Inception (2010)
Problemem jest to, że mamy się przejmować, że Leo się przejmuje dziećmi, a nie przejmuje tym, czy żyje snem. A ja w nosie mam jego i jego dzieci; cienka postać, cienki wątek, zero emocji, więc... Uśmiech

Odpowiedz
To czy totem przewrócił się czy nie, nie ma znaczenia.

Jest to zmyłką która ma odwracać uwagę od prawdziwej wskazówki.

_______________________________________________

Arthur tłumacząc Ariadnie zasadę działania totemu powiedział "nie wolno zdradzić nikomu jak działa Twój totem, bo wtedy on przestaje działać".
Cobb powiedział Ariadnie jak działa jego totem co przekreśla jego wiarygodność.
W dodatku bączek należał do jego żony a on sobie go przygarnął. Kwestia teraz czy Cobb jest idiotą, że przekreśla działanie swojego totemu zdradzając w pierwszej lepszej rozmowie jednej z osób jego działanie, czy on używa totemu ot tak, z sentymentu do żony.
Czemu jednak przytyka sobie pistolet do głowy, kręcąc bączkiem - gdy ten wcale mu nie powie czy jest we śnie czy nie.

Totemy innych członków grupy działały w ten sposób, że były odpowiednikiem konkretnego przedmiotu z rzeczywistości.
Eames miał w rzeczywistym świecie żeton do gry w pokera, z błędnie zapisaną nazwą kasyna.
Ariadna miała pionka do szachów o specyficznej wadze, innej niż sugeruje jego wygląd.
Arthur miał oszukaną kostkę do gry na której zawsze wypadało 5 oczek.

Gdy używali swojego totemu, a on zadziałał normalnie (czyli żeton bez błędu w nazwie, pionek do szachów o zwykłej wadze, na kostce do gry wypada inna liczba niż 5 oczek), to znaczy że mogą być w czyimś śnie.
Gdy totem zadziałał tak jak w rzeczywistości (żeton z błędem, pionek do szachów o specyficznej wadze, na kostce do gry wypada 5 oczek) to znaczy że NIE SĄ W CUDZYM ŚNIE.
Ale nadal mogą być w swoim śnie - bo oni wiedzą jak działa ich totem.

Natomiast bączek jest odwrotny - w rzeczywistości jest normalny a w śnie zachowuje się specyficznie. Jeśli bączek się nadal kręcił, Cobb jest na pewno w śnie. Jeśli bączek się przewrócił to Cobb albo się obudził, albo nadal śpi.

_______________________________________________

Na początku filmu Cobb budzi się w limbo, na plaży nieopodal domu na klifie (nawet w scenariuszu jest to opisane jako "house on a cliff"), który należał do snu Saito.

Na końcu gdy ekran skupia się na kręcącym bączku, w rogu ekranu w tle Cobb pyta dzieci "co robiliście" a one odpowiadają "budowaliśmy dom na klifie" ("house on a cliff"). Z piasku oczywiście.
Co oznacza że niezależnie od tego czy totem upada czy nie, Cobb nadal śpi.

Scenariusz do Incepcji jest idiotyczny. Problem w tym, że do mediów poszła informacja, jak to Nolan 10 lat dopracowywał scenariusz.
Miała to być misterna układanka.

Osobiście sporo czasu spędziłem na próbie rozszyfrowania tej układanki - zacząłem dyskusję na filmwebie w której po 300 komentarzach nie udało się dojść do rozwiązania. Przeglądałem sceny w filmie z uwagą, sprawdzając szczegóły z analiz w necie, przeczytałem wyjaśnienia działania świata snów w Incepcji na wikii, a nawet obejrzałem 40 minutowy filmik na yt, gdzie gostek który napisał całą książkę ze szczegółową analizą Incepcji, tłumaczy wszystkie sekrety filmu - dochodząc do wniosku że nie ma żadnej odpowiedzi na nasze pytania.
Do tego przeczytałem scenariusz do Incepcji i prequelowy komiks powiązany z filmem.

Scenariusz Incepcji działa tak - najpierw oglądasz i patrzysz na totem, zastanawiając się "spadł czy nie?". Bo to miałoby niby znaczenie "czy Cobb nadal śpi, czy mu się udało?".
Potem możesz wpaść na ideę, że wszystko to było snem, a incepcji dokonano na Cobbie, wpajając mu ideę by porzucił swoją żonę (przestał chodzić do niej w snach) i wrócił do swojej rodziny.
Potem możesz wpaść na to że bączek nie ma żadnego znaczenia i dojsć do tego co mówią dzieci Cobba na końcu filmu.

A także do tego, że pierścionek Cobba działa jako wskaźnik tego czy Cobb jest akurat w śnie czy nie - jednakże według tego Mombasa jest rzeczywistością, a to przecież niemożliwe - zawężający się korytarz, agenci pudłujący z bliska chyba ze 100 razy i strzelający w tłumy ludzi, czy Saito pojawiający się znikąd w środku walki w swojej limuzynie.

A potem dochodzisz ostatecznie do wniosku, że scenariusz sam sobie zaprzecza, tworząc łamigłówkę bez rozwiązania.

Ten ultra zawiły, przekombinowany scenariusz (w kontekście tego co jest snem a co rzeczywistością) nie ma najmniejszego sensu.

_______________________________________________

Incepcja pozostaje bardzo fajnie zrealizowaną rozrywką, czysto popcornowym kinem które bardzo dobrze się ogląda.
Świetna muzyka Zimmera z ciekawymi zagrywkami - te słynne basy, to spowolniona piosenka Edith Piaf używana do kicków (o czym zapewne wszyscy wiedzą).
Piosenka Edith Piaf trwa 2 minuty i 38 sekund, a film trwa 2 godziny i 38 minut - czyli 60 razy dłużej od piosenki, tak jakby cały był snem.
Numer który podaje Fischer pojawia się chyba w 10 różnych scenach w filmie gdzieś w tle (na pociągu, taksówce, na drzwiach hotelu, numer telefonu który daje blondynka, hasło do sejfu itd).
To są fajne zagrywki, ale to nadal tylko sztuczki.

Scenariusz natomiast nie ma kompletnie sensu, dziury scenariuszowe sprawiają że nie istnieje rozwiązanie a cała ta misterna układanka idzie w cholerę.
Co w kontekście Nolanowego pieprzenia o tym jak to 10 lat układał tą misterną układankę oznacza że albo skłamał w ramach promocji filmu po raz kolejny prezentujac popcornowy blockbuster jako arcydzieło kinematografii, albo jest genialnym idiotą.

Odpowiedz
Trochę w kij pierdział ta Twoja analiza Nascimento.

Cytat:Arthur tłumacząc Ariadnie zasadę działania totemu powiedział "nie wolno zdradzić nikomu jak działa Twój totem, bo wtedy on przestaje działać".
Cobb powiedział Ariadnie jak działa jego totem co przekreśla jego wiarygodność.

Nope. Bączek (hihi), nie jest prawdziwym totemem Cobba. Jest nim jego obrączka. A w filmie w scenach pomiędzy nim a Ariadne, ani razu nie pada dosłowne stwierdzenie, że bączek (hihi) to jego osobisty totem.

Cytat:W dodatku bączek należał do jego żony a on sobie go przygarnął.

Again, nope.

Cytat:Na końcu gdy ekran skupia się na kręcącym bączku, w rogu ekranu w tle Cobb pyta dzieci "co robiliście" a one odpowiadają "budowaliśmy dom na klifie" ("house on a cliff"). Z piasku oczywiście.
Co oznacza że niezależnie od tego czy totem upada czy nie, Cobb nadal śpi.

A wiesz, że to może nic nie znaczyć?

Cytat: jednakże według tego Mombasa jest rzeczywistością, a to przecież niemożliwe

Coś Ci się potentegowało.

"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
Cator napisał(a):Nope. Bączek (hihi), nie jest prawdziwym totemem Cobba. Jest nim jego obrączka. A w filmie w scenach pomiędzy nim a Ariadne, ani razu nie pada dosłowne stwierdzenie, że bączek (hihi) to jego osobisty totem.

(facepalm)

Bzdura.

Cobb używa bączka zawsze gdy zaczyna wątpić czy świat wokół niego jest snem czy jawą.
Gdy po nieudanej misji celuje sobie w głowę z pistoletu, kręci bączkiem i dopiero gdy ten się przewraca, odkłada pistolet.
Potem po zejściu z Ariadną do snu, gdzie Ariadna poznaje jego przeszłość - odbiega gorączkowo od grupy i kręci bączkiem by upewnić się czy to sen czy jawa.
Na końcu filmu kręci bączkiem by ostatni raz upewnić się czy to jawa - i naprawdę udało mu się wrócić do rodziny - czy to sen.

Na obrączkę nie patrzy w filmie ani razu, a tym bardziej w chwilach gdy traci wyczucie tego co jest snem a co rzeczywistością.

Powszechna natomiast w analizach jest teza że obrączka jest totemem widza. Bo widzowi wskazuje kiedy Cobb śni a kiedy nie.

A w dodatku Cobb powiedział Ariadnie jak działa jego totem - właśnie bączek.

Cator napisał(a):A wiesz, że to może nic nie znaczyć?

Serio? SERIO?

Przypadkowo w limbo Saito znajduje się w DOMU NA KLIFIE i tam zostaje zaprowadzony Cobb.
DOM NA KLIFIE jest centralnym elementem limbo w którym znalazł się Cobb i Saito.
Przypadkowo w ostatniej scenie bączek odwraca uwagę widza, a dzieci AKURAT BUDOWAŁY Z PIASKU DOM NA KLIFIE, Cobb pyta co robiły a one mówią że budowały DOM NA KLIFIE.
(dokładnie ten sam zwrot w scenariuszu - "house on a cliff", jeśli dobrze pamiętam to nawet pisany pogrubioną czcionką)

Cytując klasyka "przypadek? Nie sądzę". Duży uśmiech

Nie można tak ewidentnej wskazówki wstawić w puencie filmu a potem uznać "e no przypadek hehe taka zmyłka w zmyłce".

Cator napisał(a):Coś Ci się potentegowało.

Cobb ma pierścionek zawsze gdy śni (w dwóch snach na początku filmu - gdy próbują wrobić Saito, gdy trenuje Ariadnę w śnie, gdy wchodzi z nią do snu i Ariadna poznaje jego przeszłość, od momentu zaśnięcia w samolocie - w każym kolejnym śnie ma pierścionek na palcu) natomiast zawsze na jawie nie ma pierścionka (gdy budzi się w pociągu po nieudanej próbie wrobienia Saito, gdy spotyka się z Michaelem Cainem i werbuje Ariadnę, poza snami z Ariadną nie ma go aż do zaśnięcia w samolocie).

Mówi w rzeczywistym świecie do Arthura, że pojedzie do Mombasy werbować Eamesa. Ani w tej chwili, ani w samej Mombasie nie ma pierścionka na palcu.

To znaczy że według scenariusza jest to rzeczywisty świat.

A mimo to w Mombasie anonimowi agenci nie trafiają z 5 metrów (ok to jeszcze przeżyję), ale w dodatku zacieśniający się korytarz niczym w śnie, czy biznesmen Saito pojawiający się znikąd w Mombasie ratujący w ostatniej chwili Cobba w środku walki.

Odpowiedz
I znowu to robicie! Bo właśnie, chyba to wszystko miało na tym polegać, że pomimo dziur (niekiedy ogromnych) logicznych i mało angażującego emocjonalnie (przynajmniej nie wszystkich) scenariusza, film ten spełnia swoją rolę w 100%. A co takiego mianowicie robi? Wywołuje dyskusję. Bo ile czasu poświęciliście na dociekanie i rozpracowywanie tego czy bączek się przewrócił, czy to był sen czy nie itp., itd. Oprócz tego o czym wspomniałem to:
(03-11-2014, 18:58)Capt. Nascimento napisał(a): Incepcja pozostaje bardzo fajnie zrealizowaną rozrywką, czysto popcornowym kinem które bardzo dobrze się ogląda.
Dokładnie tak jest
Told you I'm never going back...
filmweb

Odpowiedz
Oh come on! Dajcie se już siana z tym bączkiem... Zakończenie jest po prostu otwarte i tyle.

Odpowiedz
Eman napisał(a):film ten spełnia swoją rolę w 100%. A co takiego mianowicie robi? Wywołuje dyskusję.

Małpa w zoo, co jedną rękę grzebie w dupie, a drugą wali konia, też wywołuje dyskusje, poruszenie i przyciąga uwagę Uśmiech

Odpowiedz
Pamiętacie jeszcze wrażenia i oceny wszystkich po pierwszym seansie?



Bo ja nie, tak samo nie pamiętam swojej opinii po pierwszym seansie TDKR. Uśmiech
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
Do wypowiedzi Mentala dodałbym, że masa ludzi uważa scenariusz Incepcji za wybitną układankę, za którą film ten powinien dostać Oscara (w kategorii scenariusz i film roku).

Ja się dałem nabrać na to Nolanowskie gadanie o super złożonym, misternie łączącym początek z końcem scenariuszu, który pisał przez wiele lat.
A lubię takie filmowe układanki, więc specjalnie próbowałem go rozwikłać.

Wyszło co wyszło - nie ma ani odpowiedzi, ani logicznego sensu.

Mimo tych dziur scenariuszowych Incepcja ma u mnie 8/10 za:

- Oryginalny pomysł przygód w śnie, chociaż słabo wyeksploatowany. Sny bywają jednak dużo bardziej kreatywne a ja chętnie zobaczyłbym takie w kinie.

- Sceny akcji z obracającym się korytarzem na czele.

- Charyzmatyczną obsadę nawet jeśli nie ma tam porywającego aktorstwa - jedynie solidne.

- Świetny soundtrack Zimmera, mimo tego że liczyłem na bardziej klimatyczną, hipnotyzującą muzykę (Mansell miałby tu pole do popisu).

- Mindfuck jaki miałem po pierwszym seansie w kinie.

- Błyskotliwe sztuczki scenariuszowe, w stylu wspomnianych już przeze mnie: basów Zimmera które są spowolnieniem piosenki Edith Piaf, czy filmu trwającego dokładnie 60 razy więcej niż wywyższa piosenka. Albo numeru przewijającego się w tle i innych tym podobnych zagwostek.

Odpowiedz
(04-11-2014, 00:22)Mental napisał(a):
Eman napisał(a):film ten spełnia swoją rolę w 100%. A co takiego mianowicie robi? Wywołuje dyskusję.

Małpa w zoo, co jedną rękę grzebie w dupie, a drugą wali konia, też wywołuje dyskusje, poruszenie i przyciąga uwagę Uśmiech
Onanizująca się małpa w Zoo więcej mówi o świecie niż cała filmografia Nolana.

Odpowiedz
(04-11-2014, 00:44)Capt. Nascimento napisał(a): - Oryginalny pomysł przygód w śnie, chociaż słabo wyeksploatowany.
Słabo to mało powiedziane. Ale z oceną się zgadzam, bo to solidny blockbuster. Nic więcej jednak, mimo że do czegoś niby aspiruje.

Odpowiedz
(04-11-2014, 00:35)Huntersky napisał(a): Pamiętacie jeszcze wrażenia i oceny wszystkich po pierwszym seansie?

U mnie nadal bardzo wysoka. Za dużo dobrego jest w tym filmie, za dużo ciekawych próbuje przeprowadzić i za ma za bardzo fajny ogólny koncept, bym teraz na ten film sarkał.

To, że jakieś plot holes się znajdą (szczególnie w tak złożonej fabule), to oczywiste. Ja tam ani przed, ani po premierze nie oczekiwałem od tego jakieś bezbłędnej łamigłówki, bo nie mam zwyczaju czytać NolanFans Oczko
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Żeby nie było, ja też wciąż uważam Incepcję za kawał emocjonującego kina. I w przeciwieństwie do TDKR mam ochotę obejrzeć ją jeszcze z kilka razy. Uśmiech
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
Cytat:Oryginalny pomysł przygód w śnie,

Zwieńczony 20-minutową szczelaniną w górach. Też oryginalną. Nigdy takiej nie było.

Huntersky napisał(a):wciąż uważam Incepcję za kawał emocjonującego kina.

A ja hejtuje geniusz Nolana konsekwentnie. Nie jestem w stanie już tego filmu oglądać.

Odpowiedz
ja napisał(a):Oryginalny pomysł przygód w śnie, chociaż słabo wyeksploatowany.

ja napisał(a):Oryginalny pomysł przygód w śnie,

Mental napisał(a):Zwieńczony 20-minutową szczelaniną w górach. Też oryginalną. Nigdy takiej nie było.

Dobrze że wyciąłeś to co napisałem po przecinku. Uśmiech

Odpowiedz
Po przecinku napisałeś, że motyw snu został słabo wyeksploatowany. Problem w tym, że 20 minut popierdalania w górach trudno nazwać nawet "słabym snem". To po prostu geniusz Nolana na full obrotach Uśmiech

Odpowiedz
[quote='Huntersky' pid='396127' dateline='1415054158']
Pamiętacie jeszcze wrażenia i oceny wszystkich po pierwszym seansie?[quote]

Ja dobrze pamiętam i był to efekt podobny jak po The Dark Knight, Avatarze i innych tego typu wielkich produkcjach. Czyli wszystkim się podobało i padały oceny 10/10 teksty w stylu "ballbreaker" i nawet Mental był tutaj zachwycony. Tylko, że potem zawsze pojawia się jak ja to nazywam "efekt hipstera". I wiele osób widząc jak wielu osobom się dany film podoba, to chcąc być szczególnie na przekór, zaczynają z dumą wygłaszać, że im się ten film nie podoba, nawet jeżeli jeszcze tydzień wcześniej myśleli inaczej.

To dość powszechne zjawisko. W sumie typowo hipsterskie, gdyż choć powszechne, to każdy będzie uważał, ze tak nie jest Uśmiech
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Cytat:Pamiętacie jeszcze wrażenia i oceny wszystkich po pierwszym seansie?

Phil napisał(a):Incepcja jest szczytem zajebistości. Nie chcę mi się więcej pisać. Arthur najlepszą postacią. 10/10


A jeśli o mnie chodzi, cytat z innego forum z połowy sierpnia 2010:

Gieferg 03.08.2010 napisał(a):Chyba się za bardzo nastawiłem na Bóg wie jakie cuda-niewidy, ale jest i tak bardzo dobrze, choć Prestiż zrobił na mnie lepsze wrażenie. Obsada na piątkę, choć Caine to chyba tylko żeby tradycji stało się zadość, natomiast problem jest taki, że spodziewałem się bardziej sennych snów - tematyka daje ogromne pole do popisu i z początku jest to wykorzystywane tak, że nabiera się smaka na coś więcej, tymczasem w dalszej częsci filmu sny są coraz mniej senne (no może poza końcówką), bardziej rzeczywiste i zwyczajne (tzn filmowo) i zostaje w tym względzie pewien niedosyt. Szkoda też trochę Gordona-Levitta, który w drugiej częsci filmu nie ma wiele do roboty poza lataniem po korytarzu i szybie windy. No i po końcówce spodziewałem się również jakiegoś mocnego uderzenia, zamiast tego jedynie zasugerowano to czego się przez cały niemal seans spodziewałem. Niemniej jednak film opiera się na interesującym pomyśle i generalnie nie ma sie specjalnie czego czepiać. Kolejny seans dopiero po premierze DVD, nie śpieszy mi się zbytnio do niego, na pewno nei na tyle żeby ściągać jakieś ripy czy iśc do kina jeszcze raz.

8/10 na chwilę obecną, choć zastanawiam się czy nie zawyżam oceny bo bardzo chciałem żeby było super... Okaże się po drugim seansie, czyli pewnie pod koniec roku.
Gieferg 06.08.2010 napisał(a):Zważywszy na to, że Fisher i tak dowiaduje się, że to sen to żaden to argument, bo na poziomach gdy już o tym wiedział można było zaszaleć, jak ktoś swłusznie zauważył na innym forum, przez scenę "treningową" wychodzi nam coś takiego jakby w Matrixie po scenie teningu w Dojo wszystkie kolejne walki były już zupełnie zwyczajne i nie korzystające z wynikających z zamysłu możliwości. Krótko mówiąc "Incepcja" daje dupy po całości jeśli chodzi o wykorzystanie potencjału tematyki.

Moja aktualna ocena to 7/10 i sie chwieje.
(..)


Po pierwsze - różne są przesadyzmy, po drugie - kto mówi, że chcę przesadyzmu? Jedyne czego bym chciał to to, by oglądając ten film czuć, że faktycznie to co widzę ma miejsce w śnie. Scena treningu pokazała, że da się to pokazać, nie musiało to wcale być pokazywane aż na taką skalę, ale poza akcją w korytarzu, która mnie dość szybko zaczęła nudzić, oraz wyglądam ostatniego poziomu jakoś nic nie sprawiało, bym czuł, że faktycznie mam do czynienia ze snami. Już szczególnie poziom śnieżny jawił się jako ciągła akcja wzięta z filmu o tematyce dowolnej - do tego za długa i również przynudzająca, poza tymi kilkoma wyjątkami wiemy że to sen bo bohaterowie nam o tym mówią, niestety ani tego się specjalnie nie widzi, ani nie czuje. A tego po tym filmie przede wszystkim oczekiwałem.

(...)

Dajmy na to jakiegoś zanikania ścian czy budynków, zmieniania się ich, rozmywania się pewnych elementów, pojawiania się czegoś czego wcześniej nie było widać (był pociąg, fakt, ale to mało), zmieniania się projekcji w inne projekcje, jakichś absurdów na które bohaterowie reagowaliby jak na coś zupełnie normalnego zgodnie z tym co Cobb mówił o snach (że pewne rzeczy we śnie wydają się normalne, a że coś było nie takrozumiemy dopiero po przebudzeniu). I tu nie chodzi o rzeczy jakoś bardzo efektowne - toć już "Zakochany bez pamięci" bardziej się zbliżył do tego czego oczekiwałbym po filmie o snach niż Incepcja. Bez efektowności i przesadyzmu.

Gieferg 10/08/2010 napisał(a):Postów jak powyższy naczytałem się przed seansem tyle, że spodziewałem się nie wiadomo jakich cudów na ekranie, tymczasem z kina wyszedłem bardziej starając się być zadowolony niz rzeczywiście będąc, a w dwa tygiodnie po seansie jedyne wrażenie jakie po incepcji zostało to to że film był najwiekszym tegorocznym rozczarowaniem, szczególnie ze względu na osobę reżysera po której spodziewałem się czegoś wgniatającego w ziemię. Tymczasem zamiast zbierać szczękę z podłogi mogę tylko wzruszyć ramionami.

(...)

Ludki z ekipy Cobba praktycznie nie mają żadnych motywacji, są jak autoamty wykonujące poszczególne zadania - nic ciekawego się z nimi nie dzieje. O tym że nie wiemy nawet w jakiej branży działa Saito nie wspominam. Obiekt samej incepcji, czyli Fischer również nie wzbudza w widzu emocji bo na dobrą sprawę prawie nic o nim nie wiadomo.

Kolejny problem - wymyślanie kolejnych zasad rządzących światem snów jakby na poczekaniu i wtedy kiedy akurat sa potrzebne - konstrukcja tego świata zdaje się być przez to bez ładu i składu, ładnie yo podsumowano tutaj:



(...)

Kolejny problem tego filmu - bohaterowie wciąż wyjaśniają, omawiają, tłumaczą kolejne zawiłości bo bez tych ciągłych tłumaczeń cały scenariusz nie miałby dla odbiorcy sensu. Film robi się przegadany, przekombinowany, a brakuje tak naprawdę interesujących zwrotów akcji jak w "Prestiżu", czy takiego fascynującego widza zakręcenia jakie Nolan serwował w "Memento", gdzie trzeba nieustannie myslec o tym co się widzi na ekranie.

(...)

Vs. MATRIX

Cytat:A spróbuj scharakteryzować kogoś z filmu Matrix, proszę.


Zarówno o Neo, jak i Morfeuszu czy Trinity można powiedzieć więcej niż o całej ekipie "ludzi-narzędzi" Cobba razem wziętej. Każda z tych postaci ma motywacje, w trakcie całego filmu relacje między nimi rozwijają się i zmieniają, podobnie jak postrzeganie tych postaci przez widza. Otrzymujemy nowe informacje na ich temat pozwalające spojrzeć na nich w innym świetle. W Incepcji mamy tylko - ten od tego, ten od tamtego i ta od owego. I tyle.

Trinity została wybudzona jak Neo, od wyroczni dowiedziała się o tym że spotka wybrańca i zakocha się w nim. Początkowo bardziej sceptyczna niż Morfeusz (choć podąża za nim z braku lepszej opcji zapewne) do czasu gdy poznaje Neo i prororctwo jakie usłyszała zaczyna się spełniać zmieniając jej nastawienie. Ostatecznie podobnie jak Morfeusz zaczyna wierzyć w to, że Neo jest wybrańcem. Cele - check, motywacje - check, rozwój postaci - check.

Ariadna - projektuje sny i lubi się wpieprzać w cudze problemy. Coś jeszcze?

Do tego Trinity coś na ekranie robi, a nie tylko się mówi, że coś zrobiła

Gdyby Ariadny w ogóle nie było film niewiele by stracił i to samo można powiedzieć o każdym z pozostałych członków ekipy Cobba (nie licząc Saito bo ten był potrzebny).

Eat this, Lolrence.


The Dark Knight dostał u mnie 10/10 po pierwszym seansie i trzyma tę ocenę po 10-tym (jego największym problemem jest to, że dostał głupi sequel). Nie wiem jak Incepcja, bo trzeci i ostatni seans był trzy lata temu.








Odpowiedz
Kwiatek z dyskusji na filmwebie:

Cytat:"Sny są sterylne i mało kreatywne " - odnosząc się do tej kwestii. Sterylność w Incepcji jest wymagana, oniryzm kompletnie pozbawiłby sensu tego filmu. Incepcja jest o postrzeganiu i negowaniu tego co rzeczywiste, poszerza temat który poruszał już Matrix, z tym ,że ten błyskawicznie serwował na odpowiedź. Nolan zostawia nas na koniec z pytaniem, co powoduje, że rzeczywistość w której żyjemy uznajemy za prawdziwą. Skąd wiesz, że teraz nie śnisz ? Incepcja to nie zwykły heist wykorzystujący motyw snów.

"Skąd wiesz, że teraz nie śnisz?"

Trzymajcie mnie.

Odpowiedz
(24-11-2014, 16:23)Capt. Nascimento napisał(a): Kwiatek z dyskusji na filmwebie:

Cytat:"Sny są sterylne i mało kreatywne " - odnosząc się do tej kwestii. Sterylność w Incepcji jest wymagana, oniryzm kompletnie pozbawiłby sensu tego filmu. Incepcja jest o postrzeganiu i negowaniu tego co rzeczywiste, poszerza temat który poruszał już Matrix, z tym ,że ten błyskawicznie serwował na odpowiedź. Nolan zostawia nas na koniec z pytaniem, co powoduje, że rzeczywistość w której żyjemy uznajemy za prawdziwą. Skąd wiesz, że teraz nie śnisz ? Incepcja to nie zwykły heist wykorzystujący motyw snów.

"Skąd wiesz, że teraz nie śnisz?"

Trzymajcie mnie.

Trochę w stylu:

"A skąd wiesz, że nie żyjesz w Matriksie?"

We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości