To taki cichy i spokojny jak na thriller film... oszczędny, surowy, oparty na pewnych niedopowiedzeniach. I idealnie mi to przypasowało.
Gdzieś w głębi kryje się cały czas czyste ludzkie zło, potęga natury i jej duchowa strona... wielkie przestrzenie wiecznego mrozu i zaginione indiańskie kobiety, których statystyk nikt nie prowadzi.
Fantastyczna muzyka, przepiękne zdjęcia, życiowa rola Jeremy Rennera i ten oszczędny spokój skromnego dramatu przepleciony z rasowym thrillerem i majestatem natury. Chwyciło mnie w 100%. Wiem, że dla wielu osób to będzie film 6-8/10, ze względu właśnie na swoją oszczędność. Ja nadal mam ciary. Motyw przewodni przywodzi na myśl ten z "Sicario", ale w indiańskim wydaniu. Jest w nim coś nieuchwytnego, jak i w samym "Wind River". Z pełną świadomością daję 10/10 - nie takie w skali kina rozrywkowego (popcornowego), a w skali prawdziwego kina.
Drugi najlepszy film póki co za BR2049, minimalnie przeskoczył Logana i Contratiempo.
Gdzieś w głębi kryje się cały czas czyste ludzkie zło, potęga natury i jej duchowa strona... wielkie przestrzenie wiecznego mrozu i zaginione indiańskie kobiety, których statystyk nikt nie prowadzi.
Fantastyczna muzyka, przepiękne zdjęcia, życiowa rola Jeremy Rennera i ten oszczędny spokój skromnego dramatu przepleciony z rasowym thrillerem i majestatem natury. Chwyciło mnie w 100%. Wiem, że dla wielu osób to będzie film 6-8/10, ze względu właśnie na swoją oszczędność. Ja nadal mam ciary. Motyw przewodni przywodzi na myśl ten z "Sicario", ale w indiańskim wydaniu. Jest w nim coś nieuchwytnego, jak i w samym "Wind River". Z pełną świadomością daję 10/10 - nie takie w skali kina rozrywkowego (popcornowego), a w skali prawdziwego kina.
Drugi najlepszy film póki co za BR2049, minimalnie przeskoczył Logana i Contratiempo.
01-01-2018, 23:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-01-2018, 00:08 przez Capt. Nascimento.)





