PapaBoomer
Liczba postów: 12,983
Liczba wątków: 1
(03-03-2025, 21:04)Albertino napisał(a): Prawda to, że zabrakło miejsca w in memoriam dla Lyncha i Delona? :D
Dla Tony'ego Todda zabrakło na pewno i dla Michelle Trachtenberg.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.
03-03-2025, 21:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-03-2025, 21:11 przez marsgrey21.)
Don Sinatio
Liczba postów: 2,944
Liczba wątków: 11
Lynch był, pamiętam, ale Delona nie było chyba, na pewno była Anouk Aimee.
Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
03-03-2025, 21:28
PapaBoomer
Liczba postów: 12,983
Liczba wątków: 1
Bernard Hill też się nie załapał.
Hercules is right.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.
04-03-2025, 08:07
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-03-2025, 09:52 przez marsgrey21.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,218
Liczba wątków: 29
(03-03-2025, 21:10)marsgrey21 napisał(a): Dla Tony'ego Todda zabrakło na pewno i dla Michelle Trachtenberg.
Czy oni są tam popierdoleni? Zawsze ale to zawsze kogoś pominą. Dlaczego?
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
04-03-2025, 11:12
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,880
Liczba wątków: 15
Możliwe że nie zdążyli dodać Trachtenberg, ale co do reszty to nie ma wymówki
04-03-2025, 11:59
PapaBoomer
Liczba postów: 12,983
Liczba wątków: 1
Nie zdążyli też Shannen Doherty dodać.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.
04-03-2025, 12:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-03-2025, 12:04 przez marsgrey21.)
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,103
Liczba wątków: 68
Jeannota Szwarca też nie było, ogólnie kompromitacja jak zwykle.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
04-03-2025, 12:07
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-03-2025, 12:09 przez slepy51.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,218
Liczba wątków: 29
(04-03-2025, 11:59)Corn napisał(a): Możliwe że nie zdążyli dodać Trachtenberg, ale co do reszty to nie ma wymówki
Ale co to jest za niebywala operacja dodać zdjęcie danej osoby? Na Killara też sie wysrali lata temu.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
04-03-2025, 12:15
Stały bywalec
Liczba postów: 6,770
Liczba wątków: 6
Bez przesady, jak nie zdążyli? Przy takiej imprezie kilka dni to za mało, żeby dodać jej zdjęcie do prostego montażu z kilkudziesięcioma osobami?
Mnie bardziej zaskoczył i wkurwił brak większego, osobnego upamiętnienia Lyncha.
(03-03-2025, 15:41)Mefisto napisał(a): (03-03-2025, 14:52)PropJoe napisał(a): Muszę przyznać, że umiarkowanie pozytywna (z jakaś absurdalnie wysoką oceną) opinia o tym filmie to jeden z najbardziej wstydliwych moich wpisów na forum. Nie wiem czy mnie to usprawiedliwia, ale chyba nie byłem do końca trzeźwy.
Trochę nie rozumiem tego tłumaczenia się. Albo Ci się film podobał albo nie - co mają do tego nagrody, nagonka czy opinie innych? W każdym razie nie spodziewałem się czegoś takiego po Tobie.
Przykro mi, że Cię zawiodłem. Filmu nie widziałeś, nie?
Ale tak serio to wiem, że może to żałośnie wyglądać, ale trochę się wytłumaczę. Przede wszystkim oddzielam trochę nagonkę i opinie innych. Problem polega właśnie na tym, że sam nie wiem czy film mi się podobał. Pisałem, że jako musical (gatunek, który generalnie lubię tak sobie, ale są w nim filmy też wybitne, jak choćby All That Jazz a i La La Land uważam za produkcję pod niemal każdym względem dwie klasy lepszą) Emilia jak dla mnie kompletnie się nie broni. Piosenki są słabe, ich wplecenie w fabułę wysilone, choreografia przeciętna. Jako, że są to elementy, które muszą kino tego typu nieść na swoich barkach, taki sobie ich poziom, kładzie moim zdaniem cały film. Owszem, jest w tym momentami sporo energii i reżyserskiej sprawności, ale nie na tyle, żebym mógł zignorować całą resztę. A ta reszta, czyli historia, emocje, aktorstwo itd. też jest moim zdaniem bardzo przeceniana. Myślę, że w dużej mierze, i tak mogło być też w moim przypadku i to mnie gryzie (że dałem się nabrać), dlatego, że film rzeczywiście zaskakuje nieoczekiwanym miksem gatunków i tematów. Ogląda się to nadal nie najgorzej, ale zabawa polega głównie na czekaniu: co jeszcze reżyser tu wrzuci. W skrócie: zmieniłem opinie o filmie nawet chyba na chwilę przed tą nagonką, ale jednak dopiero kilka dni po seansie i wpisie tutaj.
Co do nagonki, niby oddzielam i nie wpływa to za bardzo na moją ocenę filmu, ale chciałem tu kilka tygodni temu skomentować jakiegoś newsa o filmie i o tym, że Audiard przeprasza czy tam ma przepraszać. Nie wiem, czy powinien przepraszać, nie lubię jak twórcy to robią, ale moim zdaniem, i to akurat wydało się oczywiste już nawet w trakcie seansu, film rzeczywiście bardziej trywializuje i ośmiesza niż pochyla się i tłumaczy poruszaną problematykę w tym przede wszystkim kwestie trans, ale też przestępczości w Meksyku.
04-03-2025, 12:22
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-03-2025, 14:12 przez PropJoe.)
Dużo pisze
Liczba postów: 641
Liczba wątków: 3
Nie spodziewałem się, że akurat tutaj "Emilia Pérez" zostanie wyniesiona na piedestał. :)
(03-03-2025, 16:24)Pelivaron napisał(a): Śmiesznie to wygląda jak przy okazji pierwszych pokazów śmietanka krytyki piała z zachwytów, ale jak film trafił do szerszej publiczności i poszły jakieś śmieszne zarzuty o złe przedstawienie Meksyku i transów, to nagle lewactwo się zesrało o to. I film w opinii publicznej już nie jest taki fajny, lol.
Nie pamiętam już, jak entuzjastyczne były zupełnie pierwsze recenzje, ale przecież ten film nigdy nie cieszył się ogólnym poklaskiem krytyki ani widzów. A z tym "zesraniem się" było dokładnie na odwrót: po wyjściu z festiwalowej bańki i zderzeniu z szerszą publicznością obrodziło sceptycznymi głosami na każdym szczeblu. Jednak ponieważ Audiard wstrzelił się w postępową koniunkturę i głosujący mogli poklepać siebie wzajemnie po plecach, gratulując sobie progresywnej postawy na przekór polemice, to i utrzymał się przy życiu. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie.
Oba filmy miały światową premierę w Cannes, gdzie doszło między nimi do bezpośredniego starcia w ramach Konkursu Głównego: "Anora" skończyła ze Złotą Palmą, a "EP" uhonorowano Nagrodą Jury i zbiorczą nagrodą dla aktorek. Czyli Baker stał się faworytem już na dzień dobry, przed jakąkolwiek jatką w internecie. Późną jesienią tradycyjnie ruszył sezon nagród, a wraz z nim zrobiło się głośno od kontrowersji. I pomimo tego po styczniowym głosowaniu oscarowym "EP" stała się liderem nominacji.
Nie doszukiwałbym się machinacji w tym, że skończyło się na zaledwie dwóch statuetkach. Mało to było filmów mających po 10 nominacji, które nie wygrały absolutnie nic? Jasne, że Gascón narobiła im potem czarnego PR-u, ale jedyne, co potencjalnie przez to stracili to Oscara za Film Międzynarodowy na rzecz Brazylii. Która już na etapie ogłaszania nominacji okazała się być nadspodziewanie mocna. Widocznie "EP" po prostu nie rezonuje z branżą tak, jak "Anora" czy "The Brutalist". Zwycięstwo na Globach nie musi znaczyć nic w kontekście Oscarów, w końcu to nie jest nagroda przyznawana przez filmowców.
(03-03-2025, 15:42)simek napisał(a): Ogólnie Jacques Audiard >>> Sean Baker
No i git. A u mnie jest właśnie na odwrót. :)
Podszedłem do "EP" z otwartą głową, gotowy na szaleństwo eksperymentu, no i wyszło jak wyszło. Doceniam brawurę, a zwłaszcza energię Audiarda, którą obdzielić mógłby niejednego młodego twórcę, ale mi ten film sprawdził się przede wszystkim jako widowisko, i to nie zawsze. Niespójna konwencja, nierówne piosenki, dyskusyjne decyzje scenariuszowe, czyli na dłuższą metę nużący seans.
Nie należę do oburzających się i kumam twórcze prowokacje we francuskim stylu, ale jeśli reżyser w listopadzie zaczął przyznawać, że nie zrobił większego researchu w dziedzinie meksykańskiej kultury, to już wiem, dlaczego wyczułem w tym przedsięwzięciu fałsz. Dla mnie to jest po prostu marnowanie potencjału ciekawego pomysłu. Nie tylko przez kulejący hiszpański rodem z Google Translate czy problemy z prowadzeniem aktorów w tym języku. Czuć stereotypy i podejście po linii najmniejszego oporu. Można to sobie tłumaczyć prawidłami musicalu: realizmem magicznym czy operową umownością. Wiadomo, że to nie dokument, a wizja artystyczna rządzi się swoimi prawami. Niemniej, ja tego nie kupiłem.
"Anorę" uwielbiam, jak w mało którym filmie ostatnimi laty wszystko zagrało mi tam emocjonalnie, a jako "cinematic experience" przywiodła mi na myśl "Licorice Pizza" czy "Parasite" jako żywioł od ulubionych autorów. Także dla mnie to najlepiej przyznane Oscary od kilku lat. A abstrahując od tego, za Seana Bakera trudno mi nie trzymać kciuków: od ponad dwóch dekad lojalny wobec swoich niezależnych korzeni i pokazywania ciemnej strony American dream, a przy tym wydaje się skromnym typem, który po prostu jara się tym, co robi, bez specjalnych umizgów względem kogokolwiek.
04-03-2025, 12:26
.
Liczba postów: 27,536
Liczba wątków: 60
(04-03-2025, 12:26)Galadh napisał(a): Nie należę do oburzających się i kumam twórcze prowokacje we francuskim stylu, ale jeśli reżyser w listopadzie zaczął przyznawać, że nie zrobił większego researchu w dziedzinie meksykańskiej kultury, to już wiem, dlaczego wyczułem w tym przedsięwzięciu fałsz. Dla mnie to jest po prostu marnowanie potencjału ciekawego pomysłu. Nie tylko przez kulejący hiszpański rodem z Google Translate czy problemy z prowadzeniem aktorów w tym języku. Czuć stereotypy i podejście po linii najmniejszego oporu. Można to sobie tłumaczyć prawidłami musicalu: realizmem magicznym czy operową umownością.
Sam Audiard w wywiadach mocno podkreślał tą operowość i to dla mnie jest najlepszy trop (realizmu magicznego to ja tam w ogóle nie widziałem, z zupełnie czym innym mi się on kojarzy), przy czym bardzo problematyczny i ja w pełni rozumiem, że taka estetyka, czy podejście do narracji może się nie podobać - tak jak pisałem, sam byłem zaskoczony, że mi to tak siadło.
(04-03-2025, 12:22)PropJoe napisał(a): Pisałem, że jako musical Emilia jak dla mnie kompletnie się nie broni. Piosenki są słabe, ich wplecenie w fabułę wysilone, choreografia przeciętna. Jako, że są to elementy, które muszą tego typu nieść na swoich barkach, taki sobie ich poziom, kładzie moim zdaniem cały film.
Ty uważasz, że w musicalu powinny być piękne piosenki i śliczna choreografia, a ja właśnie uważam, że Emilia nie jest klasycznym musicalem i piosenki wcale nie muszą być rytmiczne i wpadające w ucho, że nóżka się rwie do tańca - powiedziałbym nawet, że te piosenki właściwie bez muzyki, wymruczane dosyć marnie przez tytułową bohaterkę dodają autentyzmu tej historii, jej emocjom, trochę na zasadzie "śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi, czasami człowiek musi, inaczej się udusi", no więc o tym jest również ta historia: o tym, że Emilia musi (nie tylko śpiewać, ale i tą płeć zmienić), bo inaczej się udusi. Wychodzi jej raz lepiej, raz gorzej, często pokracznie, być może nawet niekomfortowo dla widza, ale ja właśnie dlatego ją kupuję i rozumiem - pewnie nawet bardziej, niż gdyby odwaliła tam perfekcyjnego kankana, idealnym głosem wyśpiewując piosenkę ze szczytów list przebojów.
Cytat:A abstrahując od tego, za Seana Bakera trudno mi nie trzymać kciuków: od ponad dwóch dekad lojalny wobec swoich niezależnych korzeni i pokazywania ciemnej strony American dream, a przy tym wydaje się skromnym typem, który po prostu jara się tym, co robi, bez specjalnych umizgów względem kogokolwiek.
Pokazywanie ciemnej strony American Dream w drugiej, trzeciej dekadzie XXI wieku jest tak kurewsko odważne i świadczy o niezależności, że hoho :) Że też nikt przed Bakerem na to nie wpadł, tylko wszyscy od lat 50. kręcą te cukierkowe obrazki Ameryki :P Może kolejnym tematem dla niego będzie coś o skorumpowanej władzy w USA? Odważne by to było, co? :)
Ja naprawdę z wielką chęcią przywitałbym jakiegoś twórcę, który potrafiłbym szczerze pokazać siłę i wartości USA, jakoś pozytywnie spojrzeć na ten kraj, bo mam wrażenie, że odkąd oglądam filmy to wszyscy tylko demontują amerykański mit, że już właściwie nic z niego nie zostało i naprawdę nie potrzeba nam kolejnego wielce odkrywczego dzieła o biedocie w cieniu Disneylandu albo dziwkach z NY i Las Vegas.
04-03-2025, 13:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-03-2025, 13:03 przez simek.)
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,103
Liczba wątków: 68
simek napisał(a):Ja naprawdę z wielką chęcią przywitałbym jakiegoś twórcę, który potrafiłbym szczerze pokazać siłę i wartości USA, jakoś pozytywnie spojrzeć na ten kraj
Kosinski w sumie tak kręci ;)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
04-03-2025, 13:50
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,151
Liczba wątków: 67
(04-03-2025, 12:22)PropJoe napisał(a): Filmu nie widziałeś, nie?
Nie, nie mam cierpliwości do nowych filmów - wystarczy mi ta pioseneczka gloryfikująca tranzycję oraz zmarnowanie kilku godzin na Brutalistę.
04-03-2025, 14:07
.
Liczba postów: 27,536
Liczba wątków: 60
(04-03-2025, 13:50)slepy51 napisał(a): simek napisał(a):Ja naprawdę z wielką chęcią przywitałbym jakiegoś twórcę, który potrafiłbym szczerze pokazać siłę i wartości USA, jakoś pozytywnie spojrzeć na ten kraj
Kosinski w sumie tak kręci ;)
O tak, dobry przykład. Top Gun wg mnie był takim sukcesem między innymi dlatego, że tam w końcu nie było żadnego pierdolenia o złej Ameryce, żadnego użalania się nad sobą, tylko pokazanie US Army jak za starych, dobrych czasów, gdy po prostu odwalali dobrą robotę i po skończeniu pili browara w promieniach zachodzącego słońca.
04-03-2025, 14:17
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
(03-03-2025, 18:40)Pitero napisał(a): To był ten sam rok, co "Biedne istoty" i najlepsza kobieca rola w historii kina także też małe szanse by miała.
Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
Chętnie poznałbym historię kina Twoimi oczami. Nieironicznie.
Jaka w ogóle jest wykładnia przy ocenie ról? W czym Emma Stone w tamtej wspomnianej przez Ciebie roli była lepsza od:
- Renée Jeanne Falconetti w "Męczeństwie Joanny d’Arc"
- Emily Watson w "Przełamując fale"
- Geny Rowlands w "Kobiecie pod presją"/"Premierze"
- Lizy Minnelli w "Kabarecie"
- Vivien Leigh w "Tramwaju zwanym pożądaniem"
- Elizabeth Taylor w "Kto się boi Virginii Woolf?"
i wielu wielu innych, ale wymieniam takie ikoniczne występy, w dodatku z kompletnie różnych parafii
Teraz jakiś rekord Seana Bakera za jakaś "Anorę". No rekord jest faktem, ale ile on wart? To będzie ciekawostka tylko i wyłącznie. Ten film nie miał większego znaczenia dla kogokolwiek już teraz, a po czasie to w ogóle zniknie z mapy zupełnie.
Wiem, że to taka trochę przypierdolka z mojej strony i aż mi głupio, ale czasami pojawia się we mnie taka debilna myśl, że skoro jakieś "Anory" to arcydzieła i 11/10, to w takim razie jak oceniać takie rzeczy jak ""Zawieście czerwone latarnie" albo - z innej bajki - "Hair" czy nawet tego "Ojca chrzestnego"?
Powtórzę, że wiem, że to trochę debilne z mojej strony, ale ostatnio już kompletnie puściło we mnie pewne podejście i samokrytycyzm wjechał mi na rejestry ekstremalne, więc pewnie już nigdy nie użyję słowa "polecam", chociaż i tak dotąd było mi mocno obce. Chodzi mi o to, że gdybym wyskoczył z opinią, że coś jest najlepsze w historii, to musiałbym być przygotowany do obrony tego argumentu w tak doskonały sposób, że jest to wręcz niemożliwe.
Do tego dochodzi moje coraz silniejsze uczucie, że żyjemy obecnie w jakimś momencie historycznym, który - delikatnie mówiąc - jest mało fajny i jego spuścizna wielkiej wartości nie ma. Stąd podchodzę z dużo nieufnością do rekordów oscarowych w 2025 roku. A kiedyś to goniłem się, żeby na ceremonię tych nagród być przygotowanym, znać wszystkie pozycje. Teraz to chyba bym musiał to robić zawodowo, żeby jakkolwiek się przejmować, a i tak szczerości bym w sobie do tego nie znalazł.
Jest we mnie dużo jakiejś refleksji zarówno w stosunku do samego siebie, jak i tego co się dzieje, co powoduje, że ciężko u mnie o entuzjazm w stosunku do obecnej rzeczywistości. Natomiast poszedłem niedawno do kina na "Mullholand Drive" i byłem zachwycony, a kiedyś Lyncha jakoś odbijałem. To tak, żeby nie było, że jestem kompletnym zjebem. Chociaż jest ogromna szansa, że jestem :D
.
04-03-2025, 16:14
Stały bywalec
Liczba postów: 18,476
Liczba wątków: 148
(04-03-2025, 16:14)srebrnik napisał(a): Jest we mnie dużo jakiejś refleksji zarówno w stosunku do samego siebie, jak i tego co się dzieje, co powoduje, że ciężko u mnie o entuzjazm w stosunku do obecnej rzeczywistości. Natomiast poszedłem niedawno do kina na "Mullholand Drive" i byłem zachwycony, a kiedyś Lyncha jakoś odbijałem. To tak, żeby nie było, że jestem kompletnym zjebem. Chociaż jest ogromna szansa, że jestem :D
Nie jesteś. Ja miałem podobne uczucie kilka dni temu, jak miałem okazję oglądać "Siedem" na dużym ekranie. Niby chodząc do kina regularnie oglądam sporo filmów, które mi się podobają i oceniam je wysoko, jak chociażby "The Brutalist" czy nawet przywołane już "Biedne istoty", ale póżniej idę na kultowca Finchera i mam wrażenie, jakby obcował czymś zupełnie innym, co jest po prostu jeszcze piętro wyżej i nie można tego sklasyfikować w ten sam sposób co kino współczesne. I nie ma w przypadku "Siedem" mowy u mnie o jakiejś dziecięcej fascynacji czy nostalgii, bo ja ten film po raz pierwszy obejrzałem względnie późno. Tak samo, jak wiele innych klasyków. Także filmy takie, jak "Siedem" czy "Mullholand Drive" bronią się tym, że są po prostu filmami kompletnymi - dopracowanymi w każdym aspekcie, od scenariusza, przez reżyserię, po atmosferę, która wciąga bez reszty. Mają w sobie coś ponadczasowego, co sprawia, że niezależnie od epoki, w jakiej się je ogląda, wciąż robią ogromne wrażenie. To kino, które nie tylko dostarcza emocji, ale zostawia z poczuciem obcowania z czymś wyjątkowym – czymś, co wykracza poza standardową skalę ocen i klasyfikacji. W tym dziesięcioleciu w podobnym sposób tak naprawdę zadziałał na mnie tylko jeden film i był nim "TG: Maverick", gdzie poszedłem do kina dwukrotnie.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
04-03-2025, 17:37
.
Liczba postów: 27,536
Liczba wątków: 60
(04-03-2025, 16:14)srebrnik napisał(a): (03-03-2025, 18:40)Pitero napisał(a): To był ten sam rok, co "Biedne istoty" i najlepsza kobieca rola w historii kina także też małe szanse by miała.
Chętnie poznałbym historię kina Twoimi oczami. Nieironicznie.
Hehe, ja również :)
04-03-2025, 17:47
Stały bywalec
Liczba postów: 8,968
Liczba wątków: 26
ależ smutasy w tym Izraelu
Cytat:Izraelski minister kultury i sportu Miki Zohar we wpisie na platformie X nie krył swojego oburzenia. Stwierdził wprost, że zwycięstwo filmu "Nie chcemy innej ziemi" to "smutny dzień dla kina", a twórców oskarżył o to, że zamiast przedstawiać skomplikowaną rzeczywistość państwa izraelskiego wspiera narracje zaburzające obraz Izraela w oczach międzynarodowej widowni.
W dalszej części wpisu oskarżył twórców o oczernianie Izraela i stwierdził, że należy zmienić zasady finansowania produkcji filmowych, by tego rodzaju oszczercze działa nie mogły powstawać za pieniądze izraelskich podatników.
04-03-2025, 17:55
Stały bywalec
Liczba postów: 6,770
Liczba wątków: 6
Cytat: (04-03-2025, 12:22)PropJoe napisał(a): Pisałem, że jako musical Emilia jak dla mnie kompletnie się nie broni. Piosenki są słabe, ich wplecenie w fabułę wysilone, choreografia przeciętna. Jako, że są to elementy, które muszą tego typu nieść na swoich barkach, taki sobie ich poziom, kładzie moim zdaniem cały film.
Ty uważasz, że w musicalu powinny być piękne piosenki i śliczna choreografia, a ja właśnie uważam, że Emilia nie jest klasycznym musicalem i piosenki wcale nie muszą być rytmiczne i wpadające w ucho, że nóżka się rwie do tańca (...)
Tak, do tego się to właściwie sprowadza w sumie. Jeśli już siadam do musicalu to ma on dla mnie sens właściwie tylko wtedy, kiedy jest zajebiście nakręconym teledyskiem, w którym na dobrą sprawę nie ma większego znaczenia o czym śpiewają, liczy się to co śpiewają i przede wszystkim jak to jest nakręcone.
Cytat:(...)powiedziałbym nawet, że te piosenki właściwie bez muzyki, wymruczane dosyć marnie przez tytułową bohaterkę dodają autentyzmu tej historii, jej emocjom (...)
No, ale właśnie dla mnie piosenki są słabym nośnikiem emocji w filmie. A skoro tutaj są w dodatku wymruczane bez muzyki to tak naprawdę sprowadzają się do wypowiadania przez bohaterów wprost tego co czują. Czyli tak naprawdę jest to coś co zwykle oceniamy jednoznacznie negatywnie - wyobraź sobie w każdym innym filmie, że bohater mówi: tak mi smutno przez to co się przed chwilą stało. Wymruczenie tego pod nosem wcale nie czyni tego mniej pretensjonalnym.
07-03-2025, 10:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-03-2025, 10:54 przez PropJoe.)
.
Liczba postów: 27,536
Liczba wątków: 60
(07-03-2025, 10:49)PropJoe napisał(a): Tak, do tego się to właściwie sprowadza w sumie. Jeśli już siadam do musicalu to ma on dla mnie sens właściwie tylko wtedy, kiedy jest zajebiście nakręconym teledyskiem, w którym na dobrą sprawę nie ma większego znaczenia o czym śpiewają, liczy się to co śpiewają i przede wszystkim jak to jest nakręcone.
Cóż, rozumiem takie podejście, ale go nie podzielam :)
Na takiej samej zasadzie jak dobry film wcale nie musi mieć pięknych zdjęć, bo mogą one być brzydkie (w sensie pokazujące brzydotę, a nie pokracznie zrobione).
Cytat:No, ale właśnie dla mnie piosenki są słabym nośnikiem emocji w filmie. A skoro tutaj są w dodatku wymruczane bez muzyki to tak naprawdę sprowadzają się do wypowiadania przez bohaterów wprost tego co czują. Czyli tak naprawdę jest to coś co zwykle oceniamy jednoznacznie negatywnie - wyobraź sobie w każdym innym filmie, że bohater mówi: tak mi smutno przez to co się przed chwilą stało.
Minęło już parę miesięcy od seansu, więc nie pamiętam dokładnie, ale zapamiętałem te piosenki tak, że dobrze oddawały uczucia postaci i nie wiało tam samymi banałami. Było to trochę głębsze niż "oh jak mi smutno".
07-03-2025, 11:06
|