Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
W sumie domyślałem się takiej reakcji, ale spoko. Zresztą właśnie też pozytywne opinie tutejszych forumowiczów, w tym także tych z którymi opiniami się liczę, zachęciły mnie do kolejnego seansu i... no właśnie nie mogę się przekonać :/
Co do tej Apokalipsy to ja jestem w stanie dostrzec, że to chodzi o to jedno plemię, czy też dramat jednego człowieka. Tylko dalej tytuł jest dla mnie zbyt podniosły, zbyt epicki w brzmieniu w tym co potem otrzymujemy. Naturalnie można nakręcić film, dajmy na to dziejący się na Śląsku i opowiadający historię emerytowanego górnika, która nielegalnie wydobywa węgiel z biedaszybu, aby móc sfinansować operację ciężko chorej żony i niech najlepiej ów górnik zostanie podczas jednej z tych prac zasypany i nazwijmy ten film - "Śląskopalipsa" - gdyż jest to tragedia i koniec tego człowieka, tej rodziny. Rozumiem intymny charakter, ale dalej twierdzę, że takie tytuły są zbyt podniosłe. Przy czy wiadomo to nic w porównaniu z "The Greatest Story Ever Told".
I naprawdę to Mental Twój argument jest bardzo przekonujący i wzruszający, gdyż wiem, że "Love is the one thing we're capable of perceiving that transcends time and space."
Ale główny bohater ma 3 razy w tym 2 postrzałowe (2 raz został trafiony!), a biega jak Usain Bolt, nie wspominając o ucieczce przed jaguarem. Chyba, że znowu to jakieś nawiązanie "Łapa Jaguara" to i przed jaguarem ucieknie.
I ja bardzo lubię jatkę w Predatorze, ale tutaj na dłuższą metę robi się męcząca i nudna. Może też dlatego, że pierwszą część mamy w dżungli i nagle pojawiamy się w mieście i jest dobrze, epicko i potem znowu wracamy do dżungli. Dla mnie to akurat zawód.
Film wygląda świetnie i podoba mi się, że ktoś podjął się tematyki Majów, ale naprawdę przydałby się do tego lepszy scenariusz, a nie taki najmocniej przepraszam z kategorii zabili go i uciekł.
16-07-2015, 16:33
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,857
Liczba wątków: 4
z wiki
The New York Times A. O. Scott commented: "say what you will about him – about his problem with booze or his problem with Jews – he is a serious filmmaker." The Boston Globe review came to a similar conclusion, noting that "Gibson may be a lunatic, but he's our lunatic, and while I wouldn't wish him behind the wheel of a car after happy hour or at a B'nai Brith function anytime, behind a camera is another matter."
Apocalypto gained some passionate champions in the Hollywood community. Actor Robert Duvall called it "maybe the best movie I've seen in 25 years". Director Quentin Tarantino said, "I think it's a masterpiece. It was perhaps the best film of that year. I think it was the best artistic film of that year." Martin Scorsese, writing about the film, called it "a vision," adding, "Many pictures today don't go into troubling areas like this, the importance of violence in the perpetuation of what's known as civilization. I admire Apocalypto for its frankness, but also for the power and artistry of the filmmaking.Actor Edward James Olmos said, "I was totally caught off guard. It's arguably the best movie I've seen in years. I was blown away.In 2013, director Spike Lee put the film on his list of all-time essential films.
Rotten Tomatoes: 65%
Metacritic: 68%
IMDB: 7.8/10
Bucho: 9/10
Dziekuje za uwage <ok>
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
06-10-2016, 10:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-10-2016, 10:55 przez Bucho.)
Dużo pisze
Liczba postów: 549
Liczba wątków: 9
Nie wiem jak to się stało, ale pierwszy seans Apocalypto zaliczyłem... Wczoraj na Netfliksie. Nie będę owijał - wgniotło mnie w fotel, jeśli nawet nie w podłogę. Scena przyprowadzenia jeńców do miasta pozostanie w mojej głowie przez wiele miesięcy. Hipnotyczna, miażdżąca moje plecy jak walec drogowy... I co z tego, że to może uproszczone i lekko naiwne, skoro zrealizowane tak, że łeb puchnie od nadmiaru wrażeń? Uwielbiam takie kino, kiedy facet za kamerą potrafi mnie tak zaangażować w historię i tak rozkręcić moje emocje, że w głębokim poważaniu mam jakieś tam fakty historyczne, czy nawet logikę. Nie mam pojęcia czy jedno i drugie było, albo w jakim stopniu miało miejsce. Nie obchodzi mnie to. Kupiony w całości.
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott
10-10-2016, 20:21
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Przed kinowym seansem nowego filmu Gibsona (wszyscy polecają, więc wybieram się w najbliższą środę), postanowiłem po raz pierwszy sięgnąć po forumowego "kultowca" jakim jest Apocalypto. Zgodnie z przeczuciem, kult wszystkiego co tknie Mel w tym miejscu jest mocno przesadzony.
Doceniam wzorową realizację (charakteryzacja, scenografia, udźwiękowienie, muzyka) i typową dla Gibsona brutalność, o wiele smaczniej pokazaną niż w Pasji, ale kurcze, jaki ten film był nieciekawy. Zaczął się okej, bardzo podobały mi się sceny sielanki w wiosce, następnie doszło do ataku na nią i... idziemy, idziemy, idziemy. A kiedy już tak szli z pół godziny filmu, to... szli jeszcze dalej przez kolejne dziesięć. Dwukrotnie rozważałem zakończenie oglądania jeszcze przed sceną zaćmienia słońca, ale oglądałem dalej tylko dlatego, że czytałem o jakiejś ucieczce w finale i bo już straciłem na ten film 70 minut. Nie żałuję, że dokończyłem, bo finałowa pogoń to zdecydowanie najlepszy element Apocalypto, ale to nie zmienia faktu, że przez większość seansu się męczyłem. Nuda. No i do finału też mam pewne zastrzeżenia. Jakim cudem bohater się nie wykrwawił przez dwa dni ucieczki z otwartą raną w brzuchu na wylot? W jaki sposób wyciągnął z dziury swoją osłabioną po porodzie żonę i dwójkę małych dzieci, skoro woda już prawie ich całych zakryła, a ten przybiegł ostatkiem sił? Mel wygodnie sceny samego wyciągania ich z jamy nie pokazał.
Realizacja, z wyjątkiem słabego efektu specjalnego przy skoku z wodospadu, na piątkę z plusem. Reszta w zdecydowanej większości na minus. Nie zamierzam do tego wracać.
![[Obrazek: c3e294456a8bf89bmed.png]](http://images83.fotosik.pl/156/c3e294456a8bf89bmed.png) ![[Obrazek: c3e294456a8bf89bmed.png]](http://images83.fotosik.pl/156/c3e294456a8bf89bmed.png)
12-11-2016, 09:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-11-2016, 10:43 przez Juby.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Cytat:Jakim cudem bohater się nie wykrwawił przez dwa dni ucieczki z otwartą raną w brzuchu na wylot?
Czekaj. Bo został zraniony w prawy bok, a nie w brzuch, co doskonale widać na tym filmie w 1 minucie i 1 sekundzie?
I słyszałeś o czymś takim jak "wola przetrwania", tzn. sytuacja, w której musisz przeżyć, żeby uratować kogoś, na kim ci zależy (albo ocalić własne życie)? Jak choćby koleżka imieniem Joe, który z otwartym złamaniem nogi przez kilka dni w ekstremalnych warunkach schodził z góry?
A tak poza tym chciałem powiedzieć, że Dalia Hernández, która wciela się w postać żony Łapy Jaguara, to super dupeczka.
12-11-2016, 13:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-11-2016, 13:39 przez Mental.)
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
No shit. A prawy bok nie krwawi? Gdy wszedł na drzewo ciekło z niego jak cholera, a potem ma siłę biegać jeszcze dwa dni i drugiego rana wydaje się już zagojona. :P
12-11-2016, 13:38
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
W prawym boku nie ma żadnych kluczowych dla funkcjonowania organów czy tętnic. To się nazywa rana niezagrażająca życiu. Dlatego spokojnie mógł ją na szybko zaleczyć metodą znaną tylko tubylcom w dżungli (a nie białasaom z forum kmf), przeżyć i walczyć o swoje.
12-11-2016, 13:44
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Niech ci będzie. W sumie, coś tam tamował korą z drzewa. :)
12-11-2016, 13:57
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,108
Liczba wątków: 69
Juby, poważnie, odpal sobie jeszcze raz "Batman Begins", odtrujesz się po tej dżunglowej żenadzie od Mela, w której ludzie chodzą najpierw w prawo, a potem biegną w lewo;)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
13-11-2016, 04:06
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Czekałem, po prostu czekałem i nie zawiodłem się. Aczkolwiek sądziłem, że będzie to (po raz kolejny) Mierzwiak. Możecie przybić sobie piąteczkę. :*
Chyba zaktualizuje sobie sygnaturkę za was.
13-11-2016, 10:13
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Wielki film wspaniałego wizjonera.
11-02-2017, 15:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-02-2017, 15:57 przez Mental.)
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,857
Liczba wątków: 4
Mental tak kiedys napisal o Braveheart:
(14-05-2010, 23:49)Mental napisał(a): dobry film:) a na serio: Mel grupo pojechał. grubiej już się nie dało. w Bravehearcie zabujałem się od pierwszego kontaktu, ale dopiero od lat mniej więcej trzech oglądam go z pełną świadomością powagi przesłania oraz w pełni rozumiem, na kij ci wszyscy kolesie biegają i drą ryje.
I ja mam tak samo, ale z Apocalypto. Kocham Braveheart, wiadomo, ale dopiero niedawo dotarlo do mnie jak ostro Mel dojebal do pieca z Apocalypto wlasnie. Zawsze lubilem, zawsze docenialem, ale obejrzalem ostatnio po raz kolejny, a w zasadzie obejrzalem cztery razy w ciagu jednego tygodnia, a potem jeszcze ulubione momenty kolejne 2-3 razy. Jak dla mnie najlepszy film Gibsona. Nadal sobie jeszcze nie poukladalem wielu kwestii w sprawie filmu i sie zastanawiam, czy nie warto pokusic sie moze kiedys o jakis material na tube, bo materialow i recek w sprawie filmu jest tyle, co kot naplakal, a to jakie ten film zebral recki jest wynikiem tylko i wylacznie wiadomej akcji.
Dzisaj tylko ocena, w niedalekiej przyszlosci troche wiecej o samym filmie. Aboslutne arcydzielo 10/10
Kermode mial mowic o Hacksaw Ridge, ale nie mogl sie powstrzymac i zaczal mowic o Apocalypto:
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
13-12-2021, 22:51
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Na mnie zajebiście silne wrażenie robi scena masowego grobu, do którego wpada Łapa Jaguara krótko po ucieczce z areny. Historyk Victor Davis Hanson, posiłkując się szacunkami z różnych źródeł, wyliczył w książce "Carnage and Culture", że w szczytowym okresie ludobójstwa Aztekowie potrafili "złożyć w ofierze" 80 TYSIĘCY ludzi w ciągu raptem czterech dni. Cytuję:
The Aztec king Ahuitzotl purportedly organized the butchery of 80,400 prisoners during a four-day blood sacrifice at the 1487 inauguration of the Great Temple to Huitzilopochtli in Tenochtitlán—an enormous challenge in industrialized murder in its own right. Ahuitzotl’s killing rate of fourteen victims a minute over the ninety-six-hour bloodbath far exceeded the daily murder record at either Auschwitz or Dachau.
Inna ciekawostka: Gibson kończy film ujęciem Europejczyków przybijających do brzegu Ameryki. Hernán Cortés ostatecznie skompletował stutysięczną armię (!!!) w celu obalenia Montezumy. W jej szeregach blisko 90% walczących stanowili przedstawiciele lokalnych plemion - tak bardzo tubylcy nienawidzili Azteków.
13-12-2021, 23:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-12-2021, 23:53 przez Mental.)
Użytkownik
Liczba postów: 238
Liczba wątków: 4
Zajebisty fiilm - pomijam szczegóły jak wymieszanie Inków, Azteków i współczesnych plemion z lasów deszczowyach czy tam ciekawostek o języku Maya.
Film ma coś, co powinien mieć w sobie każdy dobry pornos - oglądając, zapominsz, że oglądasz aktorów i film, świetna sprawa
09-01-2022, 04:20
Stały bywalec
Liczba postów: 2,988
Liczba wątków: 0
A ja przyznam szczerze, choć na tym forum nie wypada, że mam trochę podobne odczucia co Lawrence co do "Apocalypto". Nie w stu procentach, bo ja to jednak lubię sobie od czasu do czasu ten film obejrzeć, teraz, kiedy już wiem, o czym jest i nie mam wyrąbanych w kosmos oczekiwań. Ale w kinie, te piętnaście lat temu (olałem zajęcia na uczelni, żeby się wybrać na seans) czułem się jednak zawiedziony.
Będą spojlery! Na pewno każdy widział "Apocalypto", ale jeśli nie, to proszę dalej nie czytać!
Do scen w mieście i z tymi scenami włącznie wszystko w zasadzie gra i buczy. Nawet ta droga przez dżunglę do miasta, która niektórych nudzi, to dobry kawałek filmu. Raz, że zarysowuje relacje między Majami - relację ich przywódcy z synem (która odegra potem ważną rolę jako motywacja tego pierwszego) czy konflikt między przywódcą i tym takim sadystą-psycholem (no, ten konflikt akurat to wątek, z którego w dalszej części filmu niestety nic nie wynika). A dwa, że mamy tę narastającą, przesyconą grozą atmosferę nieznanego, które oczekuje naszych bohaterów u kresu wędrówki.
No i potem mamy miasto i wszystko super, jest klimat, jest - powiedzmy - rozmach (plac z piramidami robi wrażenie, ale reszta miasta jednak trochę uboga - ale nie znam się, może tak właśnie wyglądało indiańskie budownictwo). Ale jesteśmy tu ledwie przez chwilę i zaraz wracamy do dżungli. No, co poradzę, liczyłem na więcej, a tu Gibson pomachał mi tym miastem przed oczami i zaraz je zabrał.
To był dla mnie zgrzyt. Nie tylko dlatego, że na chwilę film pokazał rozmach, by za moment okazało się, że teraz już do końca będzie skromnie. To akurat nie problem, nikt nie powiedział, że skromne filmy są gorsze od tych widowiskowych. Problem w tym, że miasto dawało mi nadzieję na jakąś bardziej złożoną fabułę. Nie do końca wiem jaką, ale kiedy wyskoczyło to zaćmienie słońca i składanie ofiar zostało przerwane, nie wiedziałem, co teraz - w jakim kierunku potoczy się fabuła, ale liczyłem, że będzie się toczyć w mieście. Nie wiem, może poznamy więcej postaci. Może te typy z wyższych sfer, co to siedziały na piramidzie, dostaną pełnowartościowe role. Może jakieś intrygi wśród elit? Cokolwiek - jakoś tego Łapę Jaguara dałoby się na pewno wplątać w bardziej skomplikowaną fabułę. Tymczasem nie - reszta filmu to survival w dżungli, przygody indiańskiego "Rambo". Co nie jest oczywiście niczym złym samo w sobie, ale po prostu nastawiałem się na więcej.
No i drugi problem z tym trzecim aktem jest dla mnie taki, że to przecież właśnie Majowie i ich cywilizacja byli czymś, co mnie przygnało do kina. Oglądanie jak Indianin ucieka przez dżunglę, żeby inni Indianie go nie zarąbali, to fabuła, która w zasadzie mogłaby podobnie wyglądać w jakimkolwiek innym okresie historycznym - bo życie Indian w dżungli raczej od wieków się za bardzo nie zmienia, a i jakieś walki plemienne i rzezie na pewno też zdarzały się w każdej epoce. Więc ta cała część filmu, gdzie ganiają go po dżungli, a on stara się przetrwać, a kolejne sceny skupiają się w sumie na pokazywaniu na różne sposoby, że dżungla jest zabójcza... nic mi w tym nie krzyczy "Majowie!".
Poza tym końcówka jest chyba zbyt pośpieszna. Deszcz prawie zatapia żonę Łapy Jaguara w ciągu zaledwie kilku minut. Wiem, że w dżungli pada mocniej niż u nas, ale czy aż tak? No i jesteśmy świadkami chyba najkrótszego porodu w historii - też trwa tylko kilka minut.
Trochę luźnych refleksji:
- Że Łapa Jaguara wygląda jak Ronaldinho, to wszyscy mówili w dniu premiery, więc może lepiej tego nie pisać. Oj, za późno.
- Czy Majowie i Indiańce z dżungli powinni mówić tym samym językiem? Wygląda na to, że nie kontaktowali się między sobą (choć miasto znajdowało się tak blisko wioski). Czy te ludy pochodziły z jednego pnia?
- Gibson z jednej strony niby chciał pójść w realizm, postawił na dialogi w indiańskim języku, a z drugiej nawrzucał rzeczy nierealistycznych (sprawdzająca się przepowiednia dziecka, ucieczka przed jaguarem), a na domiar złego poobwieszał Indianki z przodu jakimiś paciorkami, wisiorkami czy plecionką, czy co to tam właściwie jest, żeby nie świeciły gołymi cyckami.
Nie jestem specem - być może to wierność historyczna i rzeczywiście tak chodziły, ale jakoś bardziej podejrzewam, że to wymyślony element stroju, pełniący funkcję cenzury. Co trochę uwiera, bo rozumiem nieścisłość w przedstawianiu kobiecych strojów plemiennych, kiedy Disney robi dla dzieciaków "Moanę", ale tutaj to myślałem, że Mel robi bezkompromisowy film dla dorosłych. Najwyraźniej wycinanie serc i jaguar pożerający gostkowi twarz są OK, ale Indianki chodzące przez cały film topless, tak jak robią prawdziwe Indianki, to już za dużo. Dziwne tym bardziej, że w "Buncie na Bounty" z tymże Gibsonem dało się to zrobić, nie trzeba było odchodzić od realizmu i jakoś mogło być, a w "Apocalypto" najwyraźniej nie może. Trochę lipa.
- Ciekawe jestem, czy Gibson starał się znaleźć stuprocentowych Indian, czy przymknął na to oko i pozatrudniał Metysów (bo tych chyba najwięcej w Meksyku). Czy Gibson zaglądał aktorom w papiery, żeby sprawdzać ich pochodzenie, i jaki procent indiańskich genów był dla niego wystarczający? W filmie wśród jeńców jeden jest dość jasnowłosy - ma włosy w odcieniu średniego brązu i stojąc obok innych Indian wyraźnie się tym wyróżnia. To ten, który podczas gdy Majowie "puszczają jeńców wolno" (wink, wink) biegnie jako pierwszy razem z tym wielkim, co to się wszyscy z niego śmiali (imiona postaci w tym filmie zwykle albo wcale nie padają, albo padają za rzadko, bym je zapamiętał, więc sorry, że określam bohaterów nie po imieniu, a takimi opisami). Raczej nie wygląda on jak stuprocentowy Indianin, więc aktor pewnie nim nie jest, no ale mogli mu te włosy zafarbować do filmu.
- Odnoszę wrażenie, że nie wszyscy zdołali sprawnie nauczyć się języka Majów do potrzeb filmu. Większość aktorów dobrze się spisała - w ich ustach ten język brzmi naturalnie. Ale już na przykład ten typ poniżej mówi za wolno i jakoś tak nienaturalnie. Jak mówi, robi na mnie wrażenie upośledzonego. W sumie zwalam to na język, a może ta postać miała taka być?
Ale nie krzyczcie na mnie, że narzekam na "Apocalypto", dobrze? Nie mam do tego filmu urazu. Oglądałem go z pięć, czy sześć razy, więc to nie tak, żebym go nie lubił. Po prostu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mógł być czymś znacznie bardziej wybitnym (Mental zapewne odpisze, że już jest tak wybitny, że bardziej się nie da). Ale to tylko moje wrażenie, a nie prawda objawiona, więc mam nadzieję, że możemy się mimo to nadal kolegować.
02-05-2022, 15:19
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-05-2022, 15:23 przez al_jarid.)
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,857
Liczba wątków: 4
Gdyby ktos mogl nakrecic motywy, ktore tutaj przedstawia Graham to tylko Melowit Gibsonowski:
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
12-08-2022, 22:54
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,231
Liczba wątków: 29
Skoro już ktoś odkopał. Widziałem ze 2 razy i mi się nie podobał. Zapamiętałem ten film jako: przez pół idą w 1 stronę a przed drugą 1 typ biegnie w drugą.
Może czas odświeżyć...
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
13-08-2022, 00:49
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,857
Liczba wątków: 4
Nie Shamar, daj sobie lepiej spokoj. Ogladalem niedawno, jakies trzy razy w jeden tydzien, wszystko sie zgadza, w pierwszej polowie ida, a w drugiej biegna. Taki film.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
13-08-2022, 10:18
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-08-2022, 10:19 przez Bucho.)
Agent Putina
Liczba postów: 4,331
Liczba wątków: 21
No, a Mad Max: Fury Road? Pół filmu jadą w jedną stronę, a drugie pół z powrotem. A ten cały Władca Pierścieni? Cały czas idą w jednym kierunku! Przez trzy filmy! WTF, Jackson?! Nic dziwnego, że Amazon do niego nie oddzwania.
13-08-2022, 10:51
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,880
Liczba wątków: 15
Nie mówcie Shamarowi o podgatunku jakim jest „film drogi”, chłop pewnie myślał, że chodzi o filmy z wysokim budżetem ;)
13-08-2022, 11:02
|