05-09-2012, 10:11
|
To Rome with Love / Zakochani w Rzymie (Woody Allen 2012)
|
|
Ja tam się będę upierał, że jeszcze Vicky Cristina Barcelona to był spoko film - oprócz sensownej historii, która mogłaby się wydarzyć wszędzie była jeszcze Scarlett :D Reklamowe widoczki Barcelony to największa wada tego filmu, jak i wszystkich późniejszych Allena.
Piszcie co chcecie, ale dla mnie O północy w Paryżu jest filmem wybitnym i czarującym. Urzekł mnie nie tyle Paryż, co zabieg "przenosin" do La Belle Epoque i pojawienie się kilku historycznych postaci oraz wątki/dialogi z nimi związane. Przed obejrzeniem obawiałem się jedynie Owena Wilsona, ale nie wyszło najgorzej.
05-09-2012, 11:14
Moje subiektywne odczucie, ale nie podobały mi się ani Vicky Cristina Barcelona, ani o Północy w Paryżu dupy mi nie urwał, chociaż przyjemny, nie powiem. Zakochani w Rzymie nie ma fabuly. To 4-5 wątkow, które ani się nie łączą, ani nie są specjalnie atrakcyjne. Jedyne co mi się tak naprawdę podobało to Baldwin, który (wg. mnie tak to wygląda) spotyka samego siebie sprzed 30 lat. Oprócz tego jest ciekawe i fajne spojrzenie na celebrytów i mały fragment z arią pod prysznicem, co pachnie absurdem rodem z Pythonów. Gdyby nie to byłby to film nudny.
05-09-2012, 13:47 (05-09-2012, 13:56)Phil napisał(a): Nie widziałem, nie wypowiadam się, ale pisanie, że europejska twórczość Allena to puste pocztówki, trąci mi pseudo-dziennikarzynami z działów kulturalnych polskiej prasy :). Nawet jeśli Allen nie dostaje wsparcia od miast w których kręci(wie ktoś jak to w końcu jest?) to i tak te upiększane do porzygu widoczki z każdego z nich są straszne. Jakoś Nowy Jork w kilku poprzednich potrafił być normalny, a nagle w Europie samo słońce, wypolerowane chodniki i piękne kobiety na nich. Jeśli dostaje za tą reklamę kapuchę to źle, jeśli nie dostaje to tym gorzej, bo powinien :P 05-09-2012, 15:04
Dostaje. Kraków też chce żeby nakręcić film i Allen się zgadza, ale miasto musi wyłożyć 10-15 mln dolarów, bo taka jest stawka.
Podobno 1/3 kwoty udało się już zaoszczędzić. Za 2-3 lata jak Allen skończy obecne projekty być może zobaczymy: Weekend w Krakowie czy coś ;) Hitch czepiasz się wiesz? ;) 05-09-2012, 15:07
Czytałem o planach krakowskich, jednak żadnego z polskich dzienników nie można podejrzewać o zbytnią solidność, więc cholera wie na ile to prawda. Zastanawia mnie, czy ta kaska, którą budżet miasta dokłada do budżetu filmu to liczy się jako wydatki na reklamę, czy miasto zostaje producentem filmu i kasuje jakąś część z biletów. Tak sobie myślę, że skoro od dawna w Polsce na Allena walą tłumy, to co by się działo w kinach jakby powstał ten film w Krakowie.
05-09-2012, 15:43
Przecież 15 mln to dla Allena cały budżet. Z tego, co czytałem, inne miasta dorzucały o wiele mniejsze kwoty.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast
05-09-2012, 15:58
Może i inne miasta płaciły mnie ale sorry Paryż, Rzym, Barcelona czy Londyn to trochę bardziej znane miasta i prościej wymawialne... :P
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン #Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D 05-09-2012, 16:15
Kraków po angielsku też jest prosty do wymówienia :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
05-09-2012, 16:17
Ale raczej dziko to brzmi ;) Ale tak jak napisałem rozpoznawalność miejsca jest słaba.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン #Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D 05-09-2012, 16:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-09-2012, 16:21 przez SonnyCrockett.) (05-09-2012, 15:43)simek napisał(a): Czytałem o planach krakowskich, jednak żadnego z polskich dzienników nie można podejrzewać o zbytnią solidność, więc cholera wie na ile to prawda. http://www.interia.tv/wideo-woody-allen-z-kamera-w-krakowie-czy-to-mozliwe,vId,811821,vAId,54325 - z tego wychodzi, że dziennikarze piszą prawdę :) Co do współczesnego/europejskiego Allena to powiem tak: trzyletnia (2005-2007) przygoda z Anglią to dla mnie jeden z najciekawszych okresów jego twórczości. Wszystko gra - Allenowskie opus magnum, film, który wbija mnie w ziemię przy każdym seansie i jeden z najlepszych obrazów ubiegłej dekady. Zresztą, on sam kiedyś przyznał, że właśnie to dzieło uważa za swoje najlepsze :) Scoop - przezabawna komedia wielokrotnego użytku Sen Kasandry - mega rozpisany dramat, trochę bazujący na Wszystko gra i generujący podobnego emocjonalnego kopa. Wiadome sceny we Wszystko gra i Śnie Kasandry oglądam zawsze jednym tchem, Allen osiągnął w nich szczyt swoich reżyserskich umiejętności. Następne lata: - Vicky Cristina Barcelona - świetne klimat i historia, bajeczne aktorstwo - Whatever Works - sympatyczne - Poznasz przystojnego bruneta - mniej symaptyczne, ale wciąż ok - O północy w Paryżu - rewelacja Jeśli tak wygląda wypalanie się wielkich twórców to modlę się o to, żeby każdy się tak wypalał ;) 05-09-2012, 16:21
Wypalony jak wypalony, po prostu zmienił się klimat filmów Allena kiedyś były to inteligentne komedie z znerwicowanym okularnikiem w roli głównej lub jego alter ego (Celebrity) i było to niepodrabialne. Teraz kręci bardziej standardowe filmy, powiedzmy że na poważnie i stało się zwyczajnym reżyserem, jego filmy są dobre ale już bez błysku.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン #Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D 05-09-2012, 16:31 (05-09-2012, 16:21)Dexter napisał(a):(05-09-2012, 15:43)simek napisał(a): Czytałem o planach krakowskich, jednak żadnego z polskich dzienników nie można podejrzewać o zbytnią solidność, więc cholera wie na ile to prawda. Zaraz, zaraz... kurtuazyjną odpowiedź Allena na zadane łamaną angielszczyzną pytanie filmowego eksperta z TVN-u uznajemy za poważną deklarację? Czy coś więcej powiedział na poważnie? Miasto wykonało jakikolwiek krok? 05-09-2012, 16:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-09-2012, 16:56 przez PropJoe.)
Wrzesień to jeden z paru filmów Allena, których niestety jeszcze nie widziałem, ale z poważniejszej części jego filmografii polecam nakręcone zaraz po Annie Hall Wnętrza, które aż pachną Bergmanem.
(05-09-2012, 16:38)Phil napisał(a): To nie jest tak, że kiedyś komedie, teraz poważne produkcje. To ciągle się miesza wszystko. Raz jest poważniej, raz na większym luzie. Dokładnie. (05-09-2012, 16:55)PropJoe napisał(a): Zaraz, zaraz... kurtuazyjną odpowiedź Allena na zadane łamaną angielszczyzną pytanie filmowego eksperta z TVN-u uznajemy za poważną deklarację? Czy coś więcej powiedział na poważnie? Miasto wykonało jakikolwiek krok? Chodziło mi o potwierdzenie tego, że to miasto (lub dogadani z nim sponsorzy) ma wyłożyć kasę. Przynajmniej tak to rozumiem. http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/625351,woody-allen-w-krakowie,id,t.html?cookie=1 - tutaj jest wypowiedź poważnej osoby (Izabela Helbin), którą kojarzę z organizowania Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie ;) 05-09-2012, 17:05 (05-09-2012, 16:38)Phil napisał(a): Najpoważniejszym chyba w swojej karierze Allena był zrobiony w latach 80 "Wrzesień". Przyznam że nie widziałem ale nie zmienia to faktu że Woody Allen to dla mnie (i prawdopodobnie wielu osób) celnie puentujący neurotyk z takich filmów jak "Annie Hall', "Manhattan", "Przejrzeć Harry'ego", "Hannah i jej siostry". Za to jest najbardziej uwielbiany i prawdopodobnie z powodu zarzucenia tego stylu ludzie uznają go za wypalonego lub znacznie słabszego reżysera. (05-09-2012, 16:38)Phil napisał(a): A produkcje europejskie są o wiele lepsze od "starego" Allena z początku tysiąclecia. Dla mnie "Klątwa skorpiona" i "Drobne cwaniaczki" to Allen wysokiej klasy, ten Allen niepodrabialny, Oglądałem je kilka razy natomiast do filmów z okresu europejskiego (widziałem Vicky Cristina Barcelona, Sen Kasandry, Scoop - Gorący temat, Wszystko gra) jakoś wracać mi się nie chce.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン #Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D 05-09-2012, 21:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-09-2012, 21:29 przez SonnyCrockett.)
bo Woody to Nowy Jork. Woody bez Nowego Jorku - bez tego wyraźnego, intelektualnego, psychoanalitycznego, ironicznego, ulicznego, manhattanowego Nowego Jorku - nie jest Woodym uwielbianym np. przeze mnie. Były oczywiście odstępstwa w rodzaju przegenialnego Zeliga, ale to artystyczne skoki w bok nie powodowane finansami (i ich brakiem). Ostatnie 10 lat to Allen dość bezpłciowy, choć uroczy i łatwo przyswajalny. Zazwyczaj świetnie napisany, bezbłędnie odegrany. Ale naprawę wystarczy sięgnąć po Hannę i jej siostry, Annie Hall, Mężów i żony, Manhattan, Morderstwo na Manhattanie, żeby dostrzec wyraźną jakościową różnicę. Nowe alleny to fajne, dobre filmy, ale te starsze biły zdecydowanie mocniej w serce i mózg, bo były zdecydowanie bliżej chodnika, nie mitycznych paryskich bulwarów.
05-09-2012, 22:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-09-2012, 22:28 przez desjudi.)
Być może faktycznie te nowe filmy Allena to spadek formy, ale to nadal jest niezłe kino. Według mnie udane są: Sen Kassandry, Whatever works, Midnight in Paris, a wcześniej Drobni Cwaniaczkowie.
Jednak niedawno miałem okazję obejrzeć Miłość i Śmierć i ta fantastyczna parodia bije na głowę większość późnej twórczości Woody'ego Allena. 06-09-2012, 19:49
Poniekąd zgodzę się z postem zamieszczonym przez Desjudi i wnioskami na temat twórczości Allena. Nowojorski Woody to psychoanalityczny, intelektualny, ironiczny, bardziej posępny z powodu właśnie ulicznego charakteru, obraz. Dwudziestopierwszowieczny Woody jest niezwykle uroczy, prostszy w odbiorze, niezwykle oryginalny, ale dalej również ironiczny.
Z tym, że odbieram to nieco inaczej. Różnice są widoczne. Nowojorski Woody, być może jest już zamkniętym rozdziałem w kinematografii (choć wierzę po cichu, ze powróci jeszcze raz, w dawnym stylu). Pozostawił po sobie naprawdę genialne dzieła. Od kilku lat przyszła pora na kolejną kartę w historii. Wizualnie piękniejszą, bardziej komercyjną (w ogóle to nie lubię tego słowa), mniej skomplikowaną, ale mam to gdzieś. Ja to kupuję. Po starym Allenie pozostało wiele wyjątkowych minut, jednak ten najnowszy jest również błyskotliwy, oryginalny i prześmiewczy. I w takim również tonie powstał ostatni To Rome with Love, po którego seansie jestem. 06-09-2012, 22:11
Nigdy nie rozumiałem fenomenu Allena. Przyznaję przy tym, że wielu jego wczesnych filmów nie widziałem pomimo licznych prób. Jego bohaterowie, w tym przede wszystkim grani przez samego Allena, irytowali mnie bardziej niż rozśmieszali. Chyba nigdy nie dotrwałem, na przykład do końca Annie Hall. W najnowszym filmie, postać grana przez Baldwina wyśmiewa tę graną przez Page sugerując, że rzuca nazwiskami pisarzy i cytatami z poezji wyłącznie dla szpanu i niewiele więcej ma na ten temat do powiedzenia. Nie wiem, może to autoironia autora, ale dla mnie to idealne podsumowanie większości postaci będących alter ego Allena w jego filmach. Trochę głupio się czuję pisząc to bo Allen wygląda na sympatycznego i inteligentnego gościa, ale nic mnie bardziej nie irytuje w jego filmach niż to co najwyraźniej uchodzi za ich największą wartość, czyli (pseudo)inteligentny humor, dystans i ironia. W większości przypadków humor Allena wydaje mi się strasznie wysilony i pretensjonalny a on sam niestety irytujący. Dlatego chyba najbardziej lubię te filmy, w których nie zagrał.
Nie przeszkadzał mi dotychczas "widokówkowy" charakter jego ostatnich filmów. Bardzo mi się podobał Match Point, chociaż musiałbym powtórzyć seans, żeby się przekonać czy to nie wyłącznie dzięki Scarlett. W Vicky Cristina Barcelona nawet chętnie zobaczyłbym więcej miasta i nie przeszkadza mi, że byłaby to Barcelona znana turystom a nie jej mieszkańcom. Zresztą uważam, że takie podejście jest uczciwe. Jako nowojorczyk Allen pokazuje prawdziwy Nowy Jork, ale nie sili się na realistyczny obraz miast, które pewnie zna nie lepiej niż przeciętny turysta. Midnight in Paris miało bardzo fajny punkt wyjścia, który pozwalał na zbudowanie uroczej historyjki i fajnie usprawiedliwiał właśnie ten pocztówkowy sposób pokazania miasta. Pomysł nie został w pełni wykorzystany, ale nie mogę powiedzieć, że film był zły, chociaż daleki jestem od zachwytów. Nominacje do Oscarów odbieram jako ponury żart. Dotychczas Woody mi nie przeszkadzał. Mimo, że nie uważałem go za żadnego geniusza, lekkie komedyjki z ładnymi obrazkami i gwiazdorską obsadą wydawały się niezłym sposobem na zakończenie kariery i szacun, że Allenowi się nadal chce kręcić z taką częstotliwością. Najnowszym filmem przekroczył jednak wszelkie granice. W To Rome with Love kumulują się najgorsze elementy jego twórczości z ostatnich lat. Nie chcę mi się rozpisywać, największe wady: - bohaterowie opowiadający widzom kim są i na czym polega ich problem bez grama subtelności; wiem, że bohaterów sporo a czasu mało, ale to ma być jeden z najlepszych writerów ever?! - konfrontacja rodziców - super świeży pomysł, nie wykorzystywany przez Allena przynajmniej od czasu Midnight in Paris, znów mamy żarty o komunistach i związkach zawodowych, tym razem wplecione jeszcze mniej naturalnie; skoro już jestem przy kopiowaniu pomysłów nawet nie z wcześniejszych, ale z poprzedniego filmu: czy w Paryżu też nie było przypadkiem sceny na tarasie fajnej chaty w centrum miasta, z degustacją wina, u bogatych przyjaciół rodziców? - znów studenci historii sztuki szukający miłości i idealnych kadrów najczęściej fotografowanych zabytków, - wątek Benigniego - nigga please, daliście licealistom zadanie napisania inteligentnej i trochę absurdalnej historii wyśmiewającej kult celebrytów czy co tu się wydarzyło?! - nie mam nic do Page i Eisenberga, ale nawet dobrzy aktorzy nie zrobiliby nic ciekawego z tym tekstem a oni jednak za dobrzy nie są i aż żal było ich oglądać; Penelopa jako prostytutka, wow, jak oryginalnie! ahhh szkoda gadać. 09-09-2012, 18:18 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |






