![[Obrazek: 26.jpg]](http://photos1.blogger.com/blogger/7456/2199/1600/26.jpg)
Przed kinowym seansem nowego filmu Gibsona (wszyscy polecają, więc wybieram się w najbliższą środę), postanowiłem po raz pierwszy sięgnąć po forumowego "kultowca" jakim jest Apocalypto. Zgodnie z przeczuciem, kult wszystkiego co tknie Mel w tym miejscu jest mocno przesadzony.
Doceniam wzorową realizację (charakteryzacja, scenografia, udźwiękowienie, muzyka) i typową dla Gibsona brutalność, o wiele smaczniej pokazaną niż w Pasji, ale kurcze, jaki ten film był nieciekawy. Zaczął się okej, bardzo podobały mi się sceny sielanki w wiosce, następnie doszło do ataku na nią i... idziemy, idziemy, idziemy. A kiedy już tak szli z pół godziny filmu, to... szli jeszcze dalej przez kolejne dziesięć. Dwukrotnie rozważałem zakończenie oglądania jeszcze przed sceną zaćmienia słońca, ale oglądałem dalej tylko dlatego, że czytałem o jakiejś ucieczce w finale i bo już straciłem na ten film 70 minut. Nie żałuję, że dokończyłem, bo finałowa pogoń to zdecydowanie najlepszy element Apocalypto, ale to nie zmienia faktu, że przez większość seansu się męczyłem. Nuda. No i do finału też mam pewne zastrzeżenia. Jakim cudem bohater się nie wykrwawił przez dwa dni ucieczki z otwartą raną w brzuchu na wylot? W jaki sposób wyciągnął z dziury swoją osłabioną po porodzie żonę i dwójkę małych dzieci, skoro woda już prawie ich całych zakryła, a ten przybiegł ostatkiem sił? Mel wygodnie sceny samego wyciągania ich z jamy nie pokazał.
Realizacja, z wyjątkiem słabego efektu specjalnego przy skoku z wodospadu, na piątkę z plusem. Reszta w zdecydowanej większości na minus. Nie zamierzam do tego wracać.
![[Obrazek: c3e294456a8bf89bmed.png]](http://images83.fotosik.pl/156/c3e294456a8bf89bmed.png)
![[Obrazek: c3e294456a8bf89bmed.png]](http://images83.fotosik.pl/156/c3e294456a8bf89bmed.png)
12-11-2016, 09:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-11-2016, 10:43 przez Juby.)





