Nowy serial Starz ma już dwa odcinki i w sumie nie dziwię się, że klepnęli drugi sezon przed premierą. Tzn. na podstawie reakcji widowni na San Diego Comic-Con.
Z pewnością to kwestia marki Starz, ale serial od razu kojarzy mi się ze Spartacusem. Pomijając świetne, widowiskowe otwarcie, już w pierwszym odcinku widać, że mamy sporą galerię postaci, gdzie każdy ciągnie w swoją stronę. Zamiast zarzucać nas jakimiś pierdołami, tajemnicami bez wyjaśnień pomiędzy nudnymi postaciami (OK, już kończę marudzenie na Helix), mamy charyzmatyczne postacie z dążeniami. Od tego momentu całość działa jak dobrze naoliwiona maszyna.
John Silver jest bohaterem, który wprowadza nas w świat, ale na szczęście ten drobny cwaniaczek nie gra pierwszych skrzypiec. Równą uwagę poświęcono babce będącej paserem pirackich łupów, kapitanowi Flintowi, a w ramach "main cast" wymieniono kapitana Vane, który na początku pojawia się jako łotr.
Generalnie może to przedwcześnie tak po dwóch odcinkach, ale jestem po prostu zachwycony.
Piraci, super! Po "Piratach z Karaibów" nadchodzi chyba moda na tę tematykę na małym ekranie, bo zapowiadany jest też serial z Malkovichem, który ma grać Czarnobrodego. Zdjęcie robi wrażenie. Dopisuję do whishlisty.
Z czołówki jest, można dokładnie obejrzeć chyba każdy szczegół - detale są naprawdę imponujące. No i pierwszy odcinek obejrzałem - wygląda obłędnie poza faktem, że większość jest piękna, młoda i ma zęby jak z reklamy Colgate, a Silver mnie niemiłosiernie drażni. Kapitan Flint jest świetny, jest też sporo krwi i przemocy całkiem dobrze pokazanej, a
Mam mimo to opory przed drugim odcinkiem. Jakoś mnie nie ciągnie, nie czuję tej chęci by obejrzeć dalej i dalej i dalej, nie czekam niecierpliwie na to, co się jeszcze wydarzy. Nie wiem czemu nawet, po prostu to dobre patrzydło, ale bez tego "czegoś".
Fajne to intro i dziwię się, że nikt nie zwrócił uwagi na muzykę Beara McCreary'ego, która posiada bardzo fajny tawernowy klimat.
Uwielbiam tematykę piracką, chyba się skuszę.:)
Bez kitu, muzyka jest kapitalna - tawerniana, a przy tym złowieszcza i niepokojąca. I reżyseruje Marshall? Jestem kupiony. Tematykę piracką kocham odkąd jako dzieciak zagrałem w Monkey Island. Pytanie: czy to tradycyjna przygodówka historyczna, czy są jakieś wiksy fantasy rodem z Piratów z Karaibów?
(03-02-2014, 15:23)Paszczak napisał(a): Tematykę piracką kocham odkąd jako dzieciak zagrałem w Monkey Island.
O grało się grało. W ogóle jeżeli chodzi o tematykę piracką to mam sporo gier, "Sea Dogs", "Pirates of the Caribbean" (2013), "Sid Meier's Pirates", "Port Royale 1 i 2" itd. Jako dzieciak czytałem "Kapitana Blooda", a dawno temu nawet pisałem taką serię opowiadań, krótszych i dłuższych pt. "Tawernowe opowieście" (teraz oczywiście nikomu bym to nie pokazał).
Tak też tematyce pirackiej nigdy nie mówię nie, chyba że produkt jest śmiertelnie nudny, a to niestety często się zdarza.
Jak dla mnie rewelacja! Uwielbiam klimaty pirackie, o czym, chociażby, świadczy 100+ godzin w Assassin's Creed: Black Flag - notabene, już w pierwszym odcinku pojawiły się dwie (no, trzy, licząc "Czarnobrodego" ;-) z głównych postaci wyżej wymienionej gry: jest Vane i Rackham. Bardzo fajnie poczynają sobie twórcy, nie tylko z powyższymi postaciami historycznymi, ale także z bohaterami "Wyspy Skarbów". Pomysł na młodego Silvera świetny, aczkolwiek aktor raczej irytujący, póki co. Flint rewelacyjny za to, i trochę szkoda, że się, poniekąd - bo nie wiadomo, jaką drogę obiorą twórcy - wie, jak potoczą się jego losy.
Realizacyjnie bardzo dobry poziom - bardzo zgrabnie operują tu ograniczonym, bo serialowym budżetem. I jeszcze raz muszę odwołać się do AC: BF, pierwsza panorama wybrzeży New Providence i już poznałem growe ;-) Nassau. Szacun dla twórców serialu i gry :)
Ależ to dobre!
Szczególnie podoba mi się, że serial skupiony jest na pirackich rozgrywkach politycznych, aczkolwiek trochę niezłej akcji też tu jest - finałowy pojedynek w E01 wyszedł tak, że krew z palców lizać. Wizualia co najmniej porządne, muzyka cały czas świetna, a co do postaci...
NAJLEPSI:
1. Flint - nie spodziewałem się takiej mocy po aktorze, który dotąd kojarzył mi się tylko z nieudanym Bondowskim złym. Eleganckie połączenie intelektualisty z furiatem.
2. Anne Bonny - nie ma jej dużo, ale za każdym razem wywołuje dreszcze - ta koślawa postawa, pozornie niezdarny sposób poruszania się i ten głos...
3. Vane - bo tez ma zajebisty głos i kojarzy mi się z Michaelem Wincottem.
Muszę też stanąć w obronie Silvera. Pewnie, irytuje, ale ta postać została tak napisana, aktor zagrał nieźle. Czuję zresztą, że chłopak przejdzie w serialu przyspieszony kurs kozactwa. Jak wiemy z Pieśni Lodu i Ognia, nie ma to jak utrata części ciała na poprawę charakteru.
NAJGORSI:
1. Eleanor Guthrie.
2. Eleanor Guthrie.
3. Eleanor Guthrie.
Rozważałem przyznanie trzeciego miejsca Max, ale trochę mnie rozbroiła sceną robótki ręcznej. Naprawdę, dawno nie widziałem tak beznadziejnie napisanej postaci jak panna Guthrie. W dodatku nie pasuje kompletnie do reszty serialu, jakby urwała się ze Spartakusa. Aktorsko też nie lepiej - w porównaniu z odtwarzającą ją aktorką nawet Emilia Clarke wydaje się prawie tak jakby utalentowana.
Ale poza tym jest dobrze bardzo. Udanych seriali historycznych (nawet tak luźno historycznych jak tu) jest tyle, co kot napłakał, a ten uważam za najlepszy od bodajże Johna Adamsa (choć zupełnie inny). Na pewno lepszy od Wikingów.
05-02-2014, 02:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-02-2014, 02:22 przez Paszczak.)
Pierwsze dwa odcinki obejrzane i jestem kupiony. Serial o piratach ze stajni Starz, czyli telewizji, która wypuściła "Spartacusa", do tego pierwszy ep reżyserowany przez Neila Marshalla? Normalnie brałbym w ciemno, ale lekkie obawy były, bo całość jest produkowana przez duet Bay & Fuller, czyli niesławne Platinum Dunes, znane z rimejkowania kultowych horrorów grozy i przerabiania ich na srogie kupy. Mimo wszystko oczekiwania miałem spore, ale "Black Sails" póki co spełnia je z nawiązką - trochę klimatu "Spartacusa" jest, ale serial bardziej przypomina mi "Rzym" i "Grę o tron", co nie ukrywam działa jak najbardziej na jego korzyść. Mocarny opening, galeria barwnych postaci, ciekawie zapowiadające się intrygi a wszystko to umiejscowione w naprawdę bajecznej, egzotycznej scenerii. Na razie jestem jak najbardziej na tak i czekam na kolejne odcinki z niecierpliwością:)
Paszczak napisał(a):Vane - bo tez ma zajebisty głos i kojarzy mi się z Michaelem Wincottem.
Świetna postać, póki co chyba moja ulubiona, choć bardziej kojarzy mi się z Matthiasem Huesem;) Btw -
Mają rozmach skurwisyny:)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
Takie POTC, tyle że z bez elementów fantasy, za to z przeklinaniem, cyckami i angielskim akcentem. Chwilami wygląda to nawet bardziej kolorowo niż POTC: wszystko młode, zdrowe, ładne, umalowane, klaty wydepilowane, ząbki śnieżnobiałe. Trochę mi to, nie powiem, stoi na przeszkodzie do uwierzenia w ten świat.
Po dwóch odcinkach udało mi się zainteresować fabułą w kontekście Stevensona, tzn. jak doprowadzą do wydarzeń znanych z książki (szczególnie czekam na swój ulubiony song "Fifteen men..." :), bo poza tym nic mnie specjalnie do ekranu nie przykuwa. Z postaci interesuje mnie jeszcze-nie-Long John Silver (też w kontekście książki, bo w serialu jak na razie poza cwaniackimi uśmieszkami na razie wiele nie robi) i kapitan Flint, który jako - za Paszczakiem - "eleganckie połączenie intelektualisty z furiatem" rzeczywiście daje radę. Jak na razie są to jedyne postaci, które mi zupełnie nie zwisają.
Silna, niezależna kobieta, świadoma własnej wartości, wyzwolona seksualnie, przeklinająca, chlejąca, rządząca na wyspie żelazną ręką, twardzielka i boss, czyli typowy przykład kobiety epoki ;). Niepotrzebnie przerysowana, niewiarygodna, irytująca postać. Do tego to jej "męskie zachowanie" odbieram, chyba wbrew intencjom twórców, jako oznakę słabości, chęć dopasowana się i bycia akceptowaną. Już Keira Knightley w sprawiała na mnie wrażenie twardszej laski, nie wspominając o tym, że była i sympatyczniejsza, i ładniejsza. Czekam, aż chłopy wypłyną wreszcie w morze i zostawią ją i jej włości na dalekim brzegu :)
Porównania do POTC to zresztą nie zarzut - bardzo lubię "Piratów...", a "Black Sails" to naprawdę fajne patrzydło w podobnym klimacie. Będę oglądać, choć chciałabym, aby w tej tematyce pojawił się surowszy serial, bardziej serio, coś w rodzaju pirackiego "Deadwood" - BS nim nie jest.
10-02-2014, 10:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-02-2014, 12:45 przez Quay.)
Ja widziałem na razie tylko pierwszy odcinek ale nawet nie chce mi się dalej ruszać - IMO reprezentatywny przedstawiciel poziomu generycznego serialu "historycznego" robionego pod kablówkę. Dużo pustej gadaniny i pienknych ludzi ubranych w super kostiumy, trochę cycków, intryg i krwi . Poziom gorszych odcinków Spartacusa czy GoT (porównań do Rome jakie tu padały po pilocie ogarnąć nie potrafię).
Why are you firing wallnuts at me?
10-02-2014, 11:28 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-02-2014, 11:29 przez jarod.)
Cytat:2. Anne Bonny - nie ma jej dużo, ale za każdym razem wywołuje dreszcze - ta koślawa postawa, pozornie niezdarny sposób poruszania się i ten głos...
3. Vane - bo tez ma zajebisty głos i kojarzy mi się z Michaelem Wincottem.
Vane - mnie się kojarzy z opóźnionym umysłowo jaskiniowcem, no ale co kto lubi :). Fajniejszy jest jego cwany kompan, który myśli za niego, ten podobny do młodego Nicka Cave'a.
Anne Bonny - kobieta, która zawsze mnie zaskakuje, w tym sensie, że nigdy nie pamiętam o jej istnieniu, dopóki się nie pojawi. Tajemniczo łypie spod kapelusza i mamrocze - na pewno rasowy badass.
Tak, niestety, serial nie wytrzymał próby czterech odcinków testowych. Po nudnym ponad ludzką wytrzymałość trzecim i niewiele lepszym czwartym moje nadzieje na dobry serial o piratach runęły jak ten statek na plaży w ostatnim epie :(. Postacie, które do tej pory mnie nie obchodziły, nie obchodzą mnie nadal, a te, które obchodziły mnie jako tako, od granicy kompletnego olewu dzielą milimetry. Są sztampowe, nudne, wręcz szeleszczą papierem - oprócz Eleanor, która jest wręcz niewiarygodnie bezsensowna i groteskowa.
Z akcją nie lepiej - wciąż są na wyspie. I chyba jeszcze długo tam będą. Czwarty ep był o tym, jak
Tak że za tym hiszpańskim statkiem wyruszą może, jak buk da, w finale sezonu.
Muszę też odszczekać porównanie do POTC, które ma przynajmniej wyrazistych bohaterów, niezłe teksty i akcję toczącą się w większości na morzu - "Black Sails" nie ma żadnego z powyższych. Wielkie rozczarowanie, nie oglądam tego.