Wreszcie obejrzałem. Rewelacyjny film i bardzo mocny debiut Taylora Sheridana. Historia jest prosta jak budowa cepa, znany od lat, wyeksplatowany schemat. Dokładnie tak jak we wszystkich skryptach Sheridana. Przy "Sicario" próbował zrobić coś lepszego, bardziej rozbudowanego, głębszego i wyszedł kupsztal który kompletnie nie zgrał się z rewelacyjną reżyserią Villeneuva. Przy "Hell or High Water" wyszło nieomal perfekcyjnie....ale "Wind River" jest filmem lepszym.
Śledztwo jest proste, nie zaskakuje. Postacie to zbitka ogranych na tysiące możliwości motywów. Ale to wszystko DZIAŁA. Dialogi są rewelacyjne, każda postać wiarygodna, nie sposób ich nie polubić lub nie poczuć pogardy wobec co poniektórych (podobało mi się również to, że sprawa morderstwa ostatecznie jest ). Rozmów chce się słuchać, Sheridan jest mistrzem dialogów. Grania na emocjach jest sporo i tu również standard, Taylor sięga po najbardziej ograne motywy w historii kina, ale TAK..to działa i wzrusza, każdy dramat każdego bohatera jest wiarygodny i świetnie nakreślony. Współczułem im, przeżywałem w raz z nimi.
To bardzo kameralne, oldschoolowe, brutalne, mocne i napełnione emocjami kino. Aktorzy są tu właściwie perfekcyjni. Renner tylko upewnia mnie w przekonaniu, że na planie MCU on się tylko marnuje. Zagrał znakomicie, jeszcze lepiej niż w takim "The Town", choć nie wierzę w jego szansę będe trzymał do końca po cichu kciuki za nominacje do Oscara. Znakomita, świetna rola. Bryluje także Olsen, mam do niej słabość bo jest przepiękna i prze urocza, na szczęście na tym jej wkład się nie kończy, jej postać jest bardzo fajna a ona sama stara się i gra rewelacyjnie, czy to w scenach dramatycznych czy też akcji. Oboje z Rennerem są też bardzo naturalni a ich relacja to fajnie prowadzony acz pozbawiony "fajerwerków" główny punkt historii. Cała reszta idealnie dopełnia drugi plan a Birmingham czy Bernthal znowu kradną kilka scen dla siebie (szczególnie ten pierwszy).
Pod względem realizacji....WOW! Na mnie zawsze będą działały góry pokryte śniegiem, ale trzeba jeszcze umieć coś z nich wyciągnąć. Richardson i Sheridan pod tym względem spisali się na medal. Tym bardziej, że Sheridan nie ma (jeszcze?) jakiegoś własnego, charakterystycznego stylu wizualnego pod który podporządkowywałby cały film jak np. Denis V. Film jest surowy, prosty i przy tym cholernie klimatyczny. Wszystkie ujęcia na góry, nie przesadzone, ale piękne, łatwo wsiąknąć w ten świat. Sheridan również świetnie inscenizuje sceny i buduje napięcie. Kompletnie nie widać, że gość debiutuje i to jego pierwszy film, z wprawą doświadczonego twórcy realizuje świetne strzelaniny czy buduje napięcie w trakcie prowadzenia śledztwa. Kluczowa jest tutaj muzyka Warrena Ellisa który znów dał z siebie wszystko, muza jest cudna i w nie jednej scenie gra pierwsze skrzypce. Kilka scen wbija w fotel.
Do czego mogę się przyczepić? Czas trwania. Zdecydowanie śledztwo jest za krótkie, można też było dać więcej scen między postaciami, czy nawet z eksploracji gór :P Gdyby film trwał co prawda 2h 30 min za pewne by aż tak nie działał, ale z 25 dodatkowych minut by się przydało. Ale z drugiej strony Sheridan nie traci nawet na moment uwagi widza, narracja jest płynna, tempo od początku do końca równe i nie ma ANI JEDNEJ niepotrzebnej sceny. Za co jak zawsze DUUUŻY plus.
Nie wiem ile jeszcze formuła jaką obrał Sheridan będzie działać, ale ja już jestem głodny kolejnych jego filmów, mam nadzieje utrzymanych dokładnie w takiej samej konwencji.
9/10 i 4 najlepszy film tego roku (do magicznej trójki "Dunkierka", "War for the Planet of the Apes" i "Blade Runnera 2049" jednak wiele brakuje ;) )
Śledztwo jest proste, nie zaskakuje. Postacie to zbitka ogranych na tysiące możliwości motywów. Ale to wszystko DZIAŁA. Dialogi są rewelacyjne, każda postać wiarygodna, nie sposób ich nie polubić lub nie poczuć pogardy wobec co poniektórych (podobało mi się również to, że sprawa morderstwa ostatecznie jest ). Rozmów chce się słuchać, Sheridan jest mistrzem dialogów. Grania na emocjach jest sporo i tu również standard, Taylor sięga po najbardziej ograne motywy w historii kina, ale TAK..to działa i wzrusza, każdy dramat każdego bohatera jest wiarygodny i świetnie nakreślony. Współczułem im, przeżywałem w raz z nimi.
To bardzo kameralne, oldschoolowe, brutalne, mocne i napełnione emocjami kino. Aktorzy są tu właściwie perfekcyjni. Renner tylko upewnia mnie w przekonaniu, że na planie MCU on się tylko marnuje. Zagrał znakomicie, jeszcze lepiej niż w takim "The Town", choć nie wierzę w jego szansę będe trzymał do końca po cichu kciuki za nominacje do Oscara. Znakomita, świetna rola. Bryluje także Olsen, mam do niej słabość bo jest przepiękna i prze urocza, na szczęście na tym jej wkład się nie kończy, jej postać jest bardzo fajna a ona sama stara się i gra rewelacyjnie, czy to w scenach dramatycznych czy też akcji. Oboje z Rennerem są też bardzo naturalni a ich relacja to fajnie prowadzony acz pozbawiony "fajerwerków" główny punkt historii. Cała reszta idealnie dopełnia drugi plan a Birmingham czy Bernthal znowu kradną kilka scen dla siebie (szczególnie ten pierwszy).
Pod względem realizacji....WOW! Na mnie zawsze będą działały góry pokryte śniegiem, ale trzeba jeszcze umieć coś z nich wyciągnąć. Richardson i Sheridan pod tym względem spisali się na medal. Tym bardziej, że Sheridan nie ma (jeszcze?) jakiegoś własnego, charakterystycznego stylu wizualnego pod który podporządkowywałby cały film jak np. Denis V. Film jest surowy, prosty i przy tym cholernie klimatyczny. Wszystkie ujęcia na góry, nie przesadzone, ale piękne, łatwo wsiąknąć w ten świat. Sheridan również świetnie inscenizuje sceny i buduje napięcie. Kompletnie nie widać, że gość debiutuje i to jego pierwszy film, z wprawą doświadczonego twórcy realizuje świetne strzelaniny czy buduje napięcie w trakcie prowadzenia śledztwa. Kluczowa jest tutaj muzyka Warrena Ellisa który znów dał z siebie wszystko, muza jest cudna i w nie jednej scenie gra pierwsze skrzypce. Kilka scen wbija w fotel.
Do czego mogę się przyczepić? Czas trwania. Zdecydowanie śledztwo jest za krótkie, można też było dać więcej scen między postaciami, czy nawet z eksploracji gór :P Gdyby film trwał co prawda 2h 30 min za pewne by aż tak nie działał, ale z 25 dodatkowych minut by się przydało. Ale z drugiej strony Sheridan nie traci nawet na moment uwagi widza, narracja jest płynna, tempo od początku do końca równe i nie ma ANI JEDNEJ niepotrzebnej sceny. Za co jak zawsze DUUUŻY plus.
Nie wiem ile jeszcze formuła jaką obrał Sheridan będzie działać, ale ja już jestem głodny kolejnych jego filmów, mam nadzieje utrzymanych dokładnie w takiej samej konwencji.
9/10 i 4 najlepszy film tego roku (do magicznej trójki "Dunkierka", "War for the Planet of the Apes" i "Blade Runnera 2049" jednak wiele brakuje ;) )
01-11-2017, 00:12

Spoiler




