Mumia 1993, w reżyserii Sommersa
Piękne to jest. Po prostu. Tyle dobra, ile sobie ta produkcja ma po prostu poraża. Z czasem dostrzegam zajebistość scenariusza i elementów, które się doskonale zazębiają albo uzupełniają. W filmie nawet przypadki z rzadka są przypadkowe, a wynikają z ciągów przyczynowo-skutkowych. Imothep myli księżniczkę z Evelyn, bo wziął oczki od ślepego typa :D Wprowadzenie kolejnych postaci do imprezy jest poprowadzone jak po sznurku z doskonałą precyzją, jak chociażby brat Evelyn czy naczelnik więzienia. Drugi plan to nie jakieś tam chopki, tylko pełnoprawne postaci tworzące te historię na równi z zawadiaką. Sidekick Beni to mistrz, ale trudno mówić o comic refief, gdy całość jest zajebistą komedią. I ma swoje momenty grozy, więc gdy trzeba, uderza w tony horroru. Dobór aktorów i ich chemia, zaangażowanie rozwalają kompletnie system. Evelyn to najlepsza damsell in distress, Rick bije na głowę Indiego, zaś sama historia jest skleciona perfekcyjnie. Humor rozsadza ekran głównie za sprawą sytuacji, ale wielka w tym zasługa Ricka czyli rozwalającego charyzmą Brendana Fresera - to jego rola życia bez dwóch zdań (nie widziałem jeszcze najnowszej produkcji z nim).
10/10 - bo to się ogląda!!!
Piękne to jest. Po prostu. Tyle dobra, ile sobie ta produkcja ma po prostu poraża. Z czasem dostrzegam zajebistość scenariusza i elementów, które się doskonale zazębiają albo uzupełniają. W filmie nawet przypadki z rzadka są przypadkowe, a wynikają z ciągów przyczynowo-skutkowych. Imothep myli księżniczkę z Evelyn, bo wziął oczki od ślepego typa :D Wprowadzenie kolejnych postaci do imprezy jest poprowadzone jak po sznurku z doskonałą precyzją, jak chociażby brat Evelyn czy naczelnik więzienia. Drugi plan to nie jakieś tam chopki, tylko pełnoprawne postaci tworzące te historię na równi z zawadiaką. Sidekick Beni to mistrz, ale trudno mówić o comic refief, gdy całość jest zajebistą komedią. I ma swoje momenty grozy, więc gdy trzeba, uderza w tony horroru. Dobór aktorów i ich chemia, zaangażowanie rozwalają kompletnie system. Evelyn to najlepsza damsell in distress, Rick bije na głowę Indiego, zaś sama historia jest skleciona perfekcyjnie. Humor rozsadza ekran głównie za sprawą sytuacji, ale wielka w tym zasługa Ricka czyli rozwalającego charyzmą Brendana Fresera - to jego rola życia bez dwóch zdań (nie widziałem jeszcze najnowszej produkcji z nim).
10/10 - bo to się ogląda!!!
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
02-01-2023, 18:54





