Interstellar (2014)
jarod - prośba Uśmiech

Miałem zabrać się za książkę Priesta, ale chyba nie wartoUśmiech - mógłbyś zatem przybliżyć co masz na myśli? Czym się książka różniła? Miała takie samo zakończenie?

Odpowiedz
Szczegóły mogą się nie zgadzać bo czytałem lata temu, jeszcze przed premierą filmu:

- w książce właściwie nie ma takiej fajnej hardkorowej rywalizacji jak w filmie, ot, trochę chłopaki trollują sobie wzajemnie występy i tyle. Motywu z łapaniem kuli choćby się nie uświadczy tam.
- sama geneza konfliktu jest inna - Borden i Angier się wcześniej nie znali, Angier przed rozpoczęciem kariery wraz z żoną prowadzili seanse spirytualistyczne, Borden "ujawniał naiwnym prawdę o naciągaczach" i rozwalał spektakle londyńskie, a w przypadku angierowego trochę się zagalopował czego rezultatem było poronienie angierowej żony
- samobójstwa żony też nie ma
- inne działanie maszyny, tym razem był jeden klon żywy (teleportowany), a oryginał martwy lądował w zbiorniku, a co za tym idzie...
- kiedy Borden wyłączył maszynkę rezultat był inny niż filmowy i od tego momentu fabuła całkowicie się rozjeżdża. W książce wyjątkowo obie wersje przeżyły, ale jedna była "duchem" którego prawie nie było widać i który nie był w stanie dokonywać najprostszych interakcji z otoczeniem, a druga wersja - "ciałem" w którym jednak życia za wiele nie zostało i niedługo potem umarł bodaj na raka. "Duch" jednak wcześniej dotarł do ich posiadłości, ujawnił się przed rodziną i "Ciałem", a po śmierci "ożywił" zwłoki i...
- dochodzimy do wątku współczesnego, gdzie potomek Bordena i potomkini Angiera czytają dzienniki przodków (taka klamra narracyjna) i na końcu okazuje się że ta-daa, zombie Angier żyje sobie w rodowej krypcie i raczej żyć będzie wiecznie
- a, jeszcze jedno - żadne konsekwencje wobec Bordena za rozwalenie występu nie były wyciągnięte (o co zresztą byłoby trudno bo w końcu Angier przeżył, inna sprawa w jakim stanie). Była jedna scenka kiedy zagubiony jeszcze po rozdzieleniu "Duch" próbował go zadźgać nożem, ale jako że nie potrafił choćby za bardzo używać siły fizycznej także...
- jeden fajny motyw którego w filmie nie było - Angier wiedząc że umiera sprowadził sobie maszynę do posiadłości i sklonował od cholery sztab złota by zapewnić byt rodzinie Duży uśmiech
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Generalnie odświeżyłem sobie ten filmik i niestety okazało się, że jest cienki jak dupa dżdżownicy, więc pustkę w mej duszy chciałem załatać książką, ale takiego fikimiki to bym raczej nawet do końca nie zmęczył, więc wielkie dzięki za ratunek Oczko

Odpowiedz
Dukaj o Ajnterstellar i generalnie o współczesnym sci-fi:
http://kulturaliberalna.pl/2014/12/02/jacek-dukaj-interstellar/

Odpowiedz
Gość trafił w punkt w przypadku kondycji współczesnego filmowego sf, no i co ważne jest to próba jakieś tam analizy zamiast jojczenia dla samego jojczenia. Propsy też za zwrócenie uwagi na Person of Interest.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Przy okazji, dla niektórych lekkawo nieogarniętych ludzi Oczko czy Dukaj, mówiący, że grawitacja nie jest filmem sci-fi jest już wystarczającym autorytetem czy jednak dalej wiedzą lepiej? Uśmiech

I dla cwaniaków którzy uważają maszyne klonującą tesli w prestiżu za Sci-fi Dukaj też coś ma:

"SF w obrazie świata przedstawionego, a różnego od realu współczesnego lub historycznego, musi przynajmniej starać się o zachowanie logicznej spójności i łączności z aktualnym stanem nauki. Może naturalnie ponieść porażkę w tych staraniach – wtedy jest to zła SF, niemniej nadal SF."

Kto pierwszy chce przeprosić? Uśmiech
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
Dukaj jak to Dukaj, wymiótł dokumentnieUśmiech Swoją drogą, gość jest jakimś tytanem organizacji czasu, że przy takiej płodności twórczej i czytaniu po 20-40 książek miesięcznie (pamiętam z wywiadu) ma jeszcze kiedy oglądać te wszystkie niszowe filmy...

Odpowiedz
(03-12-2014, 15:30)Negatywny napisał(a): Przy okazji, dla niektórych lekkawo nieogarniętych ludzi Oczko czy Dukaj, mówiący, że grawitacja nie jest filmem sci-fi jest już wystarczającym autorytetem czy jednak dalej wiedzą lepiej? Uśmiech

Trochę się zapędziłeś, biorąc pod uwagę, że zapodany przez Ciebie cytat sam Grawitację umieszcza w s-f, gdyż ta 'ponosi porażkę w staraniach zachowania łączności z aktualnym stanem nauki' - w przeciwieństwie do takiego Interstellara właśnie Uśmiech

W dodatku:
Cytat:będzie z automatu wrzucany do szuflady SF, chociażby był to romans gejowski na pokładzie Sojuza-Apollo.

To już by w ogóle byłaby fantastyka Uśmiech
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
"Wbrew powszechnemu mniemaniu, „Grawitacja” jest bowiem filmem fantastyczno-naukowym jedynie w tym stopniu, w jakim jest nim thriller o katastrofie kolejowej albo o pościgu autostradą: w nich również występują przesadzone zbiegi okoliczności i skumulowane dla celów fabularnych tragedie. Podobnie jak „Apollo 13” – „GRAWITACJA” TO DOBRZE NAKRĘCONY DRAMAT Z AKCJĄ UMIESZCZONĄ W KOSMOSIE dnia dzisiejszego lub wczorajszego."

(03-12-2014, 20:38)Mefisto napisał(a): Trochę się zapędziłeś, biorąc pod uwagę, że zapodany przez Ciebie cytat sam Grawitację umieszcza w s-f, gdyż ta 'ponosi porażkę w staraniach zachowania łączności z aktualnym stanem nauki' - w przeciwieństwie do takiego Interstellara właśnie Uśmiech

Cytat który wkleiłem wcześniej odnosi się do prestiżu (co wyraźnie zaznaczyłem w poprzedzającym go zdaniu...), cytatu odnoszącego się do grawitacji nie wklejałem bo myślałem, że każdy przynajmniej przebrnie przez początek tekstu Dukaja. Niemniej jakby ktoś jeszcze potrzebował z polskiego na nasze: grawitacja NIE JEST filmem sci-fi wg. Dukaja, w pewnych kręgach autorytetu w dziedzinie sci-fi Uśmiech

Proszę się tak nie spieszyć z tymi wszystkimi: "sorry myliłem się" i "w sumie to chuja się znam, wybaczcie" bo jeszcze forum nie wytrzyma takiego napływu postów Oczko
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
To był na forum ktoś kto upierał się przy tym, że Gravity to sci-fi? Ja pamiętam, że wszyscy zgodnie przyznali, że to po prostu dramat w kosmosie, bo fantastycznych elementów brak.

(03-12-2014, 15:40)und3r napisał(a): Dukaj jak to Dukaj, wymiótł dokumentnieUśmiech Swoją drogą, gość jest jakimś tytanem organizacji czasu, że przy takiej płodności twórczej i czytaniu po 20-40 książek miesięcznie (pamiętam z wywiadu) ma jeszcze kiedy oglądać te wszystkie niszowe filmy...
Nie żebym mu coś ujmował, ale zawód pisarza ma to do siebie, że możesz siedzieć miesiącami w swoim domku w lesie, czytać po książce dziennie, oglądnąć ze 2 filmy, samemu popisać kilka godzin i akurat dzień zleci - jak dla mnie to pikuś w porównaniu z prezesami dużych firm.


Odpowiedz
(04-12-2014, 11:11)simek napisał(a): To był na forum ktoś kto upierał się przy tym, że Gravity to sci-fi? Ja pamiętam, że wszyscy zgodnie przyznali, że to po prostu dramat w kosmosie, bo fantastycznych elementów brak.

Gdyby tak było i wszyscy zgadzali się ze sobą, to w ogóle nie wywiązałaby się ta dyskusja, c'nie? Uśmiech

(03-12-2014, 15:40)und3r napisał(a): Nie żebym mu coś ujmował, ale zawód pisarza ma to do siebie, że możesz siedzieć miesiącami w swoim domku w lesie, czytać po książce dziennie, oglądnąć ze 2 filmy, samemu popisać kilka godzin i akurat dzień zleci - jak dla mnie to pikuś w porównaniu z prezesami dużych firm.

Ja to w ogóle nie wiem jak człowiek posiadający uczciwą pracę może czytać cokolwiek. Ja to biorę książkę do reki i zasypiam po 30 stronach, nieważne jak bardzo podoba mi się to co czytam. Najpierw z tym walczyłem, ale okazało się, że przez to przesypiam wszystkie wieczory i stopniowo przestałem walczyć, jakiś czas jeszcze kupowałem książki i odkładałem na "święte nigdy", teraz to walczę ze sobą żeby nie kupować książek bo i tak ich nie przeczytam Oczko
Z drugiej strony nawet w najlepszym momencie byłem w stanie przerobić jedną książkę w 3 dni (zakładając, że mówimy tu o solidnej książce 500 stron a nie jakichś popierdułkach po 200 dużą czcionką), więc gdybym nic innego nie robił (zwłaszcza nie chodził do szkoły czy do roboty, np. w wakacje) to w najlepszym razie byłoby 10 książek miesięcznie, ale warto jeszcze czasem zrobić coś innego, zagrać w coś, pobiegać z psem, obejrzeć coś, spotkać się z jakimś człowiekiem or shit like that - obstawiałbym więc 5 książek miesięcznie jako absolutny max nawet dla hardcoreowego nerda. 30-40 książek miesięcznie to jakieś absolutne sci-fi, albo cyborg albo wybraniec z wtyczką w mózgu do bezpośredniego podłączenia do komputera. Kolejna kwestia, że wielu pisarzy pisarstwo opisuje jako normalną harówkę do której trzeba usiąść na te 8h dziennie i tłuc w klawisze więc dopóki gość nie sypia 2h na dobę i nie ma służby która mu wytrze dupę, to i tak na czytanie zostaje mu ze 4h dziennie, co oznacza, że w 4h czyta od 1 do 1,5 książki.
Hmmmmmmm....
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
Cytat:"Wbrew powszechnemu mniemaniu, „Grawitacja” jest bowiem filmem fantastyczno-naukowym jedynie w tym stopniu, w jakim jest nim thriller o katastrofie kolejowej albo o pościgu autostradą: w nich również występują przesadzone zbiegi okoliczności i skumulowane dla celów fabularnych tragedie. Podobnie jak „Apollo 13” – „GRAWITACJA” TO DOBRZE NAKRĘCONY DRAMAT Z AKCJĄ UMIESZCZONĄ W KOSMOSIE dnia dzisiejszego lub wczorajszego."

IGZAKLI.

Cytat:To był na forum ktoś kto upierał się przy tym, że Gravity to sci-fi?

Taki jeden Mefiś Uśmiech

Odpowiedz
Cytat:Gdyby tak było i wszyscy zgadzali się ze sobą, to w ogóle nie wywiązałaby się ta dyskusja, c'nie? Uśmiech
Raczej temat pojawił się dlatego, że na wielu stronach Grawitacja to sci-fi (chociażby filmweb, żeby nie szukać daleko), a my tutaj na forum wiemy lepiej, że to nie sci-fi Uśmiech

Odpowiedz
(04-12-2014, 11:11)simek napisał(a): Nie żebym mu coś ujmował, ale zawód pisarza ma to do siebie, że możesz siedzieć miesiącami w swoim domku w lesie, czytać po książce dziennie, oglądnąć ze 2 filmy, samemu popisać kilka godzin i akurat dzień zleci - jak dla mnie to pikuś w porównaniu z prezesami dużych firm.

Kiedy pisanie, to nie tylko pisanie samo w sobie, ale i w chuj innych rzeczy, jak reaserch chociażby, poprawianie tego, co napisałeś dzień wcześniej czy rozplanowywanie akcji, a to wszystko zajmuje mimo wszystko w chuj czasu. Naprawdę nie wiem skąd bierze się przekonanie, że jeśli się pisze, to nic się nie robi, tudzież postuka się w klawisze kilka godzin i po sprawie. I jeszcze to porównanie do czego - do prezesa dużych firm, znaczy się miśków, którzy cały dzień siedzą za biurkiem, grają w pasjansa i czekają aż im sztab ludzi zrobi wszystko (że ogólnie o tych wszystkich biurowych robotach nie wspomnę, gdzie ludzie siedzą niby to w pracy, ale generalnie dostają pensję za nudzenie się w necie od 9 do 5 i niewiele z tego wynika) Uśmiech
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Toć to zalezy od ksiazki. Do jednych musisz robić risercz, do innych nie. Jedni pisarze siedzą miesiącami nad ksiazka czy scenraiuszem, a inni nic nie pisza przez długi czas i wypluwają materiał w miesiac albo dwa.

Odpowiedz
(04-12-2014, 17:04)Crov napisał(a): Toć to zalezy od ksiazki. Do jednych musisz robić risercz, do innych nie.
Ale akurat Dukaj pisze takie książki, że mega-risercz aż się z nich wylewa. Taki Lód paruje (edit: sublimujeJęzyk) włożonym w pisanie riserczem. Zresztą z tych 40 książek miesięcznie to pewnie 3/4 jest risercz do tego, co właśnie pisze lub napisać planuje. Oglądanie tych wszystkich filmów i seriali (nawet niezależnych) też pewnie można w pewien sposób traktować jako "pracę", w sensie szukanie inspiracji do swoich fabuł itp.

@Mef
Ale teraz żeś w drugą stronę poleciał strasznie "plebejskim" wyobrażeniem pracy prezesa dużej firmyJęzyk Akurat CEO mają tyle na głowie że "przeciętny Kowalski", który nigdy niczym nie zarządzał, by się wyłożył na ryj nawet jakby dostał 1/20 obowiązków prezesa. Nie bez powodu ci ludzie tyle zarabiają. BA! Bardzo dobre pieniądze zarabiają też utalentowane asystentki, które przecież mają "tylko" grafik prezesowi ustawić.

Odpowiedz
(04-12-2014, 17:59)und3r napisał(a): Oglądanie tych wszystkich filmów i seriali (nawet niezależnych) też pewnie można w pewien sposób traktować jako "pracę", w sensie szukanie inspiracji do swoich fabuł itp.
Właśnie o tym mowie, mowiac "nic nie pisze przez długi czas". Ale jezeli chcesz uznawac zaliczanie seriali, filmow i ksiazek za risercz no to chłop nic innego nie robi tylko pracuje. Oczko I wierze, że Dukaj siedzi nad jakimis naukowymi opracowaniami czy czymś i robi prawdziwy risercz - nie czytalem nic jego. Mowie tylko, ze u roznych pisarzy to roznie wyglada.

Odpowiedz
Poszybowaliśmy daleko z off topem, ale cóż.

(04-12-2014, 17:16)Mefisto napisał(a): Kiedy pisanie, to nie tylko pisanie samo w sobie, ale i w kurcze pieczone innych rzeczy, jak reaserch chociażby
Reaserch=czytanie innych książek/artykułów, dokładnie to napisałem.
Cytat:poprawianie tego, co napisałeś dzień wcześniej
Czyli pisanie, tylko jeszcze raz.
Cytat:rozplanowywanie akcji
Czyli myślenie o tym co napisać. Można to robić na przykład łowiąc ryby.
Cytat:Naprawdę nie wiem skąd bierze się przekonanie, że jeśli się pisze, to nic się nie robi, tudzież postuka się w klawisze kilka godzin i po sprawie
Nigdzie nie napisałem, że pisanie książek to nic nie robienie, albo, że jest to łatwe. Najpewniej bywa to ciężka praca, ale nie da się zaprzeczyć, że można ją wykonywać w komfortowych warunkach i w ramach tej pracy czytać sobie inne książki i oglądać filmy.
Cytat:I jeszcze to porównanie do czego - do prezesa dużych firm, znaczy się miśków, którzy cały dzień siedzą za biurkiem, grają w pasjansa i czekają aż im sztab ludzi zrobi wszystko
Ty w urzędzie pracujesz, że masz takie wyobrażenie o prezesach? und3r dobrze pisze, że zwykły szaraczek jakby miał zastąpić takiego prezesa to by nie wiedział gdzie ręce włożyć.


Odpowiedz
Mefisto, po co w ogole cytujesz? Wystarczylo, ze bys napisal "nie-e" i mialoby to tyle samo wartości. Oczko Są pisarze, którzy piszą tak, i którzy piszą tak. Jedni robią wielki risercz, piszą dzień w dzień, a inni piszą tylko, kiedy mają wene i risercz jest dla nich drugorzędny. Ale żadna kariera to przecież nie leżenie tylko dupą do góry i tyle, chyba, że masz naprawde wielki sukces i zarobiles kupe kasy na scenariuszu albo ksiązce, że mozesz sobie pozwolic na medytowanie rok nad jeziorem. Oczko

Widzicie? Przyszedl wielki mędrzec Crov i jak wielki mędrzecz wszystko wyjasil.

A teraz spylać mi z tematu, bo jak przyjdzie Lolrens to chce miec tu czysto, zeby moc sie ponabijac spokojnie z Interstellar w jego obecnosci. Duży uśmiech

Odpowiedz
(05-12-2014, 02:28)Crov napisał(a): Mefisto, po co w ogole cytujesz? Wystarczylo, ze bys napisal "nie-e" i mialoby to tyle samo wartości. Oczko

fixed Uśmiech

Cytat:Są pisarze, którzy piszą tak, i którzy piszą tak. Jedni robią wielki risercz, piszą dzień w dzień, a inni piszą tylko, kiedy mają wene i risercz jest dla nich drugorzędny.

Przede wszystkim to zależy od historii, na jaką się porywasz, bo jak chcesz obsadzić dobre story w jakimś XIX-wiecznym Amsterdamie, to sorry - żadna wena ci nie pomoże Uśmiech Także nie wiem po co rozdzielasz to na osoby - równie dobrze mogłeś nic nie napisać i temat umarłby śmiercią naturalną Uśmiech
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości