Stały bywalec
Liczba postów: 13,260
Liczba wątków: 77
(12-11-2023, 16:20)Rozgdz napisał(a): Dawno tego filmu nie widziałem ale miałem wrażenie że historia o ojcu i mężu pracoholiku który zapomina o rodzinie, nie jest dla syna superbohaterem tylko wiecznym rozczarowaniem - i próbuje to nadrobić w ostatniej chwili - wcale nie była aż tak dla dzieci :)
Powazny temat spłaszczono do komedii wręcz slapstickowej, gdzie nemezis Arnolda to... listonosz. No kaman :)
Cytat:PS 1. A co tak wcześnie? Ja wiem, że już w sklepach i reklamach wystawia się bożonarodzeniowy szajs do kupienia, ale wstrzymałbym się do grudnia ;).
Było w TV akurat i rzuciłem okiem z ciekawości, bo w sumie ostatni raz widziałem to... w kinie gdy byłem właśnie dzieckiem. Brutalne zderzenie z rzeczywistością, nie ma co. Nawet chyba twórcy byli świadomi tego kupsztala, bo co i rusz pojawiają się nawiązania do innych filmów Arnolda, a takie mrugnięcia do fanów to już chwytanie się brzytwy.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
13-11-2023, 08:56
Oskarmeister
Liczba postów: 6,817
Liczba wątków: 18
PUT THAT COOKIE DOWN!!! NOW!!!
13-11-2023, 09:04
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,115
Liczba wątków: 6
Bo to komedia, ale.. jakby to powiedzieć.. mam wrażenie że w tym filmie większość ojców bardzo się odnajdzie. Chyba właśnie bardziej niz dzieci ;) A listonosz z tego co pamiętam też jest tatą i też walczy o szczęście swojego synka ;)
14-11-2023, 00:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-11-2023, 00:38 przez Rozgdz.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,217
Liczba wątków: 29
Arnold nakręcil tylko 1 gorszy film od tego: Junior. A Sly'wa "Stoj, Mamuśka" to przy tym arcydzieło.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
14-11-2023, 01:21
Oskarmeister
Liczba postów: 6,817
Liczba wątków: 18
WHERE'S YOUR CHRISTMAS SPIRIT?!
14-11-2023, 01:50
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,831
Liczba wątków: 4
(12-11-2023, 12:21)Snappik napisał(a): Jingle All The Way - do pewnych filmów lepiej nie wracać po ukończeniu 10 roku życia ;) Nie dziwię się jednak Arnoldowi, że wystąpił w takiej produkcji - gość był w sumie już spełniony jako bohater kina akcji, miał małe dzieci, więc takie role się przyjmuje (oczywiście za odpowiednią zapłatą). Końcówka z Turbo Manem to jest już taki cringe, że nie idzie tego oglądać. Zwłaszcza, że kiedyś VFXy z lotem Arnolda nad miastem "robiły wrażenie".
Niech więc pozostanie to w mej pamięci jako dobry film dla dzieci :)
Tak jak kilku innym osobom, ktore pisaly pod twoja mini-recka, mi tez sie ten film nie podobal juz za dzieciaka. Pamietam, ze bylem strasznie poirytowany fabula, postaciami (ten kolo, co sie lasi do zony Arnolda i oczywiscie listonosz), humorem i ogolna taniocha calosci, zwlaszcza finalem, ktory byl na poziomie Power Rangers.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
20-11-2023, 16:27
Stały bywalec
Liczba postów: 3,035
Liczba wątków: 28
Mi ten film zapadł w pamięć, bo był grany 26 grudnia 1999 r. na Polsacie około 20, podczas gdy na jedynce leciał sobie Park Jurajski. Akurat przyjechało wtedy moje rodzeństwo cioteczne i chciło film z Arnim, ale jakoś udało im się to wyperswadować i obejrzeliśmy dzieło Spielberga - good times :)
20-11-2023, 16:58
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Mnie się to podobało jak miałem 8 lat. Dalej jak leciało to przy świątecznym stole to seans ciężej strawny niż bigos mojej babki.
20-11-2023, 17:01
Oskarmeister
Liczba postów: 6,817
Liczba wątków: 18
Damn you Howard...damn you
20-11-2023, 19:53
Stały bywalec
Liczba postów: 12,430
Liczba wątków: 29
Po roku przerwy zdecydowałem się ponownie na całomiesięczny maraton bożonarodzeniowy. Tak planuję, bo większość największych klasyków obejrzanych/powtórzonych, a też nie ma co szukać na siłę. Ale z drugiej strony, produkcji świątecznych jest od chu... chuci i trochę, a w tym roku to planuję oglądać krótsze formy. I z dniem dzisiejszym pierwszy tytuł to:
Życzenie Annabelli - widziałem fragmenty onegdaj na Super RTL (i było mocno reklamowane). Od lat nosiłem się z ujrzeniem ów animacji, bo jakimś tam miniklasykiem się okazała i na aż taki gniot nie wyglądała (choć pasowałaby na recenzję Nostalgia Critica). Głównie pamiętałem, że był wątek chłopca-niemowy. Dobrze się złożyło, bo w dwa ostatnie 1. grudnia ogladało się jakiś film o reniferach św. Mikołaj. Podobnie jest tutaj - jakby. Jest sobie mała jałówka marząca o korekcie gatunku i zostaniu latającym reniferem.
Przy okazji zaliczam film od Hallmarka, bo to pod ich egidą był dystrybuowany. Wybitne to nie jest, ale szczerze mówiąc mogło być gorzej (na ciebie patrzę Rudolfie od GoodTimes Entertainment). Są oczywiście klisze - jest dziecko będące sierotą, wredna bogata ciotka robiąca za głównego antagonistę, bullies będący tu kryptogejami, bo podczas naśmiewania z niemowy pytają się go: "Czemu ciągle chodzisz z dziewczynami?". A, że akcja dzieje w Boże Narodzenie to mamy też postać w stylu Scrooge'a. Ale scenariusz jest solidny i jako, że film trwa 51 minut z napisami końcowymi to nie jest to rozwleczone i zapychaczy praktycznie zero (patrzę na ciebie Wyprawo po świąteczne pisanki), a nawet z pozoru zbędne wątki są umocowane w fabule. Animacja jak na straight-to-video jest nawet przyzwoita. Generalnie twórcy włożyli w swą pracą sporo serca i całość jest całkiem szczera. I ktoś zwrócił uwagę na to, że krowy (w ogóle zwierzęta) nie są długowieczne.
Polski dubbing niestety robiło En-Be-Ef i czterech aktorów robi głosy do kilkunastu postaci, a nie są oni Jarosławami Boberkami (no może Grzegorz Pawlak, ale przed Madagaskarem jego kariera pozostawała wiele do życzenia). I to jeden z tych rzadkich przykładów, gdzie redubbing jest lepszy (akurat nie miałem okazji go usłyszeć, bo na cda.pl jest pierwszy, ale Telewizyjne Studia Dźwięku są jednak kompetentne).
Spokojnie można puścić to dziecku, a nawet samemu ujrzeć bez specjalnej żenady.
6/10 i serduszko.
01-12-2023, 16:06
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-12-2023, 16:25 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,430
Liczba wątków: 29
Wczoraj: Czerwone trzewiki (1995) - to uczucie, gdy w mainstreamowej telewizji prezentowano uberchrześcijańską animację dla dzieci, którą dzisiaj można znaleźć tylko na kanałach pokroju TV Trwam. A w polskim dubbingu w roli głównej Dude z Postala:
Jest sobie niemiecki gruby szewc, który nie znosi świąt. Ale jego niechęć jest dobrze umotywowana - uważa, że Boże Narodzenie to wymówka dla kupowania niepotrzebnych prezentów. Dość ładna animacja i styl graficzny. Duży plus za dobre przesłanie i poważne potraktowanie tematu. Miło, że nie ma żenującego humoru, zapychaczy i głupotek charakteryzujących kino dla dzieci. Nawet oswojony ptak krukowaty szewca to zwykłe zwierzę bez śladów antropomorfizacji. I można zrobić konkretny drinking game, gdy zjawia się odniesienie do Jezusa, Boga, kościoła, pasterki, etc. Polski dubbing taki sobie - robiło to niszowe studio, a nie SOF w Warszawie/Łodzi, i słychać, że dubbingerzy nie byli jeszcze otrzaskani z mikrofonem.
7/10
Dzisiaj: Przygody Bałwanka (1996) - Tym razem o brytyjskim bałwanie imieniem Bałwanek cosplayującym Binga Crosby'ego:
Ten kawałek bardziej to randomowy twór animowany do lecenia w tle podczas dekorowania choiny. Animacja niestety dość toporna jak na lata 90. i fakt posiadania BBC jako producenta. I uczucie cięcia kosztów wzmaga korzystanie z muzyki klasycznej. Podoba mi się, że ludzie realistycznie reagują na fakt, że mają do czynienia z ożywionym gadającym bałwanem - albo uciekają albo niedowierzają. A ten niczym monstrum Frankensteina jest przepędzany i wyzywany od potworów. I na tyle to sympatyczne, że można obejrzeć, bo istnieją STO RAZY GORSZE bożonarodzeniowe animki. I też fabuła mniej oklepana od tego co przyzwyczaiły tego typu produkcje i jak Czerwone trzewiki stawia się na otoczkę Bożego Narodzenia jako święta okazującego dobroć i bliskość czy podarki z czystego serca. No i warto zobaczyć polski dubbing, szczególnie że w roli tytułowej pojawia się Marek Barbasiewicz pasujący do postaci ze swym ojcowskim, ciepłym głosem (i pomyśleć, że to jemu przyszło grać to kocisko Skazę).
6/10
03-12-2023, 15:08
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-12-2023, 15:14 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,430
Liczba wątków: 29
4. grudnia zwierzęta urzadzały wigilię w lesie polskim, zaś 5. grudnia to samo robił dziadek do orzechów w zaborze pruskim. A dziś 6. grudnia, czyli Mikołajki i w to konkretne święto seans jest wspomagany przez dwa krótkie dodatki:
Vianočné rozprávanie: Prišiel svätý Mikulášz - coś o Mikołaju, ale tym biskupim z Miry. Od naszych sąsiadów ze Słowacji. Gdzieś w internetach była wersja z polskim dubbingiem z TVP (czasów, gdy Polska faktycznie była państwem wyznaniowym ;)). Film to odcinek 6-minutowego serialu animowanego dla dzieci prezentujące chrześcijańskie tradycje (przynajmniej te słowackie), więc ma charakter edukacyjny. Sam kojarzę, że kiedyś widziałem odcinek z Trzema Królami. Lecz w przeciwieństwie do wielu "christian cartoons" ma ładną wycinankową animację i design, przywodzący na myśl starą Europę Wschodnią.
Animacja kojarzy mi się z taką wieczorynką Cukiereczek i kruk (kojarzy ktoś?), bo też wycinankowa i projekty graficzne łudząco podobne. I jest w tym klimacik, zwłaszcza ówczesnego braku cackania się. Otóż św. Mikołaj zostaje wezwany przez matkę małego Janka, który jest bardzo niegrzeczny. Rozwala mnie, że Miki widząc że nic nie wskóra i gnojek to stracony przypadek, bez żenady przywołuje czarty i biorą smarka do piekła :). Dzisiaj to byłoby kuratorium :).
Ciekawostka historyczna.
Christmas Comes But Once A Year - wrzucałem w krótkim metrażu. Jest sobie sierociniec, w którym kierownictwo żydzi na zabawki i smutne dzieci dostały jakiś chiński badziew. Na szczęście pojawia się jakiś dziadzio będący przodkiem MacGyvera i przebrany za Mikołaja sprawia uśmiech u wszystkich Jedna z wielu animowanych krótkometrażówek z lat 30. autorstwa braci Fleischer. Czyli wysoki poziom techniczny z przestrzennymi dekoracjami na czele, który niweczy robione na odwal postsynchrony :).
Na jutubie została wrzucona wersja odrestaurowana - i kurde jak te kreskówki zyskują na jakości (która i tak była widoczna). Na razie jutuba, choć nie obraziłbym się na jakiś Blu Ray.
Oba shorty bez oceny (ale na plus)
The Christmas Star (1986) - disneyowska produkcja o św. Mikołaju. Ed Asner jako więzień, który ucieka w wdzianku Mikołaja, by odkryć ukryty przez zdradzieckiego ziomka skradziony hajs. Ale natrafia na dzieci z problemami, które biorą go za Mikołaja.
Dość poważny film, jeszcze z sprzed czasów nadużywania taniego szantażu emocjonalnego. Praktycznie dramat Jednak nie jestem specjalnie usatysfakcjonowany. Jest tu dosyć słabe tempo. Szczególnie słabe są dzieciaki - bezpłciowy chłoptaś, jego przesłodzona malutka siostrzyczka, która tylko wkurza i ich starszy kolega mający za ojca wrednego i szarżującego do szpiku kości kamienicznika (młody prosi Mikołaja, żeby jego stary był sympatyczniejszy, choć psycholog od razu powiedziałby, żeby spierdalał od przemocowego środowiska). I każe mocno zawiesić niewiarę. Że malutka siostrzyczka bierze Asnera za Mikołaja, kupuję. Ale, żeby jej brachol? Ma on koło 10 lat - zdecydowanie już nie w tym wieku, żeby wierzyć w istnienie św. Mikołaja - OK, Asner ma prawdziwy zarost, ale nawet ja w tym wieku wiedziałbym, że to przebieraniec. Nawet w latach 80. A także słabe tempo i mało tej atmosfery świątecznej. Całość ratuje Edward Asner w roli Mikołaja, który pomimo odsiadki nie jest złym człowiekiem i ma dobry kontakt ze smykami.
Doceniam wysiłek, ale ocena może wzrośnie jak obejrzę jakieś gorsze bożonarodzeniowe produkcje.
5/10 (EDIT: Po roku rewizja oceny i finalnie 7/10)
06-12-2023, 22:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-12-2024, 21:54 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,430
Liczba wątków: 29
7. Pan Jangle i świąteczna podróż - kolejny netflixowy film bożonarodzeniowy za mną. Początek udowania, że da się zrobić pełen ferii barw film, a disnejowskie rimejki przy sekwencjach pseudomusicalowych ogarnęłyby spoko choreografię. Z początku to trochę to taki czarnoskóry Pan Kleks, potem robi się z tego The Last Jedi, bo Jangle też jest starym, brodatym grzybem, któremu się nic nie chce i jego wnuczka to Marysia Sue. Jakbym miał 7-8 lat, na pewno bym polubił. Fajna steampunkowa otoczka. Nawet diversity w quasi-XIX wieku nie razi, bo raz że to oryginalne IP, a świat przedstawiony to mocna wystylizowana bajka niesiląca się na realizm (jak ekhu ekhu Disney). Jak na reklamowanie się jako musical dość mało piosenek, tylko trzy większe numery muzyczne i długo długo nic. CGI nieco kiepawe, Green-screen czasem widoczny jak u Kiepskich, a Roboricky Martin był zbyt lekki i płynny jak na zabawkowego robocika i miałem przebłyski z zemeckisowego Pinokia. Film też jest zbytnio za długi.
A jak polski dubbing? Wszyscy dobrani dobrze z wyjątkiem głównego bohatera. Paszkowski niezbyt tu pasuje i widać zbytnią różnicę głoswą między nim a aktorem grającym młodego Jangle'a.
6/10
8. Muskularny św. Mikołaj - jak zwykle o takich tytułach przypominam sobie, gdy mijają święta :P. To się poczekało do grudnia, bo w inne miesiące jakoś nie wypada. Kojarzy się z zapowiedziami i fragmentami na Polsacie. Nastawiałem się na gniota totalnego, a taki zły nie był. Widać, że poprzeczka poszła mocno nisko przez te lata i nawet dawne stare badziewia lepiej się prezentują. Jest nawet pościg samochodowy z autentyczną kaskaderką i wybuchami, a człowiek to docenia. Mnie ubawiła scena początkowa jak Hulk walczy z coraz bardziej przegiętą służbą głównie ze względu na absurd. Sądziłem, że bodaj to jedyny raz, gdzie Hulk Hogan gra postać negatywną. Jednak nie. Hogan jest nadętym dupkiem, ale nie robi nic szczególnie negatywnego i od początku troszczy się o dzieci, którym zagraża ubrany w widoczny tupecik Ed Begley Jr. w roli doktora Mengele. No i trochę Hogan ma inny wizerunek - wąsy ma normalnie przystrzyżone i jest krótko ścięty zamiast nosić tą plerezę.
Fabuła mocno pod dzieci. Otóż doktor Mengele chce wykupić sierociniec, bo pod nim jest kopalnia krasnoludków z Królewny Śnieżki, dzięki której zarobi fortunę. Podobnie kreskówkowi są główni pomagierzy głównego złego. I ci sami pomagierzy robią se jaja z Mikołaja, mimo że PRZED CHWILĄ byli świadkiem jego niesamowitej siły (ja na ich miejscu już robił pod siebie i obiecał poprawę). Albo mała Mila Kunis robi Mikołajowi nowy strój inspirowany tymi w Europie – jako Europejczyk potwierdzam, że nasze Gwiazdory takich getrów nie nosiły nawet w XIX wieku.
Ale daje to radę, Hogan dobrze się sprawdza jako Mikołaj i dobrą ma chemię z aktorami dziecięcymi - ale on zawsze miał dobry kontakt z dzieciami (jak Grom w raju). Są gorsze filmy.
6/10
9. The Christmas Chronicles - przyszła w końcu pora na mikołajowego Kurta Russella. Czytałem, że film średni, ale hej - nie można wiecznie oglądać arcydzieł i warto zarzucić jakiegoś średniaka. I tak... to jest średniak kilka razy zahaczający o durnotę. M.in. scena, gdy Kate zlatuje z sań Mikołaja. Gówniara sama się prosiła, żeby zlecieć. Jest na kilometrowej wysokości i zamiast wytrzymać te kilka minut w mrozie, to klepie po plecach Mikołaja nieświadomego, że ma dwóch pasażerów na gapę i przez to spowodował turbulencję. I sam Miki w barze wykazuje naiwniactwem licząc, że bywalcy dadzą mu na podwózkę taxi, a ci słusznie biorą za jakiegoś świra. I film sugeruje, że średniowiecze i II wojna światowa powstały, bo Mikołaj nie wyrobił się z dostarczaniem podarków. Aha. Ale wiadomo, czemu wybuchł covid dwa lata później.
W Kurcie nie widzę Mikołaja - wiem, film trochę gra na tym, że Mikołaj jest odmienny od stereotypowego wizerunku. Nawet elfy to nie jakieś krasnoludy, a jakieś odrzuty z Gumisiów. Ale Kurt to bardziej by pasował na Belsnickela czy Père Fouettarda. Wracając do elfów - ich wizerunek bardziej pasowałby do jakiejś animacji (dostały nawet efekty dźwiękowe z Hanna-Barbera), bo w filmie aktorskim to się gryzie, a CGI nie jest najlepsze. W ogóle CGI całościowo wypada średnio. A także wątek brata i siostrzyczki oklepany ze wszystkimi tropami dla familiady. Mimo wszystko Kurt Russell wypada najlepiej i dobrze się bawił na planie.
Dowiedziałem się, że jest dubbing, więc w tej wersji obejrzałem. Tak, oglądam z polskim dubbingiem i co mi zrobicie? Aktorka głosowa Kate kiepska i słychać, że pierwszy raz jest przy mikrofonie. Nie lepiej wypada Teddy. Właściwie dubbing przystosował się poziomem do filmu - jedynie nieźle wypada Grzegorz Wons, który pasuje na Kurta Russella i mógłby robić za jego oficjalny głos. Poza wpadli na pomysł, by nie dubbingować paru mówionych kwestii Russella, co wybija z rytmu.
5/10
09-12-2023, 22:35
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-12-2023, 22:47 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,430
Liczba wątków: 29
Po Flinstonach i hitchcockowskiej Psychozie maraton bożonarodzeniowy wraca tutej:
12 pozycja to Dzwony Najświętszej Marii Panny - świąteczny sequel Going My Way ( też typowałem na maraton, ale film okazał się być niemal bez motywów bożonarodzeniowych i dlatego wylądował w krótkiej piłce). Taka ciekawostka - Dzwony Najświętszej Marii Panny były kręcone pierwsze, ale zdecydowali wpierw robić prequel. Co widać, bo bohater grany przez Crosby'ego nieco inaczej się zachowuje, jest dość stoicki i jest bardziej wycofywany, a wejście ma jakby widzowie wcześniej go nie znali.
Dzisiejsza lewica polubi ten film, bo zakonnica dostaje pięścią w gębę :). Pierwsza połowa nie zapada świątecznej atmosfery i ta pojawia się w tej drugiej wraz z śniegiem. Mamy do czynienia z szopką wigilijną i odgrywaniem narodzin Jezusa przez przedszkolaki. Ogólnie to bardziej konserwatywny obraz Kościoła. Dużo też ciepła i faktycznej chrześcijańskiej miłości. Dzięki której tutejszy bogacz zmienia się swe nastawienie. Z kolei siostra Bergman chwali pobitego w bójce dzieciaka, że nie uległ emocjom, ale gdy ten mówi jej, że czuje się jak mięczak, to sprawia poradnik bokserskiej samoobrony i ćiwczy z nim ciosy bokserskie.
Prócz Crosby'ego wielką rolę ma Ingrid Bergman w roli spoko-zakonnicy i nie ustępuje mu na moment. Właściwie to ona jest główną bohaterką.
Jest tu również najlepszy przykład dziecka, które zachowuje się zbyt dorośle nie będąc przy tym żenująco-wkurwiającego. Dziewczynka jest taka, ponieważ celowo ubiera się jak starsza, gdyż już chce pójść pracować i też jest starsza - koło tak 13 lat.
Kiedyś to były chrześcijańskie filmy.
7/10, a od jutra wracam do krótkometrażówek.
12-12-2023, 23:54
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-12-2023, 23:54 przez OGPUEE.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,217
Liczba wątków: 29
Gratuluję wytrwalości :)
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
13-12-2023, 02:37
Stały bywalec
Liczba postów: 12,430
Liczba wątków: 29
13. Puchatkowa gwiazdka - hijer
14. Poszukiwacze zaginionej gwiazdki - o tu
15. Stąd do ratuszowej wieży - i tu
16. Krawiec z Gloucesteru - dekada lat 90. dla brytyjskiej animacji była udana, bo wtedy osiągała szczyty zwłaszcza jak porówna się z poprzednią dekadą (co prawda w latach 80. nikt tam bezczelnie nie promował zabawek, ale i tak była tania i służyła do podcinania żył złorzecząc na Thatcher). Jedną z nich był Świat królika Piotrusia i jego przyjaciół na podst. twórczości Beatrix Potter i specjalny odcinek bożonarodzeniowy o Krawcu z Gloucesteru. Czuć tu vibe starej powieści bożonarodzeniowej - mocno duchowe i mówiące o szacunku wobec bliźniego. No i animacja bardzo super. To także początki dubbingowe Jarosława Boberka, który w przeciwieństwie do dzisiejszych czasów dubbinguje połowę obsady:
9/10
17. Tajemnica dziadka do orzechów - Andriej Konczałowski nie był pierwszy. Klasyczna powieść E.T.A. Hoffmana + II wojna światowa wpierw była w kanadyjskim filmie telewizyjnym z roku 2007. Na szczęście zrobiono to lepiej, a tytułowy dziadek do orzechów nie jest creepiastą CGI-lalką brzmiącą jak siostrzeniec Kaczor Donalda. Kojarzy mi się z Królową śniegu z 1986 roku, sporo cichych momentów i niepokojącego mroku. Choć daleko do ideału. Przede wszystkim to bardziej historia o dziewczynce z Alberty tęskniącej za starym będącym POWem w III Rzeszy z okazjonalnymi nawiązaniami do oryginału. Tytułowego dziadka do orzechów też wiele nie ma i jego rola jest doprawdy symboliczna. Więcej ma scen Drosselmeier w cosplayu sowy. Sporo występuje tu ludków w symbolicznych zwierzęcych kostiumów, które pasują bardziej do nomen omen baletu. Dziadek ma twarz chłopca z poczty, w którym Klara się podkochuje. Jak już i tak zmieniają, to mogliby zrobić dziadka owego ojca, bo obie postacie są żołnierzami i walczą z wrogą nacją. Dochodzi jeszcze słabe aktorstwo czy wkurzający bracia Klary. Szanuję za wysiłek, choć będę obstawiał przy bardziej klasycznym podejściu.
6/10
18. Santa Claus (1959) – meksykański Papá Noel versus diaboł. Tak jak Santa Claus Conquers the Martians i ten ramotkowy Mikołaj ląduje w różnych topkach "najgorsze filmy/tak złe, że aż dobre". O dziwo jestem zaskoczony wysokim poziomem realizacyjnym. Na pewno nie ma taniochy w Santa Claus Conquers the Martians. Oglądałem to w oryginalnym języku, czyli hiszpańskim (bo angielski dubbing pewnie gówniany i pewnie coś wycięli w montażu, bo coś). I od razu widać różnice kulturowe. W pierwszej scenie swej Grubas dekoruje szopkę bożonarodzeniową z wielkimi figurkami Maryi (czy było coś takiego w amerykańskich flickach, nie sądzę). A także mieszka w jakimś kosmicznym zamku i zamiast elfów ma do pomocy dzieci będące narodowymi stereotypami, które muszą robić jego zabawki i śpiewać głupie piosenki ku jego uciesze. U Mikołaja dorabia również Merlin i Hefajstos. Wyjaśnili jedną rzecz, co z robić jak nie ma komina. Ano za pomocą uniwersalnego kluczyka wejść drzwiami frontowymi.
Pierwsza połowa to zbiór ledwo powiązanych ze sobą scenek. I dopiero po jakichś 50 minut zjawia się fabuła. Również wątlutka. Nie wiem czy to kwestia taśmy czy, ale kolory są tu mdłe. Znaczy czerwień mocno się wybija i błękit też dobrze wygląda, ale reszta to szarość poganiająca szarością. Jakby to było kręcone w dwu-taśmowym Technicolorze.
5/10
19. Vacanze di Natale 90 - ujrzane w zeszłym roku Vacanze di Natale nie było czymś wybitnym, ale uroku nie można mu odmówić i nadrabiał dobrą muzyką, którą do tej pory pamiętam. Ponownie jak jedynka zawiera niezależne od siebie historie. I tym razem lata 90., które wjeżdżają już na pełnej kurwie - jakieś eurodance'owe bity i jaskrawe pastelowe ubrania. I początek z różnymi zimowymi sportowcami jest pełen rozmachu jak na tego typu film. Mniej fajne i mocno ustępuje poprzedniej odsłonie. Każda z trzech historii praktycznie opowiada o tym samym. N paru rzeczach się uśmiechnąłem jak sceny z owczarkiem niemieckim, czy jak jeden bohater na golasa wpada przypadkowo do łazienki jakiejś niemieckiej babci (a potem robi to drugi). Muzyka już nie taka kultowa i na jedno kopyto. Część wybija ponad czasy, bo taśma wciąż tkwi w latach 80., a niektóre szlagiery to są lata 80. wciąż odmawiające umrzeć. Bez zgrzytania zębów oglądałem i wciąż mam chęć na kolejne części, więc tyle dobrze.
5/10
19-12-2023, 22:56
Agent Putina
Liczba postów: 4,327
Liczba wątków: 21
OGPUEE napisał(a):dekada lat 90. dla brytyjskiej animacji była udana
No ba, przecież wtedy swoje największe hiciory wypuścił Bevanfield. Jakoś nie przypominam sobie Christophera Lee w Pięknej i Bestii od Disneya.
19-12-2023, 23:13
Stały bywalec
Liczba postów: 12,430
Liczba wątków: 29
A także triumfy święciły FilmFair z ich Dreamstone i Legendami wyspy skarbów, Cosgrove Hall Films z W jeżynowym grodzie i Oakie-Doke oraz BBC z w/w Piotrusiem Królikem.
Any questions? Bitch?
20. Barbie w Wigilijnej Opowieści - dawniej widziałem Barbie w Dziadku do orzechów (a także parę innych Barbie-CGI filmów), ale bardziej chciałem jednak też mieć jakieś nowości. A Barbie jako Ebenezer Scrooge - już to jest dziwne. Zwłaszcza, ze we wszystkich tych taśmowych animkach Barbie jest dobra, uczynna zwór cnót wszelakich - Jezus normalnie. Pozmienianie pod Barbie, ale szkielet powieści zostawione. Plastikowej jak diabli animacji nie będę kopać; to nigdy nie miał być Pixar (tutaj postacie nie mają wyrenderowanych zimowych ubrań i panie chodzą po mrozie z odsłoniętymi łopatkami i przewiewnych sukienkach). Naprawdę, zabawnie się ogląda jak Barbie (tutaj nazywa się Eden Starling) jest tu pomiatającą wszystkimi primadonną. Towarzyszy jej kot, którego okropny design przywłaszczyli do Sekretnego życia zwierzaków domowych (i też zgapili od jednej animowanej wigilijnej opowieści z Timem Currym jako Scrooge'em, gdzie Scrooge miał jakieś śmiesznego buldoga). Taki średniaczek do puszczenia w TV Puls dla córki.
5/10
21. Dziadek do orzechów i cztery królestwa - w tym roku sporo dziadków do orzechu. Drugi po Uczniu Czarnoksiężnika film adaptujący fragment z Fantazji. Jest nawet dosłowny cytat dyrygującego Stokowskiego. Oglądanie dzisiaj w tej części Europy to ruski onucyzm, bo główne bajkowe królestwo to carska Rosja. I z kolei zamek to cerkiew (kolejny raz jak Amerykanie guzik się znają ;)).
Obecny Disney ze wszystkimi wadami i zaletami. Film jest jednocześnie ładny i jednocześni brzydki. CGI przyzwoite z wyjątkiem sceny jak Klara jest zwożona windą przez matrioszkoklauny. OCZYWIŚCIE, że matka musi umrzeć! Bo obecny Disney nie byłby sobą! Już przebolałem czarnoskórego dziadka do orzechów - może on z autoramentu cudzoziemskiego, by jako lepiej zorientowany lokals podbijał oporne afrykańskie wioski dla europejskich kolonii :). Ale co zauważyłem, to mimo bycia tytułowym bohaterem ma dużo mniejszą rolę niż w oryginale (i innych adaptacjach) i więcej czasu ekranowego ma biała laska, która jest strong woman (ale o tyle dobrze, że z jej Marysue'owaniem nie przegięli i też ma jakieś słabostki. Aha, aktorka w roli Klary słaba). Serio, dałoby się go wykreślić bez szkód dla scenariusza. Nawet nie okazuje się bratankiem Drosselmeiera, jak to zwykle bywało i przynajmniej angaż Morgana Freemana miał by sens. Swoja drogą, dziwo w realnym Londynie 90% startystów są biali, podobnie w Czterech Królestwach, gdzie oprócz Filipa jedynym ciemnoskórym jest jedna osoba. Podczas seansu już chciałem pisać, że główny bohater zły to mysi król żyjący w jakimś zapuszczonym Disneylandzie i że wyczuwam autoironię, ale po odwiedzeniu Helen Mirren w połowie filmu już wiedziałem, że fundną nam twist villaina. Nie jest wybitny, ale mógł być gorszy. Kto wie, może 20 lat temu byłby jakimś klasykiem i nie obraziłbym się na animowaną wersję.
6/10
PS. Keira Knightley powinna grać Dzwoneczek w aktorskim Piotrusiu Panie.
A jutro Koszmar przed Bożym Narodzeniem Burtona.
21-12-2023, 20:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-01-2024, 03:40 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,430
Liczba wątków: 29
W Wigilię Wigilii Grinch od Illuminations - w przeciwieństwie do innych ludzi nie odczuwałem nienawiści po zwiastunie (bo przed Disneyem to Illumination służył jako animowany chłopiec do bicia). i nawet czułem, że będzie lepsze to od wersji z Carreyem. I teraz z nowym maratonem mam wreszcie okazję zobaczyć tegoż Grincha. I nowa adaptacja już kolorystyką zjada na śniadanie wersję aktorską. I styl graficzny Seussa bardziej nadaje się do animacji niż do live action (gdzie Ktosie były bardziej creepy od Grincha). I Ktosie nie są dupkami (no, może w scenie, gdy kolędnicy WPROST prześladują Grincha ze swymi jękami. Tu solidaryzuję z nim) i generalnie nic nie mają do głównego bohatera.
Nawet odstępstwa nie są jakieś aż tak obrazoburcze - normalnie Grinch powinien zamawiać jedzenie kurierem (i na odchodne zasadzać kurierowi kopa gdzieś), ale widziałbym go jako robiącego przykrości innym bez powodu. Aż gdy pojawia się powód, czemu nie znosi świąt - znowu jest smutne dzieciństwo. Dobrze ktoś powiedział, że po co dawać Grinchowi jakieś backstory do niechęci wobec świąt? Kiedy jego motywacja jest dość prosta. Grinch to jest po prostu ten każdy stary dziad, którego wkurwia ten skomercjonalizowany świąteczny szajs. A nie, że jakieś traumy dziecięce.
Późniejsza reszta to taki bezbolesny średniaczek, który spokojnie można ujrzeć w okresie bożonarodzeniowym z dzieciakami. Podobała mi się scena, jak Grinch jeszcze przed zwaleniem worków prezentów zaczyna powolutku się zmieniać. I dobra była scena jak zaproszony na bożonarodzeniową kolację Grinch w krawacie Samoobrony podchodzi do wszystkiego jak do jeża. Wątek Cindy Lou i jej tokenowych funfli, szukającej Mikołaja służy głównie jako zapychacz, co udowadnia że to raczej materiał na krótszy metraż (a i film bez napisów trwa godzinę i 18 minut). I dlatego wciąż najlepsza jest wersja od Chucka Jonesa.
Boberkowi kompletnie tu się nie chciało grać, bo jego Grinch jest bez wyrazu. Za to z kolei Marek Robaczewski jako narrator bardzo dobrze wypada.
5-6/10
23-12-2023, 23:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-12-2023, 23:56 przez OGPUEE.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Tegoroczne święta każą mi się solidaryzować z Grinchem. Im jestem starszy, tym naprawdę jestem w stanie zgreda zrozumieć, a sam spotkałem się z paroma osobami, które otwarcie przyznają, że nie lubią Gwiazdki i wolą spędzać spokojnie Wigilię samemu w domu.
24-12-2023, 10:38
|