Interstellar (2014)
Bardzo mi się podoba ten diagram. Uśmiech

Odpowiedz
(21-01-2015, 22:51)Grievous napisał(a): Tutaj obrazowe wyjaśnienie sceny do której pijesz:
Ty go zrobiłeś? Jeśli tak, to szacun. Piękne Uśmiech

Swoją drogą to świetny pomysł na większy cykl!

Odpowiedz
A dziękować, dziękować Uśmiech

Odpowiedz
(21-01-2015, 22:40)Capt. Nascimento napisał(a): Powiem jeszcze krótko. Przeczytałem sporo literatury s-f. I gdy wspomnę sobie dzieła takich klasyków jak Lem, Clarke, Asimov, Dick, Zajdel, Strugaccy, Bester, Bradbury, Orwell, McCarthy, Huxley, Herbert, Scott Card, Heinlein...

A potem słyszę jak ktoś mówi że wynaturzenia na poziomie gimnazjum, fabuła uproszczona do granic możliwości dla tępego pożeracza popcornu, obrobiona w stylistyce typowego hollywoodzkiego blockbustera, jest nazywana ambitnym dziełem s-f i dziełem sztuki - ręce mi opadają.

Weźcie się ludzie do książek bo wstyd sobie robicie.

Rozumiem, że to do mnie? Nie wiem tylko dlaczego nagle mamy się obrażać. Plus tym bardziej mnie ta lista autorów nie imponuje, gdyż znam ich dobrze.

Cóż pozostaje mi tylko liczyć, że przeczytałeś książki tych autorów dokładniej, niż oglądnąłeś "Interstellar". Gdyż wiadomo można krytykować, czy nawet hejcić jak niektórzy, ale nie można rzeczy wymyślać z kosmosu.
A niestety coś za dużo tutaj sytuacji, zdarzeń i faktów mieszasz. O czym już nawet Mierzwiak zauważył, któremu w nie można zarzucić, że jest fanem tego filmu. Oczko

Przy czym ktoś kiedyś powiedział, że ja sam posiadam 95% empatii całego forum. Ale to chyba nie do końca prawda, gdyż coraz więcej osób troszczy się, abym sobie nie robił sobie wstydu. Doceniam to, ale jednak jak to powiedział Dr Brand, będę podążał za głosem mojego serca. Uśmiech

@Grievous - bardzo udane, podoba mi się. Uśmiech

P.S. Jak w Ulicy Sezamkowej możemy powiedzieć, że sponsorami dzisiejszej dyskusji była wyrazy "Klisza" i "Kwantyfikacja Miłości" Oczko
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Lawrence napisał(a):Rozumiem, że to do mnie? Nie wiem tylko dlaczego nagle mamy się obrażać. Plus tym bardziej mnie ta lista autorów nie imponuje, gdyż znam ich dobrze.

Przede wszystkim do Ciebie. Nie strzelaj fochów.

Lawrence napisał(a):Cóż pozostaje mi tylko liczyć, że przeczytałeś książki tych autorów dokładniej, niż oglądnąłeś "Interstellar". Gdyż wiadomo można krytykować, czy nawet hejcić jak niektórzy, ale nie można rzeczy wymyślać z kosmosu.
A niestety coś za dużo tutaj sytuacji, zdarzeń i faktów mieszasz. O czym już nawet Mierzwiak zauważył, któremu w nie można zarzucić, że jest fanem tego filmu. Oczko

Piękny trolling mi tu uprawiasz. Zdawałem relację oglądając ostatnie 20 minut, nie pisałem z pamięci. Oczywiście dla Ciebie to jest za mało dokładnie bo napisałem "Anne Hathaway widziała McCounagheya" (a nie widziała go w wyobraźni tylko czuła - who gives a f***), albo pomnik który był nie ku czci Hathaway tylko załogi.
A slow motion - spowolnione tempo.

Wijesz się w każdą stronę by zmienić temat i pod płaszczykiem tej uprzejmości zdyskredytować rozmówcę. Oczko

Jeśli czytałeś wybitne książki s-f, powiedzmy Solaris czy choćby Odyseję Kosmiczną z której ten film jest zżynką przemieloną dla tępego widza, a mimo to nadal twierdzisz że Interstellar to arcydzieło i mądry, piękny film bez wad, dzieło sztuki... dalszą część pozostawię wyobraźni by zaoszczędzić złośliwości.

Unikasz 90% argumentów i odpowiadasz tylko na to co Ci pasuje, pierdzieląc przez pół wypowiedzi jaki to jesteś uprzejmy, empatyczny jak pluszowy misio i w ogóle przepraszasz pół świata a potem i tak piszesz docinki (nie mówię że jestem wzorem uprzejmości, ale chociaż nie zgrywam świętoszka i odnoszę się do cudzych argumentów starając prowadzić dyskusję).

I rozmowa z Tobą jest denerwująca gdy odpowiadasz tylko na ten fragment który Ci odpowiada, najlepiej przypieprzając się o to że literka w wypowiedzi nie taka jak trzeba, co świadczy że najwyraźniej nie oglądałem filmu, nawet gdy relacjonuję go na żywo.

Lawrence napisał(a):Przy czym ktoś kiedyś powiedział, że ja sam posiadam 95% empatii całego forum.

Nie obchodzi mnie ile % empatii całego forum posiadasz.

Lawrence napisał(a):P.S. Jak w Ulicy Sezamkowej możemy powiedzieć, że sponsorami dzisiejszej dyskusji była wyrazy "Klisza" i "Kwantyfikacja Miłości" Oczko

Właśnie przez Twoje unikanie odpowiedzi na argumenty musiałem powtórzyć kilka razy słowo "klisza" i "love is quantifiable".

Lawrence napisał(a):P.S. Jak w Ulicy Sezamkowej możemy powiedzieć, że sponsorami dzisiejszej dyskusji była wyrazy "Klisza" i "Kwantyfikacja Miłości" Oczko

W skrócie wszystko co napisałem to dla Ciebie żart, który sobie pominiesz, strzelisz sucharka i mrugniesz okiem sam do siebie.
Zaprawdę jesteś uosobieniem życzliwości i empatii, jak sam mówisz.

Tu przykładowy argument który sobie pominąłeś:

ja napisał(a):Jeśli nie widzisz różnicy to zaraz Ci ją pokażę.

"ktoś za pomocą krwi z prehistorycznego komara wskrzesza dinozaury i tworzy park rozrywki"

"terapeuta zastraszonego dziecka okazuje się duchem"

"ktoś sprowadza samego siebie z przyszłości do miejsca w którym właśnie się znajduje żeby móc odkryć że miłość kwantyfikuje się poza przestrzenią będąc rozwiązaniem zagadki wszechśwata i pozwalając przesłać córce równanie matematyczne ratujące mieszkańców Ziemi od śmierci z głodu i braku tlenu zza ponad czterowymiarowego tesseraktu położonego za szafą jego domu, gdzie dociera podróżą kosmiczną przez tunel czasoprzestrzenny i sprawdzając kolejne planety wlatuje do czarnej dziury"

PROSTOTA! A tu Nolan przeskoczył rekina tworząc coś co przypomina bardziej bełkot psychotycznego schizofreniko-paranoika w wariatkowie niż pełnoprawny scenariusz s-f.

Oprócz przekombinowanego, nie mającego sensu scenariusza, do którego widz musi dobudować niemalże cały tom książki by w ogóle to co się dzieje miało sens, mamy do czynienia z:

- dziurami scenariuszowymi:
*superludzie przyszłości egzystujący poza 4 wymiarami - ponad czasem - nie potrafią wysłać jednej **** wiadomości. Którą da się wysłać kodem morse'a. Muszą sprowadzić jednego człowieka przez pół kosmosu, żeby sprowadził sam siebie w to samo miejsce jeszcze raz, czekając aż jego robot sprawdzi mechanikę kwantową, a on potem popuka w ścianę stworzonego przez nich teseraktu by przez ich tuneleczasowszystkoprzestrzene dotarło do córki równanie.
Zajebiście spójne i sensowne no nie?

* te istoty robią tunel czasoprzestrzenny koło Saturna, bo cholera wie czemu nie mogli go zrobić bliżej

* NASA nie wiedziało o McCounagheyu ale jak za dotknięciem magicznej różdżki w ciągu sekundy stał się ich jedyną nadzieją

* nie wiadomo co nagle wysysa tlen z atmosfery i niszczy całą glebę, uniemożliwiając produkcję roślin i tlenu - jak zwykle trzeba kompletnie zawiesić wiarę, logikę i dobudować pół scenariuszu za Nolana

* na orbicie wodnej planety czas leci w miarę normalnie, ale wystarczy zejść kilka kilometrów niżej i czas zaczyna zapieprzać tysiące razy szybciej

* Romilly zajebiście lekko zniósł 20 lat życia samemu na statku. Jak udało mu się nie zwariować, czy statek miał zapas żywności i napojów na 20 lat, cholera wie. Czemu wolał siedzieć sameu zamiast kimnąć się po parę lat czekając na Coopera i Hathaway, oszczędzając surowce i własny organizm?

- płaskie postacie
- fatalne dialogi
- tani dramatyzm vide wątek Casey Afflecka który jest równie przydatny dla filmu jak Alfrid dla Bitwy pięciu armii, albo Jessica Chastain i jej równanie, czy jakieś dziwne wizje między McCounagheyem i Hathaway - cholera wie czy chodzi o miłość, cholera wie o co tu w ogóle chodzi.
- słabo zarysowana, naciągana wizja świata
- hollywoodzkość w złym wydaniu
- niewykorzystany potencjał kosmosu

Odpowiedz
Cytat:Powiem jeszcze krótko. Przeczytałem sporo literatury s-f. I gdy wspomnę sobie dzieła takich klasyków jak Lem, Clarke, Asimov, Dick, Zajdel, Strugaccy, Bester, Bradbury, Orwell, McCarthy, Huxley, Herbert, Scott Card, Heinlein...

A potem słyszę jak ktoś mówi że wynaturzenia na poziomie gimnazjum, fabuła uproszczona do granic możliwości dla tępego pożeracza popcornu, obrobiona w stylistyce typowego hollywoodzkiego blockbustera, jest nazywana ambitnym dziełem s-f i dziełem sztuki - ręce mi opadają.

A ja znam większość tych autorów i fabuła Interstellar nie wydaje mi się wynaturzeniem na poziomie gimnazjum. Owszem, brakuje głębi w porównaniu do książek Lema, ale podaj mi przykład rozrywkowego filmu za miliony dolarów, który by tą głębią dorównywał.

Cytat:superludzie przyszłości egzystujący poza 4 wymiarami - ponad czasem - nie potrafią wysłać jednej **** wiadomości. Którą da się wysłać kodem morse'a. Muszą sprowadzić jednego człowieka przez pół kosmosu, żeby sprowadził sam siebie w to samo miejsce jeszcze raz, czekając aż jego robot sprawdzi mechanikę kwantową, a on potem popuka w ścianę stworzonego przez nich teseraktu by przez ich tuneleczasowszystkoprzestrzene dotarło do córki równanie. Zajebiście spójne i sensowne no nie?

Tak, zajebiście spójne. Po pierwsze, podejrzewam, że ich interwencja była na tyle subtelna z tego samego powodu, dla którego w wielu filmach o podróżach w czasie, postacie które odbyły taką podróż starają się zachowywać jak najmniej inwazyjnie - żeby nie zaburzać linii czasoprzestrzennej bardziej niż można i żeby nie zryć ludziom głów, bo informacja o podróżowaniu w czasie mogłaby być bardzo szokująca. A po drugie i najważniejsze, wszystko się udało, prawda? Wielowymiarowe istoty podjęły taką interwencję, która skutkowała pełnym sukcesem, nie? To nie była gra w ciemno i ryzyko, bo kierując akcje na takie tory poprzez pozornie niewielkie ingerencje, te istoty znały już wynik Oczko Poza tym, może Jessica nie zajęła by się tym problemem gdyby jej ojciec nie poleciał w kosmos na wiele lat?

Z punktu widzenia wielowymiarowych, wyższych istot, akcja przedstawiona w Interstellar nie musiała być logistycznie bardziej skomplikowana od wysłania tłumaczącego wszystko listu z gotowym równaniem do centrali NASA, więc chyba lepiej zrobić to w taki sposób, żeby ludzkość zawdzięczała sukces przede wszystkim sobie.

Cytat:* te istoty robią tunel czasoprzestrzenny koło Saturna, bo cholera wie czemu nie mogli go zrobić bliżej

Tu mogę powtórzyć to, co napisałem wyżej. I wydaje mi się, że taki tunel czasoprzestrzenny blisko Ziemi mógłby jednak nie umknąć spojrzeniu choćby pasjonatów astronomii i zrobić niepotrzebny szum. I czy taki tunel nie jest przypadkiem czarną dziurą, która w jakiś sposób zaburza otoczenie? Wydaje mi się, że bezpiecznym jest "stawianie" takiego obiektu gdzieś dalej niż bliżej. Ale na tyle blisko, żeby dało się tam dolecieć. I tak jest w Interstellar.

Cytat:NASA nie wiedziało o McCounagheyu ale jak za dotknięciem magicznej różdżki w ciągu sekundy stał się ich jedyną nadzieją

Nazwij to kliszą jak chcesz. A według mnie, na tym polegają filmy i tym różnią się od rzeczywistości. Motywy "ratowania świata przez jedną osobę" i "od zera do bohatera" są czymś normalnym, a wręcz pożądanym przeze mnie w takim kinie. Poza tym, Caine całkiem sensownie tłumaczy to Copperowi.

Cytat:nie wiadomo co nagle wysysa tlen z atmosfery i niszczy całą glebę, uniemożliwiając produkcję roślin i tlenu - jak zwykle trzeba kompletnie zawiesić wiarę, logikę i dobudować pół scenariuszu za Nolana

Wszyscy zarzucają Nolanowi łopatalogię, a nagle zrobił coś pięknie subtelnego i też jest źle... Ja nie zawieszam logiki, uważam, że informacje podane w filmie są wystarczające do tego, żeby wyrobić sobie wyobrażenie. A taka wyniszczająca choroba roślinności wydaje mi się spokojnie mieścić w spektrum różnych katastrof, którymi raczy mnie S-F.

Cytat:na orbicie wodnej planety czas leci w miarę normalnie, ale wystarczy zejść kilka kilometrów niżej i czas zaczyna zapieprzać tysiące razy szybciej

Nie wiem jak to się ma do rzeczywistości, pewnie nijak, ale jakie to ma znaczenie? Nagle odkryłeś, że kino zawsze upraszcza, prawdę wymieniając za efektywność? A mnie się taka wizja podoba.

Cytat:Romilly zajebiście lekko zniósł 20 lat życia samemu na statku. Jak udało mu się nie zwariować, czy statek miał zapas żywności i napojów na 20 lat, cholera wie. Czemu wolał siedzieć sameu zamiast kimnąć się po parę lat czekając na Coopera i Hathaway, oszczędzając surowce i własny organizm?

A Romilly nie miał przypadkiem badać czarnej dziury? Na jego miejscu też pewnie bym się położył i wszystko przespał, ale on chciał uratować Ziemię, a jedyną rzeczą jaką mógł zrobić, to poświęcenie każdej wolnej chwili na badanie osobliwości. I może jasny, konkretny cel, olbrzymia odpowiedzialność i wielka motywacja pozwoliły mu zachować trzeźwość umysłu?

Cytat:płaskie postacie

Nie.

Cytat:fatalne dialogi

Nie.

Cytat:tani dramatyzm vide wątek Casey Afflecka który jest równie przydatny dla filmu jak Alfrid dla Bitwy pięciu armii, albo Jessica Chastain i jej równanie, czy jakieś dziwne wizje między McCounagheyem i Hathaway - cholera wie czy chodzi o miłość, cholera wie o co tu w ogóle chodzi.

Wątek Caseya jest przydatny, ponieważ pokazuje degradację Ziemi i brat jest ciekawym kontrastem dla siostry, tzn. fajna jest różnica między ich reakcjami na wyprawę Coopera. I nie wiem co jest nie tak z wątkiem równania i Jessici Chastain. A chore wizje już tłumaczyłem.

Cytat:słabo zarysowana, naciągana wizja świata

Subtelnie zarysowana, intrygująca wizja świata.

Cytat:hollywoodzkość w złym wydaniu

Hollywoodzkość w najlepszym wydaniu.

Cytat:niewykorzystany potencjał kosmosu

Potencjał kosmosu wykorzystany w pełni, chociaż nie jest to pójście na łatwiznę i próba wzbudzenia zachwytu na poziomie zdjęć NASA. Ale o tym pisałem w poprzednich postach.

Owszem, nie musisz się zgadzać, bo piszę tylko za siebie. Ale wiedz, że ktoś może być zachwycony filmem Nolana, wcale nie uważać go za najdoskonalsze i najmądrzejsze arcydzieło kinematografii. Ale i nie musi mówić sobie "ten film jest strasznie głupi, ale i tak go lubię". Bo nie widzę w nim więcej głupot i uproszczeń niż w innych blockbusterach.

Odpowiedz
Chyba jako jeden z nielicznych będę po środku. Interstellar nie jest genialnym filmem, ale nie jest też dnem, na jakie go niektórzy kreują. Jasne, ma słabe elementy, nawet bardzo słabe, ale są one przecież równoważone przez naprawdę fajne patenty. Nolan nie zrobił na mnie cholera wie jak wielkiego wrażenia, nakręcił po prostu poprawny film, przeciętniak taki, z paroma wyróżniającymi się detalami (roboty, Gargantua, Wormhole, teserakt, w sumie to wszystko co jest w kosmosie), z małą rudą która zagrała chyba najlepiej ze wszystkich w filmie (aż dziwne, że wcześniej występowała w Zmierzchu u boku Stewart i Pattinsonsa), z paroma słabiznami (niepotrzebne twisty, nawrzucanie masy niepotrzebnych postaci, głupotki zza regału z książkami, niewykorzystanie nawet w maleńkim stopniu potencjału jaki drzemie w obcych planetach, przecież nawet księżyc Europa jest ciekawszy niż nolanowska Islandia!) ale... nie jest to zła rzecz. Ojciec był zachwycony, ja nie za bardzo, ale nie zgrzytałem zębami i nie rwałem włosów z głowy. Ot, średniak, takie filmwebowe sześć albo siedem na dziesięć. Nie więcej.

Odpowiedz
Patyczak napisał(a):Tak, zajebiście spójne. Po pierwsze, podejrzewam, że ich interwencja była na tyle subtelna z tego samego powodu, dla którego w wielu filmach o podróżach w czasie, postacie które odbyły taką podróż starają się zachowywać jak najmniej inwazyjnie - żeby nie zaburzać linii czasoprzestrzennej bardziej niż można i żeby nie zryć ludziom głów, bo informacja o podróżowaniu w czasie mogłaby być bardzo szokująca. A po drugie i najważniejsze, wszystko się udało, prawda? Wielowymiarowe istoty podjęły taką interwencję, która skutkowała pełnym sukcesem, nie? To nie była gra w ciemno i ryzyko, bo kierując akcje na takie tory poprzez pozornie niewielkie ingerencje, te istoty znały już wynik Oczko Poza tym, może Jessica nie zajęła by się tym problemem gdyby jej ojciec nie poleciał w kosmos na wiele lat?

Nie zryć ludziom głów na planecie pozbawionej mediów i państw?
Jakaś anomalia astronomiczna w świecie w którym Ziemia zaczyna truć glebę i wysysać tlen z atmosfery wzbudziłaby wielką panikę?
Szczególnie gdy jest to jak mówią bohaterowie filmu jedyna nadzieja dla Ziemian?

Wszystko się udało... oczywiście że się udało bo tak chciał scenarzysta.

Wystarczyło wysłać do profesora z NASA równanie (nawet już wiedzieli o jakiejś rasie która próbuje im coś wysłać, dając znaki na Ziemi i tworząc tunel czasoprzestrzenny), ale tym superinteligentnym istotom wydawało się że lepiej poczekać kilkadziesiąt lat aż ludzie zaczną zdychać z głodu i braku tlenu, ryzykując wszystko w kilkukrotnej podróży przez pół kosmosu, z człowiekiem wysyłającym samego siebie w pętli czasowej.

Patyczak napisał(a):Z punktu widzenia wielowymiarowych, wyższych istot, akcja przedstawiona w Interstellar nie musiała być logistycznie bardziej skomplikowana od wysłania tłumaczącego wszystko listu z gotowym równaniem do centrali NASA, więc chyba lepiej zrobić to w taki sposób, żeby ludzkość zawdzięczała sukces przede wszystkim sobie.

NASA już wtedy wiedziało że dostają sygnały od jakiejś rasy, że ta rasa stworzyła tunel czasoprzestrzenny.

Patyczak napisał(a):Tu mogę powtórzyć to, co napisałem wyżej. I wydaje mi się, że taki tunel czasoprzestrzenny blisko Ziemi mógłby jednak nie umknąć spojrzeniu choćby pasjonatów astronomii i zrobić niepotrzebny szum. I czy taki tunel nie jest przypadkiem czarną dziurą, która w jakiś sposób zaburza otoczenie? Wydaje mi się, że bezpiecznym jest "stawianie" takiego obiektu gdzieś dalej niż bliżej. Ale na tyle blisko, żeby dało się tam dolecieć. I tak jest w Interstellar.

W świecie pozbawionym mediów, rządów, państw i armii, anomalia astronomiczna na planecie która zatruwa sobie glebę i wysysa tlen z atmosfery wzbudzi wielką panikę?
Podczas gdy NASA wie że to jedyna droga ucieczki i znak od innej rasy? Gdy to właśne NASA organizuje ucieczkę?

Patyczak napisał(a):Nazwij to kliszą jak chcesz. A według mnie, na tym polegają filmy i tym różnią się od rzeczywistości. Motywy "ratowania świata przez jedną osobę" i "od zera do bohatera" są czymś normalnym, a wręcz pożądanym przeze mnie w takim kinie. Poza tym, Caine całkiem sensownie tłumaczy to Copperowi.

Widzisz jak bardzo musisz tłumaczyć nonsensy tego filmu?
Tu wszystko dzieje się jak za dotknięciem magicznej różdżki Nolana.

Argument "filmy na tym polegają że różnią się od rzeczywistości"... argument który słyszę często apropo dziur scenariuszowych.
Film może tworzyć fikcję, ale musi się trzymać w pewnych ramach logiki.
A to zbyt logiczne nie jest.

Patyczak napisał(a):Wszyscy zarzucają Nolanowi łopatalogię, a nagle zrobił coś pięknie subtelnego i też jest źle... Ja nie zawieszam logiki, uważam, że informacje podane w filmie są wystarczające do tego, żeby wyrobić sobie wyobrażenie. A taka wyniszczająca choroba roślinności wydaje mi się spokojnie mieścić w spektrum różnych katastrof, którymi raczy mnie S-F.

Wyobrażenie nie wiadomo czego, niemożliwego do wystąpienia.
Znowu magiczna różdżka Nolana.

Patyczak napisał(a):Nie wiem jak to się ma do rzeczywistości, pewnie nijak, ale jakie to ma znaczenie? Nagle odkryłeś, że kino zawsze upraszcza, prawdę wymieniając za efektywność? A mnie się taka wizja podoba.

Wszystko tak będziesz tłumaczył? "To nie ma sensu, ale ja nie potrzebuję sensu"
W filmie do którego zdaniem Nolana trzeba przeczytać książkę poświęconą fizyce kwantowej, takie rzeczy?

Piszesz że postacie nie są płaskie a dialogi są dobre? Give me a break.

Patyczak napisał(a):Wątek Caseya jest przydatny, ponieważ pokazuje degradację Ziemi i brat jest ciekawym kontrastem dla siostry, tzn. fajna jest różnica między ich reakcjami na wyprawę Coopera. I nie wiem co jest nie tak z wątkiem równania i Jessici Chastain. A chore wizje już tłumaczyłem.

Ło jezu to Casey Affleck jest przydatny i jest dobrym wątkiem filmu?
Na tym etapie jestem przekonany że COKOLWIEK by się tam nie działo i tak broniłbyś rękoma i nogami.

Patyczak napisał(a):Subtelnie zarysowana, intrygująca wizja świata.

Kompletnie niewyjaśniona, niemożliwa do wystąpienia.

Patyczak napisał(a):Potencjał kosmosu wykorzystany w pełni, chociaż nie jest to pójście na łatwiznę i próba wzbudzenia zachwytu na poziomie zdjęć NASA. Ale o tym pisałem w poprzednich postach.

Pójście na łatwiznę w pokazaniu prawdziwego kosmosu? Człowieku przecież to była fantastyczna okazja by te zdjęcia NASA pokazać w większym zbliżeniu. Kosmos potrafi zapierać dech w piersiach a tu mamy poza tunelem fale wodne i góry lodowe (teserakt nie jest elementem kosmosu). Poza tym większość kosmosu to ciemność albo ujęcia wewnątrz kokpitu, jakby Nolan na siłę unikał pokazania czegoś więcej.

Patyczak napisał(a):Owszem, nie musisz się zgadzać, bo piszę tylko za siebie. Ale wiedz, że ktoś może być zachwycony filmem Nolana, wcale nie uważać go za najdoskonalsze i najmądrzejsze arcydzieło kinematografii. Ale i nie musi mówić sobie "ten film jest strasznie głupi, ale i tak go lubię". Bo nie widzę w nim więcej głupot i uproszczeń niż w innych blockbusterach.

W porównaniu do Lawrence'a nadal masz stonowane zdanie o tym filmie.

Każdy ma prawo lubić czy zachwycać się Interstellar. Ale gdy pada zdanie, że "Interstellar to doskonałe, wybitne arcydzieło s-f i dzieło sztuki", do tego na forum filmowym - to już coś jest nie tak.

Odpowiedz
Cytat:Nie zryć ludziom głów na planecie pozbawionej mediów i państw?

Mimo wszystko, gdyby kosmici/rozwinięta ludzkość zaczęliby tak bezpośrednio ingerować w wydarzenia na Ziemi, mogłoby mieć to zbyt duże skutki. Popatrz co sprawił jeden człowiek dwa tysiące lat temu (wtedy też nie było mediów) i jaki to miało wpływ na świat - a nuż, ludzie odwróciliby się od techniki, która ich zawiodła, w stronę duchowości - bo taka obecność jakiejś siły w kosmosie była by olbrzymim bodźcem ku temu. I nigdy nie byliby w stanie rozwinąć się do poziomu kilkuwymiarowych istot.

A tak niby ktoś postawił czarną dziurę obok Jowisza, ale w sumie to nie wiadomo, może powstała sama z siebie?. Cooperowi nikt nie uwierzy, jego córce pewnie też nie. Ludzkość zawdzięcza sukces przede wszystkim sobie, pionerski duch unosi się w powietrzu i nasz gatunek znowu zaczyna wykorzystywać swój olbrzymi potencjał (a między innymi o tym potencjale jest ten film). Obcy nie dali nam prostej odpowiedzi i gotowego rozwiązania. Podarowali wędkę zamiast ryby, bo ryba mogłaby pogrążyć nas w stagnacji.

Cytat:Jakaś anomalia astronomiczna w świecie w którym Ziemia zaczyna truć glebę i wysysać tlen z atmosfery wzbudziłaby wielką panikę?
Szczególnie gdy jest to jak mówią bohaterowie filmu jedyna nadzieja dla Ziemian?

No, ja się nie znam, ale jestem w stanie sobie wyobrazić, że stworzenie takiej osobliwości może skutkować wyzwoleniem olbrzymiej energii, która mogłaby mocno zakłócić życie na pobliskim obszarze. I samo istnienie takiego tunelu też może to życie komplikować.

Cytat:NASA już wtedy wiedziało że dostają sygnały od jakiejś rasy, że ta rasa stworzyła tunel czasoprzestrzenny.

Ale to nie jest fakt. Stawiam, że to jest pobożne życzenie, kwestia wiary i myślenie kilku osób, a dla większości anomalia to tylko anomalia i żadna wyższa inteligencja nie maczała w niej palców.

Ale to wszystko w sumie jest nieważne, bo chyba nie zrozumiałeś mojego najważniejszego argumentu.

Piszesz:
Cytat:ale tym superinteligentnym istotom wydawało się że lepiej poczekać kilkadziesiąt lat aż ludzie zaczną zdychać z głodu i braku tlenu, ryzykując wszystko w kilkukrotnej podróży przez pół kosmosu, z człowiekiem wysyłającym samego siebie w pętli czasowej.

Dla tych istot, które nam pomogły czas nie istnieje w sposób linearny - cały czas miały świadomość tego, że misja się powiedzie, bo gdyby miało być inaczej, to zmodyfikowaliby warunki wyjściowe. A tak, nie było żadnego ryzyka, że się nam nie powiedzie. Ludzkość została uratowana? Została, więc po co roztrząsać to, że stało się to bardziej okrężną drogą. I to najmniejszym nakładem sił i kosztem jak najmniejszej ingerencji. I to jest dobre, bo inna sytuacja mogłaby mieć niefajne skutki.

I myślisz, że dla takich istot, pojedyncze byty mogłyby mieć taką wartość, żeby próbować ratować je za wszelką cenę? Liczy się przetrwanie gatunku. Poza tym, czy można by uratować większą liczbę osób? Statek był przecież tylko jeden. I myślę, że cała akcja mogła się powieść tylko w późnej fazie śmierci Ziemi, tylko wtedy ludzkość była wystarczająco zmotywowana do jej opuszczenia. Kto kilkadziesiąt lat wcześniej pomyślałby o takim scenariuszu?

Cytat:Widzisz jak bardzo musisz tłumaczyć nonsensy tego filmu?
Tu wszystko dzieje się jak za dotknięciem magicznej różdżki Nolana.

Bardzo? To bardzo proste i klarowne wytłumaczenie. Oszukuj się dalej, że istnieją filmy nie oparte na żadnych schematach i archetypach. Filmy, które nie idealizują rzeczywistości i nie wtłaczają je w jakieś ramy. Parafrazując przesłanie "Prestiżu" mogę rzec, że ludzie uwielbiają być oszukiwani i każdy film jest właśnie w jakimś stopniu oszustwem. Bohaterowie w pojedynkę ratują świat, a Frodo nie leci na orle do Góry Przeznaczenia, bo zepsułoby to opowieść. A jeżeli czepiasz się tylko sposobu w jaki zostało to zobrazowane, to mogę tylko powtórzyć - mnie Caine przekonał, bo mówił całkiem sensownie.

Cytat:Wyobrażenie nie wiadomo czego, niemożliwego do wystąpienia.

Nie wiadomo czego? W czasach genetycznych modyfikacji żywności i zabawy DNA chyba dość łatwo można sobie wyobrazić taką sytuację. Przynajmniej ja jestem w stanie. A czy to jest możliwe w rzeczywistości? A musi być? Ważne, że mogłoby. Literatura S-F najwyższych lotów często każe nam zawiesić niewiarę w bardziej ekstremalnych przypadkach.

Cytat:Wszystko tak będziesz tłumaczył? "To nie ma sensu, ale ja nie potrzebuję sensu"
W filmie do którego zdaniem Nolana trzeba przeczytać książkę poświęconą fizyce kwantowej, takie rzeczy?

Kino S-F nie ma uczyć fizyki, choć w Interstellar jest sporo motywów, które mają jakieś tam oparcie w nauce i spokojnie można poczytać książki o relacji grawitacji i czasu, żeby zorientować się, że rzeczy pokazane w filmie nie są całkowitą bajką. Ale film to nie wykład naukowy. Tak samo, nie przeszkadzają mi nieścisłości w filmach historycznych - taki Braveheart jest zajebisty mimo tego, że z faktami pewnie mocno się mija. A takie nieścisłości naukowe w filmie Nolana nie wpływają przecież na logikę zachowania postaci, więc dlaczego mają mi psuć wrażenia z seansu skoro nie jestem astronomem? Gdybym był lekarzem, wkurzałbym się na Dr House'a, ale na szczęście nie muszę.

Cytat:Ło jezu to Casey Affleck jest przydatny i jest dobrym wątkiem filmu?
Na tym etapie jestem przekonany że COKOLWIEK by się tam nie działo i tak broniłbyś rękoma i nogami.

Nie jest to wątek wybitny, ale mi nie przeszkadza i tak, jest przydatny. Nie jest też tak chujowy, żebym miał obniżać ocenę filmu.

Cytat:Ale gdy pada zdanie, że "Interstellar to doskonałe, wybitne arcydzieło s-f i dzieło sztuki", do tego na forum filmowym - to już coś jest nie tak.

Co ci w tym przeszkadza? Nawet gdybym tak napisał, to nie mam wrażenia, że to opinia na poziomie "ten film był zajebisty bo tak". Film trafił w moją wrażliwość i już. Jeżeli masz jakąś obiektywną listę cech, jakie powinno posiadać arcydzieło, dzieło sztuki czy po prostu świetny film, to poproszę Uśmiech

To jest chyba najlepsze w forum filmowym, że możesz pogadać na poziomie z kimś, komu podobał się film, który ty nie uznałeś za zbyt dobry. Tak narzekasz na te klisze, pozbądź się klisz z myślenia o filmach - nie ma jednego, jedynego sposobu, w jaki należałoby odbierać Interstellar Oczko

Odpowiedz
Ja tylko pragnę z tego miejsca wygłosić oficjalne oświadczenie, że patyczak praktycznie jednoosobowo przekonał mnie do obejrzenia tego filmu i nawet przystąpię do oglądania z pozytywnym nastawieniem. Dostąpi on prawdopodobnie zaszczytu projekcji na nowym projektorze z obsługą skalowania do ultraHD, bo za parę dni go będę zamawiałUśmiech

Odpowiedz
(22-01-2015, 05:01)Capt. Nascimento napisał(a): Piękny
I rozmowa z Tobą jest denerwująca gdy odpowiadasz tylko na ten fragment który Ci odpowiada, najlepiej przypieprzając się o to że literka w wypowiedzi nie taka jak trzeba, co świadczy że najwyraźniej nie oglądałem filmu, nawet gdy relacjonuję go na żywo.

Nie odpowiadam tylko na te fragmenty, które mi odpowiadają, tylko na te, gdzie mimo że podobno oglądasz film, źle go interpretujesz. Przykro mi, ale jeżeli chcesz skrytykować jedną scenę i relacjonujesz ją ze specjalnym złośliwością, a przy okazji wszystko w niej mieszasz, to prostu trzeba zareagować. I nie są to jakieś literówki i drobne rzeczy. Gdyż w tych paru przypadkach chciałeś się specjalnie do czegoś przyczepić, czego w filmie nie ma. Tak samo Brand nie tylko nie widzi Coopera, ale trudno powiedzieć, aby go czuła, gdyż przecież sądzi, że właśnie ma do czynienia z postaciami pięciowymiarowymi.

Plus jak się mam odnieść do innych zarzutów, które są w dużej mierze wyliczanką tego co Ci się nie podoba i to z całą ideą i konceptem filmu. Jeżeli już na tym poziomie Ci się nie podoba, a mnie się podoba, to czego oczekujesz, że powiem? "Tak tak masz rację klisza i głupoty" ?

(22-01-2015, 13:25)Capt. Nascimento napisał(a): Każdy ma prawo lubić czy zachwycać się Interstellar. Ale gdy pada zdanie, że "Interstellar to doskonałe, wybitne arcydzieło s-f i dzieło sztuki", do tego na forum filmowym - to już coś jest nie tak.

Kiedy to dokładnie wypowiedziałem? Plus nie rozumiem zarzutu "do tego na forum filmowym". Przecież właśnie forum jest od tego, aby wyrażać swoje odczucia i to czasem jak najbardziej różne. Mam się dostosować do jakiegoś regulaminu?

(22-01-2015, 20:08)patyczak napisał(a): Co ci w tym przeszkadza? Nawet gdybym tak napisał, to nie mam wrażenia, że to opinia na poziomie "ten film był zajebisty bo tak". Film trafił w moją wrażliwość i już. Jeżeli masz jakąś obiektywną listę cech, jakie powinno posiadać arcydzieło, dzieło sztuki czy po prostu świetny film, to poproszę Uśmiech

To jest chyba najlepsze w forum filmowym, że możesz pogadać na poziomie z kimś, komu podobał się film, który ty nie uznałeś za zbyt dobry. Tak narzekasz na te klisze, pozbądź się klisz z myślenia o filmach - nie ma jednego, jedynego sposobu, w jaki należałoby odbierać Interstellar Oczko

Patyczak jak zwykle klasa sama w sobie! Oczko I bardzo podoba mi się określenie z "wrażliwością". Gdyż właśnie "Interstellar" w pełni w nią trafił. I przecież ja cały czas powtarzam, że to moja subiektywna opinia. Co nie oznacza, że na krytykę i hejt nie mogę odpowiadać. Mam taką nadzieję? Oczywiście na ile potrafię na daną krytykę i hejt odpowiedzieć. Plus naturalnie jeżeli ktoś przeinacza niektóre rzeczy to chyba mogę tej osobie zwrócić uwagę, że jest w błędzie?

Cały problem jest taki, że wiele mi tutaj osób zarzuca, że nie odpowiadam na krytykę, tylko oceniam film na zasadzie: "podobał mi się, bo tak". Jeżeli jednak krytyka jest też na zasadzie "nie podobał mi się, bo tak", to też trudniej polemizować, np.

(22-01-2015, 05:01)Capt. Nascimento napisał(a): - płaskie postacie

I co mam odpowiedzieć? Nie, postacie nie są płaskie.

Cóż nie długo film się pojawi na innych nośnikach. Ale z mojej strony mogę tylko dodać, że nic nie odda wrażenia jakie ten film wywołuje na dużym ekranie.

/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Interstellar napisał(a):Co ci w tym przeszkadza? Nawet gdybym tak napisał, to nie mam wrażenia, że to opinia na poziomie "ten film był zajebisty bo tak". Film trafił w moją wrażliwość i już. Jeżeli masz jakąś obiektywną listę cech, jakie powinno posiadać arcydzieło, dzieło sztuki czy po prostu świetny film, to poproszę Uśmiech

To jest chyba najlepsze w forum filmowym, że możesz pogadać na poziomie z kimś, komu podobał się film, który ty nie uznałeś za zbyt dobry. Tak narzekasz na te klisze, pozbądź się klisz z myślenia o filmach - nie ma jednego, jedynego sposobu, w jaki należałoby odbierać Interstellar Oczko

Chodziło mi o to że forum filmowe powinno prezentować jakiś poziom. Język

Wymieniłem już wady jakie wydawały mi się oczywiste. Może jednak zależą od punktu widzenia.

Twoje tłumaczenia Patyczak idą tak daleko, że szkoda mi je kontynuować. Dla mnie scenariusz powinien stanowić całość, nie powinien zmuszać widza do dorabiania połowy historii (albo i więcej) i dochodzenia jakim cudem niemal każda scena może mieć sens.
Jeśli ktoś lubi takie fan fiction to w porządku.

A ponieważ kicz, ocena postaci, dialogów, wątków czy dramatyzmu pozostaje subiektywną oceną to tą część również odpuszczę.

Mogło wyglądać jakbym chciał zmieszać ten film z błotem chociaż ma u mnie naciągane 7/10 i podobał mi się mimo tego co napisałem.

Sorry za zbyt agresywną retorykę (położenie Interstellar na jednej półce obok np Lema mnie zirytowało Język ), szczególnie Lawrence bo niepotrzebnie aż tak żem Cię zaatakował.

Odpowiedz
Cytat:Twoje tłumaczenia Patyczak idą tak daleko, że szkoda mi je kontynuować. Dla mnie scenariusz powinien stanowić całość, nie powinien zmuszać widza do dorabiania połowy historii (albo i więcej) i dochodzenia jakim cudem niemal każda scena może mieć sens.
Jeśli ktoś lubi takie fan fiction to w porządku.

Tak naprawdę, to robisz to samo, tylko że w drugą stronę Oczko W czasie seansu do głowy mi nie przyszły takie zarzuty wobec głównego wątku Interstellar, jakie wyżej wymieniłeś. Pisanie np. o tym, że obcy powinni nam pomóc 50 lat temu i w dodatku bezpośrednio, bo inaczej mamy do czynienia z idiotyzmem albo, że spotkanie Mafju i Anne to jakaś kwantyfikacja miłości, to nie jest dorabianie własnej historii do filmu?

Cytat:Chodziło mi o to że forum filmowe powinno prezentować jakiś poziom. Język

Dobrze wiem o co ci chodziło, ale nie czuję, żebym zaniżał tutaj poziom.

Odpowiedz
Patyczak napisał(a):W czasie seansu do głowy mi nie przyszły takie zarzuty wobec głównego wątku Interstellar, jakie wyżej wymieniłeś. Pisanie np. o tym, że obcy powinni nam pomóc 50 lat temu i w dodatku bezpośrednio, bo inaczej mamy do czynienia z idiotyzmem albo, że spotkanie Mafju i Anne to jakaś kwantyfikacja miłości, to nie jest dorabianie własnej historii do filmu?

Jeśli chodzi o obcych to właśnie to mi przyszło do głowy w czasie seansu. Odwracająca się Anka to tylko szczegół wpisujący się w styl bardzo złej końcówki (moim zdaniem).

Ale tu już zeszliśmy na czysto subiektywne odczucia więc nie ma co tego ciągnać.

Patyczak napisał(a):Dobrze wiem o co ci chodziło, ale nie czuję, żebym zaniżał tutaj poziom.

Akurat nie pisałem do Ciebie, bo masz choć odrobinkę stonowane zdanie. Język

Ale to i tak była niepotrzebna złośliwość. Jak słyszę "arcydzieło" s-f to mam przed oczami najlepsze książki Lema, Dicka czy Clarke'a itd, a z filmów to może pierwszego Obcego, Bladerunnera czy ewentualnie Odyseję (które do wspomnianych książek nadal się nie umywają).

Następnym razem ograniczę się do argumentów, a nie do podobnych uwag. Uśmiech

Odpowiedz
(22-01-2015, 23:32)Capt. Nascimento napisał(a): Twoje tłumaczenia Patyczak idą tak daleko, że szkoda mi je kontynuować. Dla mnie scenariusz powinien stanowić całość, nie powinien zmuszać widza do dorabiania połowy historii (albo i więcej) i dochodzenia jakim cudem niemal każda scena może mieć sens.
Jeśli ktoś lubi takie fan fiction to w porządku.

A dla mnie to jest właśnie zaletą tego i takiego scenariusza. Historia nie jest ograniczona i zamknięta i pozwala na wiele interpretacji. Przez co mamy do czynienia ze złożonym filmowym światem. I sam fakt, że prowadzimy te wszystkie dyskusje, a czasami i kłótnie są dla mnie wielkim plusem. Nie lubię filmów, które są po prostu "OK". Wolę kiedy filmy budzą emocje i skłaniają do refleksji.

(22-01-2015, 23:32)Capt. Nascimento napisał(a): Sorry za zbyt agresywną retorykę (położenie Interstellar na jednej półce obok np Lema mnie zirytowało Język ), szczególnie Lawrence bo niepotrzebnie aż tak żem Cię zaatakował.

W sumie sam bym do Lema nie porównywał, gdyż dla mnie akurat wiele dzieł Lem jest bardzo ciężko przełożyć na film. Z Dicka to już więcej miała w sobie "Inception", ale i naprawdę dziwaczne i czasami głupie rzeczy Dick pisał, a mówię o moim ulubionym autorze.

Chociaż ja sam dalej nie pamiętam, kiedy padły te porównania z Lemem, czy Dickiem? Ale dobra mniejsza już o to, tym bardziej, że przeprosiny przyjęte Uśmiech
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
(23-01-2015, 15:27)Lawrence napisał(a): Historia nie jest ograniczona i zamknięta i pozwala na wiele interpretacji.
A jakież to interpretacje? Pytam z ciekawości, bo ja tu nie widzę miejsca choćby na jedną, jak to było w przypadku Incepcji, czyli sen albo nie sen.

Odpowiedz
Chociażby te dywagacje nad pojawieniem się tunelu czasoprzestrzennego w tym, a nie innym miejscu? O którym tutaj rozmawialiśmy.
Nie mówiąc o zakończeniu: Gdzie wiadomo można się zastanawiać i snuć domysły, jak będzie wyglądała ta nowa kolonia ludzka? Czy nawiąże ona kontakt z tymi stacjami kosmicznymi, gdzie mieszka teraz ludzkość?
To takie tylko na szybko przemyślenia.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Lawrence, odróżniasz w ogóle dopowiadanie sobie dalszego ciągu filmu od interpretacji?

Co do miejsca pojawienia się tunelu odpowiedź jest prosta: bo tak. Tak sobie wymyślił Nolan, nie kryje się za tym ani sens (wręcz przeciwnie), ani żadne ukryte znaczenie.

Odpowiedz
Cytat:Nie mówiąc o zakończeniu: Gdzie wiadomo można się zastanawiać i snuć domysły, jak będzie wyglądała ta nowa kolonia ludzka? Czy nawiąże ona kontakt z tymi stacjami kosmicznymi, gdzie mieszka teraz ludzkość?

Ani razu o tym nie pomyślałem Duży uśmiech I tak jak napisał Mierzwiak, to nie ma nic wspólnego z interpretacją.

Cytat:Co do miejsca pojawienia się tunelu odpowiedź jest prosta: bo tak. Tak sobie wymyślił Nolan, nie kryje się za tym ani sens (wręcz przeciwnie), ani żadne ukryte znaczenie.

A to nie jest przypadkiem nawiązanie do Kubricka?

Odpowiedz
(24-01-2015, 09:19)patyczak napisał(a): Ani razu o tym nie pomyślałem Duży uśmiech

Ja cały czas o tym myślę. Przede wszystkim czy Cooper dotrze do Brand? A jak tak to jak będzie układało im się życie na nowej planecie. W sumie można byłoby z tego nawet coś na miarę serialu zrobić "Nowa Ziemia" czy coś w ten deseń. Najlepiej z taką oldschoolową czołówką jak w latach 90tych z TARSem i CASEm jako comic-relifami. Uśmiech

Plus nie wiem czy to dawałem, ale dokładnie tak się czułem za każdym razem przy słynnym dokowaniu Uśmiech

/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości