23-01-2024, 00:02
|
Poor Things (2023) reż. Yorgos Lanthimos
|
|
No to teraz wam popsuję tę beczkę miodu :)
Film bowiem okazał się dokładnie tym, czego się obawiałem, czyli przetrzepaną w ostatnich kilku latach na wszystkich możliwych płaszczyznach, ślepą walką z obrzydliwym patriarchatem, złożoną oczywiście z tych samych puzzli, z których robi się obecnie każdy jebany film głównego nurtu (pisząc inaczej: twórcy grzecznie odhaczyli każdy element z nowego rozporządzenia AMPASu). Jedyna różnica jest taka, że tym razem opakowano to w ładne sreberko i zawiązano wstążeczką, przez co gówno pachnie i smakuje przez długi czas jak najlepsza czekolada na rynku (i mam na myśli słodycze). Ale żeby nie było, to pierwsza połowa jest naprawdę rewelacyjna. Lathimos mógł co prawda darować sobie te artystyczne pierdy pokroju nieznośnej muzyki lub fartsy ujęć, jak choćby to otwierające - zwłaszcza, że gdy tylko historia się rozkręca, to pokazuje nam jak najbardziej przystępną, nawet jeśli niegrzeczną bajkę dla dużych dzieci - ale ogólnie bawiłem się przednio. Dialogi świetne, humor fantastyczny (i fantastycznie wielopoziomowy, nie zawsze oczywisty), scenografia wyborna, Emma bardzo dobra (dodatkowy plus za bobra, o ile to faktycznie jej, a nie dolepianka), choć jednak Ruffalo skradł ten film kompletnie. To rola totalna. Przede wszystkim jednak wszystko tu działa - no, prawie, bo oczywiście nie mogli sobie darować Hindusa czy światłego Murzyna, który jako jedyny facet w towarzystwie jest grzeczny, oczytany i w przyjazny sposób uczy bohaterkę świata (i ogólnie jest jedynym czarnym w kadrze, co go tym bardziej alienuje/wyróżnia). Świata, który - tu od razu odrzucam argumentację progresów - i owszem, jest umowny, ale tylko pod względem naukowym (swoją drogą cudowny miks steampunku i stylu Jeuneta), nie społeczno-historycznym. Zatem wspomniane elementy, o ile do tej pory stanowią zaledwie rysy na diamencie, są dosłownie ze współczesnej dupy (a czarny szczególnie, bo to jest ogółem niezły miscast - gość jest nijaki i drętwy, przypuszczalnie dlatego, że nie potrafi się odnaleźć w tej rzeczywistości). Nie wiem zresztą czemu nie mogli osadzić tej opowieści w jakiejś fikcyjnej rzeczywistości, zamiast szykanować Paryżami i Londynami, które się po prostu nie dodają. No właśnie - Paryż. W tym miejscu film się sypie, bo nagle Ruffalo zostaje porzucony (i tym samym niknie jego chemia z Emmą), a bohaterka z nieporadnej, "biednej" istoty nagle przeobraża się na pełnej kurwie w samoświadomą feministkę, które zmienia wszystkie zasady świata wokół, bo ma taki kaprys (rozjebał mnie kompletnie pomysł aby to dziwki wybierały sobie klientów xD ). Jej jedyną przyjaciółką/kochanką jest kolejna czarna, która zostaje przedłużeniem gościa ze statku i jest tym samym zupełnie zbędnym elementem filmu (podobnież jak językowe qui pro quo, które nagle twórcy stosują). Wszyscy pozostali są odpychający tak wizualnie, jak i psychologicznie, czego ukoronowaniem przewidywalny i zwyczajnie głupi wątek generała, który nie prowadzi nas zupełnie donikąd. Jednocześnie reżyser zdradza nie tylko własną bohaterkę, ale też gubi zamysł tej zabawy w motywy z Frankensteina, ergo zaczyna przeczyć nawet tytułowi - bo próżno szukać biednej istoty w samoświadomej, nagle już w pełni wykształconej i jakże współczesnej, normalnej kobiecie, dla której szczytem rozwoju jest martini na ganku w towarzystwie ulepionej na ślinę "rodziny". Bez kitu, ostatnia scena jest jak wyjęta z finału GoT, czyli "u władzy" zostają lesbijki i kurwy, niemota i posłużny, niebiały simp, który wcześniej grzecznie przeprosił za wszystko. Poza tym standardowo dowiadujemy się, że prostytucja jest super, a faceci chcą tylko więzić i nie są do niczego potrzebni (poza trzepaniem kasy). Brak sów. Pierwsza połowa: 9/10 Druga połowa: 1/10 Średnia: 5/10, ale dam ostatecznie 6 za walory produkcyjne (nie cycki, bo te akurat były średnie). I jednocześnie ciekaw jestem jak to się różni od powieści. Bo jak czytam, że mieli to już robić w 2009, to jakoś trudno mi powstrzymać myśli, że docelowo byłaby to rzecz zwyczajnie lepsza i bardziej szczera.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 24-01-2024, 23:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-01-2024, 23:57 przez Mefisto.)
Wątek generała z dupy faktycznie i zapomniałem o murzynie, który też był daremny ale nic nie poradzę, pomimo tych problemów i tak mi się dobrze oglądało także drugą połowę (choć jest wyraźnie słabsza).
Inna sprawa, że wszystko co Mefisto napisał, to w sumie prawda, a im dłużej się zastanawiam tym bardziej mam ochotę obniżyć ocenę do 7, ale poczekam z tym do powtórki. No i jeszcze dodam, że "następczyni" bohaterki też była totalnie zbędna. 25-01-2024, 05:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-01-2024, 05:04 przez Gieferg.)
Gdyby nie skopane zakończenie (opowieść powinna zakończyć się swoistą pętlą - Bella skacze z mostu albo zostaje odstrzelona przez generała), to byłaby to dogłębna analiza kobiecej natury. Jasne, można po raz kolejny odczytywać to jako najazd na patriarchat i wychwalenie seksualnego wyuzdania, ale jakby się tak bliżej przyjrzeć, to może świadomie, może nieświadomie, ale wyszła twórcom historia typowej Julki jeżdżącej po Erasmusach (wyjazd z Duncanem do Lizbony), mającej mentalność dziecka (w sumie ma mózg niemowlaka) i nie biorącej odpowiedzialności za swoje czyny, rozpieprzającej życie facetom i bliskim, a jednocześnie płaczącej na widok biednych dzieci (można podmienić na biedne zwierzątka, ekologię, weganizm, czy co tam obecnie Julkom wyciska łzy z oczu). Tam jest w zasadzie wszystko, co składa się na obraz współczesnej kobiety i gdyby całość nie kończyła się w taki słodko-pierdzący sposób, ale miała tragiczny finał, to bym uznał ten film za arcydzieło pokazujące, jakie konsekwencje niesie taki styl życia, a tak jest tylko dobrze.
26-01-2024, 01:48
Podobało się, film jest bardzo dobry, chociaż do ideału dosyć daleko. W przeciwieństwie do paru powyższych opinii, to ja nie dostrzegłem żadnego zjazdu poziomu w drugiej połowie, według mnie to się dosyć powoli rozkręca i ogólnie ta czarno-biała część jest zbyt wymyślna, przegięta i przeciągnięta, przydałoby się tam trochę powycinać, bo jest zbyt dużo ujęć z gatunku "patrzcie jaki jestem dziwny i odważny", nie służą one historii. Na wysoki poziom wskakujemy wraz z pojawieniem się Ruffalo (chyba najlepsza jego rola, spokojnie może skończyć z Oscarem) i trochę go obniżamy, gdy ten znika.
Rzeczywiście wątek byłego męża jakby doczepiony na siłę, albo trzeba było z niego zrezygnować i wymyślić inne zakończenie, albo jeszcze rozbudować, jakoś zasygnalizować na początku. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby nawet pokazanie poprzedniego życia Belli - wtedy nie byłaby postacią w 100% pozytywną, byłoby trochę niejednoznaczności. Co do wykonania, to scenografie rzeczywiście świetne, ale mi przeszkadza trochę ich sztuczność, baśniowość, odrealnienie, bo ja lubię czuć, że patrzę na prawdziwy świat (w domu Defoe to jeszcze czułem), a nie teatralną dekorację, nawet jeśli piękną. W ogóle w tym roku mamy w oscarowym wyścigu o scenografię trzy mocne kandydatury: Poor Things, Barbie i Killers of the Flower Moon i nawet w Barbie łatwiej uległem iluzji, że ktoś w tym Barbielandzie może naprawdę mieszkać. Zdjęcia również trochę przesadzone, zbyt efekciarskie - wychodzi na to, że ja ogólnie nie jestem fanem stylu Lanthimosa. Duży plus za humor, w momentach, gdy jest się z czego śmiać, to jest najlepiej. Ocena? Dam 8/10 bo to był bardzo udany seans, ale bliżej do siódemki niż dziewiątki. Ochota na powtórkę w domu minimalna, może za kilka ładnych lat. 26-01-2024, 09:04 simek napisał(a):Ruffalo (chyba najlepsza jego rola, spokojnie może skończyć z Oscarem) "Poor Things" jeszcze nie oglądałem ale widziałeś jego fenomenalną podwójną rolę w "I Know This Much Is True"? Serio jest tutaj lepszy?
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
26-01-2024, 12:06 (26-01-2024, 01:48)Spawne napisał(a): Gdyby nie skopane zakończenie (opowieść powinna zakończyć się swoistą pętlą - Bella skacze z mostu albo zostaje odstrzelona przez generała), to byłaby to dogłębna analiza kobiecej natury. Tam jest w zasadzie wszystko, co składa się na obraz współczesnej kobiety i gdyby całość nie kończyła się w taki słodko-pierdzący sposób, ale miała tragiczny finał, to bym uznał ten film za arcydzieło pokazujące, jakie konsekwencje niesie taki styl życia, a tak jest tylko dobrze. Ciekawa interpretacja, ale znając obecne "standardy" to jakoś wątpię, żeby taki był zamysł twórców - o ile w ogóle mieli jakiś, bo, jak już pisałem, zakończenie kompletnie położyło dla mnie sens tej historii. Trudno mi nie oprzeć się wrażeniu, że oni po prostu zaadaptowali sobie gotowy skrypt z 2009 roku o skrzywdzonej kobiecie do obecnej mody i wycięli z niego wszystko co jakkolwiek umniejszałoby "płci pięknej". A przecież w samym swoim zamierzeniu to jest taki sam potwór i zaprzeczenie natury, co u Mary Shelley.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 26-01-2024, 13:02 (26-01-2024, 13:02)Mefisto napisał(a):(26-01-2024, 01:48)Spawne napisał(a): Gdyby nie skopane zakończenie (opowieść powinna zakończyć się swoistą pętlą - Bella skacze z mostu albo zostaje odstrzelona przez generała), to byłaby to dogłębna analiza kobiecej natury. Tam jest w zasadzie wszystko, co składa się na obraz współczesnej kobiety i gdyby całość nie kończyła się w taki słodko-pierdzący sposób, ale miała tragiczny finał, to bym uznał ten film za arcydzieło pokazujące, jakie konsekwencje niesie taki styl życia, a tak jest tylko dobrze. Nie mam pojęcia, czy to było zamierzone, czy nie, ale takie porównanie samoistnie pojawiało mi się w głowie z każdą kolejną sceną. Ciekaw jestem czy film jest dość wiernym przeniesieniem powieści, czy jednak książka pewne rzeczy robi inaczej. Niemniej z tym filmem jest tak, że kobiety pewnie będą widziały w nim emancypację płci pięknej, wyzwolenie z okowów ograniczających norm społecznych itp. bzdury, a faceci w większości dopatrzą się stopniowego popadania w coraz większą degenerację moralną, hedonizmu i zaspokajania własnych potrzeb choćby i kosztem innych osób oraz niszczenia mężczyznom życia przez kobiety. Szkoda, że ten film ma tak durne zakończenie, bo miałby naprawdę mocny wydźwięk, gdyby Victoria wiodła podobne życie, które w efekcie doprowadziło do niechcianej ciąży, a ostatecznie do samobójstwa i później widz oglądałby ten sam cykl tylko tym razem z udziałem Belli. Zamiast tego dostaliśmy generała żrącego liście, cóż, nie można mieć wszystkiego. 26-01-2024, 18:36
Rewelacyjny film. Dawno się tyle nie śmiałem w kinie. Aktorsko to jest taki top, że ja pierdole. Od czasu Top Gun; Maverick nie wyszedłem tak zadowolony z seansu. 9/10.
27-01-2024, 17:44
Z beczuły miodu wybrałem dwie łyżeczki dziegciu. Drętwy Murzyn na statku nie kradnie na szczęście więcej, niż pięć minut czasu ekranowego, trudniej natomiast strawić wątek męża. Jest istotny dla domknięcia rozwoju Belli, postawienia ostatniej kropki w historii poprzedniego wcielenia, niemniej jawi się niczym obcy element w perfekcyjnie naoliwionym mechanizmie. Wepchnięty w fabułę na siłę, potraktowany po łebkach, byle odhaczyć kluczowy motyw z przeszłości. Nie pomógł Abbott, niewiele lepszy aktorsko od Carmichaela. Żenującą rolę w serialowej wersji Paragrafu 22 uznałem za wypadek przy pracy (z beznadziejnym scenariuszem), no ale nie, Krzysio jest beznadziejny. Gra tak, jakby podpatrzył na planie Ruffalo i chciał być równie fajny. No, w każdym razie opowieść nie psuje się w połowie filmu, czy tam w chwili dotarcia do Paryża; zadyszkę "łapie" od momentu wejścia do posiadłości generała, a wraca do formy na sygnał wystrzału z pistoletu generała. Drobne rysy na diamencie.
Prócz tego jestem zachwycony. McNamara doskonale "czuje" komedię i bawi żartem nawet wtedy, gdy zapuszcza się głęboko w opary absurdu. Powóz z koniem albo zbliżenie na kozę to gagi na miarę odlotów ZAZ-u. Jak na fabułę sprowadzającą się do wewnętrznej przemiany protagonistki jest tu mnóstwo fantastycznych scen i rozwiązań. Idealny skrypt dla popieprzonego Greka. Lewicowe wtręty mogą drażnić, ale nie traktuję ich jako manifestu politycznego; na tej samej zasadzie Yorgosa nie nazwałbym agigatorem. Nie przy tym sposobie opowiadania, nie przy tym natężeniu dziwatcw i humoru. Moim zdaniem facio chciał po prostu stworzyć porąbaną bajkę/baśn, a obowiązkowe (najwyraźniej) liberalne wstawki nie zmniejszyły mojej przyjemności z seansu. Wizualia cudne, pięknie uzupełnione umiejętnym brzękoleniem i plumkaniem. Prócz Stone Oscara powinien też zgarnąć Ruffalo (nigdy nie był tak dobry). Najlepszy film A.D. 2023 i zapewne szczytowe osiągnięcie Lanthimosa. Ósemka z nadzieją na utratę brzuszka i przejście w dziewiątkę. 05-02-2024, 01:22
Wspanialy film. 5/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 20-03-2024, 03:36
A jeszcze lepsza i wspanialsza jest niezwykle długa i obszerna recenzja tego filmu wyjaśniająca twoją ocenę
![]() Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
20-03-2024, 10:13
Oprócz urokliwej strony wizualnej (czyli najwiekszego pozytywu) mamy tu tak toporną feminazi propagandę, że ledwo dawalem radę. Oczywiscie plusem było aktorstwo w tym Emmy, która niestety paskudnie się starzeje.
Jakbym nie wiedzial to pomyślałbym, że to Anderson na poważnie. Ale za malo tu było groteski przez co ogladało się wyjątkowo męcząco
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 20-03-2024, 22:42
Zdziwiłbyś się ile feministek traktuje tę feminazi propagandę jako szkodliwą męską fantazję o emancypacji, a nie emancypację prawdziwą. Z czym nawet się trochę zgadzam, bo jest coś paradoksalnego w tym, że dwa zeszłoroczne hity, mające do tego obie perspektywy: męską i kobiecą, które usiłują jakoś pokazać siłę kobiet muszą uciekać się do światów kompletnie odrealnionych, gdzie najprawdziwszym elementem pozostaje fakt, że jakieś szanse na złamanie konwenansów, porzucenie starych zwyczajów i zmianę świata masz tylko gdy jesteś zajebistą laską :)
20-03-2024, 23:05
Dorzucę parę zdań i tu.
Mam odczucia podobne jak przy "Wszystko wszędzie naraz". W pełni rozumiem zachwyty, ale film nie do końca w moim guście. Dzieląc film na 3 części: 1/3 - Czyli czarno-biały wstęp. Jak na wprowadzenie jest nieco zbyt długi i powoli się rozkręca. Fajny retro klimat, ładne zdjęcia, trochę przesadne zafiksowanie Lanthimosa na punkcie orgazmów Emmy Stone - tak jakby dorastająca "dziewczynka" nie myślała o niczym innym. Oglądało się dobrze, 7/10 2/3 - Czyli Wes Anderson na LSD. Wchodzimy w kolor i cała sekwencja podróży po Lizbonie i późniejsza na łodzi to zdecydowanie najlepsza część filmu. Bajkowa scenografia miasteczka widzianego oczami dziewczyny, która pierwszy raz wyrwała się z ponurego domu, koncert aktorski Emmy Stone i Marka Ruffalo, płynnie pokazujący ewolucję głównej bohaterki a do tego cholernie zabawny. Scenę jak Bella Baxter odwala taniec w stylu Frankensteina i Duncan Wedderburn szybko do niej stepuje, udając że to normalne, oglądałem chyba z 5 razy. Lynchowskie zakrzywione, niepokojące kadry ulicznych zaułków podczas zwiedzania Lizbony dodawały klimatu. Byłem oczarowany, 9/10 3/3 - Czyli burdel i powrót męża. Cały wątek Belli Baxter i jej "przygód" jako prostytutka był przeciągnięty i niezbyt interesujący, zbędnie obrzydliwy (chociaż przyznaję, jak pierwszy normalny klient wyciągnął hak zamiast ręki nieźle się uśmiałem). Robi się trochę zbyt chaotycznie, postać drugiej Belli prowadzi donikąd, wątek męża wprowadzony pośpiesznie na sam koniec, do tego nie do końca rozumiem postacie. Bella ot tak ucieka z ołtarza zostawiając męża i ojca, potem traci instynkt samozachowawczy przy ewidentnym psychopacie który chce ją skrzywdzić, a mąż-doktorek nawet nie próbuje w tym czasie sprawdzić co się z nią dzieje? Czemu Bella dokonała przeszczepu mózgu kozy do głowy męża, zamiast przeszczepić mózg swego ojca, dając mu drugie życie? (wystarczyłoby nawet jedno zdanie Dafoe, że tego nie chce). Do tego brakowało mi lepszej puenty w ostatniej scenie filmu. No ujdzie, 6/10 Aktorsko jest tu piękny koncert, życiowa rola Emmy Stone, chyba życiowa rola Marka Ruffalo (nie widziałem tego serialu gdzie gra dwóch bliźniaków), doskonały jak zawsze Willem Dafoe. Poza tym nikt się nie wyróżniał. Za całość dam 7+/10 20-03-2024, 23:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-03-2024, 23:23 przez Capt. Nascimento.)
Bella przeszczepia mózg męża bo podczas pobytu u niego dowiaduje się jaką jest gnidą i wymierza mu karę. A ojcu nie przeszczepia niczego bo woli dać mu odejść w spokoju.
Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
21-03-2024, 09:49
Ukryj to w spolier.
I nie zadowala mnie taka odpowiedz.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 21-03-2024, 10:21 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |


Spoiler




