Air (2023) reż. Ben Affleck
#1
AIR

Klasa film, który tematem wyjściowym zapewne nie zainteresuje każdego, ale po jego obejrzeniu nie będzie się żałowało, że zdecydowało się na seans. Firma Nike przegrywa walkę o gwiazdy koszykówki z Converse'em i Adidasem - w zasadzie spisuje na straty sekcję koszykówki i wtedy pojawia się on, Matt Damon z pomysłem wydania całego budżetu na zakontraktowanie Michaela Jordana, który... nienawidzi Nike i uwielbia firmę Adolfa. Dynamiczne kino gadane to jest to - w zasadzie "Air" posiada wszystko, co potrzeba, aby mnie kupić. Jest humor, jest sport, są fajne postacie, kurde nawet jest suspens (nie mogłem się doczekać jak zobaczę wreszcie na ekranie Air Jordany 1, pomimo tego, że wiem jak wyglądają) i to co chyba najważniejsze - ten film nie żeruje na postaci Jordana, on jest tylko tłem. Widzimy co najwyżej jego plecy i kilka archiwalnych nagrań. Całość skupia się na firmie, marce Nike i ludziach, którzy opracowali plan kupienia Michaela. Całość okraszona znakomitymi dialogami - rozmowy pomiędzy Damonem a agentem MJa (wyśmienity Chris Messina) to creme de la creme filmu. Nie zabraknie też pięknej, pełnej patosu i cukru przemowy.

PS Ben Affleck ma fajne stylóweczki - jedna w leginsach (wielki jest, mógłby zagrać jakiegoś innego miliardera, np. w komiksowej ekranizacji. Myślę, że by się nadał) i druga ta (szkoda, że tylko przez moment):

[Obrazek: 1267db50cf490da8bf1c.jpg]

Bawiłem się przednio. Rozrywka lepsza niż Shazam i Ant-Man razem wzięte :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#2
Air (2023)

Oceny to zbiera bardzo dobre, krytycy i znajomi z Filmwebu wystawiający notę poniżej 7 to rzadkość, więc pomyślałem "Kurcze, rzucę okiem jakiego to buta po odwyku starszy z Afflecków uszył ze swym starym kumplem", a to jedynie typowo niedzielny kotlet, który tylko z początku udaje, że jest krwistym stekiem. Niestety Ben i spółka nie sprawili, że ta średnio ciekawie brzmiąca historia wbiła mnie w fotel.

Przede wszystkim, zabrakło scenarzysty pokroju Sorkina za sterami, który potrafi wyrzeźbić coś z niczego. Porównałbym to dzieło do innego filmu sportowego "Moneyball" - też opowiadającego pozornie nudną historię i także osadzonego w świecie, na temat którego jestem kompletnie zielony (w tamtym przypadku baseballu). Ale jednak film z Pittem oglądało mi się z pewnymi wypiekami na twarzy, czego nie mogę powiedzieć o najnowszym dziecku bromance'u Afflecka i Damona. Odpowiedź jest prosta - scenariusz tamtej produkcji pisany był pewniejszym piórem (Sorkin i Zaillian - wiadomo...), za to Air Jordan nie do końca wie, w którą stronę chce podążać. Z początku bombarduje nostalgią, później stara się być mięsistym kinem ala Bennett Miller, przez chwilę zachciewa się też komediowych nut, by koniec końców skończyć jako klasyczny crowdpleaser. Film się przez to rozłazi szybciej, niż mój Nike po wielokrotnym użytku.

Ogólnie brakło jakichś świetnie rozpisanych scen, o których mógłbym rozpamiętywać na dłużej czy też lepszych kreacji aktorskich. Chris Tucker to już w ogóle sprawia tam wrażenie jakby popieprzyły się mu plany filmowe i nawet poważniejszy materiał gra ze zbędną komediową manierą. I naprawdę trzeba było ten mit Jordana podkreślać do tego stopnia, że ekipa bawiła się w ukrywanie jego twarzy niczym Jezusowi w "Ben-Hurze"? Jeszcze ten patetyczny monolog Damona, który mu wykłada i którym przepowiada przyszłość. To miało być na serio? Zaakceptowałbym, gdyby miała to być taka zgrywa z tych coachingowych reklam Nike'a, ale nie - ta scena potraktowana jest absolutnie na poważnie.

5/10 - na stan obecny faworyt na najbardziej przereklamowany film 2023. Trochę dziwię się jednak, że nie poczekali cierpliwie z premierą na sezon oscarowy.

Odpowiedz
#3
(01-05-2023, 19:32)Kryst_007 napisał(a): Air (2023)

Oceny to zbiera bardzo dobre, krytycy i znajomi z Filmwebu wystawiający notę poniżej 7 to rzadkość, więc pomyślałem "Kurcze, rzucę okiem jakiego to buta po odwyku starszy z Afflecków uszył ze swym starym kumplem", a to jedynie typowo niedzielny kotlet, który tylko z początku udaje, że jest krwistym stekiem. Niestety Ben i spółka nie sprawili, że ta średnio ciekawie brzmiąca historia wbiła mnie w fotel.

Przede wszystkim, zabrakło scenarzysty pokroju Sorkina za sterami, który potrafi wyrzeźbić coś z niczego. Porównałbym to dzieło do innego filmu sportowego "Moneyball" - też opowiadającego pozornie nudną historię i także osadzonego w świecie, na temat którego jestem kompletnie zielony (w tamtym przypadku baseballu). Ale jednak film z Pittem oglądało mi się z pewnymi wypiekami na twarzy, czego nie mogę powiedzieć o najnowszym dziecku bromance'u Afflecka i Damona. Odpowiedź jest prosta - scenariusz tamtej produkcji pisany był pewniejszym piórem (Sorkin i Zaillian - wiadomo...), za to Air Jordan nie do końca wie, w którą stronę chce podążać. Z początku bombarduje nostalgią, później stara się być mięsistym kinem ala Bennett Miller, przez chwilę zachciewa się też komediowych nut, by koniec końców skończyć jako klasyczny crowdpleaser. Film się przez to rozłazi szybciej, niż mój Nike po wielokrotnym użytku.

Ogólnie brakło jakichś świetnie rozpisanych scen, o których mógłbym rozpamiętywać na dłużej czy też lepszych kreacji aktorskich. Chris Tucker to już w ogóle sprawia tam wrażenie jakby popieprzyły się mu plany filmowe i nawet poważniejszy materiał gra ze zbędną komediową manierą. I naprawdę trzeba było ten mit Jordana podkreślać do tego stopnia, że ekipa bawiła się w ukrywanie jego twarzy niczym Jezusowi w "Ben-Hurze"? Jeszcze ten patetyczny monolog Damona, który mu wykłada i którym przepowiada przyszłość. To miało być na serio? Zaakceptowałbym, gdyby miała to być taka zgrywa z tych coachingowych reklam Nike'a, ale nie - ta scena potraktowana jest absolutnie na poważnie.

5/10 - na stan obecny faworyt na najbardziej przereklamowany film 2023. Trochę dziwię się jednak, że nie poczekali cierpliwie z premierą na sezon oscarowy.
Ja miałem wrażenie że ten film ma zbędne 30-40min. Fajnie się oglądało, ale Jordana tyle co nic. IMHO gorsza wersja Moneyball.

Napisane dla was na moim RMX3363 przy użyciu Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
#4
Właśnie. Film jakby udawał, że kręci się wokół Jordana i na napisach to on dostaje laurkę z materiałów archiwalnych (no, w dużej mierze...), ale tak naprawdę to o sztabie Nike'a. Mam wrażenie, że Affleck paradoksalnie większe pokłony oddawał tutaj postaci, której nie zdecydował się pokazać nawet twarzy czy włożyć w usta choćby jednej wymuszonej kwestii, niż swym protagonistom. Nie jestem fanem takiego zabiegu.

Odpowiedz
#5
(21-05-2023, 13:53)Doppelganger napisał(a):
Air
2023
Tutaj jest już o wiele lepiej - historia jak Nike zwerbowała Michaela Jordana i została najwieksza firmą w branży. Film ma świetna ścieżkę dźwiękową (naprawdę rewelacyjna nostalgia z lat 80), postaci maja jakiś cel i sens, nawet jest jakaś chemia. Dobrze się to ogląda i nie masz poczucia straconego czasu. Podtatusiały Damon daje sobie dobrze radę.
7/10

Podpisuję się i daję tę samą ocenę, jednak stwierdzam, że Chris Tucker w roli ważnego menedżera od czegoś tam to miscast. Doceniam starania i lubię, kiedy ktoś przełamuje dotychczasowy wizerunek, jednak Tucker nie dał rady, to ciągle ten sam szczekliwy, piskliwy Murzyn z „Rush Hour”, tylko już trochę podtatusiały. Jedynie na końcu się trochę postarał (w budce telefonicznej).

Odpowiedz
#6
(01-05-2023, 22:21)Nemo napisał(a):
(01-05-2023, 19:32)Kryst_007 napisał(a): Air (2023)

Oceny to zbiera bardzo dobre, krytycy i znajomi z Filmwebu wystawiający notę poniżej 7 to rzadkość, więc pomyślałem "Kurcze, rzucę okiem jakiego to buta po odwyku starszy z Afflecków uszył ze swym starym kumplem", a to jedynie typowo niedzielny kotlet, który tylko z początku udaje, że jest krwistym stekiem. Niestety Ben i spółka nie sprawili, że ta średnio ciekawie brzmiąca historia wbiła mnie w fotel.

Przede wszystkim, zabrakło scenarzysty pokroju Sorkina za sterami, który potrafi wyrzeźbić coś z niczego. Porównałbym to dzieło do innego filmu sportowego "Moneyball" - też opowiadającego pozornie nudną historię i także osadzonego w świecie, na temat którego jestem kompletnie zielony (w tamtym przypadku baseballu). Ale jednak film z Pittem oglądało mi się z pewnymi wypiekami na twarzy, czego nie mogę powiedzieć o najnowszym dziecku bromance'u Afflecka i Damona. Odpowiedź jest prosta - scenariusz tamtej produkcji pisany był pewniejszym piórem (Sorkin i Zaillian - wiadomo...), za to Air Jordan nie do końca wie, w którą stronę chce podążać. Z początku bombarduje nostalgią, później stara się być mięsistym kinem ala Bennett Miller, przez chwilę zachciewa się też komediowych nut, by koniec końców skończyć jako klasyczny crowdpleaser. Film się przez to rozłazi szybciej, niż mój Nike po wielokrotnym użytku.

Ogólnie brakło jakichś świetnie rozpisanych scen, o których mógłbym rozpamiętywać na dłużej czy też lepszych kreacji aktorskich. Chris Tucker to już w ogóle sprawia tam wrażenie jakby popieprzyły się mu plany filmowe i nawet poważniejszy materiał gra ze zbędną komediową manierą. I naprawdę trzeba było ten mit Jordana podkreślać do tego stopnia, że ekipa bawiła się w ukrywanie jego twarzy niczym Jezusowi w "Ben-Hurze"? Jeszcze ten patetyczny monolog Damona, który mu wykłada i którym przepowiada przyszłość. To miało być na serio? Zaakceptowałbym, gdyby miała to być taka zgrywa z tych coachingowych reklam Nike'a, ale nie - ta scena potraktowana jest absolutnie na poważnie.

5/10 - na stan obecny faworyt na najbardziej przereklamowany film 2023. Trochę dziwię się jednak, że nie poczekali cierpliwie z premierą na sezon oscarowy.
Ja miałem wrażenie że ten film ma zbędne 30-40min. Fajnie się oglądało, ale Jordana tyle co nic. IMHO gorsza wersja Moneyball.

Podpisuję się. Bo choć dobrze się ogląda (choć nie wygląda, bo znowu niby historia z epoki, ale kolorystyka to dramat), to jednak jest to historia w sumie o niczym. Ot, podpisali se kontrakt, zmienili jakoś finansowo historię sportu, ale co w sumie wynika z tego dla bohaterów? W Moneyball Pitt miał jednak mocno pod górkę, próbował dokonać czegoś niezwykłego i wagę jego pracy, te wszystkie przeciwności losu dało się czuć, już nawet nie wspominam się o oczywistym konflikcie charakterów. Tymczasem w Air dostajemy kilka lekkich rozmów biurowych i cyk, kontrakt podpisany. Napięcia zero, dramaturgii zero. Całość jedzie na humorze i nostalgii do tamtych lat, ale nie potrafi zawrzeć nawet jednej sceny, która niosłaby ze sobą jakiś faktyczny problem czy pokazywała wagę wydarzenia. Ba! Nawet nie sądzę czy Damon i/lub Affleck ryzykowali tutaj w ogóle swoje stanowiska. Plus znowu trudno dostrzec na ekranie prawdziwe postaci z krwi i kości - zamiast nich widzę właśnie typowego Damona, typowego Afflecka, typową Davis, typowego Tuckera, typowego Batemana. Chyba tylko Messina jako agent się wyróżnia. Do kotleta i nic więcej.

5/10

EDIT: to kosztowało 90 baniek?! WTF?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#7
Niestety bieda straszna to jest. Może oceniam zbyt surowo, ale ostatnio jestem jakoś uczulony na banał, który wylewa się wiadrami z tego filmiku, który przypomina bardziej produkcje telewizyjne sprzed dwudziestu lat niż pełnoprawny kinowy film. Nie działa tutaj właściwie nic oprócz przyzwoicie spisujących się aktorów i bezproblemowego montażu, zdjęć: historia jest równocześnie przedramatyzowana i zbyt miałka, ja nazywam to kinem spod znaku banalnych problemów i prostych rozwiązań. Szczytem takiego podejścia jak sekwencja projektowania samych butów, która wygląda jak parodia podobnych fragmentów z filmów o wynalazkach, odkryciach. Najbardziej wkurwia to, że sporo postaci zachowuje się tak, jakby przeteleportowały się w czasie ze współczesności i dobrze wiedziały kim dla popkultury końca XX wieku jest/będzie Jordan - okropieństwo. 
Film nie dowozi nawet w najprostszym, wydawałoby się, elemencie, czyli stylówie lat 80.: ja wiele razy miałem wrażenie, że akcja dzieje się współcześnie, tylko mają stacjonarne telefony i stare samochody. Kompletnie niewykorzystany potencjał, a The Winning Time pokazało jak powinna wyglądać idealna stylizacja tamtych czasów. Muzyka to również pójście po linii najmniejszego oporu: zero własnych utworów, w kilku sekwencjach puszczamy losowo dobrane, hitowe piosenki i tyle.
Kinowe chrupki: zero wartości odżywczych, tylko posypane przyprawami, aby dało się zjeść. 4/10

(21-05-2023, 15:21)Cassel napisał(a): stwierdzam, że Chris Tucker w roli ważnego menedżera od czegoś tam to miscast. Doceniam starania i lubię, kiedy ktoś przełamuje dotychczasowy wizerunek, jednak Tucker nie dał rady, to ciągle ten sam szczekliwy, piskliwy Murzyn z „Rush Hour”, tylko już trochę podtatusiały.
Fatalny występ. Czekałem na jakąś scenę, która jakoś wyjaśni, uzasadni czemu ta postać, rola jest taka zjebana, ale nie doczekałem się.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  The Holdovers (2023) reż. Alexander Payne PropJoe 42 4,053 25-03-2026, 06:35
Ostatni post: Debryk
  Poor Things (2023) reż. Yorgos Lanthimos Bradesinarus 139 17,380 03-01-2026, 13:38
Ostatni post: Pelivaron
  Past Lives (2023) reż. Celine Song ugh 6 237 28-12-2025, 14:10
Ostatni post: simek
  Bękart (2023) reż. Nikolaj Arcel Scheckley 5 1,294 06-08-2025, 09:28
Ostatni post: simek
  Dungeons & Dragons: Honor Among Thieves (2023) Pelivaron 45 8,750 12-05-2025, 13:26
Ostatni post: al_jarid
  Barbie (2023) reż. Greta Gerwig Kryst_007 414 41,457 16-12-2024, 12:17
Ostatni post: Nemo
  The Creator (2023) reż. Gareth Edwards Paszczak 61 8,415 16-10-2024, 20:27
Ostatni post: Debryk
  All of Us Strangers (2023), dir. Andrew Haigh Krismeister 9 1,387 23-02-2024, 20:51
Ostatni post: Krismeister
  Asteroid City (2023) reż. Wes Anderson Kryst_007 31 5,350 08-02-2024, 04:48
Ostatni post: Mefisto
  Argo (2012, reż. Ben Affleck) Bogdan 98 26,900 24-07-2020, 02:19
Ostatni post: Gieferg



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości