Mokrego snu pensjonarki ciąg dalszy i znowu nie ma tu historii uzasadniającej pełny metraż, ba, pierwszy i drugi film skompresowane w jeden wciąż by jej nie miały :P Do tego dochodzą idiotyczne, ale i (niezamierzenie) zabawne wątki jak eks uległa Greya, rozbity helikopter i szef Any. Ten ostatni będzie kontynuowany, bo koleś szykuje zemstę na Christianie! <obgryzam pazkokcie do krwi>
Tak czy siak poziom zachowany, czyli przyjemnie nakręcony i umuzyczniony kicz z pięknymi ludźmi. Dialogi ciut lepsze niż poprzednio, Dornan nieco bardziej wyluzowany ale sceny seksu (nawet w wersji unrated!) wciąż dziwnie ugrzecznione i pozbawione pikanterii.
Obejrzę trójkę. Jedynka była taka sobie, dwójka nawet niezła. Na nic nie liczę, ale pewnie w walentynki będę z moją w kinie ;) a klip ok, ale z dwójki lepszy.
Akurat co do muzyki to do tej serii nie można się przyczepić. Ba, powiedziałbym nawet, że muzyka Danny'ego Elfmana jest za dobra jak na te filmy. Świetny główny temat, uwielbiam go:
Poziom poprzednich części zachowany, czyli w najlepszym przypadku średnio. Trochę widoków, trochę szybkich aut i jakaś tam intryga, która nikogo nie interesuje. No i cycków Dakoty trochę więcej. Plus za Dornana, który ma frajdę z tej roli (chociaż mniejsza niż ostatnio) i soundtrack. Idealne kino walentynkowe, lekkie, cieszące oko i ucho. Kto by tam śledził historię? ;)
Miałem wczoraj nieprzyjemność zobaczyć finał tej trylogii i... niespodzianka - jest to fatalny film :) Dwójki nie widziałem, ale trójka wygląda i ma fabułę taką, że zacząłem podejrzewać, czy może w Hollywood nie nawiązali do dawnej tradycji i nie postanowili na każdy kolejny sequel przeznaczać mniej pieniędzy liczą, że może ktoś to zobaczy i się sprzeda :P Wątek tego Jacka Hyde'a jest tak okrutnie zły, że ja pierdolę :) filmowi brakuje w pewnym momencie dramaturgii, to ktoś uznał, że hej! porwanie i żądanie okupu jest przecież dramatyczne, to je włóżmy do filmu, jak je rozwiązać? rzućmy okiem na kilka filmowych porwań i wyciągnijmy średnią i będzie ok.
Arahan pisze, że to idealne kino walentynkowe, a dla mnie ten film jest tak zły, że aż straciłem ochotę na seks i trzeba mnie było przekonywać ;) Daję 3/10 za ładne widoczki i muzykę.
Właśnie zobaczyłem, że jedynce też dałem 3, a to przecież o niebo lepszy film, to zrobię tak, że jedynka ma 4, a trójka 2 :)
11-03-2018, 19:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-03-2018, 19:36 przez simek.)
Chodzi mi o efekt, a nie ilość włożonych pieniędzy, wiesz, czasami filmy nie wyglądają na tyle ile kosztowały, tutaj poskąpiono na scenariuszu. Jedynka była całkiem sympatyczny w swoim pruderyjnym podejściu do sado-maso i można ją było od biedy uznać za spoko film na walentynki, ale trójka jest po prostu koszmarna i mam wrażenie, że zrobiona na odpierdol się.
Oglądając tę trylogię łatwo zobaczyć, że pomysłu starczyło tylko na pierwszą część, która i tak jest erotycznym Twilight fanfiction.
Dwójka i trójka to takie filmy niewiadono o czym? Jeszcze ten cały niby motyw jak z thrillera, który jest tam mocno na siłę wyciśnięty.
tak dokładniej to jest to film o bogatym małżeństwie, co uprawia seks. A i seks taki jakiś ugrzeczniony.
Widać jak mało było pomysłu na tę część, łącznie z końcówką, gdzie wykorzystano ujęcia z poprzednich filmów.
Słabe to, ale bezbolesne zarazem.
3/10
Fifty Shades Freed - beznadziejne, słabe, nieśmieszne, z kijem w dupie, tragicznie wyreżyserowane, zagrane niewiele lepiej, a o scenariuszu lepiej nie mówić. Dość powiedzieć, że największe dylematy moralne Greya w tym filmie to fakt, że żona chce opalać się topless (jak połowa lasek na plaży, na marginesie zniszczył mnie motyw że na plaży nudystów biegał sobie ot tak dzieciak:)) oraz zdziwienie, że po uprawianiu 70 razy dziennie seksu żona zachodzi w ciąże. Motyw z porwaniem jest jeszcze gorszy niż wypadek helikoptera z poprzedniej części. Logika zachowania postaci nie istnieje, ponieważ pani Grey dalej jest zdziwiona że jej mąż jest obrzydliwie bogaty i - uwaga - może sobie pozwolić na prywatny samolot (!). Zapomniała, że kupił jej wcześniej kilka firm, domów i samochodów?
Dość nieporadnie wygląda również product placement i jego spójność z poprzednimi odsłonami. Pomijając wszędobylskie Audi, to postacie nagle rzuciły w kąt wszystkie Ajfony, na rzecz Androidów.
1/10, pierwsza część zdecydowanie najlepsza
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
Pierwszą i drugą część odbieram pozytywnie (ostatecznie jedynka ma u mnie 6, a dwójka 5/10) ale finał jest okropny.
Brak fabuły uwiera tu najbardziej, bo to co jest zamiast niej jest, no cóż, okropne :) Nawet piosenki i ich użycie zaliczyły mocny zjazd, i tylko Johnson i Dornan trzymają przy ekranie.
O tym jak fatalny jest motyw porwania napisano tu już wszystko, ale jeden moment wyjątkowo się udał:
Były szef Any napada ją w apartamencie, ale zostaje obezwładniony przez ochroniarzy.
Ochroniarz: Better restrain him.
Ochroniarka: I don't have anything.
Ana: We do.