(28-10-2016, 08:16)Grievous napisał(a): 4. W SW płeć protagonisty ma naprawdę małe znaczenie, gdyż to nigdy ich nie definiowało. Podmień Rey na męską postać i nie zmienia się właściwie NIC- od fabuły po wydźwięk filmu. Jedynie płaczki z obu stron sobie krzyczą, ale masowy widz ma wyjebane.
To akurat by sporo zmieniło, gdyż wtedy polałaby się krytyka, że ów bohater jest zbyt doskonały, nieciekawy i znowu mamy super mężczyznę co niektórzy mogliby zarzucić, że film jest szowinistyczny, gdyż pokazuje wyższość białego mężczyzny nad innymi
I proszę ja sam daleki jestem od teorii spiskowych, zniszczenia cywilizacji białego człowieka itd. Disney to po prostu firma i nie stoi za tym żadna ideologia, tylko po prostu wykalkulowali, którym grupom warto się przypodobać i na których może dzięki temu można dobrze zarobić. A, że robią to mało dyskretnie i finezyjnie, to już inna kwestia. Zresztą i tak jest najważniejsze "Member Death Star" "Member AT-AT" "Member X-Wing"
Cytat:Nie mówię, że tak nie jest... ale serio masz na to jakieś dane, czy po prostu wyciągnąłeś sobie to z dupy?
Jep, czytałem artykuły i wypowiedzi na ten temat.
Cytat:To jest tak głupie, że nawet nie komentuję.
Można go wciągnąć w kampanię promocyjną filmu jeśli będzie cokolwiek faktycznie podkładał (na filmwebie i imdb jest wymieniony w obsadzie). To... nie jest głupie...
Cytat:1. Wg statystyk kobiety wolą męskich protagonistów w tego typu filmach. Dlatego "Thor" jest popularniejszą marką MCU wśród kobiet, niż mężczyzn.
2. "Rogue One" rozpoczęło produkcję na długo przed premierą TFA, więc o "sprawdzonej formule" mowy nie ma. 3. Prawdę mówiąc, to największy wpływ na BO ma raczej kampania promocyjna oraz word of mouth wśród widzów. Osobiście zaczynałbym kwestionować faktyczny wpływ medialnego pierdolenia czy recenzji, przynajmniej w przypadku superprodukcji. 4. W SW płeć protagonisty ma naprawdę małe znaczenie, gdyż to nigdy ich nie definiowało. Podmień Rey na męską postać i nie zmienia się właściwie NIC- od fabuły po wydźwięk filmu. Jedynie płaczki z obu stron sobie krzyczą, ale masowy widz ma wyjebane.
1. Ja słyszałem, że "Thor" jest popularny wśród kobiet ze względu na atrakcyjność dwóch bohaterów - dlatego przykłada się wagę do tego, by ci bohaterowie byli atrakcyjnymi facetami.
Jeśli kobiety rzeczywiście preferują film z facetem w roli protagonisty, to byłbym gotów się nawet zgodzić.
2. O, to pardon - wycofuję w takim razie ten argument.
3. No a ja właśnie o kampanii promocyjnej mówię.
4. Noo nie zgodzę się. Podświadomie psychologia tłumów robi swoje.
Cytat:A może ci aktorzy dostali te role bo najlepiej wypadli na castingach? Ot taka moja teoria spiskowa.
Pliz, akurat przypadkowo wyszło takie multikulti? Disney zapłacił za markę Star Wars 4 miliardy dolarów i teraz jest dla nich ważne, żeby to się spłaciło. Tu jest mowa o różnicach rzędu pół miliarda (w porywach miliarda) na film - naprawdę myślisz, że tam nie ma nic do roboty marketing?
No i tak ogólnie powtórzę: nie mam nic przeciwko samemu multikulti. Gorzej tylko, jeśli marketing wpieprzy się w produkcję.
28-10-2016, 12:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-10-2016, 13:02 przez Capt. Nascimento.)
Przecież ja sam napisałem, że SW jest taką marką, że nie potrzebuje takich zabiegów WZGLĘDEM GRUP SPOŁECZNYCH NA KTÓRE DZIAŁA.
Chińczyków i czarnych muszą przyciągnąć czymś więcej, bo marka na nich działa w dużo mniejszym stopniu.
Jak ktoś nazywa teorią spiskową oczywisty fakt, że Hollywood próbuje przyciągnąć widzów z Chin - bo to GIGANTYCZNY i nie zagospodarowany jeszcze przez nich rynek, który potrafi wynieść wynik boxoffice o kilka poprzeczek w górę - sorry, ale to żenujące.
28-10-2016, 13:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-10-2016, 13:22 przez Capt. Nascimento.)
Mogę od siebie dodać, że ani na Mokotowie, ani na Woli, ani na Żoliborzu nie stwierdziłem (w badanej populacji fanów SW oczywiście) obecności nawet jednego Murzyna, który by oglądał Star Warsy. Więc jest w tym chyba jednak jakieś ziarnko prawdy.
W Stanach myślę, że może być podobnie.
PS. Chyba, że skupili się w Miasteczku Wilanów. Tam jest większe przyzwolenie na multi-kulti, ale stamtąd nie mam twardych danych
Oh wy żartownisie. Miałem nadzieję, że nie będziecie domagali się linków (co za brak zaufania ;( ), no ale dobrze, poszukam i zarzucę w wolnej chwili (nie mam ich w głowie!). Info dotyczyło murzynów w USA, jakby co.
(28-10-2016, 12:50)Capt. Nascimento napisał(a): Pliz, akurat przypadkowo wyszło takie multikulti? Disney zapłacił za markę Star Wars 4 miliardy dolarów i teraz jest dla nich ważne, żeby to się spłaciło. Tu jest mowa o różnicach rzędu pół miliarda (w porywach miliarda) na film - naprawdę myślisz, że tam nie ma nic do roboty marketing?
Jestem idealistą Chce wierzyć, że główną motywacją przy wyborze aktorów jest to czy mają talent, charyzmę.
Cytat:No i tak ogólnie powtórzę: nie mam nic przeciwko samemu multikulti. Gorzej tylko, jeśli marketing wpieprzy się w produkcję.
No tak, przez to siadł cały realizm w Star Wars. Przecież zróżnicowane kulturalnie planety to jakiś marketingowy wymysł
(28-10-2016, 13:18)Capt. Nascimento napisał(a): Przecież ja sam napisałem, że SW jest taką marką, że nie potrzebuje takich zabiegów WZGLĘDEM GRUP SPOŁECZNYCH NA KTÓRE DZIAŁA.
Chińczyków i czarnych muszą przyciągnąć czymś więcej, bo marka na nich działa w dużo mniejszym stopniu.
Popularność tych filmów przeczy temu stwierdzeniu. Star Wars to globalny fenomen. Działa na wszystkich.
Cytat:Jak ktoś nazywa teorią spiskową oczywisty fakt, że Hollywood próbuje przyciągnąć widzów z Chin - bo to GIGANTYCZNY i nie zagospodarowany jeszcze przez nich rynek, który potrafi wynieść wynik boxoffice o kilka poprzeczek w górę - sorry, ale to żenujące.
Z tym że Star Wars to słaby przykład. Gdyby ta dyskusja odbywała się w wątku o Now You See Me 2, to bym Ci przytaknął
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!
28-10-2016, 15:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-10-2016, 15:54 przez Ash_9001.)
Force Awakens zarobiło w samych Stanach 940 milionów dolarów, w Chinach tylko 124 miliony - w Niemczech 111 milionów, a w Anglii 163 miliony.
Jednocześnie taki "The mermaid" potrafił zgarnąć w Chinach lekką ręką 530 milionów. Chiny to dla Disneya potencjał nawet rzędu... obstawiam... miliarda dolarów na epizod (spin offów nie będę szacował, ale to też bardzo duże liczby), jeśli się przyjmie.
Swoją drogą, w Indiach Gwiezdne Wojny zarobiły tylko... 4 miliony dolarów. Dla porównania w Polsce 17 milionów dolarów.
Ja tam na ich miejscu zatrudniłbym Shah Rukh Khana do jednej z głównych ról - mega zajebisty aktor, w Indiach jest Bogiem (żaden amerykański aktor nie ma takiej popularności w USA, jak on w Indiach, moim zdaniem) a wynik w Indiach skoczyłby niebotycznie...
Ash_9001 napisał(a):No tak, przez to siadł cały realizm w Star Wars. Przecież zróżnicowane kulturalnie planety to jakiś marketingowy wymysł Oczko
Co ma do tego realizm? Czy ja gdziekolwiek mówię COKOLWIEK o realiźmie? Wtf
28-10-2016, 16:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-10-2016, 16:15 przez Capt. Nascimento.)
U nas też rodzime produkcje czasami biją w box office zagraniczne hity. Nie ma w tym chyba nic nadzwyczajnego. 124 miliony w Chinach to mało? No to daj im czas, ich kinowy rynek się dopiero rozkręca.
Cytat:Co ma do tego realizm? Czy ja gdziekolwiek mówię COKOLWIEK o realiźmie? Wtf
No to mi wyjaśnij jaki to zły wpływ ma marketing na Rogue One albo Star Wars. Piszemy w tym wątku, wiec założyłem, że może to o taki zły wpływ chodzi
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!
28-10-2016, 16:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-10-2016, 16:39 przez Ash_9001.)
Ash_9001 napisał(a):U nas też rodzime produkcje czasami biją w box office zagraniczne hity. Nie ma w tym chyba nic nadzwyczajnego. 124 miliony w Chinach to mało? No to daj im czas, ich kinowy rynek się dopiero rozkręca.
Nie chodzi o to, czy to coś nadzwyczajnego. Chodzi o to, że ten film:
Zarobił 5 razy więcej niż wyczekiwana od 10 lat nowa część Gwiezdnych Wojen. Ergo - Gwiezdne Wojny mają znacznie większy potencjał w Chinach od dotychczasowego wyniku.
Co masz na myśli mówiąc, że ich rynek kinowy dopiero się rozkręca? W sensie, że ich kinematografia kuleje? What the...
Nie uważasz, że zatrudnienie jednego z najpopularniejszych chińskich aktorów jest lepszym sposobem na zwiększenie zysku niż... po prostu czekanie?
Ash_9001 napisał(a):No to mi wyjaśnij jaki to zły wpływ ma marketing na Rogue One albo Star Wars. Piszemy w tym wątku, wiec założyłem, że może to o taki zły wpływ chodzi Uśmiech
Marketingowe podejście do zatrudniania obsady jest... spoko. Ogółem chętnie zobaczyłbym wielki hit, w którym w obsadzie znalazłoby się miejsce dla czołowych aktorów z różnych regionów - np. Shah Rukh Khana z Indii, Wagnera Moury z Brazylii, Ricardo Darina z Argentyny, Daniela Bruhl z Niemiec i tak dalej. To byłoby coś nowego i ciekawego na swój sposób (a przy okazji pewnie wyszedłby taki pojedynek na aktorstwo między państwami ).
*Oczywiście to powinno być robione z głową, żeby nie wyszło tak jak w Mrocznym Widmie, gdzie Samuel El Jackson dostał rolę Mace'a Windu, która pasowała do niego jak pięść do oka (to trochę tak, jakby "The Rock" miał grać naukowca, a Jim Parsons zapaśnika ... no, lekko przesadzając ).
Obawiam się tylko, że jeśli marketing aż tak mocno ingeruje w obsadę, to może też przejąć kontrolę nad częścią scenariusza/produkcji/reżyserii... a to już nie byłoby nic dobrego. Bo z założenia marketingowiec powinien się zająć kampanią promocyjną, a kreowanie filmu zostawić ludziom, którzy się na tym znają - scenarzyście, reżyserowi itd. Inaczej może wyjść taka kaszana jak "Suicide Squad", gdzie potencjał został praktycznie zaszlachtowany przez ludzi od marketingu.
28-10-2016, 16:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-10-2016, 16:49 przez Capt. Nascimento.)
(28-10-2016, 16:43)Capt. Nascimento napisał(a): Co masz na myśli mówiąc, że ich rynek kinowy dopiero się rozkręca? W sensie, że ich kinematografia kuleje? What the...
W sensie, że będzie tam coraz więcej kin.
Cytat:Nie uważasz, że zatrudnienie jednego z najpopularniejszych chińskich aktorów jest lepszym sposobem na zwiększenie zysku niż... po prostu czekanie?
Sposób jest świetny. Zatrudnianie popularnych aktorów w filmach to sprawdzona metoda Tylko dlaczego jest ona w tym wątku krytykowana, w przypadku gdy zatrudnieni zostają popularni aktorzy o innym kolorze skóry niż biały?
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!
28-10-2016, 17:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-10-2016, 17:31 przez Ash_9001.)
(28-10-2016, 16:43)Capt. Nascimento napisał(a): Nie chodzi o to, czy to coś nadzwyczajnego. Chodzi o to, że ten film:
Zarobił 5 razy więcej niż wyczekiwana od 10 lat nowa część Gwiezdnych Wojen. Ergo - Gwiezdne Wojny mają znacznie większy potencjał w Chinach od dotychczasowego wyniku.
Czy ty właśnie odkryłeś że filmy MOGĄ ZARABIAĆ WIĘCEJ? Jestem pod wrażeniem.
Sposób jest świetny. Zatrudnianie popularnych aktorów w filmach to sprawdzona metoda Tylko dlaczego jest ona w tym wątku krytykowana, w przypadku gdy zatrudnieni zostają popularni aktorzy o innym kolorze skóry niż biały?
Nigdzie nie krytykowałem obsady. A w czym widzę możliwy problem już napisałem kilka razy:
Cytat:Obawiam się tylko, że jeśli marketing aż tak mocno ingeruje w obsadę, to może też przejąć kontrolę nad częścią scenariusza/produkcji/reżyserii... a to już nie byłoby nic dobrego. Bo z założenia marketingowiec powinien się zająć kampanią promocyjną, a kreowanie filmu zostawić ludziom, którzy się na tym znają - scenarzyście, reżyserowi itd. Inaczej może wyjść taka kaszana jak "Suicide Squad", gdzie potencjał został praktycznie zaszlachtowany przez ludzi od marketingu.
Tylko tyle i aż tyle.
Mierzwiak napisał(a):Czy ty właśnie odkryłeś że filmy MOGĄ ZARABIAĆ WIĘCEJ? Jestem pod wrażeniem.
[color][font]
Łamiesz mi serce. Nawet nie sprawdziłeś CO chciałem przekazać w tamtym poście. :'(
Proszę Mierzwiaku:[/font][/color]
Ash_9001 napisał(a):Popularność tych filmów przeczy temu stwierdzeniu. Star Wars to globalny fenomen. Działa na wszystkich.
Na co odpowiedziałem właśnie zacytowanym przez Ciebie postem. Rozjaśniłem sytuację?
Pewnie już była o tym mowa, ale scenarzyści Rogue One protestują przeciwko Trumpowi. Co jest dość komiczne, bo ilu qrva jest tych scenarzystów? Choć znając dzisiejsze Holly, pewnie z 30.
To się robi żałosne, ja nie wiem, chyba wszyscy twórcy których lubię, musza mnie swoją osobą zbrzydzić, oczywiście nie mówię tutaj o tych scenarzystach, ale to tylko pokazuje głupotę tego kwiku.