Fifth Element (1997) reż. Luc Besson
#1
Ostatnio przypomniałem sobie produkcję Bessona, którą kiedyś bardzo lubiłem, i seans skończył się szokiem. 5th element to kiepszczak jakich mało! Dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłem. Ale po kolei wyliczmy wady...

1. fabuła. W ogólnym zarysie całkiem fajna, ale w szczegółach leży i kwiczy. Bohaterowie muszą się zahibernować żeby dolecieć na statek-operę, co sugeruje, że zajmuje im to nieco czasu. Badguy orientuje się, że sam też musi się tam wybrać, mniej więcej kiedy oni są w połowie drogi. I co? I na statek przybywają mniej więcej w tym samym czasie. Kompresja czasu? Dalej: jedyna siła zdolna powstrzymać zło to piąty element (a raczej żywioł), który musi wystrzelić laserem z ryja przez czubek piramidy. Mniejsza o to dlaczego broń przeciw Największemu Złu jest tak bezsensownie umiejscowiona i potrzebuje tylu manewrów żeby zadziałać, choć światowi grozi zagłada. Ważniejsze, że Zło jest po prostu głupie. Skoro promień może być wystrzelony z jednego miejsca na Ziemi, to wystarczyło podejść do planety pod odrobinę innym kątem - i superultrahiperbroń zostałaby przechytrzona. I tak dalej, i tak dalej. Żeby podsumować: nudno i z przestojami, a do tego głupio.

2. akcja. A dokładniej sceny walk. W mało którym, nawet amatorskim filmie tak bardzo widać ich niedopracowanie. Kiedy bohaterka łoi przeciwników, przez 10 sekund zamierza się na jednego z piąchy, a drugi - stojący za nią! - zamiast zareagować, strzelić czy uderzyć, czeka aż sam dostanie po ryju. Takich wpadek choreograficznych jest tu pełno w każdej scenie akcji.

3. muzyka. Cholernie niedopasowana do filmu, nudna, mdła, źle ilustrująca wydarzenia. Utwór grany na koncercie ujdzie, ale cała reszta to jakieś niewydarzone pitolenie z zupełnie innej bajki. Serra po prostu do tego filmu nie pasuje.

4. dialogi. Po prostu słabizna, Chris Tucker często robi przestoje, tak jakby miał za mało do powiedzenia w stosunku do swojego czasu ekranowego. Jakby Besson nie przewidział, że powie swoje kwestie tak szybko. O poziomie gadek nie wspominając - nic wartego zapamiętania.

5. bohaterowie. Willis znowu gra to samo, Tucker wkurza jak zawsze, tylko bardziej, Zorg jest pozbawiony wyrazu i tylko twarz Oldmana nadaje mu odrobiny demoniczności, zaś jedyną zaletą Leeloo jest wygląd. Prośte postaci. Rozumiem że pasują do takiego filmu, ale kiedy ani akcja, ani dialogi, ani nic innego nie jest w stanie go udźwignąć, wtedy nawet nieciekawi herosi stają się wadą.

Wszystkie te wady rzuciły mi się w oczy dopiero po obejrzeniu wersji widescreen i bez lektora. Na szerokim ekranie dokładnie widać grzecznie czekających na manto przeciwników, dokładnie słychać przestoje w dialogach i niedopasowaną muzykę.

Piąty element to nudny film, nieumiejętnie zrealizowany, i tylko efekty specjalne w nim są naprawdę dobre. Kiedyś bardzo go lubiłem, ale się zreflektowałem. Wystawiłbym ze 3, może 4\10 - będąc w naprawdę dobrym humorze.

Odpowiedz
#2
Me likey!

Ale nie Twoją recenzję, tylko ten film. Ostatnio widziałem go z nie wiem, mniej niż rok temu, i cały czas podoba mi się tak samo, chociaż nie: bardziej niż kiedyś.

To film o dość specyficznym stylu, zauważam to że momentami jest dziwaczny i kiczowaty, ale trafiło to do mnie i nie mam większych zastrzeżeń.

PS. A Tucker mnie nie wkurza. Ba! To JEDYNA jego rola którą lubię.

Odpowiedz
#3
Czepiasz sie Military i to ostro ,ja nie wiem ,ale sadzac po godzinie pisania piszesz w czasie pory sniadaniowej przed wyjsciem do szkoly Uśmiech Piaty Element ma swoj klimat i tyle .Mnie Piaty Element nie nudzi ,nie ma sie nad czym tu zastanawiac . GŁUPI TEMAT I NACIAGANY <zygi>

Odpowiedz
#4
Co do aktorstwa, to świętej pamięci Brion James pokazał się ze strony, z jakiej chyba go nie znaliśmy w tych jego dziesiątkach filmów klasy B...

Odpowiedz
#5
Piąty element to dla mnie świetna rozrywka. Oglądałem go non stop, raz po raz jeszcze jak byłem chłopcem. I nie powinno się przy jego ocenie wchodzić na wody realizmu i sensowności. Już samo umieszczenie fabuły w 2259 roku to stąpanie po miękkim gruncie. Co nie zmienia mojego podejścia do tego filmu. Kochałem ten klimat, kochałem aktorstwo. Chriss Tucker jest wkurwiający ale właśnie takie role mu dają - przyjrzyj sie godzinom szczytu. Milla Jovovich olśniewała ekran urodą, i choć jej kwestie były bardzo ubogie świetnie sobie dała radę w tym filmie. Willis zagrał standardową rolę zbawcy świata i Oldman zagrał badguy'a - mi pasuje. Soundtrack ma już 10. lat, a nadal często go odsłuchuje w foobarze, Eric Serra rządzi. Dlatego nie zgadzam się z tą surową krytyką.

Odpowiedz
#6
Nie ma co narzekać - fajna komiksowa tandeta o wiele mniej irytująca od współczesnych komiksowych tandet. Bo Besson miał pomysł na film, na kreację świata, na bohaterów. A muzyka jest świetna, choć lekko napuszona. Poza tym Bruce Willis to słaby aktor, więc nie mógł pokazać tego na co go stać, bo nie stać go na wiele oprócz jupikajej madafaka 8)

Odpowiedz
#7
i oprócz 12 małp, w których zagrał role zycia.

odnośnie 5 elementu. nie widziałem filmu, ale czy to jest cos w stylu: na planecie X chodzą ośmiornice, a kraby grają w szachy z ludźmi, a wielki książę Nabuchodonozr chce opanować wszechświat przy pomocy swoich świniopodobnych ziomków z pistoletami laserowymi? aha, bym zapomniał: czy latają tu taksówki kierowane przez Jamajczyków z implantami, a w barach zamiast kelnerek są kobietopodobne monstra z piętnastoma cyckami i dwiema głowami o 6 oczach?

Odpowiedz
#8
ja również nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że jest to słaby film. piąty element ukazał potęgę wyobraźni Bessona. co prawda balansuje na granicy kiczu, ale robi to z ogromnym wdziękiem i wyczuciem granicy absurdu. obok Leona i Wielkiego Błękitu, mój ulubiony film Luca (:
a Willis - jakimkolwiek aktorem by nie był - idealnie wpasował się w to wariactwo
najlepsze, co można zrobić z dobrą radą, to podać ją dalej

Odpowiedz
#9
Mental napisał(a):odnośnie 5 elementu. nie widziałem filmu, ale czy to jest cos w stylu: na planecie X chodzą ośmiornice, a kraby grają w szachy z ludźmi, a wielki książę Nabuchodonozr chce opanować wszechświat przy pomocy swoich świniopodobnych ziomków z pistoletami laserowymi? aha, bym zapomniał: czy latają tu taksówki kierowane przez Jamajczyków z implantami, a w barach zamiast kelnerek są kobietopodobne monstra z piętnastoma cyckami i dwiema głowami o 6 oczach?
Bardzo blisko ale to nie to Język.

Odpowiedz
#10
Mental, taksówki są ale jamajczyków nie kojarzę. Co do reszty to raczej pudła same. ;)

5th Element widziałem dawno ale wspominam miło. Wtedy nie wiedziałem co to znaczy kicz albo konwencja, a bawiłem się dobrze. Pewnie teraz, po latach wrażenia by prysły, ale to co pozostało w mojej pamięci nie zasługuje na marne 3/10. Wesoła zabawa, której to nie bałbym się pokazać dziecku, a sam bym chętnie obejrzał. Aha, Tucker jest zabawny.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#11
Kiedyś "Piąty element" mnie drażnił swoją formą i głupotą, jednak wtedy nie dostrzegałem, że Luc wszsytko zaplanował od początku do końca. Teraz, gdy oglądam ten film, bawię się wyśmienicie- ogromna dawka kiczu, absurdalnego humoru (ten generał w lodówce Willisa) i przerysowanych, superkolorowych scen, a przede wszystkim świetny świat, w który można uwierzyć. Jak dla mnie najlepszy film s-f z tych skąpanych w lekkim sosie.

Odpowiedz
#12
Guzeppe napisał(a):jednak wtedy nie dostrzegałem, że Luc wszsytko zaplanował od początku do końca. Teraz, gdy oglądam ten film, bawię się wyśmienicie- ogromna dawka kiczu, absurdalnego humoru (ten generał w lodówce Willisa) i przerysowanych, superkolorowych scen
Dokładnie tak, to wszystko jest celowe. I te wszystkie fajne nawiązania do Star Wars Uśmiech

Odpowiedz
#13
Świat, w który można uwierzyć? No nie dla mnie. Same scenografie wyglądają fajnie, ale np.

1. gigantycznym statkiem leci sobie na Ziemię posłannictwo ultraważnych kosmitów, o czym wie sam prezydent galaktyki i całe jego armie. Nagle pojawiają się 3 (TRZY!) myśliwce jakichś mało ważnych partyzantów (bo ich obecności na Ziemi, zagrożenia z ich strony, nie widać) i zestrzeliwują wielki statek, skazując świat na zagładę. No sorry, ale nie dość, że taki superważny gość sam nie mógł się bronić, to jeszcze Ziemianie, świadomi znaczenia wizyty, nie dali mu nawet jednego myśliwca eskorty? A potem zdziwienie - jak to się mogło stać? No jak? Gdzie popełniliśmy błąd? Kretynizm.

2. są sobie jacyś kosmiczni partyzanci. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co, nie wiadomo jak długo. Z kim walczą? Czemu? Jak im idzie walka? Po prostu czasem się pojawiają. Niszczą statek delegacji hiperważnych kosmitów i chyba znikają - bo gdzie mają wylądować? Albo mają agenta w rządzie, bo nawet nie zostaje wysłany za nimi pościg. Na pokład silnie strzeżonego statku z ultraważnymi gośćmi dostają się jako kelnerzy, mimo że nawet bramka na lotnisku nie chce ich przepuścić bo wykrywa że to kosmici. I tak dalej.

To są błędy na miarę Transformers, choć wciąż nie tak rażące.

Odpowiedz
#14
pamiętaj, że to kino rozrywkowe. jak film jest dobry, to widzowie nie zauważą pewnych nielogiczności, bo będą się dobrze bawić, i to jest chyba najważniejsze
najlepsze, co można zrobić z dobrą radą, to podać ją dalej

Odpowiedz
#15
Mnie ten film nie spodobał się już przy pierwszym podejściu ale zadecydowało o tym trochę moje nastawienie. Był to piąty film/element ;-) Luca który oglądałem. Po twórcy filmów takich jak "Metro", "Wielki Błękit", "Nikita" i "Leon zawodowiec" spodziewałem się czegoś innego a dostałem 'amerykańską produkcję' z karykaturalnymi postaciami i dialogami na siłę próbującymi być śmiesznymi. Fakt że to S-F też filmowi nie pomógł bo przy produkcjach takich jak 'Łowca androidów' Scotta czy dowolnej części obcego wypada blado.

Moim zdaniem broni się on tylko w przypadku potraktowania go jako komiksowa tandeta bo wtedy wszelkie przerysowania są uzasadnione :-). Innym argumentem obronnym jest informacja że Besson scenariusz napisał będąc jeszcze licealistą. Ja w każdym razie jeszcze drugiej szansy mu nie dałem :].

Odpowiedz
#16
Sana napisał(a):pamiętaj, że to kino rozrywkowe. jak film jest dobry, to widzowie nie zauważą pewnych nielogiczności, bo będą się dobrze bawić, i to jest chyba najważniejsze

Ale wbrew pozorom w filmie akcji liczy się coś więcej niż tylko akcja. Nie jestem tak czepialski jak Mental - znoszę brak przekleństw i przemocy, lubię "dziecinne" filmy (oprócz takich, w których występują zdziecinniali żołnierze), ale muszą one być LOGICZNE. Spójne. To najważniejszy warunek - jeśli jakiś tytuł go nie spełnia, to może być ultraśmieszny, megarozrywkowy, hiperwidowiskowy, a mnie i tak się nie spodoba.

Odpowiedz
#17
hmmm....typowy przykład usilnego czepiania się fajnego filmu - właściwie z kazdym filmem można to zrobić, tylko po co. 5ty element (dodajmy film s-f, a nawet bardziej w kierunku fantasy czy nawet kosmicznej baśni, bo o tym chyba military zapomniał, myśląc, że ogląda dokument) to wyborna rozrywka, magia kolorów, humoru i akcji. I kolejna dobrze pokazana walka dobra ze złem. Wot i tyle.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#18
Bo ty tak mówisz i już? Która z wad wymienionych przeze mnie jest nieprawdziwa? Może spróbuj jakoś uargumentować to, że one nie mają znaczenia?

Zarzutem przeciwko filmowi, z którym nie da się dyskutować, jest "nudzi mnie". I 5 element mnie nudzi, ale nie pisałem tego, bo co to za argument. Wymieniłem wady, które na to wpływają, które sprawiają że nie chce mi się oglądać tego filmu. Jeśli tylko włączyć ze dwie szare komórki, jego konstrukcja sypie się jak domek z kart. Nie mówiąc o wpadkach realizacyjnych. Ale ten film musi się podobać, bo tak i już. Jak ja lubię takie dyskusje...

Odpowiedz
#19
dobrze...

military napisał(a):Bohaterowie muszą się zahibernować żeby dolecieć na statek-operę, co sugeruje, że zajmuje im to nieco czasu. Badguy orientuje się, że sam też musi się tam wybrać, mniej więcej kiedy oni są w połowie drogi. I co? I na statek przybywają mniej więcej w tym samym czasie. Kompresja czasu?

raczej skrót filmowy w filmie fantastycznym

Cytat:Dalej: jedyna siła zdolna powstrzymać zło to piąty element (a raczej żywioł), który musi wystrzelić laserem z ryja przez czubek piramidy. Mniejsza o to dlaczego broń przeciw Największemu Złu jest tak bezsensownie umiejscowiona i potrzebuje tylu manewrów żeby zadziałać, choć światowi grozi zagłada. Ważniejsze, że Zło jest po prostu głupie. Skoro promień może być wystrzelony z jednego miejsca na Ziemi, to wystarczyło podejść do planety pod odrobinę innym kątem - i superultrahiperbroń zostałaby przechytrzona. I tak dalej, i tak dalej. Żeby podsumować: nudno i z przestojami, a do tego głupio.

Zło to w tym filmie wielka ognista kula, która leci co by całą planetę rozpierdolić - myślisz że kąt ma jakieś znaczenie? Dobrze - puść sobie kulę do kręgli z prędkością 5 km/h do dajmy na to piłeczki ping-pongowej, zobaczymy czy kąt coś zmieni...
Dalej: to film fantastyczny - zło to zło, które dobro musi pokonać i to wiadomo od samego początku. Co do uruchamiania Leeloo to może i jest to głupie, gdyby występowało w Bournie i miało być realistyczne, ale tak nie jest. Równie dobrze mógłbyś czepiać się faktu, że Leeloo strzela z ryja, żeby zło znisczyć, bo przecież mogła by to zrobić z suta i efekt byłby taki sam. Reszta tych niesamowitych argumentów nie jest warta odpowiedzi.

Cytat:2. akcja. A dokładniej sceny walk. W mało którym, nawet amatorskim filmie tak bardzo widać ich niedopracowanie. Kiedy bohaterka łoi przeciwników, przez 10 sekund zamierza się na jednego z piąchy, a drugi - stojący za nią! - zamiast zareagować, strzelić czy uderzyć, czeka aż sam dostanie po ryju. Takich wpadek choreograficznych jest tu pełno w każdej scenie akcji.

Leeloo walczy w takt muzyki z opery i jest to bardziej taniec śmierci niż walka Bruce'a Lee (niezapominajmy o pewnych umownościach). A jej przeciwnicy? Cóż, to po prostu kretyni, co było już pokazane w scenie oglądania broni, no ale jesli nie załapałeś...

Cytat:3. muzyka. Cholernie niedopasowana do filmu, nudna, mdła, źle ilustrująca wydarzenia. Utwór grany na koncercie ujdzie, ale cała reszta to jakieś niewydarzone pitolenie z zupełnie innej bajki. Serra po prostu do tego filmu nie pasuje.

bo Ty tak mówisz? nie dałeś tu żadnych argumentów. Muzyka Serry może nie jest tak mocno zwiazana z obrazem jak choćby Big Blue i nie należy do jego największych dokonań, ale do filmu pasuje

Cytat:4. dialogi. Po prostu słabizna, Chris Tucker często robi przestoje, tak jakby miał za mało do powiedzenia w stosunku do swojego czasu ekranowego. Jakby Besson nie przewidział, że powie swoje kwestie tak szybko. O poziomie gadek nie wspominając - nic wartego zapamiętania.

Tucker gra wrzeszczącego prezentera radiowego, który ma denerwować z założenia. Co innego Ci się nie podobało to nie wiem, ale pewnie chciałbyś, żeby cytowali Szekspira, to by podniosło poziom filmu...

Cytat:5. bohaterowie. Willis znowu gra to samo, Tucker wkurza jak zawsze, tylko bardziej, Zorg jest pozbawiony wyrazu i tylko twarz Oldmana nadaje mu odrobiny demoniczności, zaś jedyną zaletą Leeloo jest wygląd. Prośte postaci. Rozumiem że pasują do takiego filmu, ale kiedy ani akcja, ani dialogi, ani nic innego nie jest w stanie go udźwignąć, wtedy nawet nieciekawi herosi stają się wadą.

Rozumiem - więc niemal każdy film z Willisem, gdzie gra twardziela to nuda i gówno, bo gra twardziela? Tuckera już omawialiśmy. Zorg jest świetny od pomysłu aż po design, ale co kto lubi. A Leeloo co jeszcze niby miała robić? Śpiewać, grać na pianinie? Leeloo to broń, która jest efektowna i zarówno filmowa laska, która ma pozostać filmową laską przy której się potem będziesz onanizował (jako 12 latek rzecz jasna) - co jeszcze byś chciał? Kawy? Z mleczkiem?

Cytat:Wszystkie te wady rzuciły mi się w oczy dopiero po obejrzeniu wersji widescreen i bez lektora. Na szerokim ekranie dokładnie widać grzecznie czekających na manto przeciwników, dokładnie słychać przestoje w dialogach i niedopasowaną muzykę.

aha, czyli jak był lektor i fullscreen to ogladałeś inny film? Ciekawe. Może Besson wypuścił 2 kopie - jedną dla Military'ego - z lektorem i fullscreenem, a drugą dla całej reszty. Ale Military był sprytniejszy - dorwał drugą kopię...drań :twisted:

Cytat:Piąty element to nudny film, nieumiejętnie zrealizowany, i tylko efekty specjalne w nim są naprawdę dobre. Kiedyś bardzo go lubiłem, ale się zreflektowałem. Wystawiłbym ze 3, może 4\10 - będąc w naprawdę dobrym humorze.

bo? bo? bo? gdzie te wielkie argumenty?
5ty element to świetna przygoda polana odrobiną humoru, masą świetnych efektów i mnóstwem wyobraźni - świetny familijny film, który nie drażni, jak wiele takich dzisiaj. Po prostu magia kina. Ale Tobie się nie spodobał, bo miałeś okres (bo kiedyś Ci się podobał) i musiałeś go zjechać niczym Hostel. Jeez
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#20
Cytat:Równie dobrze mógłbyś czepiać się faktu, że Leeloo strzela z ryja, żeby zło znisczyć, bo przecież mogła by to zrobić z suta i efekt byłby taki sam.

Umrzyłem. :))

A Mefisto ma racje. ;)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Joanna d'Arc (reż. Luc Besson) Hannibal 9 4,526 11-02-2026, 08:27
Ostatni post: Rozgdz
  DogMan (reż. Luc Besson) RagnarMartens 1 707 10-07-2023, 17:39
Ostatni post: RagnarMartens
  Wielki Błękit (reż. Luc Besson) Hannibal 10 6,748 28-11-2022, 20:00
Ostatni post: Doppelganger
  Lucy (2014) reż. Luc Besson Mierzwiak 26 8,372 21-10-2017, 00:29
Ostatni post: Mierzwiak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości