![[Obrazek: tumblr_ojhmt57T6o1s9f17oo1_500.jpg]](http://68.media.tumblr.com/10c7d482b5cebf1341833b54c3f32b1b/tumblr_ojhmt57T6o1s9f17oo1_500.jpg)
Na początek wyznanie: animowana Piękna i Bestia to boleśnie przeceniana, naiwna, infantylna historyjka z nieciekawymi bohaterami. Mam z tym filmem taki sam problem jak z innymi klasycznymi animacjami Disneya - podobał mi się za dzieciaka, ale oglądany dzisiaj broni się w zasadzie tylko animacją i muzyką niż czymkolwiek innym.
Przede wszystkim to nie jest dobra historia - jest nie tylko pełna dziur, ale w zasadzie nie wie o czym chce opowiedzieć. Jest mowa o pozorach i wewnętrznym pięknie, ale Bella nie dostrzega tego w Bestii, w zasadzie nie wiem co w nim postrzega, bo jej zauroczenie nim to jedno wielkie "a bo tak" wynikające z biegu na łeb na szyję ku lukrowanemu zakończeniu a nie z dobrze napisanego scenariusza. Pozory? Jakie pozory? Książę był dupkiem jako człowiek i nie mniejszym jako Bestia, jego przemiana to taka sama zagadka co zakochująca się w nim Bella.
Kilka dziur w fabule udaje się filmowi Condona sprawnie załatać, a mniejsze bądź większe modyfikacje czy motywy jakich w animacji nie było uznaję wyłącznie za plus. Lepsi są też bohaterowie - Watson wypadła sympatycznie i choć Bella wciąż jest dość jednowymiarowa, a wątek jej "inności" i niedopasowania tak jak i w wersji animowanej nic nie wnosi i donikąd nie prowadzi, to Watson nadrabia sporym urokiem osobistym i... zaskakująco przyjemnym głosem.
Bardzo fajny jest Kline, Evans doskonale bawi się rolą (przynajmniej do czasu sztampy w finale), Gad dzielnie mu wtóruje a jego LeFou zalicza największą poprawę w stosunku do beznadziejnego odpowiednika z animacji, świetni są też wszyscy którzy zagrali zaczarowane przedmioty - McKellen (duh!), McGregor, Thompson, Tucci.
W wersji animowanej najbardziej podobała mi się Bestia, tutaj jest zdecydowanie najsłabszym ogniwem filmu, zarżniętym przez kiepski projekt twarzy i skandalicznie złe CGI. Animacja twarzy kilka razy wprawiła mnie w osłupienie, a jego sposób poruszania się (koszmarnie komputerowe kostiumy nie pomagają) to gwóźdź do trumny tej postaci. Gdy Bella i Bestia schodzą po stopniach do sali balowej, Bestia nie jest żywą, przekonującą postacią. To nic nie ważący balon, który zdaje się stawiać kroki w powietrzu, bez kontaktu z podłożem. Nawet Jar Jar Binks w 1999 roku ruszał się naturalniej.
Z Bestią mam jeszcze inny problem. O ile jako głos, choć wyraźnie zmodyfikowany, Dan Stevens wypadł w porządku, tak w ludzkiej wersji jest to totalna pomyłka obsadowa. Scena otwierająca film w jego wykonaniu to tragedia, a po powrocie do ludzkiej postaci na końcu filmu tak bardzo nie pasuje do Watson, do tej postaci, jest tak bardzo nie na miejscu że aż przykro patrzeć.
Gdybym miał wybierać to oczywiście wybrałbym wersję aktorską, ale ostatecznie z racji słabej fabuły to w zasadzie jedno i to samo, zwłaszcza że - pomijając wspomniane zmiany i dodatki - to jednak dość wierny remake wersji animowanej.
5/10
18-03-2017, 02:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-03-2017, 02:58 przez Mierzwiak.)





