I tak uściślając: obstawia się bardziej okolice 47, maksymalnie 50mln$ w ten weekend. A budżet, o ile wiem, wyniósł 80mln$.
06-10-2013, 13:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-10-2013, 13:50 przez Albertino.)
|
Gravity (2012) (Reż. Alfonso Cuaron)
|
|
Wow, nie spodziewałem się tego. Myślałem, że to zaledwie przemknie przez kina. Zresztą producenci chyba też skoro tyle zwlekali. Czasem nie rozumiem tego box office'u.
I tak uściślając: obstawia się bardziej okolice 47, maksymalnie 50mln$ w ten weekend. A budżet, o ile wiem, wyniósł 80mln$. 06-10-2013, 13:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-10-2013, 13:50 przez Albertino.)
A ja się spodziewałem. I nie Cuaron nazwiskiem przyciągnął ludzików. BO rządzą dzieci i kobiety - setki razy filmy odnosiły klapę finansową, gdyż źle zostały odebrane w trailerach przez panie właśnie. Pacific Rim miał audience na poziomie 29% kobiety (!), a to panie głównie ciągną facetów do kina. Nazwisko Bullock jest bardzo atrakcyjne dla kobiet szczególnie, i to one decydują, czy iść na film czy nie. Aktualnie Gravity ma 51% udziału kobiet w zakupie biletów i rekordową, bo większą od Avatara, część w udziale biletów 3D (91%), więc widac, jak silne jest w stanach nazwisko Bullock, skoro przyciąga na film tyle kobiet na film, który teoretycznie w ogóle nie powinien znaleźć się w ich kręgu zainteresowania (katastrofa w kosmosie, meh). WB ponadto wydało przeszło 30 baniek na promocję filmu, w co zaangażowała się też mocno Sandra promując film gdzie tylko się da. Jak widać, wszystkie te elementy spisały się doskonale i Gravity idzie na rekord. Jak długo się utrzyma, to zagadka, ale recki zbiera pierwsza klasa.
I ja to tego BO się dołożę z żoną :)
loading podpis...
06-10-2013, 18:29
Jest kilka suchych tekstów, Sandra mogła by gadać troszkę mniej, jest jedna dłużyzna. Ale poza tym ten film to niesamowite przeżycie. Kilka scen zupełnego szaleństwa, świetna realizacja, niesamowite widoki i intensywny klimat. Wielkie brawa. Nie bardzo widzę sens oglądania tego nawet na najlepszym kinie domowym z lub bez 3D. Dlatego pewnie za tydzień lub dwa wybiorę się jeszcze raz.
9/10 06-10-2013, 21:39
Pełna zgoda, rewelacyjne "cinematic experience" (jedno z najwspanialszych tej generacji?). Trudno jednoznacznie stwierdzić, kiedy po raz ostatni korespondencja zdjęć i efektów specjalnych przyniosła równie piorunujący efekt. Wysmakowane widowisko przepełnione sercem i duszą reżyserskiej maestrii Cuaróna, dzielnie przeniesione na barkach przez Bullock (z niezastąpioną asystą Clooney'a) i zilustrowane zaskakująco przejmującym soundtrackiem. Obowiązkowo w 3D, najlepiej w IMAX-ie. To nie Sandra piastowała tutaj funkcję naczelnej gwiazdy, a właśnie Cuarón. Cóż, wszystko wskazuje na to, że Akademia wreszcie nagrodzi Lubezkiego. Cudnie.
9-/10 06-10-2013, 22:03
Kurde, w obliczu konsensusu co do tego, żeby oglądać tylko w 3D, najlepiej w IMAX'ie smutne jest to, że Gravity kiedyś będzie musiało zniknąć z repertuaru. Jest w ogóle szansa na jakąś powtórkę za jakiś czas w IMAX'ach albo wejście do stałego repertuaru IMAX'ów jak te wszystkie dokumenty Deep Sea itd.?
06-10-2013, 22:15 (06-10-2013, 13:48)Albertino napisał(a): Wow, nie spodziewałem się tego. Myślałem, że to zaledwie przemknie przez kina. Zresztą producenci chyba też skoro tyle zwlekali. Czasem nie rozumiem tego box office'u. Budżet zaktualizowano w piątek na $100 mln, a film w weekend zarobił $55,6 mln! 06-10-2013, 22:39 (06-10-2013, 22:39)Juby napisał(a):(06-10-2013, 13:48)Albertino napisał(a): Wow, nie spodziewałem się tego. Myślałem, że to zaledwie przemknie przez kina. Zresztą producenci chyba też skoro tyle zwlekali. Czasem nie rozumiem tego box office'u. O pierwszym nie wiedziałem, a z drugim też masz rację - czytałem jakiegoś przestarzałego newsa z piątku ;) 06-10-2013, 22:56
Kurczę, powiem wam, że dziś poszedłem na Gravity drugi raz (bo na pokaz prasowy się spóźniłem - przegapiłem jakieś pierwsze 3 minuty filmu, ale cicho sza, nie mówcie nikomu, że recenzowałem nieobejrzany do końca film :)) i nowe dzieło Cuarona jest suchsze niż myślałem. Cała postać Sandry Bullock jest potwornie, ale to potwornie nudna i jej sucharne teksty wkurzały mnie za drugim razem o wiele bardziej niż za pierwszym. I dla niej i dla całego tego filmu byłoby lepiej gdyby po prostu zamknęła ryj. Wszystkie najlepsze momenty są w sumie w pierwszej połowie, a wraz ze film traci prawie całą energię i nie ma już w sumie na co czekać*. No efekty super, wspaniałe, ale szczerze mówiąc po pierwszym razie już nie robią takiego wrażenia i po prostu tam są. W połączeniu z faktem, że w "normalnych" warunkach (2d, a nawet 3D bez IMAXa, o kinie domowym nie wspominając) połowa tej efekciarskości pewnie zniknie zostaje nam raczej sucharne filmidło, ckliwe, sentymentalne i naiwne, broniące się jako widowisko, ale nie jako coś więcej.
Widzicie, różnica między Cuaronem, a takim Stanleyem Kubrickiem polega na tym, że kiedy Kubrick robił "2001" to oprócz tego, że rewolucjonizował tym filmem efekty specjalne to przede wszystkim interesowały go motywy, tematy i idee tej historii, a nie efekty dla samych efektów. Cuaron "Ludzkimi dziećmi" udowodnił, że również to potrafi (opowiedzieć ciekawą i nowatorską historię w nietypowy sposób w mainstreamowych warunkach), ale z jakiegoś powodu w "Grawitacji" z tego zrezygnował. Wystarczyła mu pokazówka nowej technologii. Wielka szkoda. Nie cofam ani słowa z recenzji, którą napisałem, nadal uważam, że "Grawitacja" jest przełomem w dziedzinie efektów, ale po prostu pomyślałem sobie, że sucharność nowego Cuarona przy powtórnych seansach uderza silniej niż za pierwszym i że to raczej film na jeden raz. Mamy więc do czynienia z klasycznym przykładem przehajpu - 98% i średnia 9.1 na pomidorach to jakiś kiepski żart, bo o "Grawitacji" będzie się pamiętać jako o wyśmienitym widowisku do czasu... kolejnego wyśmienitego widowiska, które znowu zrewolucjonizuje technologię. Ech. Tyle ode mnie :) *swoją drogą wynalazłem sobie fajną heurystykę do oceniania czy film jest wart więcej niż przeciętne filmidło czy mniej - mianowicie, przy kolejnych jego seansach zastanawiam się ile w danym momencie jest jeszcze scen, które bym chętnie obejrzał jeszcze raz. Np. takie filmy Kubricka mogę oglądać od nowa i zawsze są tam sceny, na które czekam mimo, że je widziałem. W Grawitacji... fajne sceny w pewnym momencie się kończą i już nie ma na co czekać :( 07-10-2013, 21:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-10-2013, 21:57 przez Rodia.) Cytat:Wystarczyła mu pokazówka nowej technologii. Wielka szkoda. Czy można zaryzykować stwierdzenie, że to wpływ Camerona, który "pomagał" w obcinaniu dłużyzn i innych takich zadaniach?:) 07-10-2013, 21:53
Gravity nie leczy raka, ani nawet nie łagodzi bólu wrastających paznokci, ale dla mnie to i tak film roku. Co prawda na kilku tytułach bawiłem się w kinie lepiej, ale to Gravity najbliżej do esencji kina, jego magii, tego niezwykłego połączenia obrazu i dźwięku, powodującego zachwyt i przyprawiającego o szybsze bicie serca.
Czy za mało jest tu historii? Bzdura. W sensie stricte fabularnym jest to rzecz tak prosta, że bardziej się już nie dało, ot, walka o przetrwanie polegająca na - myślę że nie trzeba tego zamykać w spoiler - przemieszczaniu się z jednego punktu na orbicie do drugiego. Faktyczną historią w Gravity jest wszystko to, co dzieje się w głowie dr Stone. Jak się okazało, Gravity to w gruncie rzeczy opowieść o tymBanalnie proste? Może, ale to więcej (!), niż oferuje niejedna superprodukcja z tradycyjną fabułą i liczbą bohaterów, jak i również wystarczająco, by kibicować bohaterce w jej zmaganiach z kolejnymi przeszkodami. Bullock świetna, Clooney sympatyczny, wizualnie - zgodnie z oczekiwaniami - absolutna miazga. 3D znakomite i polecam, aczkolwiek faktyczne zastosowanie i power pokazało tylko w trzech scenach. Nie zgadzam się natomiast, że to film do oglądania tylko w kinie, i tylko w 3D - specjalnie powtórzyłem sobie na telewizorze klipy w full HD i są tak samo genialne, a że na większym ekranie robią większe wrażenie? Jak w przypadku każdego filmu. Poza tym ściągnijcie sobie ponad 2,5GB trailer w 2K a zobaczycie jakość obrazu lepszą niż w IMAXie. Jeśli coś budzi moje wątpliwości, to kolejne seanse, bo już teraz wiem, że nie jest to kino do wielokrotnego użytku. O ile takowego Kill Billa czy Jurassic Park mogę oglądać zawsze, od dowolnego momentu, Gravity do grupy tego typu filmów nie należy. Czy to źle? Niekoniecznie, po prostu wynika to ze specyfiki filmu. PS. Jedno bym w Gravity dodał: zdjęcie córeczki i symboliczny moment, w którym bohaterka musiałaby pozwolić odlecieć fotografii w kosmos. No ale Super 8... :) 07-10-2013, 22:00 (07-10-2013, 21:53)military napisał(a): Czy można zaryzykować stwierdzenie, że to wpływ Camerona, który "pomagał" w obcinaniu dłużyzn i innych takich zadaniach?:) Raczej nie. Jak Mierzwiak zaznaczył - w Gravity nie ma za mało historii. Po prostu sposób przedstawienia tej, co jest jest (dla mnie) irytujący, nudny i strasznie przewidywalny. Cameron mógł raczej temu filmowi pomóc niż zaszkodzić, bo ma ogromne doświadczenie w sprzedawaniu tak prostych fabuł w efektownym wydaniu. (07-10-2013, 21:56)Mental napisał(a): A co takiego rewolucyjnego jest w "Gravitacji"? Przedstawienie kosmosu. Pierwsze w kinie tak duże scalenie człowieka i przestrzeni kosmicznej i to jeszcze w dodatku w kontekście katastrofy. Osiągnięte wieloma sposobami, ale przede wszystkim tymi obłędnie długimi ujęciami. W 3D jest "Grawitacja" również niesamowicie szczegółowa - widać każdy guziczek na kombinezonie i każdy przedmiot we wnętrzach stacji kosmicznych. Zaznaczam jednak, że moim zdaniem "rewolucyjność" tego filmu działa raczej tylko w 3D. (07-10-2013, 22:00)Mierzwiak napisał(a): Banalnie proste? Może, ale to więcej (!), niż oferuje niejedna superprodukcja z tradycyjną fabułą i liczbą bohaterówOwszem. Smuci mnie to. (07-10-2013, 22:00)Mierzwiak napisał(a): jak i również wystarczająco, by kibicować bohaterce w jej zmaganiach z kolejnymi przeszkodami.Ja jej nie kibicowałem, bo mnie okropnie wkurzała cała jej osoba i gra aktorska Bullock. Powiem więcej: (07-10-2013, 22:00)Mierzwiak napisał(a): Czy to źle? Niekoniecznie, po prostu wynika to ze specyfiki filmu.Tak, z tego, że po tym jak Ci opadnie szczęka od efektów nie ma już do tego filmu po co wracać :) (07-10-2013, 22:00)Mierzwiak napisał(a): PS. Jedno bym w Gravity dodał: zdjęcie córeczki i symboliczny moment, w którym bohaterka musiałaby pozwolić odlecieć fotografii w kosmos. No ale Super 8... :) 07-10-2013, 22:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-10-2013, 22:46 przez Rodia.) Cytat:Ja jej nie kibicowałem, bo mnie okropnie wkurzała cała jej osoba i gra aktorska Bullock. Powiem więcej:W tym momencie liczyłem, że zobaczę w spoilerze "kibicowałem odłamkom, niech ją rozniosą". 07-10-2013, 22:50 (07-10-2013, 21:48)Rodia napisał(a): *swoją drogą wynalazłem sobie fajną heurystykę do oceniania czy film jest wart więcej niż przeciętne filmidło czy mniej - mianowicie, przy kolejnych jego seansach zastanawiam się ile w danym momencie jest jeszcze scen, które bym chętnie obejrzał jeszcze raz. Np. takie filmy Kubricka mogę oglądać od nowa i zawsze są tam sceny, na które czekam mimo, że je widziałem. W Grawitacji... fajne sceny w pewnym momencie się kończą i już nie ma na co czekać :(Zgadzam się z takim podejściem ogólnie (choć nie w przypadku Gravity), ale nie w każdym przypadku. Przykład? Pasja Gibsona. Uważam że to ZNAKOMITY film, a jednak widziałem go raz, w kinie i na więcej raczej nie mam ochoty, tak po prostu. Nie dlatego, że coś mnie w nim odrzuca, ale dlatego, że bliżej mu było do przeżycia aniżeli typowego filmu. Co jeszcze... 2001 Odyseja kosmiczna. Jeden z najlepszych filmów ever, geniusz i arcydzieło z masą genialnych momentów, ale nie wyobrażam sobie oglądać ich wyrwanych z kontekstu na tej samej zasadzie, na jakiej czasami wrzucam do Plejki płytkę z Avatarem. Jako całość to również nie jest coś, co można oglądać przy każdej okazji. Cytat:Przedstawienie kosmosu. Pierwsze w kinie tak duże scalenie człowieka i przestrzeni kosmicznej i to jeszcze w dodatku w kontekście katastrofy. Osiągnięte wieloma sposobami, ale przede wszystkim tymi obłędnie długimi ujęciami.O rewolucji tu moim zdaniem nie ma mowy, chodzi raczej o użycie dostępnych narzędzi do pokazania czegoś nowego, przywróceniu wysokobudżetowej produkcji czynnika "Wow!"; kiedy ostatnio jakiś film tak naprawdę, autentycznie pieścił gałki oczne? Wskazałbym tegorocznego Obliviona oraz TRON sprzed trzech lat, ale do tej samej ligi co Gravity zaliczyłbym pod względem wizualnym chyba tylko Avatara, z zastrzeżeniem, że to w Gravity są genialnie skomponowane kadry i lepsza - no ba! - praca kamery. Cytat:Zaznaczam jednak, że moim zdaniem "rewolucyjność" tego filmu działa raczej tylko w 3D.E tam :P Cytat:Ja jej nie kibicowałem, bo mnie okropnie wkurzała cała jej osoba i gra aktorska Bullock.Tutaj, czy w ogóle nie lubisz Bullock? Bo jeśli to drugie, to dziwi mnie to tak samo, jak wszystkie głosy nienawiści w jej kierunku :) 07-10-2013, 23:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-10-2013, 23:33 przez Mierzwiak.) Rodia napisał(a):swoją drogą wynalazłem sobie fajną heurystykę do oceniania czy film jest wart więcej niż przeciętne filmidło czy mniej - mianowicie, przy kolejnych jego seansach zastanawiam się ile w danym momencie jest jeszcze scen, które bym chętnie obejrzał jeszcze raz. Fajny patent, ale u mnie by się nie sprawdził - Pearl Harbour byłoby ponad wszelką skalą, a taki TWBB dostałoby ocenę 2... haha
loading podpis...
09-10-2013, 13:08 (07-10-2013, 23:00)Mierzwiak napisał(a): 2001 Odyseja kosmiczna. Jeden z najlepszych filmów ever, geniusz i arcydzieło z masą genialnych momentów, ale nie wyobrażam sobie oglądać ich wyrwanych z kontekstu na tej samej zasadzie, na jakiej czasami wrzucam do Plejki płytkę z Avatarem.Nie lubisz sekwencji ze Stargatem i ostatnich scen w zoo, nie lubisz sceny wyłączenia HALa? Ale oczywiście zgadzam się - Odyseja to akurat bardzo organiczny film, który trzeba oglądać od początku do końca bo oglądanie go na wyrywki kompletnie nie ma sensu. Po prostu są tam sceny, na które zawsze czekam oglądając go po raz kolejny :) (07-10-2013, 23:00)Mierzwiak napisał(a): kiedy ostatnio jakiś film tak naprawdę, autentycznie pieścił gałki oczne?Zależy pod jakim względem. Jeśli mówisz ogólnie o wizualnej poezji to równie dobrze mógłbym wskazać "Mistrza" Paula Thomasa Andersona czy nawet "Dziewczynę z tatuażem" Finchera. Natomiast jeśli mówisz - a pewnie mówisz - o efektach specjalnych to faktycznie miałbym z tym bardzo duży problem. Ani Obliviona ani ostatniego Trona nie widziałem, a Avatar wizualnie był dla mnie zawsze przehajpowany. Może dlatego "Grawitacja" zrobiła na mnie tak duże wrażenie - bo połączyła niezwykłe efekty z ponadprzeciętnym wyczuciem wizualnym i właśnie niesamowitą pracą kamery. (07-10-2013, 23:00)Mierzwiak napisał(a): Tutaj, czy w ogóle nie lubisz Bullock? Bo jeśli to drugie, to dziwi mnie to tak samo, jak wszystkie głosy nienawiści w jej kierunku :)No nie przepadam za nią, ale nie jest tak, że zawsze jej nie lubię. Np. bardzo mi się podobała w "The Blind Side". Przy "Grawitacji" może to jest bardziej problem tych czerstwych linijek, które musiała wypowiadać :) (09-10-2013, 11:49)Phil napisał(a): "Grawitacja" urzekła mnie tym, że tworzy zapomniany już lekko gatunek - widowisko dla widowiska. Bez próby przypodobania się publicznościNo nie, wcale :P (09-10-2013, 13:08)Martinipl napisał(a): Fajny patent, ale u mnie by się nie sprawdził - Pearl Harbour byłoby ponad wszelką skalą, a taki TWBB dostałoby ocenę 2... hahaNo tak, zapomniałem dodać, że zależy jeszcze jakich kryteriów użyjemy :P 09-10-2013, 18:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-10-2013, 18:54 przez Rodia.) (09-10-2013, 18:47)Rodia napisał(a): Po prostu są tam sceny, na które zawsze czekam oglądając go po raz kolejny :) Indeed. Bo nie chodzi przecież o to, żeby oglądać pojedyncze sceny wyrwane z kontekstu tylko, żeby wiedząc ci się wydarzy nie móc się doczekać konkretnej sceny, dialogu, kadru, nie? Wyjdę na fanboya, ale w Odysei, poza tym, że rzeczywiście nie ma sensu oglądać wyrywkowo, zajebistych momentów jest na tyle dużo, że po pierwsze trudno byłoby się zdecydować na co w danym momencie czekamy a po drugie zakłóciłoby to podziwianie akurat trwającej sceny.;) Co do Gravity to trochę mnie martwice tymi ósemkami, "jednym z najlepszych filmów roku" i sucharami Bullock. Zweryfikuję najwcześniej w sobotę. A tak całkiem serio, są w filmie momenty, że pomyśleliście, że w minimalnym chociaż stopniu porównania do Odysei są uzasadnione? Cuaron ociera się chociaż przez moment o coś porównywalnego z tym: Można oglądać wyrwane z kontekstu, nie? EDIT: przy okazji, 2001 i Mechaniczną Pomarańczę będą wyświetlać na American Film Festival we Wrocławiu pod koniec października. Chyba nieczęsto można zobaczyć na dużym ekranie. 09-10-2013, 19:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-10-2013, 19:27 przez PropJoe.) |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |