Film jest produkcją międzynarodową więc tutaj daję temat. Sam nie mam zamiaru wybierać się do kina, nawet nie mam jak, gdyż w Niemczech tego na szczęście nie grają. Ale film cieszy się "swoistą" popularnością więc zakładam osobny temacik. A kto wie może się znajdą jacyś ochotnicy, którzy wybiorą się do kina? :)
Jakby co tutaj jeszcze mamy "epicki" trailer z już pamiętnym polskim orłem z tego okresu:
I ciekawe czy znowu, jak to miało miejsce w przypadku Bitwy warszawskiej, w pierwszym tygodniu wyświetlania nie będzie się dało pójśc na nic innego do kina, bo na okrągło i na wszystkich salach wyświetlane będzie to badziewie. A zaraz potem pojawią się newsy o tym jak to film w weekend otwarcia zakasował konkurencję...
(10-10-2012, 18:31)Snappik napisał(a): On pojawia się w takich gównach od lat, to ten sam typ kariery co Cuba Gooding Jr (pomijając zdolności aktorskie).
Coś ogólnie niewesoło potoczyły się historie obsady "Amadeusza". Tom Hulce też niestety nie zawojował :(
Swego czasu w liceum wyobrażałem sobie film właśnie o bitwie, zrobiony jako widowiskowy blockbuster w stylu "Bravehearta" z Sobieskim-wymiataczem walczącym w finale z jakimś złolem od Kary Mustafy lub nim samym. Ale na chwilę obecną to marzenia ściętej głowy. Chyba, że taki Gibson po Wikingach wziąłby na warsztat Wiedeń...
Plusem jest to, że głównie jest to włoskie, więc kto inny będzie się wstydził.
Cytat:Wprawne oko dziennikarzy wypatrzyło, że w „Bitwie” pojawia się odbicie lustrzane współczesnego godła Polski oraz krzyż Jana Pawła II.
Na reakcję producenta Alessandro Leone nie trzeba było długo czekać. W jego oświadczeniu czytamy, że „Zabieg ten miał na celu pomóc zagranicznemu widzowi w skojarzeniu wojska Jana III Sobieskiego z Polską, do czego posłużył nam jej współczesny symbol.”
Cytat:Jak zapewniają twórcy, film Renzo Martinelliego nie jest filmem historycznym, a raczej paralelą do sytuacji, w jakiej znajduje się współczesna Europa.
W "Bitwie pod Wiedniem" są momenty, w których film przypomina produkcję fantasy. Chodzi o scenę, kiedy Markowi z Aviano objawia się, pod postacią wilka, jeden z jego przodków.
- Zastosowałem tego typu zabiegi, by uczynić film historią jak najbardziej atrakcyjną dla widza - argumentował reżyser, choć jego zapewnienia najwidoczniej nie przekonały recenzentów, którzy nie zostawili na nim suchej nitki.
No ręce opadają.
(10-10-2012, 18:29)Gieferg napisał(a): I ciekawe czy znowu, jak to miało miejsce w przypadku Bitwy warszawskiej, w pierwszym tygodniu wyświetlania nie będzie się dało pójśc na nic innego do kina, bo na okrągło i na wszystkich salach wyświetlane będzie to badziewie. A zaraz potem pojawią się newsy o tym jak to film w weekend otwarcia zakasował konkurencję...
Patrząc na repertuar Cinema City będzie dokładnie, tak jak piszesz. Bo jedyny konkurent wśród premier na nadchodzący weekend to francuska komedia.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
Ja nawet nie wiem na ile jest w tym prawy, że rzeczywiście Mel Gibson miał zekranizować Bitwę pod Wiedniem? Z tego co pamiętam, to jakiś polski milioner chyba powiedział, że widziałby, albo chciałby aby Mel Gibson taki film nakręcił i tak się chyba rozniosła ta wieść. Chyba, gdyż na 100% pewny to nie jestem.
A tu recenzje. Zresztą, kopalnia świetnych cytatów np. "że trzeba teraz inaczej spojrzeć na "Bitwę warszawską", że efekty są lepsze w "Ben Hurze" czy, że Smok z "Wiedźmina" nawet nie jest taki żenujący...
Ale recenzenci mają oranie :) Z drugiej strony rzeczywiście dawno nie było takiego zakalca, pamiętam, jak zobaczyłem w kinie trailer - nie mogłem uwierzyć, że to wyszło jako wersja 1.0, a nie jakiś beta test. Technicznie to jest poziom pierwszego Age of Empires.
Za te pieniądze wyprodukowałbym 5-10 zajebistych filmów na swoich scenariuszach i w swojej reżyserii, które na bank zrobiłyby rozpiździel w Europie i dopłynęłyby do Stanów jako polskie hity i rimejkowaliby je w Hollywoodzie, a potem Spielberg zaprosiłby mnie do współpracy i byłbym pierwszym Polakiem z Oscarem za scenariusz.
CÓŻ ZA MARNOTRAWSTWO!
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
W polskich mediach pojawiło się wiele krytycznych opinii na temat filmu "Bitwa pod Wiedniem". Producent Alessandro Leone zagrał głos w tej sprawie.
Cytat: Odnosząc się do wszystkich recenzji filmu "Bitwa pod Wiedniem", jako producent, dla dobra filmu i z szacunku do wszystkich osób, które nad nim pracowały, nie mogę nie odpowiedzieć publicznie.
Każdy film, od najmniejszego do największego, jest wynikiem długiej i ciężkiej pracy setek osób, które zapewne bardziej niż ja, jako producent, mogą się poczuć niesprawiedliwe dotknięte i poniżone przez przesadnią krytykę. Mam na myśli w szczególności polskich aktorów grających w filmie.
W ostatnich dniach prezentowane recenzje okazały się coraz bardziej agresywne. Nie przeczę, że film ma swoje wady. Zgadzam się z niektórymi technicznymi krytykami filmu, ale nie ze wszystkimi i przede wszystkim nie z tymi wyrażonymi w sposób chamski, arogancki i niezbyt merytoryczny. Staję w obronie polskich i zagranicznych aktorów, którzy w tym filmie pokazali wielki kunszt swojego warsztatu artystycznego i cieszę się że polscy aktorzy będą oglądani za granicą ponieważ ich praca warta jest zaprezentowania.
Wydaje mi się, że taki stosunek mediów stanowi sygnał trudnej chwili dla Polski, która dzisiaj przeżywa nadal sprzeczności przejścia z komunizmu do kapitalizmu, i ta chwila zachęca dziennikarza pozbawionego pokory do poszukiwania własnego sukcesu, próbując stać się bohaterem spektaklu lub autorem najbardziej skandalicznego artykułu.
Drugim powodem ataków jest fakt, że niektóre polskie instytucje przyczyniły się do finansowania filmu. Atak nie jest skierowany tylko na film, ale także na Polski Instytut Filmowy i na KGHM, bo miały czelność wspierać film, w którym reżyser i producent nie są Polakami. To mnie bardzo zasmuca, bo decyzje PISFu i KGHMu były słuszne i dalekowzroczne. Całość finansowego zaangażowania KGHMu nie była zarządzana przez moją spółkę ale przez dystrybutora na kampanię promocyjną w Polsce i całość kwoty została wydana w Polsce. Na ulicach i w telewizji widzimy niesamowity rezultat tych działań.
Jeśli chodzi o 2 miliony złotych finansowanych przez PISF, to 80% tych pieniędzy zostało wydane w Polsce. Chciałbym podkreślić, że inwestycja PISF stanowi 4,5% budżetu filmu. Pomimo małego procentu udziału w budżecie, inwestycja PISFu była istotnym i niezbędnym warunkiem do tego aby Polska miała w filmie swoich aktorów. Jest to atak instrumentalny i niesprawiedliwy, przede wszystkim ponieważ prawdopodobieństwo, że ten film zwróci do PISFu dotacje dzięki dystrybucji, jest dużo większe niż w przypadku innych produktów przez niego finansowanych.
Moim celem była promocja Polski jako kraju silnego, nowoczesnego, pozytywnego i nie ciągle zatrzymanego na wizerunku ofiary drugiej wojny światowej. Moje pytanie brzmi: czy Polacy muszą być reprezentowani tylko przez filmy, gdzie pokazuje się Polskę biedy, problemów alkoholowych, dramatów rodzinnych? Ja się z tym nie zgadzam… Winny jestem to Polsce, która tak wiele mi dała.
W ostatnich miesiącach czytaliśmy i słyszeliśmy bardzo wiele o Janie Sobieskim. Jestem dumny z tego, że film pozwolił Polakom wspomnieć ich zwycięskiego bohatera i dyskutować o jego Zwycięstwie i o jego filmowym przedstawieniu, zapominając na jakiś czas o wszystkich innych klęskach. Film będzie wyświetlony jutro w Polsce na rekordowej ilości ekranów, został wypromowany w sposób profesjonalny i na szeroką skalę. Zagranicą został zakupiony przez 50 krajów. We Włoszech będzie pokazany w dwóch odcinkach w telewizji RAI1 w prime time. We wszystkich innych krajach świata ludzie zobaczą, że Polska była wielką potęgą, która była w stanie zmienić historię Europy, że dysponowała wspaniałą kawalerią i ludźmi gotowymi do poświęceń. Film opowiada o tym w sposób bajkowy, ale pewnie tak jest lepiej, nie każdy naród uwielbia tragedie i klęski. I jeśli większość polskich widzów to będą dzieci, jak niektórzy mówią, będę na pewno bardzo z tego powodu szczęśliwy. Może przynajmniej oni nie będą dorastać z kompleksem klęsk, ale będą się bawić z żołnierzykami Husarii i w karnawale będą się przebierać za Sobieskiego, Kątskiego i Marysieńkę.
I jeszcze ostatnia rzecz. Film zaczyna się zdaniem, że jeśli dzisiaj żyjemy w wolnej Europie zawdzięczamy to włoskiemu zakonnikowi i polskiemu królowi. Może film jest kiepski, nie spodoba się i widz wyjdzie po 10. minutach z sali, lub wyłączy telewizor, ale tę małą informację otrzyma i to według mnie jest bezcenna wartość.
Alessandro Leone
Nie wiem jak wy, ale coś mi się zdaje, że jak się komuś nie podoba ten film, to nie jest prawdziwym Polakiem :P
Cytat:Wydaje mi się, że taki stosunek mediów stanowi sygnał trudnej chwili dla Polski, która dzisiaj przeżywa nadal sprzeczności przejścia z komunizmu do kapitalizmu, i ta chwila zachęca dziennikarza pozbawionego pokory do poszukiwania własnego sukcesu, próbując stać się bohaterem spektaklu lub autorem najbardziej skandalicznego artykułu.