-- Laozi
22-11-2013, 23:24
|
The Wire
|
|
Niektórym "The Wire" wolniej dochodzi. Najważniejsze to nie zrazić się, a nim się obejrzysz nie tylko wsiąkniesz w serial totalnie, ale i ze łzami w oczach będziesz oglądał ostatnie minuty piątego sezonu nie dowierzając, że to już koniec :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 22-11-2013, 23:24
Ja mimo że widziałem "The Wire" 4-5 razy w całości, to też pamiętam że pierwszy seans był przez 3-4 odcinki dosyć męczący, ale potem już było bardzo dobrze. To chyba wina tego że sporo się w serialu dzieje i trzeba trochę czasu żeby to ogarnąć i się z tym oswoić. Na pewno bym nie rezygnował przed ukończeniem pierwszego sezonu.
23-11-2013, 08:30
No bo THE WIRE to serial męczący i nudny, ale taki jest jego sens. Nie ma tu dużo emocji, jest dość chłodny, ale fascynujący. Ja nie uroniłem łzy na koniec - ani ze względu na jakiś fabularny zabieg, ani ze względu na zakończenie serialu. Czułem satysfakcję i w sumie nie brakuje mi tego serialu, zwłaszcza, że zakończenie sugeruje, że ogladalibyśmy podobny przebieg następnych serii.
23-11-2013, 10:15
Czy ja wiem czy taki męczący? Ciężko, mi się oglądało jedynie pierwszy sezon, gdyż twórcy zbyt szybko rzucają widza na głęboką wodę i trzeba od razu ogarnąć wszystkie powiązania itp. Do tego sposób opowiadania znacząco odbiega od innych produkcji tv. Ale od drugiego sezonu nie męczyłem się ani przez chwilę.
Why are you firing wallnuts at me?
23-11-2013, 10:41
Też nie powiedziałbym, że nudny i męczący - może na pierwsze 2, 3 odcinki po cichutku narzekałem, ale potem jak już się rozkręca to nie pamiętam żadnego momentu w którym chciałbym, aby jakiś wątek się skończył czy coś takiego.
23-11-2013, 11:29
Nudny i męczący, w sensie, że nie zapewnia adrenaliny i emocji przykuwających do ekranu. Tu nie ma narastającego napięcia, gęstniejącego dramatu - THE WIRE to serial obyczajowy, a nie sensacyjny jak THE SHIELD czy BREAKING BAD.
Nudny i męczący nie oznacza, ze chce, zeby sie skonczyl jakiś wątek. Oznacza, że jest ciężkie i powolne. Może lepszym okresleniem byloby "wymagajce", ale to troche nobilituje fanów THE WIRE, czego nie chcialem robić. ;) 23-11-2013, 11:42
Ej, ale emocji bardzo dużo jest w tym serialu. Jasne, są przykryte skorupą (bo i o tym między innymi przecież jest serial, o zamordystycznej skorupie zrzucanej na ludzi) i dawkują je bardzo oszczędnie - ale kiedy już to robią - te emocje są bardzo intensywne.
Np. McNulty i Bunk. Ich dialog o tym, jak Moreland był delikatny, kiedy musiał wydymać Jimmy'ego to jedno z najlepszych, najpiękniejszych heteroseksualnych wyznań miłości zarejestrowanych kamerą. Albo Avon i Stringer Bell. Tutaj nie można za dużo napisać, żeby nie spojlować, ale dwie (w sumie trzy) wiadome sceny z nimi są na swój sposób bardzo wzruszające. Tak samo D'Angelo i Wallace. Herc i Carver. Freamon i praca. McNulty i praca. Przykłady można mnożyć i mnożyć. "The Wire" ma chłodny sposób narracji, niemal dokumentalny, ale nie przytłumia tym "ludzkości" postaci, ani ich relacji.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 23-11-2013, 12:37
Albo McNulty i jego specyficzna więź z przestępcami. Przecież jego reakcja na miejscu zbrodni pana B. to coś, czego na próżno szukać w innych produkcjach...
23-11-2013, 18:51
Ja gdzieś tak od połowy drugiego sezonu zacząłem dawkować sobie odcinki, żeby za szybko 'The Wire' nie skończyć. Inne seriale mogą być co najwyżej 'fajne', 'ciekawe', 'wciągające', ale żaden nawet nie zbliża się do poziomu 'Kabla'. Pamiętam to powracające uczucie, które przychodziło za każdym razem, gdy odcinek kończył się i rozbrzmiewał 'The Fall'. Uczucie, że oto uczestniczyłem w czymś wyjątkowym, wartościowym... mądrym.
Zazdroszczę ludziom, którzy tego serialu jeszcze nie widzieli. Zazdroszczę Ci, military. Ja mam takie paskudne przeczucie, że nie trafię już na rzecz tej klasy.
One day closer to death.
23-11-2013, 19:12
Treme i 3 sezon, kiedy to pojawia się policja i przestępstwa trochę powtarza widziany w the wire schemat. Może to już takiej mocy nie ma, ale zawsze miło popatrzeć jak Simon na nowo rozwija wątek, na którym dobrze się zna.
23-11-2013, 19:21 (23-11-2013, 12:37)Hitch napisał(a): Ej, ale emocji bardzo dużo jest w tym serialu. Jasne, są przykryte skorupą (bo i o tym między innymi przecież jest serial, o zamordystycznej skorupie zrzucanej na ludzi) i dawkują je bardzo oszczędnie - ale kiedy już to robią - te emocje są bardzo intensywne.Może. Nie wiem. Najwyraźniej jestem strasznym twardzielem, bo w żadnym momencie THE WIRE się nie wzruszyłem, nie siedziałem w napięciu na brzegu fotela, ani miałem wrażenia, że eksploduje mi serce - a tak było przy THE SHIELD, BREAKING BAD, BAND OF BROTHERS i paru innych serialach, które uważam za wybitne. Przez emocjonalny dystans, który bez wątpienia zachowuje THE WIRE, nie ma za bardzo na to miejsca (nawet śmierć Wiadomo-Kogo w pierwszej serii mnie nie wzruszyła). Nigdy nic takiego nie miało miejsce, ale łechtał mnie w inny sposób i dlatego również znajduje się w moim TOP wybitnych seriali. Zwłaszcza, że nigdy nie myślałem, że będę lubił serial obyczajowy. 23-11-2013, 19:41
Nikt nie twierdzi, że The Wire jest pozbawiony emocji. Ale tak jak pisze Crov, na pewno nie "epatuje" nimi, nie wystawia ich na pokaz tak jak inne seriale. Więź z The Wire buduje się z czasem, scenariuszowe pomysły robią wrażenie z perspektywy całych sezonów, mają sens i emocjonalny power gdy powiąże się je z tłem i zasadami przedstawionego świata, które Wire buduje powoli. Możemy mówić o najwybitniejszej produkcji TV, ale na poziomie pojedynczych odcinków, The Wire na pierwszy rzut oka dupy nie urywa. Więc reakcja Millitarego na pilot aż tak mnie nie dziwi. Trza po prostu oglądać dalej.
Z drugiej strony, jeżeli już teraz narzeka na policyjny żargon (który mi zawsze się podobał, nie tylko ze względu na autentyzm, ale również to, że bohaterowie nie rzucają nim bez powodu. To nie jest jakieś puste narzędzie stylistyczne, które ma pokazać, że "oto mamy do czynienia z serious procedural drama"), to potem będzie jeszcze gorzej :)
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
23-11-2013, 19:43 (23-11-2013, 19:43)Proteus napisał(a): Nikt nie twierdzi, że The Wire jest pozbawiony emocji. Ale tak jak pisze Crov, na pewno nie "epatuje" nimi, nie wystawia ich na pokaz tak jak inne seriale.Ja bym tak tego nie ujął, bo to brzmi jak tamte seriale robiły coś na siłę, a tak nie jest. Po prostu ujęcie w THE WIRE jest znacznie mniej personalne, mimo wszystko. Nie bez powodu z taką łatwościa McNulty, pozornie główny bohater, staje się postacią epizodyczną w czwartej serii. W BREAKING BAD czy THE SHIELD nie można by tego zrobić. 23-11-2013, 19:45
Nie miałem na myśli, że inne seriale robią to w jakiś tańszy sposób i nie napisałem tego by wywyższyć "Kabel". W innych seriach fabularne wolty są po prostu nieco bardziej wyeksponowane, dramatyczniej przedstawione, bardziej skupione na bohaterach i ich dramatach zamiast na ogólnym obrazku. To jak bardzo i w jaki sposób już zależy od konkretnego serialu. Ja też cenię Wire za inne rzeczy, "przyziemność" narracji jakoś szczególnie mnie nie pociąga.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
23-11-2013, 19:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-11-2013, 19:57 przez Proteus.)
'The Shield' akurat bardzo dużo robi 'na siłę', takiej jazdy bez trzymanki i 'z deszczu pod rynnę' trudno doświadczyć gdzie indziej, może jeszcze w 'SoA', ale nie jestem w stanie uwierzyć, że w piątym czy szóstym sezonie można to jeszcze traktować na poważnie i przeżywać prawdziwe emocje.
One day closer to death.
23-11-2013, 19:54
Można. Chyba, że ktoś po raz pierwszy spotyka się z taką formą jak 'dramat' to moze miec z tym problem.
23-11-2013, 19:58 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-11-2013, 19:58 przez Gal Anonim.)
Częstotliwość pojawiania się McNulty'ego w czwartym sezonie to średnio udany eksperyment, ale tylko dlatego, że to tak klawa postać, za którą się po prostu tęskni. Jednak rozumiem, że Dominicowi Westowi się przykrzyło do domu (jest Anglikiem) i w sumie serial jak na taką woltę to dobrze załatał dziurę po nim resztą zawartości. No i tym większy jest impet jego powrotu w piątej serii, łącznie z nastawieniem "to wam teraz, kurwa, pokażę" :)
Cytat:w żadnym momencie THE WIRE się nie wzruszyłem, nie siedziałem w napięciu na brzegu fotela, ani miałem wrażenia, że eksploduje mi serce Te, które wymieniłem + Omar idący na polowanie, D'Angelo i Wee Bey w Filadelfii, Michael i Snoop, ostatnia rozmowa Michaela i Cutty'ego, McNulty dymający Rawlsa, rozmowa z seryjnym mordercą oraz wiele innych, bo mi się odechciało wymieniać :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 23-11-2013, 21:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-11-2013, 21:30 przez Hitch.)
Jestem po 4 czy 5 odcinkach i muszę powiedzieć, że na razie ten serial jest jak dobra kupa. Na początku trzeba trochę pocisnąć, ale jak już pójdzie, czuć błogość i przyjemny chłodek. Odcinki od drugiego dalej weszły mi już lekko, intryga zaintrygowała, bohaterowie stali się zrozumiali, no i ciekawi mnie, co będzie dalej.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to mało ciekawy sposób filmowania - kadry są zwyczajnie słabe, filmowane równolegle do ściany, wygląda jakby to robili totalnie po taniości. Breaking Bad momentami zabijał realizacją - tutaj mamy wizualnie średniobudżetowy serial obyczajowy. Dialogi jednak i poszczególne sceny potrafią zarządzić, tak jak ta, kiedy McNulty z partnerem rozkminiają zabójstwo, rzucając chyba z czterdzieści fucków i pochodnych. Sweet.:) 23-11-2013, 23:14
Now you're talking!
Wiedziałem, że ci podejdzie. Nie ma innej opcji :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 23-11-2013, 23:21 |
|
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |