Westerny
#61
Negrin napisał(a):Facet, obudź się. Co to znaczy "nie było"?

obudziłem się i powtarzam: nie było. czytaj uważnie, co się pisze. one (te czasy - przyp. Mental) powstały pod dachem, w hollywoodzkich studiach, pod okiem Haysa, który czuwał, by przypadkiem żaden czerwonoskóry nie okazał się bardziej moralny od białego kowboja, a szeryf przed pójściem spać mówił paciorek do krzyża nad wyrkiem.

Cytat:I nie można stworzyć westernu, który by się do niego choćby między wierszami nie odnosił.

o tym też pisałem. jak chcesz się odnieść i sadzić komunały, to napisz prace doktorską. wtedy się możesz odnosić do woli i wypisywać mądrości, że nie wszyscy Indianie są źli. w całej tej dyskusji chodzi natomiast o to, że aby zrozumieć/docenić/cokolwiek filmy Leone, Peckinpaha czy Eastwooda NIE TRZEBA znać klasyki. mało tego, z większością klasycznych westernowych pozycji nie warto się w ogóle zapoznawać, bo to dziecinada i stek bzdur. ja przynajmniej konsekwentnie odradzam każdemu takie podróże sentymentalne. no chyba ze jak powiedziałem masz zamiar się doktoryzować z filmoznawstwa.

freak napisał(a):The Schofield Kid, gadek o Królu i jego majestacie itp. itd. (sorry za powtórzenia)

freak, wbrew temu, co piszesz, sprawiasz wrażenie gościa z klasyka otrzaskanego. w przeciwnym razie skąd byś wiedział, na co jest miejsce w 'Unforgiven', a na co nie? jak to z toba w końcu jest: znasz klasykę czy nie znasz?

Cytat:RZECZ CZTERY: RZECZ 1 + RZECZ 2 + RZECZ 3 = kino rozrachunkowe =/= manifest artystyczny. Dobrze godom ?

powiem ci, jak ja to widzę: 'Unforgiven' to film o zabijaniu. wyłącznie o tym. po roku 1966 problematyka zemsty czy ogólnie odbierania życia drugiemu człowiekowi (w świetle prawa, za pieniądze, dla przyjemności, z pobudek ideologicznych) stały się osią gatunku, wokół której obracały się pozostałe tematy, takie jak pragnienie wolności, dyskryminacja rasowa etc. kręcąc zatem film o zabijaniu, Eastwood robi rozrachunek nie z westernem, lecz "antywesternem". co prawda, w westernach sprzed 1966 roku bohaterowie dużo się strzelali, ale nikt tak naprawdę nie ginął. całość przypominała bieganinę dzieciaków na podwórku przed blokiem. oczywiście możesz doszukiwać sie w 'Unforgiven' odniesień do klasyki. nikt ci nie broni. tylko proszę, rób to tak, żebym nie słyszał:)

Odpowiedz
#62
Mental napisał(a):
Cytat:Facet, obudź się. Co to znaczy "nie było"?
obudziłem się i powtarzam: nie było. czytaj uważnie, co się pisze. one (te czasy - przyp. Mental) powstały pod dachem, w hollywoodzkich studiach
Mental, o czym Ty mówisz? Tutaj gadamy o filmach czy o historii amerykańskiego Zachodu? Bo na razie to Ty banały sadzisz, przekonując (kogo? bo to wszyscy wiedzą), że klasyczne westerny nie przedstawiały autentycznego świata. Tylko co to ma do rzeczy? Jaki to ma związek ze sprawą? Po co o tym mówić? Tutaj (naturalnie, bo to forum filmowe) jest rozmowa o krajobrazie f i l m o w y m. Twój wykład ma mniej więcej takie samo znaczenie dla sprawy jak wówczas, gdybyś opowiadał nam, że mit arturiański nie ma żadnego związku z rzeczywistością, podczas gdy my byśmy rozmawiali o relacji między tym mitem a późniejszymi dziełami, które się do niego odnoszą. Nie ma znaczenia. W powszechnej świadomości król Artur wyjął miecz z kamienia, a kowboj kładł płaszcz na kałużę, żeby dama mogła przejść. I w tym kontekscie ogląda się późniejsze antywesterny i westerny rozliczeniowe. Nie chodzi o to, że reżyser mówi do kamery: "Patrzcie, teraz będę pokazywał różnice między starym westernem a rzeczywistością". Chodzi o to, że taki jest kontekst. I nie ucieknie się od tego kontekstu, bo western jest gatunkiem tak specyficznym i silnie zakorzenionym w świadomości. Naturalnie amerykańskiej bardziej niż naszej.

Mental napisał(a):w całej tej dyskusji chodzi natomiast o to, że aby zrozumieć/docenić/cokolwiek filmy Leone, Peckinpaha czy Eastwooda NIE TRZEBA znać klasyki.
OCZYWIŚCIE, że nie trzeba. Ale Ty porywasz się na dowód -- z góry skazany na klęskę -- że między tymi westernami a klasyką nie ma związku. Że tylko przypadkiem korzystają z tego samego gatunku. Że twórcy (bardziej Peckinpah i Eastwood niż Leone) nie mieli pełnej świadomości, z czym się rozliczają -- nawet jeśli nie było to celem nadrzędnym samej produkcji.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#63
Negrin napisał(a):W powszechnej świadomości król Artur wyjął miecz z kamienia, a kowboj kładł płaszcz na kałużę, żeby dama mogła przejść. I w tym kontekscie ogląda się późniejsze antywesterny i westerny rozliczeniowe

w powszechnej świadomości król Artur to bujda. zarówno w wersji bajkowej (dla dzieci), jak i realistycznej (dla dorosłych: mnóstwo krwi, gołych cycków, syfu i zgnilizny) król Artur wyjmuje miecz z kamienia. i to jest super. natomiast kowboj kładący płaszcz na kałuży łajna, żeby dama mogła w trzewiczkach podreptać na druga stronę drogi, nie ma swojej wersji realistycznej. kapisz? mam nadzieje, ze tak, bo już prościej wytłumaczyć się tego nie da.

Cytat:I w tym kontekscie ogląda się późniejsze antywesterny i westerny rozliczeniowe.

nie. w tym kontekście oglądają westerny studenci, którzy w pocie czoła próbują wymęczyć nikomu niepotrzebny rozdział magisterki. nikt normalny nie zestawia Peckinpaha z klasyką. mędrzec z głupkiem nie polemizuje, bo się ośmieszy. powtórze za Oliverem Stone'em: mit Dzikiego Zachodu stworzył Peckinpah. i dodam od siebie: wcześniej nie było Dzikiego Zachodu.

Odpowiedz
#64
Mental napisał(a):kapisz? mam nadzieje, ze tak, bo już prościej wytłumaczyć się tego nie da.
Szczerze? Kompletnie nie wiem, co miał znaczyć akapit poprzedzający powyższe pytanie. Nie to, że się zgadzam czy nie zgadzam. Wcześniej musiałbym wiedzieć -- z czym. Widze słowa, rozpoznaję gramatykę, która je łączy, rozumiem znaczenia semantyczne, ale nie widzę pragmatycznej treści. W takich warunkach nie jestem w stanie polemizować :)

Mental napisał(a):
Cytat:I w tym kontekscie ogląda się późniejsze antywesterny i westerny rozliczeniowe.
nie. w tym kontekście oglądają westerny studenci, którzy w pocie czoła próbują wymęczyć nikomu niepotrzebny rozdział magisterki. nikt normalny nie zestawia Peckinpaha z klasyką.
Tak twierdzisz Ty. A ja stwierdzam, że to nieprawda. Powtórzę za jakimś człowiekiem, którego nie potrafię wskazać z imienia i nazwiska: konstytucja daje Ci prawo się mylić. I dodam od siebie: wziąłeś metaforę Stone'a, potraktowałeś ją dosłownie, dodałeś swoje trzy grosze i wyszła bujda na resorach :)

Raczej pora na EOT.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#65
Cytat:nie wiem, co miał znaczyć akapit poprzedzający powyższe pytanie

jasne, że nie wiesz. gdybyś wiedział, musiałbyś przyznać mi rację:)

Cytat:Tak twierdzisz Ty.

Tak, tak twierdze Ja:)

Cytat:A ja stwierdzam, że to nieprawda.

a stwierdzaj sobie, co tylko chcesz. ale po cichu, bo jak będziesz mówił na głos, to się ośmieszysz. tak kończą wszyscy, którzy udowadniają w swoich elokwentnych elaboratach, że "antywestern" polemizuje z westernem. nie chodzi o to, że są w błędzie. bynajmniej. chodzi o to, że wala takie truizmy, że monitor spierdala z biurka:) tymczasem western to gatunek mocno niebanalny, który niestety za sprawa prostackiej publicystyki obrósł tłuszczykiem nikomu niepotrzebnych polemik. koniec końców, wszystko sprowadza się do nazewnictwa. "antywestern" to chyba najgłupszy termin, jaki został ukuty przez filmoznawców.

i jeszcze do freaka:

freak napisał(a):Czyli - krótko - Eastwood IMHO z wczesnym Johnem Wayne'em też się żegna.

wczesnego Wayne pożegnał sam Wayne, tyle że późniejszy.

Cytat:Pamiętaj Mental, skąd się wzięło właśnie Hollywood - to nie tylko chodziło o to, żeby uciec na drugi koniec kraju przed prawem patentowym. Tam były wymarzone warunki, żeby kręcić westerny !!!

niby warunki były, ale i tak większość ujęć kręcili w hangarach.

Odpowiedz
#66
Skubany nie pozwala mi na tego EOT-a, no.

Mental napisał(a):tak kończą wszyscy, którzy udowadniają w swoich elokwentnych elaboratach, że "antywestern" polemizuje z westernem.
Wiesz, co jest komiczne? Jeśli przeszukasz ten wątek, to się okaże, że o polemice "antywesternu" z westernem mówisz tylko Ty jeden. Innymi słowy: obalasz tezę, której nikt nie postawił. Smooth. Sztuka polega na tym, że w tym wątku powiedziano o niezamazywalnym kontekscie, jakim dla późniejszych filmów jest Złota Epoka Westernu. A Ty nie wiedzieć po co i na co rozpocząłeś świętą krucjatę. Jak kto wyszedł spod kamienia i nie wie, co to klasyczny western -- super, niech ogląda Peckinpaha, Leone i Eastwooda, i tak go rozwalą. Ale jak kto (jak większość ludzi na świecie, a już na pewno w Ameryce) ma w świadomości klasyczny schemat bajki o kowbojach, to na jaką cholerę, chcesz mu robić lobotomię i wycinać ten element kultury? Bo zapewniam Cię, że ww. reżyserom nikt lobotomii nie robił.

Mental napisał(a):koniec końców, wszystko sprowadza się do nazewnictwa. "antywestern" to chyba najgłupszy termin, jaki został ukuty przez filmoznawców.
Way ahead of you, son:

http://forum-kmf.fc.pl/viewtopic.php?p=116200#116200

Co prawda krócej i bez odwołań do głupoty i filmoznawców, ale ja to samo próbowałem powiedzieć u zarania tego wątku. I co, łyso Ci? :D
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#67
Cytat:Wiesz, co jest komiczne? Jeśli przeszukasz ten wątek, to się okaże, że o polemice "antywesternu" z westernem mówisz tylko Ty jeden. Innymi słowy: obalasz tezę, której nikt nie postawił.

w takim razie chyba nieuważnie przeszukiwałeś wątek:) cała ta dyskusja wzięła się stąd, że freak wyskoczył z tekstem, iż aby w pełni docenić 'Unforgiven', należy znać kontekst, tj. western. potem podpiął się pod to wszystko military i wyjaśnił, że znajomość westernu do niczego nie jest potrzebna, a na końcu podpiąłem się ja, stwierdzając, że od klasyki westernu zieje takim banałem, iż jakiekolwiek porównywanie go z "antywesternem" mija się z celem, bo samo w sobie stanowi banał jeszcze większy i nie najlepiej świadczy o osobie, która takiego porównania się podejmuje. uff...

Cytat:Ale jak kto (jak większość ludzi na świecie, a już na pewno w Ameryce) ma w świadomości klasyczny schemat bajki o kowbojach

ale my na forum KMF tym różnimy się od "większości ludzi na świecie", że próbujemy zmieniać ludzką świadomość:) inaczej jaki sens miałoby to forum?:)

Cytat:I co, łyso Ci? :D

niezbyt:) bo ja nie postrzegam "antywesternu" w kategoriach innego spojrzenia na western. dla mnie nie ma antywesternu, tak samo jak nie będzie anty-Batmana, kiedy ten doczeka się filmu w reżyserii Verhoevena:) będzie Batman - wersja "dla całej rodziny" tzw. Burtonowsko-Nolanowska oraz Batman dla dorosłych, czyli dojrzałe spojrzenie na mit superbohaterstwa.

Odpowiedz
#68
Mental napisał(a):w takim razie chyba nieuważnie przeszukiwałeś wątek:)
Przy pomocy ctrl+F. Ja wiem wszystko, o czym Ty teraz napisałeś. Ale Ty sobie wymyśliłeś "polemikę". Zresztą fajny jesteś, bo jak ja w poscie wyżej napisałem, że nie polemika, tylko kontekst, to Ty na to... że zaczęło się od kontekstu. Czy Ty mnie w ogóle czytasz, ziomek? ;)

Mental napisał(a):
Cytat:Ale jak kto (jak większość ludzi na świecie, a już na pewno w Ameryce) ma w świadomości klasyczny schemat bajki o kowbojach
ale my na forum KMF tym różnimy się od "większości ludzi na świecie", że próbujemy zmieniać ludzką świadomość:) inaczej jaki sens miałoby to forum?:)
Ok, poważnie, dajmy temu spokój, co? ;) Wyjmujesz jedno zdanie, nie najistotniejsze dla całości, resztę -- w tym kulminację akapitu, w którym zawiera się główna myśl -- pomijasz i bierzesz się za dyskusjęz tym jednym, luźno dobranym zdaniem. No całkiem jak z tą "polemiką" :) Ja chyba idę spać.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#69
Cytat:Czy Ty mnie w ogóle czytasz, ziomek? ;)

nie, Negrin, ja cie po prostu nie rozumiem.

:)

Odpowiedz
#70
No to w tym, jak widać, się zgadzamy ;)

I w sumie to jest ciekawy temat. Do magisterki :P
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#71
no przynajmniej wyszlo szydlo z worka: mental jest filmoznawca lub do tytulu owego kandydowal:)
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#72
Nie ma to jak wbijać się w polemikę z kompletnie zbytecznym pytaniem (nie dla mnie.) A brzmi ono: czy opowiadanie Elmora Leonarda, na podstawie którego nakręcono "15:10 do Yumy" i zeszłoroczny film o tym tytule wyszło w ogóle po polsku i gdzie? A jeśli nie wyszło, to gdzie je można odnaleźć?

O westernie napisze, kiedy będę w lepszej formie, na razie zapytam: skoro w filmie J. Forda "Człowiek który zastrzelił Liberty Vallanca"(1962) kompromituje się mit wolnego rewolwerowca, będącego przecież na usługach polityka, to znaczy, ze mamy do czynienia z antywesternem? Dla porządku dodam, że pisanie o westernach Peckinpaha jako o "antywesterach"uważam za kliszę. Peckinpah zrobił z westernu to, czym gatunek mógłby być. mam tu na myśli głównie "Dziką bandę", "Pat Garret i Billy Kid" doceniam, choć mnie nuży, ale tutaj Sam starał się zrobić coś innego. I jeszcze - do oglądania westernów Sergio Leone, S. Peckinpaha i "Unforgiven" Eastwooda nie trza kontekstu, wyluzujcie inni - do dobrego kina prawie nigdy nigdy nie trzeba kontekstu. Kontekst się przydaje, jeśli chce się babrać w jakichś tam znaczeniach rzekomo zakodowanych na wyższym poziomie, ale tak naprawdę, takie analizy rzadko bywają naprawdę odkrywcze. Mnie kontekst potrzebny jet głownie dla przyjemności. I tyle.
Na razie nie mam podpisu, ale na pewno wymyślę coś błyskotliwego...

Odpowiedz
#73
Co prawda cały długi akapit zdaje się sugerować coś całkiem innego, ale w końcu nadchodzi ostatnie zdanie:

Karaluch napisał(a):Mnie kontekst potrzebny jet głownie dla przyjemności. I tyle.
i ja mówię: no właśnie.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#74
sek w tym, freak, ze ty akurat nie potrzebujesz żadnego kontekstu. sprawiasz wrażenie gościa, który ów kontekst juz dawno głębiej poznał. wymieniasz postacie, sceny, gesty, dialogi, które twoim zdaniem łączą sie w jakiś tam sposób z westernem, przewartościowują go tudzież "żegnają się" z nim. tylko nie pisz mi teraz, ze strzelasz, bo ci nie uwierzę. tak celnie to nawet nie strzelali rewolwerowcy u Leone:) może po prostu - zamiast pieprzyc o docenianiu - zwyczajnie powiesz: "sorry, ludziska, filmik średnio mi sie widzi", a następnie wytłumaczysz, czemu średnio. za wolna narracja? za miałka intryga? mało wyrazisty bohater? dziury logiczne? bo zupa była za słona? cokolwiek. chętnie wysłucham. mowie bez ironii.

Odpowiedz
#75
Karaluch napisał(a):O westernie napisze, kiedy będę w lepszej formie, na razie zapytam: skoro w filmie J. Forda "Człowiek który zastrzelił Liberty Vallanca"(1962) kompromituje się mit wolnego rewolwerowca, będącego przecież na usługach polityka, to znaczy, ze mamy do czynienia z antywesternem?

A widzisz, mnie się zawsze wydawało, że to jest też bardziej film o polityku, któremu w wyniku jednego zdarzenia załamują się wszystkie ideały. I który w odpowiedzi na prawdę słyszy od dziennikarza: „Kiedy legenda staje się faktem, pisz o legendzie”.

Przynajmniej taki pogląd ja wysnułam w magisterce :P
[Obrazek: http://www.sloganizer.net/en/image,Eorath,blue,white.png]
From ghoulies and ghosties
And long-leggedy beasties
And things that go bump in the night,
Good Lord, deliver us!

Odpowiedz
#76
bez związku z tematem. po prostu przypomniał mi się Eric Cartman: Naw dude, independent films are those black and white hippy movies. They're always about gay cowboys eating pudding.

Odpowiedz
#77
freak_outXP napisał(a):OK - przyjmijmy - jak na forum filmwebu - dogmat, że Unforgiven jest obrazem wyjątkowym i ponadczasowym!
(...)
Nie wiem, czy gawiedź tutaj już utraciła umiejętność czytania ze zrozumieniem czy też specjalnie sili się na niepotrzebne złośliwości. Ja tu nie przyszedłem na pyskówki.
(...)
Mi się film podobał średnio. Pewnie pójdę do piekła.

Zamiast uderzac w tani sarkazm wyjasnilbys, dlaczego Unforgiven podobal ci sie srednio. Bo tlumaczenie, ze to wina nieznajomosci kontekstu jest po prostu spudlowane - film broni sie swietnie jako twor autonomiczny i nie potrzebuje do polubienia znajomosci gatunku (choc nie przecze, ze ta moze w pewnej mierze seans wzbogacic). Na to tez wlasnie wskazywali poprzednicy. Nikt tu nie twierdzil, ze film trzeba lubic, bo jest obrazem bezsprzecznie wyjatkowym (wspominales o czytaniu ze zrozumieniem?).

Odpowiedz
#78
Mefisto napisał(a):sęk w tym, że Poszukiwaczy można by swobodnie nazwać jednym z pierwszych antywesternów, bo właśnie zrywa z tym wszystkim, do czego przyzwyczaił na western, nie ma happy endu, jest wręcz przygnębiający - a już na pewno nie nazwałbym tego filmu klasycznym motywem fordowskim.
No może i racja, pytanie tylko, czy film nie-fordowski nakręcony przez Forda jest fordowski czy nie :)

Mefisto napisał(a):Jeździec znikąd = Shane, czyli czytamy posty powyżej Razz
Czytamy, czytamy, tylko przeoczyliśmy.

military napisał(a):Wiesz, dlaczego Leone wybral do roli zabojcow z prologu akurat tych trzech aktorow? Jak nie wiesz, kim oni sa, to sporo tracisz.
Aż poproszę o rozwinięcie, bo poza tym, że w zamyśle Leone mieli to być Eastwood, Van Cleef i Wallach to nie wiem, dlaczego akurat padło ma tych co ostatecznie zagrali.

Karaluch napisał(a):Nie ma to jak wbijać się w polemikę z kompletnie zbytecznym pytaniem (nie dla mnie.) A brzmi ono: czy opowiadanie Elmora Leonarda, na podstawie którego nakręcono "15:10 do Yumy" i zeszłoroczny film o tym tytule wyszło w ogóle po polsku i gdzie? A jeśli nie wyszło, to gdzie je można odnaleźć?

Nie, nie wyszło po polsku. Można je za to znaleźć na stronie http://www.truly-free.org (Three-Ten to Yuma and Other Stories). Co ciekawe, można też ściągnąć stamtąd 6 powieści Cormaca McCarthy'ego - wśród nich niewydane u nas zamknięcie Trylogii Pogranicza czyli "Cities of the Plain", a także "Blood Meridian".

Całą dyskusję śledzę z fascynacją, i moim zdaniem nie można nie zauważać faktu, że mimo całej swojej umowności klasyczny western tworzy po prostu mitologię Ameryki. A czy był realistyczny czy nie, to nie przy tym zupełnie nic do rzeczy. Zgadzam się z Negrinem (trafne porównanie do legend arturiańskich) - kwestia realizmu nie rzutuje na znaczenie mitotwórcze gatunku w tożsamości Stanów, którego po prostu nie da się ot tak zanegować. Dlatego "kowboj kładący płaszcz na kałuży łajna, żeby dama mogła w trzewiczkach podreptać na druga stronę drogi, nie ma swojej wersji realistycznej" - bo nie musi jej mieć, właśnie dlatego że jest postacią w kulturowym sensie mitologiczną. Przy czym oczywiście indywidualnie można mit/legendę uważać za bujdę, którą w istocie jest począwszy od starożytnej Grecji, ale to jakby nie wpływa na jego znaczenie kulturowe. I słowa Stone'a to dla mnie skrót myślowy, a nie stanowisko, że tak to ujmę, naukowe. Peckinpah zbudował mit Dzikiego Zachodu, ale przecież jednocześnie negując klasyczne ujęcie tego mitu, za co właśnie między innymi był krytykowany. Łopatologiczny przykład to "Pat Garrett i Billy Kid", który jest KOLEJNYM ujęciem tego motywu.

Mental, z tą Twoją pracą można się jakoś zapoznać?

Odpowiedz
#79
misiek-st napisał(a):Aż poproszę o rozwinięcie, bo poza tym, że w zamyśle Leone mieli to być Eastwood, Van Cleef i Wallach to nie wiem, dlaczego akurat padło ma tych co ostatecznie zagrali.

bo to gwiazdy klasyki westernowej, dlatego. jest taki film Peckinpaha zatytułowany Ride the High Country, w którym główne role graja weterani klasycznego Wild Westu: Randolph Scott i przede wszystkim Joel McCrea (w obsadzie pojawia sie rowniez ulubiony aktor Sama, jeden z najwspanialszych artystów, jakich spłodziła amerykańska ziemia, mianowicie Warren Oates).

Cytat:Mental, z tą Twoją pracą można się jakoś zapoznać?

trzeba było pytać 3 lata temu:)

Cytat:bo nie musi jej mieć, właśnie dlatego że jest postacią w kulturowym sensie mitologiczną.

zgoda. ale zauważ, ze nie o to w tym wszystkim chodzi. mnie wkurzają ludzie, którzy oglądają takiego Peckinpaha, po czym - z braku laku - robią z niego gościa od kina rozrachunkowego. dwuletnie dziecko potrafiłoby wyliczyć umowności klasycznego westernu! Peckinpah miał naprawdę milion ważniejszych rzeczy do powiedzenia niż polemikę z idiotyzmami kodeksu Haysa. jego celem było - jeśli zaufać biograficznym wspominkom - stworzenie mitu Dzikiego Zachodu od podstaw. nie na gruzach epoki poprzedniej, ale od nowa. niestety jankeski naród odziedziczył po przodkach pewien defekt (zapewne wynikający z braku własnej historii, co z drugiej strony stanowi niebagatelną zaletę), taki mianowicie, że niechętnie przyjmuje do wiadomości coś, co wykracza poza perfumowany stolec infantylnej superbohaterskiej legendy. a kowboj w pedalskich pantalonach jest dla przeciętnego Amerykanina superbohaterem, walczącym ze złem.

i w sumie wychodzi na to, że nawet jak człowiek chce, to nie ucieknie od pieprzonego kontekstu, generującego banalne tezy. skubany freakOut_XP :) wyskoczył z tekstem o konieczności docenienia 'Unforgiven' poprzez znajomość kontekstu i sie zaczęła nerwica. a ja za wszelka cenę chciałbym uniknąć sprowadzania westernu do komunałów rodem z jakiejś uczelnianej pogaduchy.

Odpowiedz
#80
Mental napisał(a):bo to gwiazdy klasyki westernowej, dlatego.
Myślałem, że to co mniej oczywistego :)
Mental napisał(a):jest taki film Peckinpaha zatytułowany Ride the High Country, w którym główne role graja weterani klasycznego Wild Westu: Randolph Scott i przede wszystkim Joel McCrea (w obsadzie pojawia sie rowniez ulubiony aktor Sama, jeden z najwspanialszych artystów, jakich spłodziła amerykańska ziemia, mianowicie Warren Oates).
Oczywiście znam "Strzały o zmierzchu", z Peckinpaha nie widziałem chyba tylko "Niebezpiecznych kompanów". Z takich ciekawostek obsadowych to jeszcze taka, że w pierwotnym "Lonesome Dove" (scenariusz powstał w 1971) mieli zagrać Wayne, Stewart i Fonda. Jednak Wayne odmówił, ponoć dlatego, że nie chciał grać "złego" w filmie, w którym "dobrym" miał być Stewart. Sam twierdził podobno, że nie chciał brać udziału w westernie o tak "schyłkowym" charakterze. Istnieje też teoria, że Wayne'a podburzył John Ford, zazdrosny o projekt westernu z TAKĄ obsadą. Taka tam ciekawostka...

Mental napisał(a):trzeba było pytać 3 lata temu:)
Trudno, myślałem, że może masz kopię :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości