BezcelowyAlbatros napisał(a):i trudno nie uwierzyć, że za kreacją poszczególnych postaci stoją w 99% ludzie ich odtwarzający...
Powiedziałbym, że nw 80% - aktorzy mają jednak sporo wspólnego z postaciami. Dość powiedzieć, że Cox miała oryginalnie dostać postać Rachel, ale z Monicą czuła więcej wspólnego i panie bez problemu się zamieniły. O tym, że sporo jest w serialu sytuacji improwizowanych czy też takich, które weszły do odcinka pomimo drobnych "wpadek" względem skryptu już nie wspominam :)
Cytat:Nie żeby były dużo słabsze, ale czuć pewną zmianę klimatu, chociaż sam nie wiem, w czym tkwi, tak naprawdę problem.
Bohaterowie dorośli, postarzeli się i to już w pewnym sensie nie było to samo, ale i tak jest w tych sezonach kilka genialnych odcinków :)
BezcelowyAlbatros napisał(a):sezony 8 - 10 w jakiś dziwny sposób odstają od pozostałych. Nie żeby były dużo słabsze, ale czuć pewną zmianę klimatu
Bo już powoli chciano zakończyć serial i dążyć przez ostatnie sezony do wyczekiwanej przez wszystkich kulminacji. A przynajmniej taka była w niektórych dodatkach mowa :wink:
BezcelowyAlbatros napisał(a):Gunther - szkoda, ze twórcy nie poświęcili mu i jego obsesji chociaż jednego, całego epizodu.
Ale dostał nagrodę- pocałunek od Rachel i był szczęśliwy. Czego więcej chcieć? Może rzeczywiście mogli zrobić z niego gwiazdę całego odcinka, ale dostał to na co zasłużył.
Obejrzałem trzy odcinki serialu "Joey". Zaiste, słabo. To znaczy Joey wciąż jest sobą i jego teksty (prawie) zawsze śmieszą i rozbrajają. Niestety, cała reszta postaci sztuczna a gagi i ich teksty wymuszone, jak jasna cholera. W zasadzie pierwszy raz oglądając sitcom wkurzał mnie śmiech z offu, bo nie widziałem, w wielu momentach, nic śmiesznego w tym, co postaci robią bądź mówią... W "FRIENDS" ani razu nie stwierdziłem czegoś takiego, w zasadzie nie zwracałem uwagi na "publiczność" - a tu cholernie bije to po uszach.
Szkoda trochę, bo to mogła być fajna seria... Czy ktoś może mi powiedzieć, czy w Joeyu zaliczyły jakieś gościnne występy gwiazdy z "FRIENDS" (jeśli tak, to obejrzę sobie chyba tylko te odcinki a jak nie, to odpuszczam sobie serial zupełnie).
Z tego co pamiętam, to nie. W drugim sezonie za to były występy różnej maści celebrytów odgrywających samych siebie (Kevin Smith, Carmen Electra i ktoś tam jeszcze, ale już nie pamiętam). Ale i tak nie warto oglądać dalej.
Ani jednej gwiazdy nie było. Jedynie ten koleś co z jego siostrą się spotyka zagrał w jedynm z odcinków "Przyjaciół" zupełnie inną postać. Postaci z "Przyjaciół" są wspominane zaledwie kilka razy.Na domiar złego "Joeya" zdjęto z anteny więc żadnego finału nie ma.
Doczytałem trochę tego i owego na temat "Joeya" i wychodzi, że ogólnie za takim a nie innym kształetem tego serialu kryją się dość głupie decyzje i problemy. Debilnym - na miarę głównego bohatera tej serii - posunięciem, były podobno poproszenie pozostałych członków obsady "FRIENDS" aby nie przyjmowali propozycji występowania w pierwszym sezonie, bo LeBlanc chciał pokazać (czy spróbować), że poradzi sobie sam, bez supportu pozostałych postaci :) Kiła. A w drugiej serii podobno mogli grać, ale nie chcieli...
No i jeszcze ta kwestia zakończenia, to jest urwania serialu - ponoć jakiś burzliwy romans LeBlanca z jedną aktorek stał tego bezpośrednią przyczyną :) Czyżby i ten aktor był dość bliskim odzwierciedleniem swojej postaci?
No, to 10 sezonów w wersji extended w końcu za mną (ogólnie chyba po raz... 10 obejrzałem całość - tym razem zajęło mi to półtora roku, z przerwami rzecz jasna). I raz jeszcze trudno było się pogodzić z tym, że to już koniec.
Co do tego rozszerzenia - mimo naprawdę wielu momentów, których nie było w tv (czasem aż warto spytać dlaczego, szczególnie w przypadkach, gdy jakaś scena jest dłuższa o ledwie 5 czy 10 sekund, a dodany gag jest super lub świetnie uzupełnia poprzedni), wiele się nie zmienia, choć oczywiście dla fanów to jak niebo i ziemia, głównie z uwagi na smaczki :D
Co do wydania samego w sobie - nie narzekam, choć mogłoby być jednak ciutkę lepsze. Przede wszystkim jakość pierwszych serii można było spokojnie poprawić - już pomijam zbędne w zasadzie HD, ale patrząc na sezon 1 czy 2, a potem dla przykładu na 7 czy 8, to jednak widać różnicę na niekorzyść tych pierwszych. Telewizja telewizją, ale szkoda, że nie pokusili się o choćby drobny remastering. Co poza tym? Odrobina niedosytu w dodatkach mimo wszystko - co prawda tych jest naprawdę dużo i są po prostu przefajne, niemniej będąc fanem w oczywisty sposób łaknę jak najwięcej i paru materiałów, które wiem, że istnieją i że są osiągalne mi zabrakło. Szczególnie na ostatniej, bonusowej płycie, która po przejściu wszystkich 39 wcześniejszych pozostawia niestety drobny głód - może nie tyle informacji, co dodatkowych "bajerów" i innych takich. Ale i tak kajam się, bo wydanko jest niemalże idealne i właściwie nic do szczęścia mi więcej nie potrzeba w temacie.
z tego co pamietam, courtney cox (Monica) wychodzila w tym czasie za Davida Arquette i twórcy pewnei chcieli to w jakis sposob uczcic, taki prezent ślubny ;)
Że Courtney się pobrała to wiedziałem, ale myślałem że uczcili to wystarczająco dodając nazwisko chyba przez cały sezon 6 (albo i później, nie pamiętam). Dzięki chłopaki : )
A napis pod koniec 6x1 to - For Courteney and David who did get married :)
Szukałem w wyszukiwarce i przestraszyłem się, że nie ma tematu o najlepszym serialu, jaki dotąd obejrzałem. Ale to nie mogło być możliwe...
Doczekaliśmy się wydania Przyjaciół na BD. Można zamawiać na Amazonie w przedsprzedaży. Wszystkie sezony za £92.87! Patrząc na cenę/ceny, mam ochotę zwymiotować na ceny na polskim rynku wydawniczym. :] Przywykłem do tego...
Na 21 płytach, oprócz materiału filmowego, znajdziemy ponoć 2 godziny nowych dodatków - godzinny dokument, nowe wywiade, nieemitowane sceny. Łącznie ponad 20 godzin extras.
//wujo444: ta dawna moda na tematy ze spacjami i innymi udziwnieniami mnie wkurza, rozwala szukajkę; zmieniłem na jaśniejszy.
22-08-2012, 12:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-08-2012, 12:55 przez wujo444.)
Odświeżam sobie ostatnio przyjaciół - pod koniec 2 sezonu zaczął ten serial mocno słabować i kręcić się w kółko. Nadal jest sporo niezłych żartów, ale czasem przegapiam je, facepalmując za każdym razem, gdy Ross i Rachel kłócą się/zdradzają/wracają do siebie. Ależ to jest beznadziejny, nudny, wkurzający wątek. Te dwie postaci mogłyby skończyć jak dr Drake Ramoray, a serial nic by na tym nie stracił.