Niedźwiedzki napisał(a):"Boyhood" też jest poprawny, choć daleko mu do polityki. Niepoprawności doszukiwałbym się np. w propagandowych filmach Trzeciej Rzeszy. Choć nie sądzę byście tego akurat szukali. Chętnie bym się dowiedział co ta "poprawność polityczna" oznacza i dlaczego na niej budowana jest niechęć do przypadkowo wybranych filmów.
W kontekście Oscarowej kategorii "best picture", to sprawa jasna - dużo dodatkowych punktów za temat o żydach, obronę homoseksualizmu, krytykę niewolnictwa bądź rasizmu wobec czarnych, albo hołd dla dawnego Hollywood.
W dodatku film nie może się wychylać - nie może być zbyt kontrowersyjny, wulgarny albo nawet zbyt mocny w swojej wymowie.
I tak rok temu wygrał przeciętniak czyli Zniewolony, chociaż Wilk z Wall Street bił go po prostu na głowę (ale nie przejdzie - wulgarny), a i Witaj w Klubie, czy Ratując pana Banksa a nawet Kapitan Philips były lepsze.
2 lata temu wygrał kompletnie przeciętny Artysta choć Wstyd, Wojownik, Moneyball są nieporównywalnie lepszymi filmami.
A znalazłoby się jeszcze kilka kolejnych.
A w tym roku pewnie pominą Birdman bo zbyt nowatorski, Whiplash bo zbyt... skromny? Mocny?
Gone Girl bo zbyt rozrywkowy i tak dalej.
desjudi napisał(a):czy się naprawdę nie wyróżnia? Trudno powiedzieć, czy to naprawdę najlepszy film roku (chyba nie), bo mam jeszcze kilka zaległości, ale forma (12 lat produkcji) i treść (o tym filmie chce się mysleć, rozmawiać) to sprawy niebanalne, żebym mógł stawiać w jednym rzędzie z produkcyjniakami typu "Unbroken", "The Imitation Game" czy "Teoria wszystkiego", a już na pewno nie mierzę tą samą miarą co Marveli. Co prawda efektownego pierdolnięcia nie ma, ale niewiele filmów w tym roku je miało (jeśli w ogóle).
Ale ja go nie stawiam w jednym rzędzie z "Teorią wszystkiego", która w moim top30 tego roku raczej się nie zmieści.
To nadal świetny film, z błyskotliwym pomysłem. Po prostu bardzo solidny.
Dziwi mnie że znowu krytycy i celebryci (plus Obama) wybierają najbardziej banalny i najmniej wychylający się film jako najlepszy z całego roku, a takie bezkompromisowe, mocne produkcje jak Birdman, Whiplash czy Gone Girl są pomijane.
Będę zawiedziony jeśli znowu najmniej wychylający się i mimo swoich zalet nadal dość bezjajeczny film zgarnie najważniejsze statuetki.
Tak jak poprzednio właśnie Artysta czy Zniewolony.
Wisienką na torcie byłaby jeszcze statuetka za najlepszą rolę pierwszoplanową dla Eddiego Redmayne w Theory of Everything, zamiast JK Simmonsa, Michaela Keatona, Steve'a Carrella albo Jake'a Gyllenhaala. McAvoy pewnie nawet nie ma co liczyć na nominację.
29-12-2014, 14:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-12-2014, 14:29 przez Capt. Nascimento.)





