nie no, ja rozumiem, że dzieciaki wcześniej zaczynają angielski, ale jak byłem przypadkiem w kinie w dzień premiery Aut 2 to widziałem jakie smyki stały po bilet w kolejce z rodzicami. były to dzieciaki, które nawet jeśli już umiały czytać i miały osłuchany angielski to na pewno nie leciały z tekstem w tempie, które by pozwoliło nadążyć za napisami. przecież obecnie filmy animowane to są naładowane akcją i przygodą produkcje gdzie trzeba podzielić uwagę między obraz a tekst, i jeszcze za nim nadążyć. wspominając chociażby takiego Shreka, to tam słowotok postaci był momentami ogromny. mogę sobie tylko wyobrazić w jakim tempie zasuwałyby napisy.
a wybór 'napisy czy dubbing' zawsze istnieje na dvd/bd. wypada jeszcze zapytać jaki procent tych, których wnerwia dubbing w animacjach chodzi na te filmy do kina, bo tu sobie stare konie prawią, a ilu z nich bezdzietnych siada na sali kinowej? :)
15-05-2012, 18:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-05-2012, 18:45 przez MauZ.)
(15-05-2012, 18:41)MauZ napisał(a): a wybór 'napisy czy dubbing' zawsze istnieje na dvd/bd.
wow, no po prostu powinienem paść na kolana, że:
a) muszę czekać jakieś pół roku dłużej, żeby po ludzku film obejrzeć
b) zapłacić za niego 3 razy tyle - w ciemno
c) obejrzę go na mniejszym ekranie
Ja i tak wciąż czekam na Muppety i Piratów od Aardmana, a Ty mnie jeszcze denerwujesz dodatkowo :P
Cytat:a ilu z nich bezdzietnych siada na sali kinowej? :)
No ja chodzę, albo raczej chodziłbym częściej, gdyby nie ww sytuacja. Byłem np. na Toy Story 3 i HTTYD, ale głównie dlatego, że tam dubbing miał ręce i nogi i nie musiał być pod jakiś względem bardziej dopasowany. W Brave ten numer zwyczajnie nie przejdzie, no po prostu nie ma chuja, co już po trailerze słychać. A co gorsza ci debile jeszcze coraz częściej sięgają po filmy aktorskie - do zarzygania po prostu.
A że dzieci nie nadążają - srał je pies, niezła wymówka. Jak ja byłem w ich wieku, to nie było przebacz, trza było nadążać za napisami, korzystać z pomocy matki (choć wtedy istniało niestety też takie zjawisko, jak lektor w kinie i wciąż mam traumę po paru seansach) albo zwyczajnie wytężać mózgownicę, jak się czegoś nie rozumiało w obcym języku (w końcu film, nawet bajka, to głównie obraz i jakiś kontekst). Poza tym do wielodzietnych rodzin też mogę odnieść taki tekst: niech sobie czekają na dvd/br, które będą mogli w spokoju (głównie innych ludzi) obejrzeć w domu :P
Liczę, że w którymś momencie ta banda debili wyzdycha po prostu i dystrybucją filmów zajmą się ludzie z naszego pokolenia, którzy wiedzą, że lepiej filmy do kin wpuszczać bez dubbingu lub w dwóch wersjach, że lepiej dać ludziom opcję obejrzenia filmu zanim do netu wpuści go pirat i takie tam...
co do dubbingowania filmów aktorskich to pełna zgoda. zakuć w dyby i wystawić na widok publiczny tych, którzy się na to decydują. jednak są tacy 'co płacą i wymagają' filmu aktorskiego z dubbingiem i dostają czego chcą! ;)
akurat ten nadchodzący Pixar jest dość specyficzny, bo powiedz mi Mefisto, jak Ci się wydaje:
- ile osób, które pójdą do kina, ma pojęcie o folklorze rejonu w którym będzie rozgrywać się akcja?
- ile osób, które pójdą do kina, wie, że tamtejsi ludzie mają mocno charakterystyczny akcent, różniący się od amerykańskiego?
- ile osób, które pójdą do kina, rozpoznaje ze słuchu różnicę między szkockim angielskim a amerykańskim angielskim?
można teraz sobie mówić o braku profesjonalizmu polskich dystrybutorów, ale chyba te rzeczy o których piszę wyżej mocno decydują o podejmowanych decyzjach. w tym przypadku to ja już wolę Szkotów mówiących płynną polszczyzną niż aktorów dubbingowych starających się tę polszczyznę akcentować na szkocką modłę. obaj wiemy, że opcji oryginalny dźwięk + napisy w kinie nie zobaczymy. zresztą w tym kraju już się przyjęło, że animacja = dubbing. w dodatku filmy animowane oglądają też dzieciaki, które nie potrafią czytać, a jednak też są targetem takich filmów. przykładowo moja kuzynka, która czytać jeszcze nie potrafi, a swego czasu biegała po domu i śpiewała złomkowy "siwy dym" ;) miałby ją i resztę podobnych dzieciaków pozbawić tej przyjemności?
buntowanie się, że w polskich kinach nie ma do wyboru seansu z dubbingiem i seansu z oryginalną ścieżką dźwiękową to trochę walka z wiatrakami. najzwyczajniej w świecie seanse w oryginale nie będą się kinu opłacać, bo na sali będą garstki.
zresztą akurat produkcje Disney/Pixar są w naszym kraju porządnie zdubbingowane i uważam, że nie mamy się czego wstydzić w tej kwestii. dodam nawet, że według mnie mamy pozycje, które są lepiej zdubbingowane niż brzmią w oryginale.
co do napisów to pozostaje jeszcze jedna, według mnie istotna, kwestia, a mianowicie tłumaczenie lokalnych kulturowych żartów. w przypadku zestawienia oryginalna ścieżka dźwiękowa + napisy pozostają dwie opcje:
- napisy tłumaczą dosłownie to co słychać, a wtedy nie każdy załapie o co chodzi,
- dźwięk swoje, a napisy swoje. wtedy dochodzi do powstania takiego potworka jakiego miałem okazję zaobserwować w kinie na pełnometrażowym Miasteczku South Park. śpiewali wtedy "What would Brian Boitano do?", a napisy "Co by zrobił Zbigniew Boniek?". to ja już wolę 'spolszczenie' żartu w dubbingu.
mam nadzieję, że nikt tego drobnego offtopu nie potraktuje jako poważne wykroczenie :)
(18-05-2012, 20:13)MauZ napisał(a): - ile osób, które pójdą do kina, ma pojęcie o folklorze rejonu w którym będzie rozgrywać się akcja?
- ile osób, które pójdą do kina, wie, że tamtejsi ludzie mają mocno charakterystyczny akcent, różniący się od amerykańskiego?
- ile osób, które pójdą do kina, rozpoznaje ze słuchu różnicę między szkockim angielskim a amerykańskim angielskim?
1.
Cytat:Od zarania dziejów w dzikich i górzystych regionach Szkocji historie epickich bitew oraz mistyczne legendy przekazywane są z pokolenia na pokolenie.
a wziąłem pierwszy z brzegu opis z polskiego netu - więc tak, kurwa, myślę, że wiedzą. A jak nie wiedzą, to się dowiedzą.
2. Co do wszystkich tych pytań to nie mają one dla mnie żadnego sensu, bo m.in. po to jest kino, żeby pokazywać i uczyć czegoś nowego, przedstawiać jakiś konkretny świat, o którym nie musimy mieć pojęcia. Chyba nie pytasz ludzi 'idących' na Ojca chrzestnego czu mają pojęcie o włoskiej mafii, italiańcach w usa, ich akcencie i tym podobnych. Jakie to ma niby znaczenie? Jakie znaczenie ma rozpozawanie ze słuchu akcentów przeciętnego Kowalskiego?
Cytat:można teraz sobie mówić o braku profesjonalizmu polskich dystrybutorów, ale chyba te rzeczy o których piszę wyżej mocno decydują o podejmowanych decyzjach.
eeee, raczej nijak nie mają na nie wpływu? a dystrybutor jest w tym przypadku mało profesjonalny, bo tylko i wyłącznie dubbingiem, w dodatku odwalonym ot tak, bez przyłożenia, zabija zwyczajnie ducha oryginału, charakter postaci i poniekąd sens całości.
Cytat:w tym przypadku to ja już wolę Szkotów mówiących płynną polszczyzną niż aktorów dubbingowych starających się tę polszczyznę akcentować na szkocką modłę.
Wszystko zależy od tego jak im by to wyszło, jak brzmiało - myślę, że byłoby to możliwe. Zresztą można by także pójść i w innym kierunku, w końcu Szkoci to przecież taka 'odmiana' górali, a my mamy górali, więc... Jakby nie było dla chcącego nic trudnego - tymczasem Brave zwyczajnie olano, traktując jak kolejny film o gadających autach (swoją drogą aż się boję zapytać jak wypadła a Autach 2 polska interpretacja brytyjskiego agenta - pewnie mówił jak rodowity poznaniak :D )
Swoją drogą to chyba w Ratatuj jakoś się udało oddać atmosferę Francji w dialogu właśnie - nie pamiętam w każdym razie, żebym się w kinie za głowę łapał, acz musiałbym sobie film przypomnieć pod tym kątem.
Cytat:miałby ją i resztę podobnych dzieciaków pozbawić tej przyjemności?
a co - niech się uczy dzieciak :P
Cytat:buntowanie się, że w polskich kinach nie ma do wyboru seansu z dubbingiem i seansu z oryginalną ścieżką dźwiękową to trochę walka z wiatrakami.
A to niby czemu? Skoro nagle jakiś koleś w wywiadzie o Avengers twierdzi, że cieszy się, iż dał ludziom możliwość wyboru obejrzenia tychże w dwóch wersjach (właśnie zdubbingowanej, jak i z napisami), to ja się pytam, czemu pozbawiać tej możliwości przy innych filmach, także animowanych?
Cytat:najzwyczajniej w świecie seanse w oryginale nie będą się kinu opłacać, bo na sali będą garstki.
A czy ja mówię, żeby wprowadzać jedynie z napisami? Nie. Więc na pewno by na tym nie stracili - powiedziałbym, że więcej tracą wypuszczaniem jedynie zdubbingowanej wersji, bo mojej kasy już przykładowo nie zobaczą, a i znam sporo innych osób, które na ten film zwyczajnie nie pójdą, bo "jest tylko dubbing". Więc zwalanie na frekwencję i finanse także nie przyniesie tu skutku.
Cytat:zresztą akurat produkcje Disney/Pixar są w naszym kraju porządnie zdubbingowane i uważam, że nie mamy się czego wstydzić w tej kwestii.
Nie zgodzę się. Nawet jeśli większość z nich 'daje radę' i nie kłuje w uszy, to z reguły przegrywają już na starcie z oryginałem. Ostatnio specjalnie przypomniałem sobie i porównałem pod tym względem Finding Nemo i w momencie wejścia rekina zaliczyłem potężny facepalm (nasz Bruce - abstrahując od jego wymyślnego polskiego imienia - brzmi jak zapijaczony Kazio spod budki z piwem). Tak więc jeden Shrek, czy porządniej zrobieni Zaplątani wiosny nie czynią.
Cytat:co do napisów to pozostaje jeszcze jedna, według mnie istotna, kwestia, a mianowicie tłumaczenie lokalnych kulturowych żartów.
Kwestia powiedziałbym niezbyt istotna względem dubbingu - bo źle przetłumaczony, czy niezrozumiany przez tłumacza żart będzie failem tak czy siak (a w wersji z napisami masz okazję przynajmniej zapoznać się od razu z oryginałem). Poza tym ile takich żartów pojawia się w filmie? Dwa? Trzy? Zresztą w dubbingu polskim panuje raczej odwrotna moda - usilne dodawanie odniesień do polskiego podwórka, tam gdzie ich nie ma. I tu też muszę powiedzieć, że poza Shrekiem i pojedyńczymi przykładami z innych bajek, raczej gryzie to w uszy. Więc sorry, ale jest to kolejny argument za napisami.
Widze, że Leoś upodobał sobie granie w nudziarskich biografiach. Oby rola zwyrodniałego plantatora ciemiężyciela negrów u Quentina okazała się odskocznią od tej mielizny. Dla tej roli zamierzam obejrzeć nowego Tarantino :)
Anachronizm soundtrackowy (nie wiem czy to ma sens, chcę po prostu zabrzmieć mądrze) jest spoko. Romeło PLUS Dżuliet też było specyficzne, więc w sumie nie zdziwiłoby mnie współczesne brzmienie w filmie. Bo poza tym wygląda bardzo klasycznie. Nie ma w nim nic ciekawego dla mnie.