Ogląda ktoś drugi sezon? Ja tak i mam w sumie mieszane uczucia, im dalej w las tym coraz bardziej... Chibnall oparł ten sezon o dwa wątki - proces oskarżonego oraz poprzednią sprawę Aleca, której reperkusje nagle dają o sobie znać. I byłoby ok, gdyby nie to, że wszystko doszyte jest do pierwszego sezonu strasznie grubymi nićmi.
Nagle się okazuje że Alec przybył do Broadchuch z zupełnie innego powodu niż się to wydawało, a w tle pierwszego sezonu dział się jeszcze zupełnie inny wątek. A co do procesu - nie kupuję zmiany zdania mordercy, bo nie zrobiono niczego, by to uzasadnić, zwłaszcza po tym, gdy w pierwszym sezonie miał dość i praktycznie sam się przyznał. Gościa widzimy tylko przez szybkę na sali sądowej i podczas odwiedzin księdza, i generalnie odwidziło mu się because fuck you, that's why. Mogli chociaż dać do zrozumienia, że się spietrał, gdy dowiedział się jak w wiezieniach traktuje się morderców dzieci czy coś w ten deseń - ale po co. Rozumiem że próbuje siać scenarzysta ferment, że może jednak koleś nie zabił, ale tym bardziej mi się to kłóci z 1 sezonem w tym wypadku.
Mam jeszcze jeden problem z tym procesem, mianowicie nic konkretniejszego z niego nie wynika - ot, wrzucili ten motyw chyba tylko po to by mieć możliwość wygrzebywania kolejnych postaciowych brudów, no i by aktorzy mogli sobie popłakać, +10 do szansy na BAFTĘ. O kompletnie zmarnowanej Charlotte Rampling jako pani prokurator nawet już nie wspomnę - zbędna postać którą w 7 odcinku próbowano na szybko ubarwić na siłę.
Sandbrook czyli poprzednia sprawa Doctora Who znacznie fajniejsza, głównie dzięki duetowi aktorskiemu James D'Arcy (a.k.a. Jarvis) i Eve Myles (a.k.a. Gwen z Torchwood) - para ma świetną chemię i fajnie popieprzony ekranowy związek, a sam wątek jest ciekawie niejednoznaczny. Trochę się boję że skończą to jakimś głupim twistem, ale na razie oglądam z olbrzymim zainteresowaniem. D'Arcy swoją drogą wymiata tutaj jako taki trochę samiec alfa, oglądałem co tydzień kolejne odcinki razem z Agent Carter i pięknie widać, jakim aktorskim kameleonem jest ten gościu. Mam nadzieję że po tym roku kariera mu się rozkręci.
W każdym razie został już tylko finał. Jojczę trochę ale summa summarum mi się podoba i dalej z przyjemnością oglądam, dalej ten serial to popis wybitnego aktorstwa i przepięknych zdjęć, trochę mocnych, emocjonalnych scen też się znalazło. Chyba jednak całościowo niżej niż sezon pierwszy ocenię, bo mam wrażenie że Chibnall próbował za dużo srok za ogon złapać i moim zdaniem w finale przekombinuje, już teraz pojawiają się pierwsze symptomy. No ale zobaczymy.
Jeszcze jedna sprawa - 7 odcinek kończy najbardziej żenujący cliffhanger od czasu drugiego hobbita. NIgdy nie sądziłem, że w tym serialu będą stosować tak tanie zagrywki.
Nagle się okazuje że Alec przybył do Broadchuch z zupełnie innego powodu niż się to wydawało, a w tle pierwszego sezonu dział się jeszcze zupełnie inny wątek. A co do procesu - nie kupuję zmiany zdania mordercy, bo nie zrobiono niczego, by to uzasadnić, zwłaszcza po tym, gdy w pierwszym sezonie miał dość i praktycznie sam się przyznał. Gościa widzimy tylko przez szybkę na sali sądowej i podczas odwiedzin księdza, i generalnie odwidziło mu się because fuck you, that's why. Mogli chociaż dać do zrozumienia, że się spietrał, gdy dowiedział się jak w wiezieniach traktuje się morderców dzieci czy coś w ten deseń - ale po co. Rozumiem że próbuje siać scenarzysta ferment, że może jednak koleś nie zabił, ale tym bardziej mi się to kłóci z 1 sezonem w tym wypadku.
Mam jeszcze jeden problem z tym procesem, mianowicie nic konkretniejszego z niego nie wynika - ot, wrzucili ten motyw chyba tylko po to by mieć możliwość wygrzebywania kolejnych postaciowych brudów, no i by aktorzy mogli sobie popłakać, +10 do szansy na BAFTĘ. O kompletnie zmarnowanej Charlotte Rampling jako pani prokurator nawet już nie wspomnę - zbędna postać którą w 7 odcinku próbowano na szybko ubarwić na siłę.
Sandbrook czyli poprzednia sprawa Doctora Who znacznie fajniejsza, głównie dzięki duetowi aktorskiemu James D'Arcy (a.k.a. Jarvis) i Eve Myles (a.k.a. Gwen z Torchwood) - para ma świetną chemię i fajnie popieprzony ekranowy związek, a sam wątek jest ciekawie niejednoznaczny. Trochę się boję że skończą to jakimś głupim twistem, ale na razie oglądam z olbrzymim zainteresowaniem. D'Arcy swoją drogą wymiata tutaj jako taki trochę samiec alfa, oglądałem co tydzień kolejne odcinki razem z Agent Carter i pięknie widać, jakim aktorskim kameleonem jest ten gościu. Mam nadzieję że po tym roku kariera mu się rozkręci.
W każdym razie został już tylko finał. Jojczę trochę ale summa summarum mi się podoba i dalej z przyjemnością oglądam, dalej ten serial to popis wybitnego aktorstwa i przepięknych zdjęć, trochę mocnych, emocjonalnych scen też się znalazło. Chyba jednak całościowo niżej niż sezon pierwszy ocenię, bo mam wrażenie że Chibnall próbował za dużo srok za ogon złapać i moim zdaniem w finale przekombinuje, już teraz pojawiają się pierwsze symptomy. No ale zobaczymy.
Jeszcze jedna sprawa - 7 odcinek kończy najbardziej żenujący cliffhanger od czasu drugiego hobbita. NIgdy nie sądziłem, że w tym serialu będą stosować tak tanie zagrywki.
Why are you firing wallnuts at me?
20-02-2015, 01:30





