Przeczytałem książkę. Fajna, czasami bardzo, ale to nic wielkiego. Za dużom oczekiwał. To jeden z tych przykładów, w których świat przedstawiony przygniata fabułę - dość miałką, bo ta sprowadza się w zasadzie do tego, że Cień z szefem jeżdżą se po Ameryce i gadają z bogami (pętla while), a finał intrygi w ogóle nie satysfakcjonuje. O wiele ciekawszy był wątek miasteczka z samochodem na zamarzniętym jeziorze. Spoko lektura (7, może 8/10), ale geniuszu nie doświadczyłem. Sandman znacznie lepszy, bo z rewelacyjnie nakreśloną mitologią idzie w parze świetna historia (i momentami genialne opowieści w opowieści, jak ta o Morfeuszu spotykającym się z gościem co 1000 lat).
Paradoksalnie uważam, że serial może być lepszy niż książka - wystarczy, że zajebiście sportretują (czas przeszły, wiem) Bogów i dodadzą coś więcej do nudnej eskapady peryferiami Ameryki. Pierwszy odcinek obejrzę na bank, bo w obsadzie jest sporo moich ulubieńców (McShane, Stormare, Glover, Anderson), ale powiedzcie mi wcześniej:
- w którym punkcie względem książki kończy się 1 sezon?
- dużo zmian w porównaniu do oryginału?
- mocno skażony polityczną poprawnością?
Paradoksalnie uważam, że serial może być lepszy niż książka - wystarczy, że zajebiście sportretują (czas przeszły, wiem) Bogów i dodadzą coś więcej do nudnej eskapady peryferiami Ameryki. Pierwszy odcinek obejrzę na bank, bo w obsadzie jest sporo moich ulubieńców (McShane, Stormare, Glover, Anderson), ale powiedzcie mi wcześniej:
- w którym punkcie względem książki kończy się 1 sezon?
- dużo zmian w porównaniu do oryginału?
- mocno skażony polityczną poprawnością?
14-10-2018, 17:42





