Andor (2022)
Teraz brakuje w tej historii oczywiście ostatniego aktu. Trylogię sequeli rzecz jasna wypierdalamy do śmietnika bo to abominacja (chyba powszechna zgoda?) i kręcimy ostatni akt. Wystarczy film, nie musi być serial.

No więc po bitwie na Endorze Republika wraca w glorii i chwale, kurz opada i co się okazuje?
Ano przywódcy Rebelii, dawni senatorowie, wysokiej rangi dowódcy, a także ci co dupy nie ruszyli ale mają koneksje, upychają gdzie się da swoje rodziny. Jedni w wodociągach na Naboo, inni w stoczniach budujących X-Wingi, czyjaś kochanka zostaje asystentką szefa Banku Galaktycznego...

Pojawiają się też notable upadłego Imperium. O dziwo procesy są nieliczne, długotrwałe a wyroki śmiesznie niskie i w zawiasach. Zachowali majątki i spadli na cztery łapy. Powoli odnajdują się w nowej rzeczywistości. Ich dzieci zakładają rodziny z notablami Republiki...

W ostatnim akcie widzimy znużonych weteranów Rebelii. Od lat czekają na protezy obiecane przez Mon Mothmę, kwota wolna od podatku również nie wzrosła jak było obiecane, a i marzenia o wzroście płacy minimalnej trzeba odłożyć na daleką przyszłość, gdyż budżet tego nie udźwignie (Republika jest na dorobku, wina Imperatora). Budowa mieszkań socjalnych na Corcusant stanęła, nikt nie może się doliczyć rządowych funduszy a córka Tarkina nadzorująca inwestycję bezładnie rozkłada ręce...

Dawno dawno temu...
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Heh Uśmiech


Tak sobie mysle o tym Andorze...no zajebiste te Gwiezdne Wojny kurva, eskapizm na calego - tyle kasy na to poszlo, a wystarczy wlaczyc sobie troche antyestabliszmentowych mediow. Paaanie, dej pan spokoj, nie o to chodzi w Star Warsach. To seria o zabie z bagien, ktora umie w kosmiczna magie, zawadiackim pilocie z pieso-misiem jako pierwszym pilotem oraz archetypicznym dramacie rodzinnym prosto z greckich mitow, a nie jakies turbopolityczne, antykapitalistyczne pierdololo.

Obejrzalem, bylo spoko, ale naprawde to powinno powstac jako kilkusezonowy serial idacy w strone hard s-f, ktory nie ma nic wspolnego ze Star Warsami.


To sa Star Warsy:




I to:



Uśmiech
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(19-05-2025, 21:49)Bucho napisał(a): Tak sobie mysle o tym Andorze...no zajebiste te Gwiezdne Wojny kurva, eskapizm na calego - tyle kasy na to poszlo, a wystarczy wlaczyc sobie troche antyestabliszmentowych mediow. Paaanie, dej pan spokoj, nie o to chodzi w Star Warsach, to seria o zabie z bagien, ktora jest umie w kosmiczna magie, zawadiackim pilocie z gwiezdnym pso-misiem jako pierwszym pilotem oraz archetypicznym dramacie rodzinnym prosto z greckich mitow, a nie jakies turbopolityczne, antykapitalistyczne pierdololo.
No jest w tym sporo racji. To takie starłorsy bez starłorsów. Trochę jak z "Casino Royale" gdzie znajdą się puryści którzy powiedzą, że to "no fajny film ale to nie Bond", albo z "Jokerem", że to przecież żaden Joker tylko biedny chory człowiek.
Ja aż takim purystą nie jestem ale trochę tej prostej magii by się przydało.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Szczerze to ja nawet nie jestem wielkim milosnikiem SW. Czuje jakas tam nostalgie do ESB, ktore raz za dzieciaka widzialem na VHS oraz do NH, widzianym za naprawde wczesnego mlokosa w telewizji. Przy czym jest to nie tyle nostalgia do filmow, co do okresu, w ktorych te czesci widzialem. I zdecydowanie wieksza nostalgie czuje do genialnych Star Wars: Rogue Squadron I & II.

I potem wrocilem do Star Wars juz jako dorosly, doceniajac kwestie techniczne i ducha tych filmow, ale to tyle. Przy czym piszac teraz ten post zrobilem sobie w sumie smaka na jakas powtorke z rozrywki - wpierw stara trylogia, a potem jakies misje w Rogue Squadron. Radosna napierdalanka z imperium, w imie dobra i jasnej strony mocy, a nie jakies rewolucyjne pierdololo, bo srajtasma na skraju galaktyki jest za droga Uśmiech







(19-05-2025, 21:26)Dr Strangelove napisał(a): Pojawiają się też notable upadłego Imperium. O dziwo procesy są nieliczne, długotrwałe a wyroki śmiesznie niskie i w zawiasach. Zachowali majątki i spadli na cztery łapy. Powoli odnajdują się w nowej rzeczywistości. Ich dzieci zakładają rodziny z notablami Republiki...


Natomiast oni sami, po pobieznej denazi...znaczy sie, po rozmowie o pogladach, zostaja czempionami oraz ideologicznymi inzynierami nowego projektu, ktory ma zapewnic galaktyce swietlana przyszlosc. Nowa i wspaniala Unia Gwiezdna Uśmiech I nawet nie trzeba byc oryginalnym w sprawie wygladu flagi, heh.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(19-05-2025, 22:01)Dr Strangelove napisał(a):
(19-05-2025, 21:49)Bucho napisał(a): Tak sobie mysle o tym Andorze...no zajebiste te Gwiezdne Wojny kurva, eskapizm na calego - tyle kasy na to poszlo, a wystarczy wlaczyc sobie troche antyestabliszmentowych mediow. Paaanie, dej pan spokoj, nie o to chodzi w Star Warsach, to seria o zabie z bagien, ktora jest umie w kosmiczna magie, zawadiackim pilocie z gwiezdnym pso-misiem jako pierwszym pilotem oraz archetypicznym dramacie rodzinnym prosto z greckich mitow, a nie jakies turbopolityczne, antykapitalistyczne pierdololo.
No jest w tym sporo racji. To takie starłorsy bez starłorsów. Trochę jak z "Casino Royale" gdzie znajdą się puryści którzy powiedzą, że to "no fajny film ale to nie Bond"

Przecież Casino Royale to jeden z najbardziej bondowskich bondów, czuć w nim ducha Fleminga, oczywiście odpowiednio unowocześniona adaptacja książki, ale jednak to wciąż jest film w klimatach 007. Ogladając CR czuję się tak jakbym oglądał np Pozdrowienia z Rosji z Connerym tylko unowocześnione, czy filmy z Daltonem.

Odpowiedz
Trochę nie rozumiem twojego problemu Bucho, to znaczy tak stylistycznie, pod względem tonu opowieści rozumiem, że w filmach było radosne napierdalanie i to było fajne (mi też się podobało i bynajmniej nie twierdzę, że w Nowej nadziei brakuje paru bardziej realistycznych scen o buntujących się biednych rolnikach), a tutaj jest szaro, buro, ponuro, bez Mocy i kosmicznych bitew, ale cóż, dokładnie o to chodziło.
Andor jest dla widzów, którzy na pytania:
Chciałbyś zobaczyć trudne początki Rebelii?
Chciałbyś zobaczyć moment, gdy zwykli ludzie powiedzieli dość imperialnemu uciskowi?
Chciałbyś zobaczyć działania szpiegów, agentów, złodziei, którzy robili różne świństwa w imię swoich przekonań?
Chciałbyś zobaczyć wątpliwości jakie im towarzyszyły?

Odpowiadają, że tak, bardzo chętnie, a ty na nie odpowiadasz: nie dzięki, ja wolę więcej magicznej żaby i prostego podziału na dobro i zło. Wychodząc z takiego założenia, to Andor nie miał szans sprostać twoim oczekiwaniom.
Do czego dążę? Otóż te wszystkie rzeczy z Andora po prostu MUSIAŁY mieć miejsce, aby cała fabuła Nowej nadziei mogła się wydarzyć. W żadnym świecie zło nie jest absolutnym złem od samego początku, a wszyscy dobrzy ludzie nie buntują się przeciwko niemu tak po prostu, to wszystko zawsze musi być stopniowe i wg mnie Andor to dobrze pokazuje. To typowy prequel, a one mają to do siebie, że zazwyczaj pokazują kulisy, przygotowania do tego co w głównej opowieści, a twoim zarzutem jest, że no nie, po co mi jakieś kulisy i tło do radosnej napierdalanki w kosmosie.
To trochę tak, jakby całe dzieciństwo wiedzieć o II WŚ tyle co z Szeregowca Ryana, a potem obejrzeć Kabaret i narzekać, że jak to, przecież II WŚ była walką dobrych aliantów ze złymi nazistami, tutaj chodzi o radosną napierdalankę, czołgi, wybuchy, samoloty, a nie jakieś politykowanie i pokazanie, że tym Niemcom to kilka lat wcześniej o coś chodziło.

Doktorze Strangelove: ja bardzo chciałbym obejrzeć taki film/serial dziejący się tuż po upadku Imperium Uśmiech

Odpowiedz
(20-05-2025, 02:59)michax napisał(a): Przecież Casino Royale to jeden z najbardziej bondowskich bondów, czuć w nim ducha Fleminga, oczywiście odpowiednio unowocześniona adaptacja książki, ale jednak to wciąż jest film w klimatach 007. Ogladając CR  czuję się tak jakbym oglądał np Pozdrowienia z Rosji z Connerym tylko unowocześnione, czy filmy z Daltonem.
Michax, ale mnie nie musisz do tego przekonywać. Ja jestem zagorzałym fanem. Podałem to tylko jako przykład bo swego czasu widziałem sporo takich narzekań, że "to dobry film ale nie Bond".

(20-05-2025, 07:24)simek napisał(a): Doktorze Strangelove: ja bardzo chciałbym obejrzeć taki film/serial dziejący się tuż po upadku Imperium Uśmiech
Coś mi się wydaje, że raczej tego nie doczekamy Duży uśmiech

(20-05-2025, 07:24)simek napisał(a): Trochę nie rozumiem twojego problemu Bucho, to znaczy tak stylistycznie, pod względem tonu opowieści rozumiem, że w filmach było radosne napierdalanie i to było fajne (mi też się podobało i bynajmniej nie twierdzę, że w Nowej nadziei brakuje paru bardziej realistycznych scen o buntujących się biednych rolnikach), a tutaj jest szaro, buro, ponuro, bez Mocy i kosmicznych bitew, ale cóż, dokładnie o to chodziło.
Dlatego też idealnym filmem SW dla mnie jest "R1". Jest po prostu doskonałą mieszanką elementów dorosłych i tych epicko-widowiskowych.
Z jednej strony mamy tam sceny jak Andor zabijający kalekę, bo nie może go ani uratować ani zostawić, a z drugiej strony mamy epickie walki, które też nie są pokazem niekompetencji jednych i zajebistości drugich.

Ja mam wielki sentyment do pierwszej trylogii, ale z perspektywy lat te filmy mają sporo wad. No ale nostalgia robi swoje.
Nie żebym się tutaj chciał wywyższać, ale mało kto zrozumie uczucie zobaczenia gwiezdnego niszczyciela na wielkim ekranie kiedy za oknem był schyłkowy PRL, nie było internetu, a telewizja serwowała czechosłowackie seriale na dwóch kanałach.

Kapitalizm ze swoim przesytem Was z tego okradł Duży uśmiech
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(20-05-2025, 07:24)simek napisał(a): Trochę nie rozumiem twojego problemu Bucho, to znaczy tak stylistycznie, pod względem tonu opowieści rozumiem, że w filmach było radosne napierdalanie i to było fajne (mi też się podobało i bynajmniej nie twierdzę, że w Nowej nadziei brakuje paru bardziej realistycznych scen o buntujących się biednych rolnikach), a tutaj jest szaro, buro, ponuro, bez Mocy i kosmicznych bitew, ale cóż, dokładnie o to chodziło.
Andor jest dla widzów, którzy na pytania:
Chciałbyś zobaczyć trudne początki Rebelii?
Chciałbyś zobaczyć moment, gdy zwykli ludzie powiedzieli dość imperialnemu uciskowi?
Chciałbyś zobaczyć działania szpiegów, agentów, złodziei, którzy robili różne świństwa w imię swoich przekonań?
Chciałbyś zobaczyć wątpliwości jakie im towarzyszyły?

Odpowiadają, że tak, bardzo chętnie, a ty na nie odpowiadasz: nie dzięki, ja wolę więcej magicznej żaby i prostego podziału na dobro i zło. Wychodząc z takiego założenia, to Andor nie miał szans sprostać twoim oczekiwaniom.
Do czego dążę? Otóż te wszystkie rzeczy z Andora po prostu MUSIAŁY mieć miejsce, aby cała fabuła Nowej nadziei mogła się wydarzyć. W żadnym świecie zło nie jest absolutnym złem od samego początku, a wszyscy dobrzy ludzie nie buntują się przeciwko niemu tak po prostu, to wszystko zawsze musi być stopniowe i wg mnie Andor to dobrze pokazuje. To typowy prequel, a one mają to do siebie, że zazwyczaj pokazują kulisy, przygotowania do tego co w głównej opowieści, a twoim zarzutem jest, że no nie, po co mi jakieś kulisy i tło do radosnej napierdalanki w kosmosie.
To trochę tak, jakby całe dzieciństwo wiedzieć o II WŚ tyle co z Szeregowca Ryana, a potem obejrzeć Kabaret i narzekać, że jak to, przecież II WŚ była walką dobrych aliantów ze złymi nazistami, tutaj chodzi o radosną napierdalankę, czołgi, wybuchy, samoloty, a nie jakieś politykowanie i pokazanie, że tym Niemcom to kilka lat wcześniej o coś chodziło.

Doktorze Strangelove: ja bardzo chciałbym obejrzeć taki film/serial dziejący się tuż po upadku Imperium Uśmiech



Mysle, ze w miare jasno napisalem z czym mam "problem". Glownie z tym, ze ten serial to nie są Gwiezdne Wojny, co studencka rozprawka o konfliktach socjo-spolecznych i politycznych ubrana w szaty klasyki Lucasa. Mozna wszystko, rozumiem, ze sie to moze podobac, nawet jakos specjalnie nisko nie oceniam. Tylko znowu, jak ogladam Indiana Jonesa to po to, zeby zobaczyc zawadiacka przygode na ekranie i po to, zeby Indy bil kreskowkowych Nazioli po mordach, a nie po to, zeby wyzwalal realistyczne obozy zaglady i odtwarzal sceny z przedostatniego odcinka Band of Brothers. Albo jeszcze lepiej, wiemy, ze Indy ma gdzies tam radosne przygody, ale zamiast tego Spielberg nazywa Szeregowca - Tales from the Indiana Jones world Uśmiech

I potem jak powstaje taki Andor to jego logiczna konkluzja nie jest celebracja prosto z RotJ, a to o czym na poczatku strony pisze Doktor. I chooj z takimi Star Warsami jak dla mnie Uśmiech

Sek w tym, ze Andor nie musial spelniac zadnych oczekiwan, bo nie musial w ogole powstawac, bo tak naprawde jest to tylko dalsze dojenie starłorsowej marki, nawet jezeli podane jako bardzo smaczny milkshake z kremem and cherry on top.

I tak, finalnie wolalbym, ze skoro juz to zrobiono to jednak w duchu starej trylogii, gdzie zdecydowanie lepiej wyszlo to w R1, bo nie bylo tak groteskowo napuszone, choc moze nadal miejscami ciut zbyt na serio. Przy czym za chwile zrobie sobie powtorke i moze sie okaze, ze to jednak zajebistosc.

SW to bajkowa space opera, w ktorej sama wojna byla przygoda, tak jak u Jonesa wlasnie, a nie dramatem o smutnych pizdach, ktore w ziemski polityczny sposob przygniata system.

I znowu, oceniam calkiem wysoko, ale traktuje jako eksperyment, a nie jako Gwiezdne Wojny per se.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
To zapytam inaczej: czy w twoim wyobrażeniu da się nakręcić film/serial opowiadający o tym co Andor, ale tak, żebyś powiedział "wow, to są Gwiezdne Wojny!"? Według mnie nie, bo o ile dobrze rozumiem, to każda próba grzebania w początkach Rebelii będzie z natury rzeczy bardziej przyziemna, a przez to mniej gwiezdnowojenna.

(20-05-2025, 08:19)Dr Strangelove napisał(a): Dlatego też idealnym filmem SW dla mnie jest "R1". Jest po prostu doskonałą mieszanką elementów dorosłych i tych epicko-widowiskowych.
Z jednej strony mamy tam sceny jak Andor zabijający kalekę, bo nie może go ani uratować ani zostawić, a z drugiej strony mamy epickie walki, które też nie są pokazem niekompetencji jednych i zajebistości drugich.
W większości zgoda, chociaż w moim idealnym Rogue One byłoby trochę więcej z Andora - brakuje tam takiej postaci jak Luthen.

Cytat:Nie żebym się tutaj chciał wywyższać, ale mało kto zrozumie uczucie zobaczenia gwiezdnego niszczyciela na wielkim ekranie kiedy za oknem był schyłkowy PRL, nie było internetu, a telewizja serwowała czechosłowackie seriale na dwóch kanałach.
Zazdroszczę wspomnień, ale jednak na wiek bym się z tobą nie wymienił Język

Odpowiedz
(20-05-2025, 08:43)simek napisał(a): W większości zgoda, chociaż w moim idealnym Rogue One byłoby trochę więcej z Andora - brakuje tam takiej postaci jak Luthen.
To już kwestia gustu. No i Luthen świetnie wybrzmiał w serialu bo to jednak długi metraż i można rozwinąć skrzydła, a w filmie to już trzeba się mocno napracować.
Chociaż Krennic (czyli mój ulubiony złoczyńca) dobrze wybrzmiał choć przecież tego czasu antenowego specjalnie dużo nie miał.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Simku, w teorii wszystko sie, a w praniu to wiemy. Po pierwsze pytaniem powinno byc, czy w ogole trzeba. Wiesz, bo ja nie watpie, ze w swiecie Star Wars mozna nakrecic filmowo/serialowe wersje najlepszych dramatow listy IMDb 250, bo przeciez w tym swiecie mialo miejsce normalne zycie, pytanie tylko, po co?! Uśmiech

Oryginalne SW to proste, archetypiczne przygody, zabawa w wojne, walka dobra i zla, nic wiecej. Juz Lucas przekombinowal w nowej trylogii z polityka, ale stylistycznie jakos to tam pasowalo do tej oryginalnej. Ogolnie imo zdecydowanie trudniej nakrecic magiczne Star Warsy traktujace o poczatkach rebeliantow niz takie na serio, bo wystarczy doslownie wziac to co symbolicznie robil Lucas w epizodach IV-VI i podlac to sosem ziemskiej historii oraz ideolo. I potem mamy serial-manifest, ktory poza fasada tego swiata swiata nie ma specjalnie wiele wspolnego z oryginalem.

I znowu, ja sie nie dziwie, ze to powstalo, ze sie podoba (mi tez sie wzglednie podoba), a jedyne co to uważam, ze byloby lepsze, gdyby stalo na wlasnych nogach, w odcieciu od marki SW. Przy czym wiadomo, ze wtedy nigdy by nie powstalo, takze tak tylko sobie pogadac chcialem Uśmiech
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
#teambucho - SW to fantasy, to przygodówka, to bajka (co nie musi z miejsca oznaczać, że radosna - prostego podziału na zło i dobro również tam nie było swoją drogą) i robienie z tego smutnej i szaroburej Nolandii to czysty idiotyzm. Podobnie zresztą jak czystym idiotyzmem jest prequelowanie wszystkiego. O ile Solo mi się jeszcze podobał, bo tam przynajmniej przygodowa konwencja została utrzymana, tak nie czuję potrzeby wyjaśniania absolutnie każdego aspektu tego świata, którego Lucas nie pokazał w ST czy nawet potem w równie zbędnej NT. Czemu w ogóle powstała Rebelia i dlaczego ludzie postanowili się zbuntować to jest wyłożone czarno na białym w starych częściach, podobnież jak i Mon Mątwa jest tam wystarczająco nakreśloną (wszak epizodyczną) postacią, o której nie potrzebuję wiedzieć więcej. A tym bardziej wiszą mi jej moralne dylematy sprzed dekad bo to jest poziom R2metoo. W każdym tego typu świecie odrobina tajemnicy i niedopowiedzeń jest mile widziana, bo tylko rozbudza wyobraźnię. Tworzenie politycznego pierdololo zwyczajnie zabija tę markę (już pomijając jakąkolwiek spójność czy chronologię, które nie raz zostały zaburzone), tak samo jak Prometeusze zabiły zajebistość Obcego, nowe Predatory zajebistość oryginałów czy grzeczne zachowanie względem kobiet zabija Bonda.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(20-05-2025, 12:45)Mefisto napisał(a): #teambucho - SW to fantasy, to przygodówka, to bajka (co nie musi z miejsca oznaczać, że radosna - prostego podziału na zło i dobro również tam nie było swoją drogą) i robienie z tego smutnej i szaroburej Nolandii to czysty idiotyzm. Podobnie zresztą jak czystym idiotyzmem jest prequelowanie wszystkiego. O ile Solo mi się jeszcze podobał, bo tam przynajmniej przygodowa konwencja została utrzymana, tak nie czuję potrzeby wyjaśniania absolutnie każdego aspektu tego świata, którego Lucas nie pokazał w ST czy nawet potem w równie zbędnej NT. Czemu w ogóle powstała Rebelia i dlaczego ludzie postanowili się zbuntować to jest wyłożone czarno na białym w starych częściach, podobnież jak i Mon Mątwa jest tam wystarczająco nakreśloną (wszak epizodyczną) postacią, o której nie potrzebuję wiedzieć więcej. A tym bardziej wiszą mi jej moralne dylematy sprzed dekad bo to jest poziom R2metoo. W każdym tego typu świecie odrobina tajemnicy i niedopowiedzeń jest mile widziana, bo tylko rozbudza wyobraźnię. Tworzenie politycznego pierdololo zwyczajnie zabija tę markę (już pomijając jakąkolwiek spójność czy chronologię, które nie raz zostały zaburzone), tak samo jak Prometeusze zabiły zajebistość Obcego, nowe Predatory zajebistość oryginałów czy grzeczne zachowanie względem kobiet zabija Bonda.

Nie do końca się z Tobą zgadzam.
Mi też ilość prequeli i spin-offów w tym uniwersum się nie podoba. Ja również wolę kiedy pewne rzeczy pozostają niedopowiedziane. Niektórzy z was pewnie nawet sobie nie zdają sprawy ile takich niepotrzebnych dodatków do Sagi istnieje w książkowych Gwiezdnych Wojnach.

Niemniej jednak, uważam, że dobry prequel jest zawsze na plus jeżeli chodzi o dane uniwersum.
Jeżeli historia coś wnosi do świata przedstawionego, może nawet w jakiś sposób dokonuje swego rodzaju rekontekstualizacji oryginalu, to jestem na tak.
"Andor" nie był potrzebnym prequelem, a kiedy go ogłosili to nikt na ten serial nie czekał. Ale teraz, z perspektywy czasu, nie wyobrażam sobie tego uniwersum bez "Andora".
Ta produkcja nie tylko wniosła dużo nowego i dobrego do tej serii, ale była też bardzo potrzebnym powiewem świeżości po tych wszystkich wysrywach od D+.

Uważam również, że odległa galaktyka jest tak bogatym fikcyjnym światem, że mogliby (i powinni) tworzyć historię ze wszystkich możliwych gatunków w tym świecie. Thriller szpiegowski, musical, horror, romcom, kino drogi, itp. itd. Oczywiście, że sercem Star Wars jest baśniowa przygodówka science-fantasy, ale nie widzę powodów żeby nie opowiadać ciekawych historii z innych gatunków, utrzymanych w innych konwencjach.

MCU to też głównie lajtowe kino superhero, a znalazlo się tam miejsce dla produkcji takich jak netfliksowy Daredevil czy Punisher (czy np. utrzymana w całkiem innym klimacie Agatha All Along).
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
(20-05-2025, 13:25)szopman napisał(a): Nie do końca się z Tobą zgadzam.

Kurczę, to teraz muszę Cię obrazić zgodnie z logiką jednego takiego jegomościa. :>

Cytat:Ale teraz, z perspektywy czasu, nie wyobrażam sobie tego uniwersum bez "Andora".
Ta produkcja nie tylko wniosła dużo nowego i dobrego do uniwersum, ale była też bardzo potrzebnym powiewem świeżości po tych wszystkich wysrywach od D+.

Abstrahując już od tego powiewu świeżości w przypadku serialu, który wizualnie wygląda dokładnie tak samo jak wszystko inne obecnie w kinie i tv, a nastrojem, posępnością i realizmem dalej spełnia nolanowski klimat zapoczątkowany 20 lat temu, to co takiego wniósł Andor do uniwersum SW, czego wcześniej nie było/bez czego dało się żyć? Pytam poważnie.

Cytat:Uważam również, że odległa galaktyka jest tak bogatym  fikcyjnym światem, że mogliby (i powinni) tworzyć historię ze wszystkich możliwych gatunków w tym świecie.

Mogliby. Zresztą w przywołanych przez Ciebie wyżej książkach (które Disney ot tak spuścił w kiblu zaraz po przejęciu marki) oprócz stosu bredni była też wuchta świetnych, gotowych historii, które de facto poszerzały ten świat w każdym możliwym aspekcie, z trylogią Thrawna na czele. Zamiast tego wolą jednak wydawać hajs na kolejnych Skywalkerów bez scenariusza i polityczne pierdololo, które ze Star Wars robi wszystko tylko nie Star Wars.
Poza tym gatunkowość to jedno, a spójność stylistyczna świata to coś zupełnie innego.

Cytat:MCU to też głównie lajtowe kino superhero, a znalazlo się tam miejsce dla produkcji takich jak netfliksowy Daredevil czy Punisher (czy np. utrzymana w całkiem innym klimacie Agatha All Along).

Raczysz żartować? Punisher został w tym nędznym serialiku wręcz wyśmiany, a mhrok Daredevila jest mniej więcej tak samo umowny jak ostatnich Batmanów. To są dalej lajtowe produkcje, które jedynie udają dojrzalsze kino, ale prawda jest taka, że Marvel z naprawdę dorosłym contentem i faktyczną psychologią nigdy nie wyjedzie, bo od czegoś takiego wybuchły by chyba głowy albo im, albo współczesnej widowni.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
O ile dobrze pamiętam, to serial animowany "Star Wars Rebels" przedstawia początki Rebelii w bardziej przygodowym, pogodnym tonie. Dla mnie był on nieco zbyt infantylny, ale jednak ta ogólnie pojęta gwiezdnowojenność była tam raczej zachowana.

Odpowiedz
Zachęcony Waszymi zachwytami, odpaliłem 1 odcinek na swoim HUBie i się pytam:

- czy to zawsze będzie takie nudne?

Odpowiedz
Tak, a w drugim sezonie jeszcze bardziej ;-)

Odpowiedz
(20-05-2025, 13:44)Doppelganger napisał(a): Zachęcony Waszymi zachwytami, odpaliłem 1 odcinek na swoim HUBie i się pytam:

- czy to zawsze będzie takie nudne?

Miałem takie same wrażenia na początku, przy ok 6/7 odcinku się rozkręca a od 2 sezonu to już jest sztos.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
(20-05-2025, 12:45)Mefisto napisał(a): Czemu w ogóle powstała Rebelia i dlaczego ludzie postanowili się zbuntować to jest wyłożone czarno na białym w starych częściach
Czemu to być może wiemy, ale są ludzie, którzy chcą zobaczyć jak to się stało. Zasadniczo na tym polega kino, że nie wystarcza nam wiedzieć co się stało, tylko chcemy zobaczyć na własne oczy jak Język

Cytat:W każdym tego typu świecie odrobina tajemnicy i niedopowiedzeń jest mile widziana, bo tylko rozbudza wyobraźnię.
Racja, tylko że jesteśmy w luksusowej pozycji, że sami możemy wybrać co chcemy pozostawić niedopowiedziane, a co chcemy zobaczyć. Ja na przykład wolałem nie wiedzieć (czy raczej nie przyjąłem do wiadomości) czy i jak Vader z Obi-Wanem się spotkali przed Nową nadzieją, więc olałem serial Kenobi, a nie wchodziłem do jego tematu, żeby pisać, że mi zepsuli tajemnicę tego świata Język
Podobnie z, przykładowo, Władcą Pierścieni: gdyby powstał prequel pokazujący czemu właściwie Sauron jest zły i o co mu chodzi, to raczej średnio mnie to ciekawi, chyba, że byłaby masa opinii, że jest to wybitne, to wtedy ok. Pierścieni władzy nie widziałem, bo raczej dominują głosy, że to gówniane, więc nie wiem czy jest tam taki wątek.


Cytat:Jeżeli historia coś wnosi do świata przedstawionego, może nawet w jakiś sposób dokonuje swego rodzaju rekontekstualizacji oryginalu, to jestem na tak.
"Andor" nie był potrzebnym prequelem, a kiedy go ogłosili to nikt na ten serial nie czekał. Ale teraz, z perspektywy czasu, nie wyobrażam sobie tego uniwersum bez "Andora".
Może przesada z tym, żebym sobie nie wyobrażał Star Warsów bez Andora, ale jest to po prostu fajny kawałek tego uniwersum i sprawia, że bardziej doceniam doniosłość wydarzeń z Nowej nadziei, bo jednak jest różnica gdy widzi się wysadzenie Gwiazdy śmierci jako ukoronowanie wieloletnich działań Rebelii, a gdy jest to po prostu jakieś tam uniwersum fantasy, jakieś złe imperium, które ma jakąś broń i jakaś rebelia ją wysadza.

(20-05-2025, 09:31)Bucho napisał(a): nie watpie, ze w swiecie Star Wars mozna nakrecic filmowo/serialowe wersje najlepszych dramatow listy IMDb 250, bo przeciez w tym swiecie mialo miejsce normalne zycie, pytanie tylko, po co?! Uśmiech
vs
(20-05-2025, 13:25)szopman napisał(a): Uważam również, że odległa galaktyka jest tak bogatym  fikcyjnym światem, że mogliby (i powinni) tworzyć historię ze wszystkich możliwych gatunków w tym świecie. Thriller szpiegowski, musical, horror, romcom, kino drogi, itp. itd. Oczywiście, że sercem Star Wars jest baśniowa przygodówka science-fantasy, ale nie widzę powodów żeby nie opowiadać ciekawych historii z innych gatunków, utrzymanych w innych konwencjach.
Ja jestem team szopman i liczę na to, że kiedyś dostaniemy Gwiezdne Wojny z eRką: cyckami, krwią, dragami i fuckami Uśmiech

Odpowiedz
(20-05-2025, 13:38)Mefisto napisał(a): Abstrahując już od tego powiewu świeżości w przypadku serialu, który wizualnie wygląda dokładnie tak samo jak wszystko inne obecnie w kinie i tv, a nastrojem, posępnością i realizmem dalej spełnia nolanowski klimat zapoczątkowany 20 lat temu, to co takiego wniósł Andor do uniwersum SW, czego wcześniej nie było/bez czego dało się żyć? Pytam poważnie.
O to to to...
Jedną z największych bolączek tego serialu jest ten "obezwładniający mrhoook". Wszyscy są tutaj non stop tak poważni i zasępieni i chodzą niemalże ze łzami w oczach, że no kurwa tylko wsadzić głowę do piekarnika i odkręcić gaz.
Ja rozumiem intencję, ale nie muszę co 30 sekund dostawać w łeb łopatą z napisem "PRZECIEŻ TO ULTRA POWAŻNY SERIAL".
Bark tutaj praktycznie jakichś normalniejszych, weselszych elementów, które paradoksalnie dodałyby temu powagi. Tak jak na przykład we wspomnieniach jak Luthen z tą młodą rozmawiają, że może coś zjemy, on podrzuca kredyty i oboje się śmieją. Niby drobiazg, ale brakuje tu tego.

Powtórzę. W dalszym ciągu uważam to za naprawdę dobrą rozrywkę na poziomie, oceny nie zmieniam, ale trochę szkoda straconej szansy. Lepsze jest wrogiem dobrego.

No i oczywiście podstawowym problemem tej serii jest ciągłe kręcenie się w miejscu. Imperium, Rebelia, Skajłokery, Rebelia, X-Wingi, znowu Imperium, to może dla odmiany Gwiazda Śmierci, ale dajcie jeszcze raz Skajłokerów...
Nie znam książek, komiksów, ale mam kilku znajomych nerdów, którzy mi wiele razy opowiadali ile tam jest różnych zajebistych historii do opowiedzenia. 
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Obi-Wan Kenobi (2022) Pelivaron 725 69,475 01-01-2024, 00:26
Ostatni post: Scheckley



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości