Karl May przynajmniej wiedział, jak się to robi. Kiedy stworzył postać Old Shatterhanda jako nadczłowieka doskonałego we wszystkim co robi i do tego nieskazitelnego moralnie, to wciskał czytelnikom kit: "Old Shatterhand to ja". Nawet na drzwiach sobie zrobił tabliczkę "Karl May zwany Old Shatterhandem". Mitomania jak cholera, no ale budował przynajmniej swój własny idealny wizerunek i odwracał uwagę, że w prawdziwym życiu jest cherlakiem, który nie był na żadnym Dzikim Zachodzie i nie przeżył żadnych przygód. Więc widzicie, stworzenie postaci, która niby jest tobą, ale lepszym, to ma sens. Jest obciachowe, ale ma sens, jeśli mówimy o tym, że ktoś sobie coś rekompensuje.
Ale tworzyć nierealistyczną postać-ideał, która nie jest tobą? To niczego nie rekompensuje, bo nie opowiadasz o sobie. Czo ten Lee Child?
Ale tworzyć nierealistyczną postać-ideał, która nie jest tobą? To niczego nie rekompensuje, bo nie opowiadasz o sobie. Czo ten Lee Child?
21-02-2022, 11:07 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-02-2022, 11:13 przez al_jarid.)





