W s05e02 jest fajna scena, która pokazuje, czemu nie potrafię obdarzyć tego serialu szczerym uczuciem.
Niezniszczalny szeryf spotyka się z uzbrojonymi po samo czoło zakapiorami gdzieś po północy w jakimś ciemnym zaułku i najpierw stawia kosmicznie wygórowane żądania (zakaz wjazdu do Kentucky), a potem grozi im, że wyciągnie broń i zabije 6 z nich szybciej niż oni zdążą zareagować. I na pożegnanie błyska gwiazdką, rzuca cwaniacki tekst i odjeżdża. Uwielbiam Olyphanta, ale takie sceny zwyczajnie nie pozwalają mi w pełni cieszyć się tym serialem. Olyphant-szeryf w "Deadwood" w jednym odcinku zbierał większe baty niż tu przez 4 sezony.
Niezniszczalny szeryf spotyka się z uzbrojonymi po samo czoło zakapiorami gdzieś po północy w jakimś ciemnym zaułku i najpierw stawia kosmicznie wygórowane żądania (zakaz wjazdu do Kentucky), a potem grozi im, że wyciągnie broń i zabije 6 z nich szybciej niż oni zdążą zareagować. I na pożegnanie błyska gwiazdką, rzuca cwaniacki tekst i odjeżdża. Uwielbiam Olyphanta, ale takie sceny zwyczajnie nie pozwalają mi w pełni cieszyć się tym serialem. Olyphant-szeryf w "Deadwood" w jednym odcinku zbierał większe baty niż tu przez 4 sezony.
19-01-2014, 22:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2014, 22:07 przez Mental.)






