Co sądzicie o tego rodzaju... hmm, nurcie s-f? Piszę "nurt", bo motyw wielkich robotów tak się rozwinął, że doprowadził do powstania w zasadzie nowego gatunku anime, ale i nie tylko.
Kojarzycie Macross, Neon Genesis Evangelion, Gundam, a nawet Kapitana Daimosa, czy jak mu tam było? Jeśli mamy do czynienia z serialem, fabuła zwykle podążą charakterystycznym torem: toczy się właśnie jakaś wielka wojna z kosmitami i ludzkość wynajduje broń, która może ją uratować - wypierdzianego w kosmos, gigantycznego transformera, który ma w sobie tyle rodzajów pukawek, że ciężko zgadnąć gdzie je trzyma. Pilotem zazwyczaj jest - z jakichś dziwnych, nieznanych przyczyn - nastolatek. Nieśmiały. Chuderlawy. Samotnik. Drugim głównym wątkiem są jego problemy sercowe\rodzinne. Taki banał i kicz, ale...
Ale, god dammit, gigantyczne roboty bojowe to jeden z najfajniejszych wynalazków science-fiction! Sytuacje, w których dwa naparzające się roboty rozpirzają w gruzy całe miasto, są najbardziej miodnymi kawałkami anime jakie można sobie wyobrazić. Doskonale rozumiem zamiłowanie Dżapońców do rozwalania miast za pomocą wielkich potworów, godzill i innych takich. Dobra rozwałka nie jest zła. :) Tylko po cholerę w tego typu produkcjach zafajdane wątki miłosne, zajmujące 3\4 czasu ekranowego?! Zwykle to fatalnie napisane partie, które trzeba przeczekać. A potem następuje esencja - czteroodcinkowe prażenie do siebie z ultrapotężnych gigarakiet. Nie można temu odmówić rozmachu.
Wielkie roboty bijące się 10 odcinków mają wielką przewagę nad różnymi dragonballami, też bijącymi się 10 odcinków. Otóż: tutaj mamy do czynienia z maszynami, zwykle zaprojektowanymi z uwzględnieniem podstawowych praw fizyki, więc jak w taki świat przedstawiony, wraz z epickimi bitwami, wierzę. To nie jest jakieś abstrakcyjne "on ma +10 gigadioptrii na swoich kosmomuskułach!". To jest czysta technika w atmosferze wyniszczającej wojny. I like.
No, a co wy o tym sądzicie? Daimos był zajesuperbisty i to dzięki niemu polubiłem wielkie roboty, ale Evangelion jest nudniejszy niż niedzielne kazanie i dotrwałem może do połowy serii. Wciąż czekam na film, który mnie zachwyci.
EDIT:
Kto włączył PG-13? :) Nawet przy tym ograniczeniu jeden fak jest dopuszczalny. :)
Kojarzycie Macross, Neon Genesis Evangelion, Gundam, a nawet Kapitana Daimosa, czy jak mu tam było? Jeśli mamy do czynienia z serialem, fabuła zwykle podążą charakterystycznym torem: toczy się właśnie jakaś wielka wojna z kosmitami i ludzkość wynajduje broń, która może ją uratować - wypierdzianego w kosmos, gigantycznego transformera, który ma w sobie tyle rodzajów pukawek, że ciężko zgadnąć gdzie je trzyma. Pilotem zazwyczaj jest - z jakichś dziwnych, nieznanych przyczyn - nastolatek. Nieśmiały. Chuderlawy. Samotnik. Drugim głównym wątkiem są jego problemy sercowe\rodzinne. Taki banał i kicz, ale...
Ale, god dammit, gigantyczne roboty bojowe to jeden z najfajniejszych wynalazków science-fiction! Sytuacje, w których dwa naparzające się roboty rozpirzają w gruzy całe miasto, są najbardziej miodnymi kawałkami anime jakie można sobie wyobrazić. Doskonale rozumiem zamiłowanie Dżapońców do rozwalania miast za pomocą wielkich potworów, godzill i innych takich. Dobra rozwałka nie jest zła. :) Tylko po cholerę w tego typu produkcjach zafajdane wątki miłosne, zajmujące 3\4 czasu ekranowego?! Zwykle to fatalnie napisane partie, które trzeba przeczekać. A potem następuje esencja - czteroodcinkowe prażenie do siebie z ultrapotężnych gigarakiet. Nie można temu odmówić rozmachu.
Wielkie roboty bijące się 10 odcinków mają wielką przewagę nad różnymi dragonballami, też bijącymi się 10 odcinków. Otóż: tutaj mamy do czynienia z maszynami, zwykle zaprojektowanymi z uwzględnieniem podstawowych praw fizyki, więc jak w taki świat przedstawiony, wraz z epickimi bitwami, wierzę. To nie jest jakieś abstrakcyjne "on ma +10 gigadioptrii na swoich kosmomuskułach!". To jest czysta technika w atmosferze wyniszczającej wojny. I like.
No, a co wy o tym sądzicie? Daimos był zajesuperbisty i to dzięki niemu polubiłem wielkie roboty, ale Evangelion jest nudniejszy niż niedzielne kazanie i dotrwałem może do połowy serii. Wciąż czekam na film, który mnie zachwyci.
EDIT:
Kto włączył PG-13? :) Nawet przy tym ograniczeniu jeden fak jest dopuszczalny. :)
26-07-2007, 16:54








