Stały bywalec
Liczba postów: 3,018
Liczba wątków: 28
Nie widziałem "Skazanych na Shawshank" od lat, tak więc gdy pojawiła się opcja seansu kinowego od razu udałem się do kina.
Co tu dużo mówić - "Skazani..." to feel good movie, z jasno nakreślonymi postaciami z określoną historią. Darabont nakręcił obraz, który znacznie przewyższa pierwotną nowelę Kinga, z kilkoma genialnymi momentami (Brooks, Siostry), które zapadają w pamięć.
Jako, że film oglądałem po raz pierwszy od kilku lat zauważyłem, że po smołowaniu dachu więzienie zamienia się zasadniczo w pensjonat. Wiem, że wynika to z odmiany losów Andy'ego, ale gryzie się to nieco z początkowymi sekwencjami filmu. Clancy Brown rządzi i dzieli, gdy pojawia się na ekranie bije z niego energia klawisza-skurwiela, zaryzykuję twierdzenie, ze kradnie kazdą scenę w której się pojawia. Na pochwałę zasługuje również Mark Rolston w roli przywódcy gangu ciot, jego creepy miny potrafią sprawić, że widz poczuje się nieswojo.
Robbins i Freeman na fali i grający w oszczędny sposób, idealnie sprawdzili się w swoich rolach.
Poza tym muzyka - topka Thomasa Newmana, zdjęcia Deakinsa - cud miód.
Film 8 na 10, z sentymentu daje jednak 8,5 na 10.
22-09-2023, 08:11