Mr. Nobody (2009)
#1
Nemo Nobody wiedzie zwyczajne życie u boku swojej żony, Elise i trójki dzieci, aż do dnia kiedy budzi się jako stary mężczyzna w roku 2092. Jako 120-latek jest najstarszym człowiekiem na świecie i jednocześnie ostatnim śmiertelnikiem pośród ludzi, którzy stali się nieśmiertelni na skutek medycznego postępu. Co więcej nikt z obecnie żyjących nie interesuje się Nemo, ani nie zawraca sobie nim głowy. Aby wrócić do czasów obecnych, Mr. Nobody, musi odnaleźć odpowiedzi na następujące pytania - Czy jego życie mu odpowiadało? Czy kochał właściwie swoją żonę i dzieci? Teraz jego celem staje się znalezienie prawidłowych odpowiedzi.

[Obrazek: posters#prev]

Oczywiście, opis nie oddaje choćby 10% tego, czego można doświadczyć, oglądając ten film.

Z pewnością większość forumowiczów kojarzy takie tytuły jak "Efekt motyla", "Zakochany bez pamięci", "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona", czy też "Źródło" Aronofsky'ego. Film belgijskiego reżysera czerpie z tych tytułów w najlepsze, przerabiając co ciekawsze motywy. Jednak nie jest to bezmyślne kopiowanie. To korzystanie z utartych schematów, wkładając je w zupełnie nową, odjechaną historię, która dla jednych może być stosem coraz bardziej piętrzących się bzdur, w dodatku napakowanych patosem, dla innych może się okazać przepiękną opowieścią o życiu człowieka, o jego miłościach, nieszczęściach i najpiękniejszych chwilach.

Ja zdecydowanie należę do drugiej grupy odbiorców. Mnie ten film absolutnie porwał i oczarował. Zarówno fabularnie, jak i wizualnie. Ba, wizualnie jest chyba jeszcze piękniejszy. Dziwię się, że dopiero ponad rok po światowej premierze, polski dystrybutor postanowił wprowadzić go do naszych kin, w dodatku reklamując na plakacie tak durnym hasłem, jakim jest "Incepcja była dopiero rozgrzewką". No, poza spiętrzeniem wątków fabularnych, dziejących się w jednym czasie, film ten z "Incepcją" ma niewiele wspólnego. Być może jednak jest tak samo trudny w odbiorze. Z tym że film Nolana można zrozumieć, jeśli odpowiednio się skupić, "Mr. Nobody" już się tak łatwo nie ogarnia.

Wspominałem na początku cztery tytułu znanych filmów. Z przyjemnością stwierdzam, że w porównaniu do "Mr. Nobody" jedynie "Zakochany bez pamięci" oferuje takie emocje i zakręcenie fabularne. A wizualnie tylko "Źródło" może się mierzyć z tym filmem.

Z pewnością część forumowiczów już ten film widziała, zdążyła skrytykować lub napisać kilka chwalebnych opinii, których nie miałem okazji przeczytać. Tak czy inaczej, polecam.[Obrazek: posters#prev]

Odpowiedz
#2
Oglądałem w lipcu i byłem zachwycony. Film pochłonął mnie bez reszty.
Fakt jest do bólu pretensjonalny, patos leje się drzwiami i oknami, ale jednocześnie nie można oderwać od niego oczu, jest coś w nim magicznego. Film nie dla wszystkich(Mental nie oglądaj tego), niemniej tym bardziej "uczuciowym" powinno się podobać. :razz:


Odpowiedz
#3
Ja szczerze mówiac ostatnio dopiero dowiedziałam sie o tym filmie, a idiotyczne plakaty w stylu "Incepcja to rozgrzewka", "Najlepszy film roku", tylko mnie zniechęciły do obejrzenia. Ale skoro piszesz, ze wywoluje podobne emocje jak Zakochany bez pamięci, to wiecej mi nie tzeba, by mnie zachęcić :) Udaję sie do "wypozyczalni" :)

Odpowiedz
#4
Coby ostudzić zapał, pozwolę sobie zacytować moją opinię z Krótkiej Piłki:
Cytat:jeżeli Buttona ktoś uważał za film pretensjonalny i "tak mądry, że aż głupi", powinien obejrzeć ten film i wtedy dopiero zobaczy, jak może wyglądać pretensjonalność i artystowskie przegięcie w metafizycznych filmach. Matko, czego tu nie ma - efekt motyla, wszechświaty rozgałęziające się w pod wpływem kluczowych decyzji, kurczenie się wszechświata, synchronizacja alternatywnych rzeczywistości, cofanie czasu, cofanie decyzji, hipnoza, surrealizm, science fiction, zaświaty (chociaż w sumie bardziej "przedświaty" - zobaczycie, zrozumiecie), (melo)dramat, metafizyka, sny... Jest jeszcze kluczowa scena filmu skopiowana niemal na żywca z Przypadku Kieślowskiego, tyle ze w wersji kiczowato przesadzonej, łącznie z adekwatnymi do sytuacji napisami na okolicznych budynkach... Fabularnie to taki Efekt Motyla w wersji "artystycznej", czyli przegląd wybranych wariantów przyszłości w zależności od podjęcia pewnych kluczowych decyzji. Przekaz również ten sam (cokolwiek wybierzesz, masz przerąbane ty lub twoi bliscy), za to scenariusz pokręcony do granic możliwości, mieszający warianty rzeczywistości i łącząc je ze sobą przy pomocy różnych montażowych tricków. A do tego jeszcze tona scenariuszowego i dialogowego pseudo - artystycznego bełkotu; wyobraźcie sobie taką akcję - facet traci kluczową informację, ponieważ na kartkę spada kropla wody z deszczu wywołanego przez, uwaga, BRAZYLIJSKIEGO BEZROBOTNEGO GOTUJĄCEGO JAJKA MIESIĄC WCZEŚNIEJ. A takich patentów jest od grona.
Moja rada: trzymajcie się ludziska z dala od tego filmu.

Film dodatkowo dzierży zaszczytne miano "Najbardziej Dęty i Pretensjonalny Film Jaki jarod W Życiu Widział". Naprawdę, nie radzę.
Cytat:"Mr. Nobody" już się tak łatwo nie ogarnia.
I tam. Wszystkie metafory są wyjaśnione , łatwo wychwycić również kolejne wariacje rzeczywistości - charakteryzatorzy zadbali o to, aby Leto w każdej wyglądał inaczej
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#5
Cytat:która dla jednych może być stosem coraz bardziej piętrzących się bzdur, w dodatku napakowanych patosem,

jarod, należysz do pierwszej grupy osób, które wymieniłem w treści tematu ;) Zatem jeszcze raz powtarzam: ten film albo się z miejsca kocha, albo nienawidzi.

Odpowiedz
#6
Podoba mi się ten opis: "Najbardziej Dęty i Pretensjonalny Film Jaki jarod W Życiu Widział" Dorzuciłbym, że jakby tego było mało, ta dętość i pretensjonalność jest niesłychanie pusta, a fragmenty, gdzie Jared Leto opowiada o fizyce, efekcie motyla wywołują krwawienie z uszu. Straszny pierd z ambicjami przekraczającymi nawet Benjamina Buttona.

Odpowiedz
#7
Ja na to patrzę jednak inaczej: ten film to zabawa w kino, żonglowanie naraz wszelkimi koncepcjami, łączenie ich i reżyser uzyskał efekt taki, nie inny.

Jak już pisałem, dla wielu osób będzie to niczym sobą niereprezentujący, pretensjonalny gniot. I ja te osoby całkowicie rozumiem :)

Odpowiedz
#8
Luz, Twoje prawo. W przeciwieństwie do niektórych forumowiczów, nie planuję nazywać ludzi, którym się podoba ten film bandą niedorozwiniętych przedszkolaków :)

Odpowiedz
#9
Oj faktycznie nadmuchany do granic mozliwości film, w którym chciano zmieścić maksymalnie dużo. Najgorsze jest to, ze na koniec nic z tego całego bełkotu nie wynika, bo czym była cała opowiesc mozemy sobie interprewtowac wedlug wlasnych upodobań. Mimo iż w większości to co sie dzieje w filmie to bzdury do potęgi i jeden żenujacy schemat goni drugi, to warstwa emocjonalna mi się podobała i troszkę się nawet wzruszyłam. No ale ze mnie jest wrażliwa kobieta i podejrzewam, ze jednak dla większości osób na tym forum poziom debilizmów przedstawianych w filmie skutecznie uniemożliwi jakiekolwiek przejęcie się losem bohaterów ;)
Film jest wizualnie bardzo ładny i bardzo podobała mi się muzyka. Wstawiono doń wiele popularnych na przestrzeni wielu lat kawałków, które fajnie budowały klimat.
Jednak ogólnie nie polecam :P Raczej film dla emo-nastolatków.

PS. I jako, ze jetem przecietnym zjadaczem popcornu przerazaja mnie filmy trwajace ponad 2,5 godziny :P

Odpowiedz
#10
Nie byłbym może aż tak krytyczny wobec tego filmu, jak jarod, ale zgadzam się z Rozalią. Ten film przypomina dzieło nastolatka, który właśnie "zakochał się", usłyszał o efekcie motyla, a przy okazji zobaczył, że życie nie jest takie całkiem proste i czarnobiałe. Ładne formą i niekiedy interesujące, w gruncie rzeczy strasznie razi pretensjonalnością i łoptalogicznością. Główny bohater o facjacie Jareda Leto jest niesamowicie nudny i w jego losy z trudem jest się zaangażować. Najpierw poznajemy go jako pipowatego nastolatka, a następnie jako nudnego dorosłego, który miota się i mota, co jest w pewnym sensie zrozumiałe ze względu na jego zagubienie w czasoprzestrzeni, ale zupełnie nie pozwala zachęcić do dalszego oglądania, toteż po godzinie czy półtorej film zaczyna poważnie męczyć. Ładna forma, dużo nie poukładanej treści (nie chodzi mi tu o zaburzenie narracji, ale najzwyklejszy brak konkretnego pomysłu na opowiedzenie o tym wszystkim) i nuda śmierdząca pretensjonalnością. Arogancko powiem, że z pewnością spodoba się gimnazjalistom i licealistom...

Największy plus tego filmu? Mam ochotę odświeżyć sobie Donniego Darko, Eternal Sunshine of the Spotless Mind i The Fountain.

Odpowiedz
#11
generalnie nie przepadam za kinem tego typu (karkołomny scenariusz, przeskoki czasu, 1000 cięć na minutę itd.), ale takie Eternal Sunshine jestem w stanie jakoś tam docenić, natomiast ten film to przysłowiowe przegięcie pały, męczący bełkot i tyle. Jeśli chodzi o stronę wizualną to też nie rozumiem tych zachwytów, sceny science-fiction na poziomie Battlestar Gallactica, a reszta jak dla mnie zbyt kolorowa. Irytujący Leto i sztampowy soundtrack. Jedyny plus to postacie kobiece, w końcu trochę się ich tam przewinęło

Odpowiedz
#12
Cytat:sceny science-fiction na poziomie Battlestar Gallactica
To znaczy?
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#13
chciałem przez to powiedzieć, że wieje od nich sztucznością, niby są zrobione z rozmachem itd. ale jak się lepiej przyjrzeć to brakuje tam dbałości o szczegóły.

Odpowiedz
#14
Mr. Nobody - :shock: to się nazywa przerost formy nad treścią. Wizualnie film jest całkiem, całkiem, a i pomysł wyjściowy był ok (choć zupełnie nieoryginalny, bo twórca połączył tu Efekt motyla z Przypadkiem, Podwójnym życiem Weroniki oraz sobotnią imprezą z grzybkami i trawką, miejscami czuć też mocno Amelię), ale wykonanie... O ile aktorsko jest bardzo dobrze (i tak, Juno Temple znowu co nieco pokazuje :mrgreen: ), o tyle fabularnie to jest masakra. Mnóstwo zbędnych i niepotrzebnie rozciągniętych, no i przede wszystkim przekombinowanych i przesadnie zakręconych wątków rozciąga film do niemal dwóch i pół godziny, choć spokojnie dałoby się upchnąć to do 90 minut, bez straty dla przesłania i historii, jak i przede wszystkim dla widza. Już jakiś czas się tak na niczym nie męczyłem, jak tu. Do tego dochodzi spora ilość banałów, napuszenie i tandetne efekciarstwo (Mars i cały świat historii - kto dał na to kasę?!). Całość dobijają przydługie sceny, które co chwila ilustruje jakiś "skradziony" szlagier z wcześniejszych filmów (osobiście padłem, gdy przyszedł czas na Fight Club) lub tak wyświechtane melodie, że to aż boli (Mr Sandman jest chyba z 5 razy!). Ktoś powiedział, że ten film można albo pokochać, albo znienawidzić. Ja osobiście skłaniam się ku tej drugiej opcji - doceniam chęci twórcy i pomysł wyjściowy, ale efekt finalny to zwyczajny brak hamulców, dobrego smaku i samokontroli. Odradzam.

4/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#15
Mr. Nobody jest jak taki nielubiany członek rodziny, który przyjeżdża co rok na wigilię i wszystkich męczy swoimi nadętymi opowieściami o życiu. Wszystkie dzieciaki go nie lubią, bo ich ulubieńcem jest dziadek Forest Gump - opowiada tak śmiesznie i przejrzyście... :wink:

Odpowiedz
#16
Świetna, realizacja, fajna muzyczka i ciekawy pomysł. Niestety fabuła jest męcząca, banalna, a wrzucenie tylu różnych wątków wprowadza tylko chaos. Film nie wzbudza żadnych emocji, a jedyne co interesuje to ciekawe zabiegi wizualne. Scena z gotowaniem jajek to jedna z najbardziej absurdalnych scen jakie w życiu widziałem. Ogólnie film miał potencjał, ale zawalił się pod naporem wygórowanych ambicji reżysera.

Ps. Przy tylu negatywnych opiniach na forum jestem zdumiony tyloma pozytywnymi ocenami w ocenarium :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#17
Azgaroth napisał(a):Ps. Przy tylu negatywnych opiniach na forum jestem zdumiony tyloma pozytywnymi ocenami w ocenarium :)

YES, w końcu ktoś ma jaja żeby to powiedzieć - dziękuję Ci :*
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#18
Ale wiesz, że ja nie krytykuje ocen innych tylko jestem zdziwiony :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#19
Ja też jestem, mocno.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#20
novaq napisał(a):chciałem przez to powiedzieć, że wieje od nich sztucznością, niby są zrobione z rozmachem itd. ale jak się lepiej przyjrzeć to brakuje tam dbałości o szczegóły.

to teraz ja zapytam, o jakie szczegóły nie zadbano w battlestar gallactica?

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Law Abiding Citizen (F. Gary Gray, 2009) Mental 108 23,115 23-05-2022, 23:29
Ostatni post: SonnyCrockett
  State of Play (Stan gry) [reż. Kevin Macdonald] (2009) Snuffer 30 7,238 21-01-2022, 13:23
Ostatni post: simek
  Solomon Kane (2009) reż. Michael J. Bassett Mental 36 16,187 29-01-2017, 16:09
Ostatni post: Dr Strangelove
  Adventureland (2009) reż. Greg Mottola desjudi 21 10,227 27-02-2016, 13:31
Ostatni post: Corn
  Against the Current (2009) leszek samo zuo 0 1,460 29-04-2014, 21:15
Ostatni post: leszek samo zuo
  Sekret jej oczu (2009) Capt. Nascimento 1 1,710 11-03-2014, 22:45
Ostatni post: Mush Room
  Zły Porucznik (reż. Werner Herzog, 2009) Hitch 68 20,286 04-01-2013, 21:57
Ostatni post: Donia Agata
  Harry Brown - 2009 - Daniel Barber Luis Cyfer 30 7,808 08-04-2012, 22:02
Ostatni post: military
  Universal Soldier 3 (reż. John Hyams, 2009) Hitch 37 15,251 09-08-2011, 23:12
Ostatni post: Kinomaniak
  The A-Team (2009?) military 140 24,794 08-08-2011, 18:36
Ostatni post: Kinomaniak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości