Hard Rain (1998)
![[Obrazek: vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png]](https://i.ibb.co/WWzZ9195/vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png)
Jako że dziś oscarowa gala a te ostatnio można określić jednym słowem - katastrofa - postanowiłem obejrzeć sobie jakiś zapomniany film katastroficzny. Czemu zapomniany? Bo o tym dzisiejszym rozdaniu pewnie za kilka dni też mało kto będzie pamiętał i jakoś siadło mi to tematycznie - padło na "Hard Rain" w reżyserii Mikaela Salomona z Christianem Slaterem i Morganem Freemanem w rolach głównych.
Jak wiadomo, lata 90-te to okres, w którym dzięki rozwijającej się technologii gatunek ten zaliczył dosyć spory renesans - jednym z takich przełomowych obrazów był z pewnością "Twister", w którym wciąż udoskonalane efekty wizualne pozwoliły pokazać na ekranach kin rzeczy, których jeszcze kilka lat temu nie można było w tak realistyczny i efektowny sposób przedstawić. A później już poszło z (lodowej) górki, w szczególności po ogromnym sukcesie finansowym "Titanica" Jamesa Camerona - Ziemię zaczęły nawiedzać różnego rodzaju naturalne kataklizmy w liczbach wręcz hurtowych - jak nie wulkany to asteroidy czy inne zagrożenia kosmiczne lub przerośnięte zwierzaki niewiadomego pochodzenia. Nagrodzony 11 Oscarami obrazek samozwańczego króla świata sprawił jednak, że nagle niektórym znów zachciało się pluskać w wodzie i co gorsze, kręcić w niej filmy, co do tej pory uznawane było za nazbyt czasochłonne i nieprzewidywalne. Po co ten przydługi wstęp?
Sam nie wiem, dlatego przechodząc do mertium wspomnę jeszcze, że "Hard Rain" dostał spory budżet 70 milionów dolarów i niestety dla producentów a także wytwórni liczącej na powtórzenie choćby części sukcesu finansowego wspomnianego wodnego obrazka historycznego, okazał się być potężną klapą, która, nomen omen, wtopiła sporą część tych pieniędzy zarabiając w kinach niecałe 20 milionów zielonych. Zasłużenie czy nie pojęcia nie mam i nie mnie to oceniać, w każdym razie film powtórzony po niemal 30 latach okazuje się być całkiem sensownym kawałkiem rozrywkowego kina akcji nie roszczącym sobie prawa do bycia czymś więcej.
Fabuła typowa - woda się leje, jadą z kasą, woda się leje, samochód staje, woda się leje, ktoś chce kasę ukraść, woda się leje, inny ktoś nie chce na to pozwolić, woda się leje. I to tyle - schemat, sztampa, banał - śmiało można scenariusz "Hard Rain" tymi słowami określić co nie znaczy, że jest jakiś wyjątkowo zły, jest po prostu ograny do bólu i będący konglomeratem historyjek znanych dobrze z innych filmów, z podobnym zestawem bohaterów - młody i uczciwy chłopak będący na robocie od chwili ale i tak robiący wszystko, żeby wykonać ją najlepiej jak potrafi przy okazji ratując dopiero co poznaną piękną kobietę walcząc ze złolami; ci z kolei wiadomo - szef stoik, mający wszystko zaplanowane, przydupas znajomego psujący te jego wszystkie plany itp. - nawet przypałętał się tutaj znany choćby z filmów Tarantino murzyn cytujący Biblię (nie ściemniam).
Nie wiem kto sobie wymyślił, żeby z Christiana Slatera zrobić kolejną wielką gwiazdę kina ale szanuję za upór i wyobraźnię, bo gość jest totalnie żaden - być może i jest przystojny, za to wyzuty z jakiejkolwiek ekranowej charyzmy i strasznie ograniczony aktorsko, co w moich oczach raczej dyskwalifikuje go jako przekonującego "leading mana". Na szczęście o wiele lepszy jest drugi, trzeci i dalszy plan, na którym występują aktorzy uznani i cenieni, tacy jak choćby Morgan Freeman, Randy Quaid, Mark Rolston czy znana z kultowej rólki w "Lake Placid" Betty White, która tutaj niestety nie miała okazji dokarmiać żadnego krokodyla, co osobiście uznaję za dosyć poważny minus i ogromną niewykorzystaną szansę. Nie ma tu rzecz jasna żadnych wybitnych występów ale oprócz Slatera tragedii nie ma i jest przynajmniej przyzwoicie.
Pod względem realizacji jest nawet lepiej, bo reżyser tego obrazka Duńczyk Mikael Salomon był wcześniej uznanym zdjęciowcem pracującym choćby przy "The Abyss", "Arachnophobii" czy "Backdraft" a ci w Holly radzą sobie nieźle również jako odpowiadający za całą produkcję - vide Jan de Bont. Dlatego film wygląda bardzo dobrze - już na samym początku możemy zobaczyć zmontowany i zrealizowany przy użyciu wszelkich dostępnych wtedy sztuczek długi i całkiem efektowny "lot kamery" pokazujący nasilającą się powódź - a później nie jest wcale gorzej. Świetne są wszelkie scenografie i co oczywiste, zdjęcia. Stopniowo zalewane miasto wygląda niezwykle przekonująco i sprawdza się jako nieoczywiste miejsce akcji, która również jest zaaranżowana w miarę interesująco i z należytym pomyślunkiem, wykorzystując i ogrywając jak trzeba te wszystkie zmyślnie wykonane miejscówki. I tak dostajemy dużo scen ściganych przy użyciu różnych pojazdów wodnych typu skutery czy łodzie, kilka niezłych sekwencji rozwałki - co ważne, większość tego co widzimy to wybudowane, zalane wodą i niszczone późnej prawdziwe scenografie a także miniatury, cyfrowe sztuczki wspomagające ograniczone są na szczęście do niezbędnego minimum przez co "Hard Rain" nie zestarzał się jakoś mocno, co jest zmorą sporej części podobnych mu produkcji z tego okresu stawiających mocniej na komputerowe efekty.
Cóż więcej można tutaj napisać - film nie zdobył ani jednego Oscara, bo nikt nie odważył się go w żadnej kategorii nominować ale jak pisałem wcześniej, to katastroficzny akcyjniak nie roszczący sobie prawa do bycia jakimś objawieniem a sprawny przedstawiciel kina gatunkowego i z tej roli wywiązuje się całkiem nieźle. Fabuła choć oklepana i momentami naciągana czy niezbyt mądra to sprawdza się tutaj należycie, bo dostarcza to czego po takim filmie oczekujemy, czyli emocji. Mamy kilka raczej oczywistych twistów ale nie jest to również nic obrażającego inteligencję widza - do tego dostajemy szczyptę niezłego humoru, akcja jest wartka, całość nieźle trzyma w napięciu i jest bardzo porządnie zrealizowana. Nic tu nikogo raczej nie zachwyci ale można miło spędzić czas i to jest chyba w tym przypadku najważniejsze. Punkcik w górę za to jak rozegrano finałową scenę, która szczególnie w dzisiejszych czasach jest niczym powiew świeżego powietrza czy chlust orzeźwiającej wody prosto w twarz.
Naciągane 7/10
![[Obrazek: vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png]](https://i.ibb.co/WWzZ9195/vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png)
Jako że dziś oscarowa gala a te ostatnio można określić jednym słowem - katastrofa - postanowiłem obejrzeć sobie jakiś zapomniany film katastroficzny. Czemu zapomniany? Bo o tym dzisiejszym rozdaniu pewnie za kilka dni też mało kto będzie pamiętał i jakoś siadło mi to tematycznie - padło na "Hard Rain" w reżyserii Mikaela Salomona z Christianem Slaterem i Morganem Freemanem w rolach głównych.
Jak wiadomo, lata 90-te to okres, w którym dzięki rozwijającej się technologii gatunek ten zaliczył dosyć spory renesans - jednym z takich przełomowych obrazów był z pewnością "Twister", w którym wciąż udoskonalane efekty wizualne pozwoliły pokazać na ekranach kin rzeczy, których jeszcze kilka lat temu nie można było w tak realistyczny i efektowny sposób przedstawić. A później już poszło z (lodowej) górki, w szczególności po ogromnym sukcesie finansowym "Titanica" Jamesa Camerona - Ziemię zaczęły nawiedzać różnego rodzaju naturalne kataklizmy w liczbach wręcz hurtowych - jak nie wulkany to asteroidy czy inne zagrożenia kosmiczne lub przerośnięte zwierzaki niewiadomego pochodzenia. Nagrodzony 11 Oscarami obrazek samozwańczego króla świata sprawił jednak, że nagle niektórym znów zachciało się pluskać w wodzie i co gorsze, kręcić w niej filmy, co do tej pory uznawane było za nazbyt czasochłonne i nieprzewidywalne. Po co ten przydługi wstęp?
Sam nie wiem, dlatego przechodząc do mertium wspomnę jeszcze, że "Hard Rain" dostał spory budżet 70 milionów dolarów i niestety dla producentów a także wytwórni liczącej na powtórzenie choćby części sukcesu finansowego wspomnianego wodnego obrazka historycznego, okazał się być potężną klapą, która, nomen omen, wtopiła sporą część tych pieniędzy zarabiając w kinach niecałe 20 milionów zielonych. Zasłużenie czy nie pojęcia nie mam i nie mnie to oceniać, w każdym razie film powtórzony po niemal 30 latach okazuje się być całkiem sensownym kawałkiem rozrywkowego kina akcji nie roszczącym sobie prawa do bycia czymś więcej.
Fabuła typowa - woda się leje, jadą z kasą, woda się leje, samochód staje, woda się leje, ktoś chce kasę ukraść, woda się leje, inny ktoś nie chce na to pozwolić, woda się leje. I to tyle - schemat, sztampa, banał - śmiało można scenariusz "Hard Rain" tymi słowami określić co nie znaczy, że jest jakiś wyjątkowo zły, jest po prostu ograny do bólu i będący konglomeratem historyjek znanych dobrze z innych filmów, z podobnym zestawem bohaterów - młody i uczciwy chłopak będący na robocie od chwili ale i tak robiący wszystko, żeby wykonać ją najlepiej jak potrafi przy okazji ratując dopiero co poznaną piękną kobietę walcząc ze złolami; ci z kolei wiadomo - szef stoik, mający wszystko zaplanowane, przydupas znajomego psujący te jego wszystkie plany itp. - nawet przypałętał się tutaj znany choćby z filmów Tarantino murzyn cytujący Biblię (nie ściemniam).
Nie wiem kto sobie wymyślił, żeby z Christiana Slatera zrobić kolejną wielką gwiazdę kina ale szanuję za upór i wyobraźnię, bo gość jest totalnie żaden - być może i jest przystojny, za to wyzuty z jakiejkolwiek ekranowej charyzmy i strasznie ograniczony aktorsko, co w moich oczach raczej dyskwalifikuje go jako przekonującego "leading mana". Na szczęście o wiele lepszy jest drugi, trzeci i dalszy plan, na którym występują aktorzy uznani i cenieni, tacy jak choćby Morgan Freeman, Randy Quaid, Mark Rolston czy znana z kultowej rólki w "Lake Placid" Betty White, która tutaj niestety nie miała okazji dokarmiać żadnego krokodyla, co osobiście uznaję za dosyć poważny minus i ogromną niewykorzystaną szansę. Nie ma tu rzecz jasna żadnych wybitnych występów ale oprócz Slatera tragedii nie ma i jest przynajmniej przyzwoicie.
Pod względem realizacji jest nawet lepiej, bo reżyser tego obrazka Duńczyk Mikael Salomon był wcześniej uznanym zdjęciowcem pracującym choćby przy "The Abyss", "Arachnophobii" czy "Backdraft" a ci w Holly radzą sobie nieźle również jako odpowiadający za całą produkcję - vide Jan de Bont. Dlatego film wygląda bardzo dobrze - już na samym początku możemy zobaczyć zmontowany i zrealizowany przy użyciu wszelkich dostępnych wtedy sztuczek długi i całkiem efektowny "lot kamery" pokazujący nasilającą się powódź - a później nie jest wcale gorzej. Świetne są wszelkie scenografie i co oczywiste, zdjęcia. Stopniowo zalewane miasto wygląda niezwykle przekonująco i sprawdza się jako nieoczywiste miejsce akcji, która również jest zaaranżowana w miarę interesująco i z należytym pomyślunkiem, wykorzystując i ogrywając jak trzeba te wszystkie zmyślnie wykonane miejscówki. I tak dostajemy dużo scen ściganych przy użyciu różnych pojazdów wodnych typu skutery czy łodzie, kilka niezłych sekwencji rozwałki - co ważne, większość tego co widzimy to wybudowane, zalane wodą i niszczone późnej prawdziwe scenografie a także miniatury, cyfrowe sztuczki wspomagające ograniczone są na szczęście do niezbędnego minimum przez co "Hard Rain" nie zestarzał się jakoś mocno, co jest zmorą sporej części podobnych mu produkcji z tego okresu stawiających mocniej na komputerowe efekty.
Cóż więcej można tutaj napisać - film nie zdobył ani jednego Oscara, bo nikt nie odważył się go w żadnej kategorii nominować ale jak pisałem wcześniej, to katastroficzny akcyjniak nie roszczący sobie prawa do bycia jakimś objawieniem a sprawny przedstawiciel kina gatunkowego i z tej roli wywiązuje się całkiem nieźle. Fabuła choć oklepana i momentami naciągana czy niezbyt mądra to sprawdza się tutaj należycie, bo dostarcza to czego po takim filmie oczekujemy, czyli emocji. Mamy kilka raczej oczywistych twistów ale nie jest to również nic obrażającego inteligencję widza - do tego dostajemy szczyptę niezłego humoru, akcja jest wartka, całość nieźle trzyma w napięciu i jest bardzo porządnie zrealizowana. Nic tu nikogo raczej nie zachwyci ale można miło spędzić czas i to jest chyba w tym przypadku najważniejsze. Punkcik w górę za to jak rozegrano finałową scenę, która szczególnie w dzisiejszych czasach jest niczym powiew świeżego powietrza czy chlust orzeźwiającej wody prosto w twarz.
Naciągane 7/10
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
16-03-2026, 02:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-03-2026, 05:15 przez slepy51.)






