The Wire
Burrel-ten człowiek nie powinien być tak wysoko w hierarchi.On nie ma pojecia o policyjnej robocie.Bezsensowne aresztowania ,fałszowanie statystyk,aresztowania na pokaz..

Odpowiedz
jarod napisał(a):jakim cudem Prez, ze swoją kartoteką został przyjęty na posadę nauczyciela?

Jarod, plis, nie uprawiaj niepotrzebnego grzebalstwa w fabularnych pierdolach a'la military. ;)

jarod napisał(a):A ten sam myk co z Prezem zastosowano również w przypadku Bunny'ego, Herca i Kimy.

Ale przeciez zmiany ich stanowisk sa jak najbardziej uzasadnione, tutaj nie ma zadnego naciagania w celu "uatrakcyjnienia fabuly".

Odpowiedz
jarod napisał(a):Azg, ale on nie tylko ten jeden wybryk miał na koncie. I czy przed podjęciem pracy w wiadomym miejscu w USA nie robi się jakiś testów psychologicznych, licencji itp? Nie znam realiów więc czepiać się tego w sumie nie zamierzam, ale gdyby ktoś mi to wyjaśnił, byłbym wdzięczny.
A ten sam myk co z Prezem zastosowano również w przypadku Bunny'ego, Herca i Kimy. Powiedzmy jednak że jestem w stanie przyjąć wyjaśnienie, że scenarzyści nie chcieli mnożyć dodatkowych postaci i kombinować z wątkami dla tych już istniejących mniej istotnych dla zaplanowanego przebiegu fabuły, więc ich "poprzesuwali".


Jarod przecież on jest zięciem Valcheka.Kiedy ktoś załatwia ci pracę po znajomosci to mozna dużo---- uwierz....Jesli chcesz możemy założyć iz testy przeszedł przez wyrazny nacisk dobrodusznego tescia na przełożonych.Równie dobrze możemy założyc iż wypełnił je inny policjant.


Mnie by bardziej interesowało dlaczego Daniels wyladował w Ewidencji Dowodów po rozwiązaniu sprawy Danielsa.Podejrzewam iz miało to związek z interwencją u FBI bez wiedzy przełozonych.

Odpowiedz
vipdavid, nie zapominasz przypadkiem że Prez

?
Pamiętam że od tego momentu ten drugi raczej nie był tak skory do pomocy.

Odpowiedz
Snuffer napisał(a):Pamiętam że od tego momentu ten drugi raczej nie był tak skory do pomocy.

źle pamiętasz. Prez go później przeprosił, a poza tym posuwa jego córkę, więc zawsze będzie uprzywilejowany, a tak już w ogóle poza wszystkim - Prez nikogo nie zabił z rozmysłem. tamto wydarzenie to był wypadek, który rzecz jasna dyskwalifikuje go jako funkcjonariusza policji, ale nie wiem, czemu miałby skreślać go jako belfra w szkole.

aha, serial obejrzałem cały - znowu. wielka rzecz. najlepsza, jaką kiedykolwiek widziałem. hbo już nigdy nie nakręci czegoś równie zajebistego.

Odpowiedz
Cytat:Mnie by bardziej interesowało dlaczego Daniels wyladował w Ewidencji Dowodów po rozwiązaniu sprawy Danielsa.
Z tego samego powodu, z którego McNulty wylądował na łodzi a Bunny skończył jak skończył: wszyscy oni konkretnie wkurwili dowództwo.
A co do Preza - nadal nie przekonuje mnie przemiana popieprzonego pierdoły w do-rany-przyłóż pierdołę. I tak w ogóle, czwarty sezon na razie najgorszy z dotychczasowych.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
nawrocki napisał(a):http://www.dailymotion.pl...m-the-wire_sexy

Taka mała kompilacja.

Zabraklo m.in. Carcettiego w akcji w lazience. ;)

Odpowiedz
Skończyłem czwarty sezon i pomimo tego, że średnio mi przypasował zabieg zrobienia z serialu własnego spinn-offa, jestem zachwycony. Nie jest to co prawda poziom sezonu trzeciego (po finale którego byłem gotów całować ziemię pod stopami Simona), ale prawie, prawie. Precyzja scenariusza, sposób, w jaki poszczególne wątki zazębiają się w finałowych odcinkach - coś niesamowitego jak dla mnie, stuprocentowe wykorzystanie możliwości, jakie niesie za sobą serialowy metraż. Plus najlepsza IMO czołówka z dotychczasowych z tego serialu - tak się powinno montować openingi z serialowych kadrów! Dodatkowym bonusem był powrót w finale kultowego dla mnie Kolesia W Czapce z drugiego sezonu.
A, motyw z "przeklętym" pierścieniem krążącym z rąk do rąk w baltimorskim półświatku - mega pomysł.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
jarod napisał(a):Skończyłem czwarty sezon i pomimo tego, że średnio mi przypasował zabieg zrobienia z serialu własnego spinn-offa, jestem zachwycony. Nie jest to co prawda poziom sezonu trzeciego (po finale którego byłem gotów całować ziemię pod stopami Simona), ale prawie, prawie. Precyzja scenariusza, sposób, w jaki poszczególne wątki zazębiają się w finałowych odcinkach - coś niesamowitego jak dla mnie, stuprocentowe wykorzystanie możliwości, jakie niesie za sobą serialowy metraż. Plus najlepsza IMO czołówka z dotychczasowych z tego serialu - tak się powinno montować openingi z serialowych kadrów! Dodatkowym bonusem był powrót w finale kultowego dla mnie Kolesia W Czapce z drugiego sezonu.
A, motyw z "przeklętym" pierścieniem krążącym z rąk do rąk w baltimorskim półświatku - mega pomysł.

o kim mówisz??

Odpowiedz
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Krwawi jak owieczka - to z drugiego sezonu, a wypowiedział te słowa oczywiście wspomniany Koleś W Czapce.

EDIT

pomyłka - to nie on. to ten drugi - "Grek".

Odpowiedz
vipdavid napisał(a):o kim mówisz??

Czy naprawde musiales zacytowac cala wypowiedz, zeby zadac to pytanie. Pomysl, czlowieku.

Odpowiedz
Cytat:Czy naprawde musiales zacytowac cala wypowiedz, zeby zadac to pytanie. Pomysl, czlowieku.

Jackuzzi czepiasz się ,no ale dobra.Pistaram się robić jak chcesz.

Sorry mój błąd.

Co do Spirosa- osobiscie w drugim sezonie miałem tam sympatię dla niego.
Stonowany opaowany gangster,patrzący na wszystko ze spokojem.Często uspokajał Nika,ale wynikało to raczej z ochrony jego interesówi i " Greka" niż z faktyzcnego współczucia.

Odpowiedz
Przeczytaj jeszcze raz swoj post i zastanow sie czy wszystko z nim w porzadku.

Odpowiedz
Jestem po dwóch pierwszych sezonach i połowie trzeciego. Przyznam szczerze, że ciężko mi było się wkręcić w ten serial. Do pilota podchodziłem chyba z pięć razy a na dysku przeleżał jakieś pół roku. Może to dlatego, że w pierwszym odcinku odnosi się wrażenie bycia rzuconym w sam środek akcji, bez zapoznawania się z bohaterami, tak jakby twórcy założyli, że niepotrzebne jest jakieś szczególne wprowadzenie. Później okazało się, że jest to zabieg ze wszech miar celowy i z każdym kolejnym epizodem było tylko lepiej i lepiej...

Teraz mogę powiedzieć, że prawie wszystko gra i buczy. Może poza jednym, czasem irytującym i powtarzającym się detalem: (zbyt) często zdarza się tak, że kluczowe dla sprawy wydarzenia umykają śledczym przez głupie przypadki. Na przykład: ciągła obserwacja kwadratu trwa i trwa, i nic konkretnego nie mają, ale w momencie kiedy pojawia się szycha, policjant akurat odlewa się w innym rogu dachu. W drugim sezonie, Herc i Carver zaczynają kłócić się o frytki i przegapiają szychę wychodzącą z magazynu. W trzecim sezonie podobna sytuacja, kiedy ekipa obserwuje kolesia, żeby zdobyć burnera i rezygnują z obserwacji dwie minuty przed tym, jak gruba ryba przybywa do Hamsterdamu. I jeszcze końcówka drugiego sezonu i motyw z Frankiem Sobotką. Nosz, kuźwa! Było jeszcze parę takich drobnych przypadków, i jest to problem, który nazbyt aż rzuca się w oczy...

Ponadto, drugi sezon - szok! Jak na razie, dla mnie, najlepszy. Od samego początku czuje się, jakby się oglądało dobrego sequela. Nowe śledztwo, starzy bohaterowie w zupełnie innych sytuacjach, nowe cele. Zajebista sprawa. Trochę za dużo wątków, bo i te stare trzeba było jakoś upchnąć, ale ogólnie 10/10.

A trzeci... jakoś lekko bałaganiarski, zdecydowanie brakuje jakiegoś konkretnego motywu łączącego wszystkie wątki. Jednak źle nie jest... Po obejrzeniu Aidana Gillena, jako radnego Tommy'ego nie mam wątpliwości, że obsadzenie go w roli Littlefingera w "Game of Thrones" było jednym z najcelniejszych posunieć twórców tego serialu. W sumie rola dość podobna, chyba będzie, a facet ma coś takiego w sobie, że raz mu się ufa, a raz czuje się, że ostatecznie zrobi taki myk, że wszystkich wychuja, za przeproszeniem.

Oglądam dalej...
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
Trzeci sezon jest bardzo ważny, tzn. robi się cholernie ważny w końcówce i wtedy widz załapuje sens poprzednich odcinków :)

Ja jestem aktualnie w czwartym (trzeci odcinek) i cholera...czuję się jakby ktoś dał mi w mordę. Serial skręcił o 90 stopni, przy czym robi się zajebistszy z każdym dialogiem.

Super rozmowa Herca z Carverem po tym, gdy ten pierwszy przyłapał burmistrza na wiadomym uczynku:

Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Snappik, w oryginale brzmi to o wiele lepiej -

:)

Odpowiedz
Bezcelowy Albatros napisał(a):(zbyt) często zdarza się tak, że kluczowe dla sprawy wydarzenia umykają śledczym przez głupie przypadki.
Czy ja wiem? Bardzo "życiowe" te przypadki mi się wydawały, weź również poprawkę na fakt, że serial ma wydźwięk publicystyczny i stara się dociekać, dlaczego różne instytucje/urzędy nie działają tak, jak w teorii powinny. "Czynnik ludzki" może być również elementem tej dysfunkcji; takie idiotyczne przypadki czasami naprawdę przesądzają o wszystkim - zresztą dość podobny myk zastosowano w Rome choćby, tyle, że tam pierdoły nabierały znaczenia, że tak powiem, historycznego :-)

Bezcelowy Albatros napisał(a):jakoś lekko bałaganiarski, zdecydowanie brakuje jakiegoś konkretnego motywu łączącego wszystkie wątki
Ależ ten serial tak ma - praktycznie w każdym sezonie mamy garść wątków niepowiązanych bądź powiązanych bardzo luźno, które ostatecznego kształtu nabierają w dwóch, trzech ostatnich epizodach, gdy wszystkie klocki wskakują na swoje miejsca. Sezon trzeci to zegarmistrzowska precyzja pod tym względem, ostatnie sceny śledziłem z zachwytem, jak oni to wszystko fajnie powiązali.

Bezcelowy Albatros napisał(a):Po obejrzeniu Aidana Gillena, jako radnego Tommy'ego nie mam wątpliwości, że obsadzenie go w roli Littlefingera w "Game of Thrones" było jednym z najcelniejszych posunieć twórców tego serialu. W sumie rola dość podobna, chyba będzie,
Ja mam generalnie problem z Carcettim - facet wydaje mi się właśnie jakiś taki zbyt ugrzeczniony, harcerzykowaty jak na polityka. Jakieś charyzmy czy silnego charakteru również nie stwierdzam, i dziwię się w sumie, że z takim podejściem do życia i polityki doszedł tak daleko. Nawet kiedy w sezonie czwartym odnosi sukcesy, nie jest to zasługa jego, ale doradców, którzy wiedzieli, jak efektywnie zastosować cynki włażących mu w (_!_) policyjnych notabli. Sorry, ale do genialnego intryganta Littlefingera Gillen rozpatrywany z perspektywy roli Carcettiego pasuje jak pięść do nosa :-) Chociaż w trailerze już odpowiednio cwaniakowaty mi się wydawał, jeszcze z tym wąsikiem, heh...
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
jarod napisał(a):Ja mam generalnie problem z Carcettim - facet wydaje mi się właśnie jakiś taki zbyt ugrzeczniony, harcerzykowaty jak na polityka. Jakieś charyzmy czy silnego charakteru również nie stwierdzam, i dziwię się w sumie, że z takim podejściem do życia i polityki doszedł tak daleko.

Carcetti to wzór polityka. ma dużo mówić o miłości, pojednaniu, konsolidacji finansów publicznych, ma dużo i głośno krzyczeć "change! change!", ma szukać "optymalnych rozwiązań" i dążyć do "consensusu". ot, mdły kleik polityki w demokracji i jedna wielka ściema, której celem jest przygotowanie sobie startu na stanowisko gubernatora.

Carcetti to taki amerykański odpowiednik Tuska. niby jakim cudem Donek doszedł tak daleko? albo półanalfabeta Bolek? albo przymulony Kaczka? albo niedorozwinięty umysłowo Bush Jr? albo "Nadzieja Ameryki" Obama? gdyby nie genialna kampania wyborcza, jaką zafundowali brunatnemu czerwonemu jego doradcy, oraz milion speców od wizerunku, kręcących się dookoła pacjenta, to dzisiaj usuwałby on azbest na polecenie wysoko postawionych dygnitarzy partii demokratycznej, albo w najlepszym razie czyścił kible na budowie.

jarod napisał(a):Nawet kiedy w sezonie czwartym odnosi sukcesy, nie jest to zasługa jego, ale doradców, którzy wiedzieli, jak efektywnie zastosować cynki włażących mu w (_!_) policyjnych notabli.

no offence, ale ty się chyba urodziłeś nie wcześniej niż wczoraj :) tak zwana "kampania wyborcza" jest zawsze formalnym zwieńczeniem zawarcia licznych, szemranych porozumień, poprzedzonych długimi relacjami towarzyskimi i biznesowymi. żaden serial nie ukazuje "kuchni" lepiej niż The Wire. Carcetti, mimo ordynarnej, a zatem skutecznej taktyki obiecywania wszystkim wszystkiego, byłby nikim, gdyby go nie wydźwignięto medialnie i gdyby nie kuriozalne zbiegi okoliczności (sprawa z postrzeleniem świadka, którą Kima musi rozpracowywać na wyraźne polityczne zamówienie)

prawda jest bowiem taka, że wola Carcettiego gówno interesuje jego mocodawców. w demokracji wybiera się marionetkę, zazwyczaj małego mężczyznę z wielkim parciem na fotel i splendory (Carcetti marzy o fotelu gubernatora, wszystkie swoje wystąpienia i decyzje kalkuluje, mając na uwadze zbliżające się wybory), któremu nie można zarzucić, że jest złodziejem, bo każdy od razu powie, że złodziej nie jeździłby Toyotą, a tymczasem za jego plecami kręci się lody aż miło.

wiadomo również, że każda poważna reforma wymiernie skraca żywotność takiego układu, więc oczywiście nie ma mowy o żadnych wyskokach. pozostaje bieżąca administracja i gaszenie pożarów. bez pomocy kliki Carcetti jest naprawdę mało znaczącym trybikiem, bo gdyby tylko spróbował się wyemancypować, natychmiast zostałby spacyfikowany – media pojechałyby mu po dupie tak ostro, że podkurwiony medialnym szczuciem lud sam by go z ratusza wyłuskał. nawet by nie zdążył kapoty z wieszaka zerwać.

weź rzuć no okiem na "nasze" podwórko: znowu z jakiegoś powodu wyselekcjonowano skłonne do "kompromisu" gnomy od Jarka i ciągnie się ich do góry tak, że mało się im uszu nie pourywa. chodzi o rozłamowców z PiSu. szczególnie żenujące są te babskie spytki pań z nowej formacji u MO. w krótkim czasie TVN nałupało im te pięć procent i z dumą donosi, że wejdą do Sejmu. na pierwszy rzut oka widać, że nie zagospodarują oni elektoratu PISu, a precyzyjnie mówiąc jego lidera. zdecydowanie lepiej pohulać sobie mogą wśród lemingów. pozornie jest to zatem sprzeczne z interesami PO, która o dziwo wypowiada się o nowej inicjatywie w samych superlatywach. są to prawdopodobnie przygotowania na wahnięcie nastrojów wyborców, które w razie finansowej zapaści państwa, musi nastąpić. zrzucenie odpowiedzialności na PiS będzie tak trudne, że ludzie mogą nie przełknąć takiego zakalca. na całe szczęście alternatywa będzie już w zanadrzu i ster ani na chwilę nie trafi w niepowołane ręce, tj. kogoś spoza układu kliki rządzącej.

zawsze chodzi o wykreowanie figuranta, który w razie większej wpadki zastąpi skompromitowanych liderów - np. takiego ubabranego po samo czoło Clarence'a Royce'a, który przez 8 lat burmistrzowania może teraz spokojnie dokończyć żywota na emeryturze. poza tym umówmy się: Carcetti na figuranta nadaje się wyśmienicie: ma urodę chłopca, ufny wygląd, ładną żonę, dwie urocze córeczki. w dodatku całą swoją kampanie oparł na kuriozalnym nieporozumieniu (w piątym sezonie wyjdzie na jaw, o co chodzi, więc już się zamykam), a do tego otacza się ekipą najlepszych doradców i ma wtyki we wszystkich najważniejszych instytucjach - od ratusza po departament policji.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości