(27-03-2017, 12:33)Negatywny napisał(a): No patrząc pod kątem lokacji to rzeczywiście, planety wybrzeżowo-palmowej jeszcze nie było, ale to wyczyn na poziomie zbudowania lasu na potrzeby TFA Tym bardziej, że wpływ tej lokalizacji na przebieg walk jest zerowy.
A jaki wpływ na przebieg walk ma śnieg ma Hoth albo las w Powrocie Jedi? No dobra, las JAKIŚ tam wpływ ma, ale bez przesady że lokacja nagle musi spełniać jakąś szczególną rolę
W ogóle nie lubię takiej rozmowy:
- W filmie tego nie ma!
- Jest!
- No dobra, jest, ale dopiero po godzinie!
- Film nie pokazuje niczego nowego!
- Pokazuje!
- No dobra, ale tylko pokazuje a nie ma wpływu na sceny!
(27-03-2017, 12:33)Negatywny napisał(a): Przede wszystkim mylisz "informację o postaci" z "charakterem" tej postaci.
OK.
(27-03-2017, 12:33)Negatywny napisał(a): Już nawet nie chcę mówić o tym, że jako widz mogłem poczuć każdą emocję Petera i naprawdę zaangażować się w przygodę, śmiać się z konkursu tańca i poczuć ciężar power stona w garści, a jakby Jyn odstrzelili w połowie Rogue One to nikt by nie zauważył.
Co do reszty twojej wypowiedzi pełna zgoda (przywołanie Petera nie miało na celu wykazanie że jego postać niczym nie różni się od Jyn), ale z tym odstrzeleniem postaci to jednak byłbym ostrożny, bo wyobrażam sobie że ktoś mógłby napisać dokładnie to samo o Luke'u
(27-03-2017, 14:25)Mierzwiak napisał(a): A jaki wpływ na przebieg walk ma śnieg ma Hoth albo las w Powrocie Jedi?
Hoth: Rebelianci są ubrani na biało, ciepło i mają gogle Teren wymaga użycia maszyn kroczących, ale miejsca jest full wiec można największymi. Mało osłon, więc piechota nie kozaczy w terenie (przemieszczają się chyba okopami?), poszaleć można dopiero w latającym sprzęcie.
Endor: Las jest zamieszkały przez Ewoki, które dołączają do bitwy. Można się czaić na przeciwnika za drzewem (lub chować przed ostrzałem). Brak możliwości użycia ciężkich pojazdów, maks coś co się mieści między drzewami, czyli jakieś ścigacze, możliwość stosowania pułapek i zasadzek. Lotnictwo bezużyteczne
Oczywiście to pewnie mocno na wyrost, ale oglądając te bitwy miałem wrażenie, że tu wszystko do siebie pasuje a w Rogue 1, mamy te plaże, wodę, normalną infrastrukturę, drogi itd, a imperium wyskakuje z ATATami?
Mi to zgrzyta.
(27-03-2017, 14:25)Mierzwiak napisał(a): bez przesady że lokacja nagle musi spełniać jakąś szczególną rolę
No ale zawsze to wartość dodana, szczególnie w filmie, który ma "WARS" w tytule miło by było zobaczyć jakąś spójność wizji co do tego całego "WARS".
Tak samo w kosmosie, przylatuje rebelia, wypuszczają pięć myśliwców na krzyż, które się kręcą bez sensu i ostrzeliwują co popadnie. Imperium też chyba na początku wypuszcza parę tie fighterów, żeby nie robić problemu, i nie wiadomo na co czeka z kolejnymi. Po co tam są w ogóle duże statki, skoro one nic nie robią, poza oczywiście byciem ostrzeliwanymi?
Tie Fightery też latają po okolicy i generalnie strzelają co popadnie kiedy wystarczyłoby wysłać ich 10 na plażę, żeby zaorać cały rebeliancki plan. No ale nie, lepiej ostrzeliwać jakieś statki na orbicie które nic nie robią a ich pokonanie nic nie daje. Lepiej ścigać pojedyńczych żołnierzy wolniejszym od nich ATATem. Na plaży generalnie ten sam chaos. Ja rozumiem, może ktoś oglądał ten film uważniej, a ja nie dość uważnie, ale cały czas miałem wrażenie chaosu i bezcelowości. Wszyscy się kręcą jak gówno w przeręblu, nie wiadomo kto z lewej kto z prawej, kto na lewo a kto na prawo. Porównajmy to do eleganckiej prostoty w GOTG i battle of Xandar. Ronan się nie czai i pruje swoją bestią, żeby wylądować w środku stolicy. Małe myśliwce rozpraszają wroga, żeby nie mógł skoncentrować całego ognia w jednym punkcie. Nova Corps i Ravegarzy próbują zatrzymać Statek Ronana i jakoś tam chronić cywili, żeby im niebo nie spadło na głowy. W międzyczasie guardiansi próbują się dostać na statek i załatwić sprawę eliminując samego Ronana. Czysto i klarownie, wiadomo kto z A do B a kto z B do A. Wiadomo, w którym miejscu jest front. W R1 jakaś (JAKAŚ!) postać musi iść gdzieś podłączyć kabel, ale widz nawet nie wie gdzie, nie wie którędy, do czego ma ten kabel podłączyć, jakie są przeszkody po drodze do pokonania? W efekcie ktoś gdzieś idzie i czasem strzela do szturmowca. To jest straszna montażowa sieczka i zwyczajnie to jest confusing, a nie emocjonujące.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
Hm, dość ciekawa analiza terany i jaki to ma wpływ na bitwę. W sumie aż tak bardzo na to nie zwracałem uwagę i niby mógłbym to uznać za specjalne się doszukiwanie, ale argumentacja była dość ciekawa. I rzeczywiście to w sumie skoro mamy planetę hawajską to można byłoby wymyślić jakieś fajne imperialne ścigacze, czy broń, właśnie z myślą o wodzie i wodnych światach.
Co do finałowej walki to problem jest taki, że otrzymujemy tam istną eskadrę TIE-Fighterów i nawet Niszczyciele, które jednak trochę aż za łatwo się rozpadają. A chronologicznie nie tak długo potem mamy bitwę o Yavin z grupą zaledwie 10 Tie-Fighterów, gdzie w sumie jednak fajnie każdy jest przypisany pilotowi Rebelii i do dnia dzisiejszego świetnie to wygląda.
(26-03-2017, 23:17)Mierzwiak napisał(a): Dla odmiany poważna krytyka Rogue One w wykonaniu kogoś kto oglądał film:
Przyjmuję do wiadomości jego argumenty, choć dziwne są te zarzuty biorąc pod uwagę jego uwielbienie dla TFA.
Mam to samo. Dobrze gada, ale nie pojmuje jak może być rozczarowany R1 i mieć taki ból dupy, że ludziom się podoba, przy jednoczesnym zakochaniu w TFA - którego też wielu broni tym, że coś zostanie wytłumaczone w książkach lub kolejnych filmach.
R1 na pewno powtórzę zaraz po wyjściu na Blu, ale już wiem, że prędzej moja ocena spadnie z 9 na 8, niż podskoczy lub zacznę nazywać go swoim ulubionym filmem uniwersum. Z czasem jakoś przestałem się ekscytować tym filmem i mieć ochotę na kolejne seanse. Myślę, że moja superoptymistyczna reakcja po wyjściu z kina była spowodowana wcześniejszym rozczarowaniem TFA, zaniżonymi oczekiwaniami i absolutnie zachwycającym ostatnim aktem.
E, nie wygląda autentycznie. Mam od groma VHS-ów, wiele z nich liczy sobie ponad dwadzieścia lat i oglądane były chyba ze sto pińdziesiąt razy i na żadnej kasecie nie widziałem tak złej jakości obrazu. Znaczy są niektóre tak zepsute, że w ogóle nie ma obrazu tylko bzyczki, ale jeśli już obraz jest, to dziesięć razy lepszy niż na tym filmiku powyżej, więc przesadzili
Po drugim seansie wrażenia takie same - film jest świetny, top SW - stawiałbym obok najlepszych części.
Wyważone tak jak lubię - trochę humoru (ale bez infantylnego), więcej powagi.
Minusy? Takie "na siłę"
* Tarkin w wielu ujęciach wygląda jak marny animek i daleko mu do Walkera czy Arnolda.
* szkoda, że wypadło ujęcie ze statuą.
Do czego się jeszcze przekonałem? Do muzyki. Nie jest jakaś wybitna ale przy drugim seansie bardziej "wpadała w uszy", przy pierwszym nawet nie zauważałem.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
Co do muzyki, to jest świetna. Jest bardziej "williamsowa" niż ta z TFA
Gdybym nie wiedział, że zatrudnili innego kompozytora niż John W., to bym w życiu chyba nie powiedział
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau
Otworzyć się może otworzą, ale w temacie tworzenia najgorszego, najmniej śmiesznego Honest Trailera, ScreenJunkies każdym kolejnym filmikiem przebijają samych siebie.
A no chyba, że tak. HT to już bardziej recenzje niż żarty, śmiechu nie wiele, ale jednak ciągle trafiają się celne spostrzeżenia, więc ciągle warto rzucić okiem.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
W końcu obejrzałem Gałgana 1. Trochę się rozczarowałem.
Możecie narzekać na TFA ile wlezie, z wieloma zarzutami się zgadzam, ale w jednym Jar jar Abrams jest dobry - umie reżyserować postaci, wydobywać z aktorów jak najwięcej. A Edwards? Sorry, więcej chemii ma scena gadki Damerona z Finnem o kurtce niż cała relacja Jyn-Cassian, między którymi, jeśli wierzyć finałowej scenie, COŚ było. W Mary Sue Awakens większość obsady(może nawet Ford, bo zagrał chyba swoją najlepszą rolę od lat)musiała mieć niezłą podjarkę na planie "yeah, będziemy w Gwiezdnych Wojnach, łiii". Oglądając RO miałem wrażenie, że ekipa była równie podekscytowana jak Mads na tej focie
Jyn: Zawiodłem się. Chyba najbardziej na relacji z ojcem(która teoretycznie była fundamentem filmu)która to jest...oszczędna. Zbyt oszczędna jak dla mnie, chociaż to akurat baaardzo subiektywne wrażenie. Również relacja z przybranym ojcem zrobiona jest raczej na odpierdol się(chociaż nie wiem, może ta kłótnia z Gerrerą komuś wystarczyła do szczęścia), a jeśli dodać do tego, ekhem, oszczędną (again, bardzo subiektywne wrażenie) grę aktorską Jones, to efekt jest taki, że nie przejmowałem się zbytnio jej losem. Nie że "miałem ją w dupie", bo to za mocne sformułowanie, ale na pewno nie siedziałem przez nią na krawędzi fotela(no dobra w finale siedziałem). Aha, w jednej kwestii zdecydowanie Rey>Jyn - Daisy przynajmniej nie bawiła się w Williama Wallace'a
btw
>Rey rozwalająca rannego Kylo - hurr mary sue, durr robienie dobrze feministkom
>Jyn rozwaląca w pojedynkę cały oddział trooperów - ooo super, nie to co ta czereśniacka Rey
Cassian: jestem pełen podziwu, żeby z gościa, który w pierwszej scenie strzela w plecy niewinnemu człowieka, zrobić tak nudną postać, brawo k***a
Robot: heh, lubię typa
pilot: on nazywał się jakoś na B, nie?
Chirrut Imwe: Chyba mój ulubieniec. Odnoszę wrażenie, że w pierwszym drafcie miał robić za głównego comic reliefa, i rzucać sucharami ale na szczęście pomysł zarzucono. Szkoda tylko, że poza kozacką sceną walki w Jeddhie miał tak mało do roboty.
Baze Malbus - siłą gościa, poza karabinem jest relacją z Chirrutem, wrodzona fajność, i tyle mozna o nim powiedzieć.
Gerrera - Whitaker na totalnym autopilocie. Najgorsze jest w nim to, że nawet nie próbował uciekać(tylko walił jakieś suchary save the rebellion, save cośtam); ileż więcej emocji by było, gdyby próbował z nimi uciekać, ale w pewnym momencie złapał zadyszkę, rozwalił sobie protezy. Jyn próbuje go nieść, ale on mówi jej, żeby go zostawiła i wpakowała kulkę Imperatorowi w jego imieniu. Jyn obiecuje, odlatują, Saw ginie. Lepsze niż scenariuszowe lenistwo pt: "A uj, popatrze se na grzybek"
Galen - mina Madsa mówi wszystko.
Krennic - uuu, największy letdown. Od pierwszych zdjęć byłem zafascynowany jego postacią. Kostium i prezencja godna Thrawna, Mendelssohn to zajebisty aktor, popyla wszędzie w otoczeniu galaktycznego SS, pomysł na villaina-karierowicza nielubianego przez kastę oficerską super,
nawet pierwsze wrażenia ludzi po premierze nastrajały optymistycznie. Pierwszy zgrzyt - kłótnia z Tarkinem. No oczywiście, jak szef przywłaszczy sobie twoje pomysły, wyskakujecie natychmiast z mordą, what could possibly go wrong
Erso...yyy, znaczy się also:
>bądź budowniczym obiektu wojskowego
>bądź zdziwiony, że wojskowy zamierza przejąć nad nim dowodzenie
albo jeszcze lepszy motyw
>zabij dawnemu kumplowi żonę
>pilnować kolesia, bo może będzie chciał was zdradzić? lol, po co
A jak już zerknąłem na wookiepedię, to myślałem że pizdnę ze śmiechu. "(...)his counsellors noted that Krennic's ability to manipulate and read others was just as effective", no fajnie, tylko tego za ch*ja nie widać w filmie.
Gdy koleś ma problem, to
a)szczela
b)drze mordę na podwładnych, żeby szczelali
c) powyższe zawiodą - włazi w dupę komuś wyżej postawionemu
Krennic nie jest fascynujący, on jest głupi, i to jego główny problem. Koleś jest zakompleksioną, niestabilną psychicznie spierdoliną. Kylo Ren też taki był, ale u Solo Jr. to był rdzeń całej konstrukcji postaci - my wiemy, że Kylo to przegryw, bohaterowie wiedzą, że Kylo to przegryw, sam Kylo wie, że jest przegrywem, nie daje mu to spać i to powoduje, że jest tak groźny...no, przynajmniej do walki z Rey. Krennic z racji wieku i profesji byłby lepszym villainem jako taki młodszy Tarkin, nie bojący się jednak pobrudzić sobie raczęk, czy to na polu bitwy, czy na budowie. A właśnie, budowa - myślę, że byłoby miło, gdyby pokazać przywiązanie Orsona do gwiazdy śmierci poprzez coś więcej niż "Oh its beautiful", no ale to juz moje chciejstwo.
Ranty Mendelssohna fajnie się ogląda w oderwaniu od filmu, bo to dobry aktor, ale postaci nie potrafię ani szanować, ani bać się. Ma parę dobrych momentów(ostatnia scena z Galenem), ale to tyle. Chyba największy zawód w całym filmie.
Może jeszcze co nieco o bitwie o Scarif - oczywiście najlepsza scena, czołówka w historii Star Wars, ale mam pare drobnych problemów
-peleryna Vadera powiewająca na wietrze. w j****nej próźni.
-traktowanie postaci jest chamskie - przez pierwszą połowę masz plot armor. Wypełniasz zadanie - zaraz dostajesz kosę
-zły ma cię na muszce, ale zamiast po prostu strzelić, gada
-reklamowali początkowo RO jako heist movie w kosmosie, ostatecznie jest tego jakieś...nie wiem, 20 minut?
-konfrontacja Jyn-Krennic jest tak wyprana z emocji, że aż dziwię się autorom fanficów, co oni w nich widzą, serio Dużo lepiej by było, gdyby Orson odstrzelił ją na tym mostku, sam dostał kulkę od umierającego Andora. Cassian próbuje doczołgać się do umierającej Jyn, Krennic próbuję się podnieść i ich zabić, ale zmrożony widokiem lasera i eksplozji w oddali odpuszcza, Andor prawie się do niej doczołguję, krwawi, ale się nie poddaje i wtedy JEB. Przynajmniej nie byłoby tego ckliwego cholerstwa na plaży.
Wiem, że po takim rancie dziwnie to zabrzmi, ale Rogue One podobał mi się. Reszta filmu bardzo dobra, brudy rebelii i kopanie się po kostkach w Imperium, inteligentny fanservice, Vader masakrujący rebeliantów, "puting 'wars' in Star Wars" itd, wszystko to super, nawet CGI Tarkin i CGI Leia mi nie przeszkadzali. 7-/10
PS Bardzo cieszy mnie kierunek disneyowych wojen; Chciałem anty-prequela, przygodówkę bez cgi i politycznego pierdollo i dostałem TFA(które oczywiście miało swoje problemy, ale bawiłem się dobrze). Chciałem bardziej przyziemnego kina w świecie Star Warsów, bez nazbyt oczywistego podziału na dobro i zło, bez wybrańców mocy i innych Skywalkerów i proszę, dostaje Rogue One. Mogło być lepsze, jasne, ale wciąż dobry film. Jeszcze niech tylko kanonizują Plageuisa, zatrudnią Sorkina do napisania dialogów i nakręcą porządny thriller polityczny w uniwersum SW, aż Lucasowi dupa pęknie z zazdrości
16-04-2017, 02:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-04-2017, 03:15 przez Phlogiston2.)