Jako że widziałem już Pętlę, to wypada tylko powiedzieć tyle: niezwykłe, naprawdę wyjątkowe widowisko wypełnione żenującymi scenami (i to od pierwszych minut "inspirowanych malarstwem", kurrrwa... to najgorsze 5 minut prologu jakie widziałem w kinie od nie wiem kiedy), w którym jest miejsce na totalny cringe (to słowo powinno być synonimem Vegi), amatorskie dialogi, fatalnie zarysowane tło i bezbarwnych bohaterów rzuconych gdzieś w historię (ale jak, dlaczego, po co?).
Widziałem wszystkie filmy Vegi i jest to chyba jego najgorszy twór, najbardziej niedopracowany, niechlujny, zbudowany z pojedynczych scen, które są nośnikiem - wg reżysera - fajności, efektowności. A wiara w to, że robi coś ważnego (dla społeczeństwa, dla siebie) przybliża go do parodii/klona Tommy'ego Wiseau. Byłem pewien, że Polityką spadł na dno i może być tylko lepiej (w Bad Boyu delikatnie mu się to udało, ale tylko ciut), tutaj jednak to już nurkowanie w mule.
Widziałem wszystkie filmy Vegi i jest to chyba jego najgorszy twór, najbardziej niedopracowany, niechlujny, zbudowany z pojedynczych scen, które są nośnikiem - wg reżysera - fajności, efektowności. A wiara w to, że robi coś ważnego (dla społeczeństwa, dla siebie) przybliża go do parodii/klona Tommy'ego Wiseau. Byłem pewien, że Polityką spadł na dno i może być tylko lepiej (w Bad Boyu delikatnie mu się to udało, ale tylko ciut), tutaj jednak to już nurkowanie w mule.
03-09-2020, 14:50





