, a jeśli trzeba wyciągają trupa z kapelusza jak królika :D
Na swój sposób to nawet fascynujące.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Akurat nie dosłownie miałem na myśli, że The Shield to arcydzieło. Chociaż nie wykluczam. Może uda mi się zweryfikować w najbliższym czasie. Raczej się obruszyłem na sugestie, że "niemal rozprawa doktorska" może być arcydziełem a "głupoty do czipsów" nie. Szczególnie w przypadku dzieł, bądź co bądź popkulturowych, telewizyjnych takie rozdzielenie wydaje mi się trochę śmieszne. No bo gdzie jest ta granica? Poza oczywiście własnym gustem, ale z "tonu" Derelicta wnioskuję, że nie to miał na myśli. Ale może źle zinterpretowałem i to tylko jego bufonada. :P

Inna sprawa, że The Wire jakiś czas temu po kolejnej powtórce trochę stracił i nie jest już chyba pomnikiem nie do ruszenia. Jasne, nadal jest to dzieło o niemal nieporównywalnej w gatunku ambicji, ale nie jakiś absolut. 


Odpowiedz
Ja wcale nie uważam, że pomnikowymi arcydziełami mogą być tylko "poważne dramaty", a nie popkulturowe śmieszki.
Taki na przykład "Kill Bill" to dla mnie arcydzieło mimo ostentacyjnej wręcz kreskówkowości. Po prostu wolę takie uczciwe postawienie sprawy niż to co robi "The Shield".
Tutaj mam wrażenie, że oglądam niekończące się starcie Kojota ze Strusiem Pędziwiatrem. Kojot dostanie kowadłem, przejedzie go walec drogowy, wybuchnie 10 lasek dynamitu, ale on wstanie otrzepie się i goni dalej.
Nie moja stylistyka po prostu przy moim charakterze :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Jakim charakterze? ;) Wiecznego malkontenta (z przekory)?

Nie no spoko, rozumiem, dlaczego masz z The Shield problem. Ja, z tego co pamiętam, nie czułem, że serial udaje, że jest czymś "lepszym" niż jest. Wydawał się w miarę właśnie uczciwy pod tym względem. Odnosiłem się tylko do sugestii Derelicta, że arcydziełem mogą być tylko "rozprawy doktorskie". 


Odpowiedz
(24-12-2023, 00:31)PropJoe napisał(a): Jakim charakterze? ;) Wiecznego malkontenta (z przekory)?
No właśnie nie. Mam po prostu charakter, że zwracam uwagę na szczegóły. Gdybym był malkontentem z natury, który się na siłę czepia wszystkiego to pewnie nie podobałby mi się żaden film. Tymczasem oceny jakie wystawiam są różne.
Lubię po prostu oglądać filmy/serial/czytać książkę gdzie przedstawiony świat ma jakieś reguły i twórcy się ich trzymają.

Nie chce mi się wszystkiego wypisywać o tym serialu bo wystarczy wątek tego Gilroya. To jest czyste fantasy, tylko dla niepoznaki ubrane w "poważny dramat policyjny". Zresztą to nawet nie jest fantasy. Tu po prostu rzeczy dzieją się deus ex machina.
Komuś to sprawia frajdę to rzecz jasna dobrze dla niego :)

A że zrealizowane jest to bardzo sprawnie to i ogląda się dobrze. Inaczej porzuciłbym to po 8 odcinkach a nie zaczynał 27.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(24-12-2023, 00:31)PropJoe napisał(a): Jakim charakterze? ;) Wiecznego malkontenta (z przekory)?

Nie no spoko, rozumiem, dlaczego masz z The Shield problem. Ja, z tego co pamiętam, nie czułem, że serial udaje, że jest czymś "lepszym" niż jest. Wydawał się w miarę właśnie uczciwy pod tym względem. Odnosiłem się tylko do sugestii Derelicta, że arcydziełem mogą być tylko "rozprawy doktorskie". 

Tylko, że ja nigdzie nie napisałem, że na miano arcydzieła zasługiwać może tylko "rozprawa doktorska", czyli serial jak The Wire. Dla mnie The Shield żadnym arcydziełem nie jest. W tej samej lidze, czyli głupich głupot bez krzty realizmu znacznie lepszy jest chociażby Oz.

Odpowiedz
Czy ten kutas Aceverda dostanie na koniec jakiś wpierdol?
Wystarczy krótkie tak lub nie.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(27-12-2023, 22:12)Dr Strangelove napisał(a): Czy ten kutas Aceverda dostanie na koniec jakiś wpierdol?
Wystarczy krótkie tak lub nie.

Hehehehehehehehehehehe

Odpowiedz
>na koniec jakiś wpierdol

Na końcu (ostatnie 3 sezony) będzie bezprecedensowe pierdolnięcie.

Odpowiedz
No i masz ci los :(
Tyle roboty, nerwów, strachu, kombinowania, a ten sruuu, wszystko do pieca.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Ostatni sezon przede mną, jadę już na oparach ale muszę zobaczyć jak to się skończy.

Muszę przyznać, że pod jednym względem to wyjątkowy serial. Dawno, a chyba nawet w ogóle, nie pamiętam takiego psychopaty w roli głównej :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Vic Mackey szedł, żeby Walter White mógł biec.

Odpowiedz
Family meeting!



Odpowiedz
(07-01-2024, 19:46)nawrocki napisał(a): Vic Mackey szedł, żeby Walter White mógł biec.
No dokładnie odwrotnie :D
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(07-01-2024, 19:46)Phlogiston2 napisał(a): Family meeting!
Do końca to mi jeszcze sporo brakuje ale zerkając ile odcinków ma ten ostatni sezon zauważyłem że na Amazonie mamy tak:
S7 E13 - Family Meeting Part 1 - niedostępny - 43 minuty
S7 E13 - Family Meeting - dostępny - 1h13 min
S7 E14 - Family Meeting Part 2 - niedostępny - 1h13min
O co chodzi? To jakaś łamigłówka czy co?
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Finał serialu w kilku krajach (albo może jedynie w UK) emitowano jako 2 odcinki po 40 minut, ale oryginalnym założeniem zawsze był jeden dłuższy.

Ciekawostką jest to, że wersja podzielona ma kilka dodanych fragmentów do części pierwszej, bo dobijano czas trwania, żeby wpasować się w ramówkę.
.

Odpowiedz
No skończyłem wreszcie, ale wystawić jakąś obiektywną ocenę będzie bardzo trudno. Trochę luźnych rozważań.

Jest tu bardzo wiele dobrego ale też historia od strony scenariusza ma fundamentalne z mojego punktu widzenia wady. Cała ta opowieść jest czasami tak bezczelnie wręcz cyniczna i wyrachowana że głowa mała.

Przestałem liczyć ile razy scenarzyści o czymś zapomnieli, albo przeciwnie, o czymś sobie przypomnieli. Ile razy ktoś coś przeoczył, ile razy ktoś zostawił kamerę włączoną, a ile razy jej nie wyłączył. To nie jest kwestia, że trzeba przymknąć czasami oko. Oczywiście, że istnieje przypadek, ktoś ma szczęście albo pecha, nikt nie jest bezbłędnym logicznym do bólu robotem. Po prostu skala tego w tym serialu jest wręcz kolosalna. Ktoś sobie postanowił, że przeprowadzi Vica od punktu A do punktu B i nie bierze jeńców. I przypomina to układanie puzzli z 2000 elementów. Na początku jakoś idzie. Im dalej tym gorzej aż zaczynamy walić młotkiem, żeby pasowało, choć nie pasuje.
Jeśli miałbym to ocenić zgodnie z moimi zasadami i sumieniem to powinienem dać niską ocenę. Dobra i sensowna historia jest dla mnie najważniejsza po prostu. Reszta to czynniki wtórne.

Natomiast obejrzałem 7 sezonów więc to świadczy, że coś wyjątkowego w sobie ten serial ma. Inaczej bym rzucił w diabły w połowie drugiego sezonu. Są tu naprawdę świetnie pokazane postaci. Całość realizacyjnie jest znakomita. Akcja, zdjęcia, aktorstwo, montaż, muzyka - no w sumie wszystko.

Bardzo spodobało mi się zakończenie. Myślałem, że Vic po prostu dostanie kulkę albo trafi do pudła, a tutaj końcówka jego "kariery" naprawdę jest mocarna.

No właśnie, główny bohater. Co z nim zrobić? Przecież to psychopata czystej wody. Początkowo miałem do niego jakąś sympatię, ale im dalej to, ło panie. Trudno nie zauważyć podobieństw do "Breaking Bad". Nie tylko dlatego że obaj są łysi :D
Bardzo podobny schemat od przekroczenia pewnej granicy aż do upadku. Ale Walterowi na swój sposób kibicowałem, miałem dla niego jakieś współczucie, nawet trochę sympatii, mimo tego wszystkiego co zrobił. Tutaj jest to postać po prostu okropna. Psychopata i narkoman dla którego liczy się tylko adrenalina (dlatego ostatnia scena jest tak znakomita), maskowana wszystkimi możliwymi kłamstwami. Że żona, że dzieci, że walka z przestępczością. Tak jak Hanna w "Gorączce" siedzi w szpitalu i czeka po próbie samobójczej córki i widać, że tak naprawdę się tu nic nie liczy tylko, żeby wyjść i złapać Neila, ale siedzi i czeka. Idzie dopiero jak dostaje zgodę. Tak tutaj widać, że to człowiek kompletnie zdegenerowany. Jasne ktoś napisze, że przecież to wszystko robił dla rodziny, dzieci. Bzdura. Psychopata. Może najlepszy z galerii filmowych psychopatów jakich widziałem.

I paradoksalnie mimo tego jakim Vic jest człowiekiem, to jest dziwną i chorą zaletą tego serialu. Na swój sposób fascynująca postać. Którą się nienawidzi, ale którą się z jakąś perwersyjną przyjemnością ogląda.

Jak wspomniał nawrocki - "Vic Mackey szedł, żeby Walter White mógł biec." No ja się z tym nie zgadzam jak napisałem. Mackey cały czas biegnie, a Walter szedł, aż zaczął przyspieszać.
Ktoś po prostu obejrzał "The Shield" przemyślał całą historię od początku do końca, usunął błędy i powstało "BB".
Za to też trzeba twórcom podziękować.

Oceny nie wystawię, wątpię, żebym do tego (w przeciwieństwie do BB) kiedyś wrócił, ale...
Dziwny, wkurwiający i fascynujący zarazem serial.

PS. Jeszcze jeden niewielki ale fajny plusik, który wywołał u mnie wielką wesołość. Tym razem dla tłumacza. Otóż mamy scenę gdzie jakaś dziwka nie chce udzielić informacji, bo jak mówi wsadzą jej szczura w...
psitę :D
Piękne staropolskie słowo, które w zasadzie zniknęło wyparte przez cipę, cipkę albo pizdę.
Mała rzecz a cieszy :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości