http://www.wspolczesny.pl/repertuar/biezacy/porucznik-z-inishmore
Swoją drogą polecam. W roli głównej Szyc.
17-01-2013, 22:11
|
Seven Psychopaths (2012) reż. Martin McDonagh
|
|
Nie będę się rozpisywał, bo Tyler powiedział już o 7 psychopatach wszystko to, co ja bym powiedział. Zajefajny film, McDonagh rządzi, Rockwell wymiata. Z innej beczki dodam tylko, że film cholernie skojarzył mi się ze spektaklem, na którym byłem parę lat temu we Współczesnym, "Porucznik z Inishmore". Czarna jak smoła komedia, wyjątkowo krwawa jak na teatr, w której bieg morderczych zdarzeń zapoczątkowuje śmierć ukochanego kotka głównego bohatera, oficera INLA. Podobieństwa widać zatem już na pierwszy rzut oka i nie bez powodu - podówczas tego nie wiedziałem, ale jest to sztuka samego McDonagha.
http://www.wspolczesny.pl/repertuar/biezacy/porucznik-z-inishmore Swoją drogą polecam. W roli głównej Szyc. 17-01-2013, 22:11
Jak już ktoś wcześniej napisał - zupełne przeciwieństwo "In Bruges". Nudne to to, fabuła bez ładu i składu, postacie sklecone bez polotu, średniackie aktorstwo. Miałem ochotę wyłączyć, ale nie chciało mi się wstawać. Wytrwałem do końca, choć tylko i wyłącznie z lenistwa. Totalne meh i nie czekam na kolejny film McDonagha.
4/10
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 17-01-2013, 22:16
Hehe... "średniackie aktorstwo", "Miałem ochotę wyłączyć, ale nie chciało mi się wstawać" :)
17-01-2013, 22:18
Ja mam straszny problem z tym filmem. Bywały momenty w których byłem zachwycony, bywały takie w których facepalmowałem. Podobnie jak PropJoe zbyt często odnosiłem wrażenie, że film próbuje być kultowy na siłę. Średnio podszedł mi również scenariusz - tak to trochę wygląda jakby McDonagh wyciągnął z szuflady niezrealizowane projekty krótkometrażówek i dopisał do nich dość pretekstowa metaramę. Z drugiej strony aktorstwo jest rewelacyjne (chociaż postacie jako takie co do jednej irytujące), kilka dialogów i scen to perły (wiadomy morderca w retrospekcji Waitsa, scena z Woodym i babcią). Ode mnie jakieś 6.
Why are you firing wallnuts at me?
19-01-2013, 00:20
Uwielbiam Michaea Stuhlbarga, po prostu go k'urwa uwielbiam. Scena jaka jest, każdy widzi - nie odbiega daleko od poziomu reszty filmu, czyli wymęczonej kultowości i pseudo fajnego gadania, ale Michael Stuhlbarg... co za gość, wedle mnie mógłby grywać z tą manierą wyciszonego killera już do końca życia:
22-01-2013, 00:02
Podobało mi się. Seans zleciał błyskawicznie. Dla mnie ten film przede wszystkim obsadą stoi, wszyscy grają rewelacyjnie, no a Rockwell rzeczywiście zasługuje na uznanie. Sam scenariusz i punkt wyjściowy całej intrygi jest dość absurdalny, ale nie mam do niego żadnych zastrzeżeń, bo obfituje w rewelacyjne dialogi i sceny-perły (ostatnia wspólna ofiara Waitsa i jego towarzyszki - padłem). Ciężko mi przyrównać do In Bruges i stwierdzić, który jest lepszy - na obu bawiłem się rewelacyjnie i już czekam na kolejny film McDonagha. 8/10
Zastanawiam się tylko, z jakiej paki Kurylenko jest na plakacie. 26-01-2013, 12:21
40 minut i odpadłem. Za dużo bohaterów wprowadzono i wszystko jest takie "przefajnowane". Nie oceniam bo nie dotrwałem do końca tego zakalca.
26-01-2013, 14:10 (26-01-2013, 12:21)Bogdan napisał(a): Zastanawiam się tylko, z jakiej paki Kurylenko jest na plakacie. no jak to, laska Bonda, no i laska jako taka :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 26-01-2013, 15:49
a ja już obejrzałem dwa razy i kocham ten film, a wszystkich, którym się nie podobał, już nie lubię,o!
Aktualnie rządzi: ja
09-02-2013, 00:11
I tu się różnimy - bo ja lubię tych, którym ten film się podobał. No ale to ty jesteś faszysta, nie ja :)
09-02-2013, 17:32
"Hey new idea how 'bout we change the title from The Seven Psychopaths to The Seven Lesbians Who Are All Disabled And Have Overcome All Their Spazzy Shit And Are Really Nice to Everybody And Two of Them Are Black. How 'bout that? "
Rockwell zjadł ten film. SP jest dużo słabszy od In Bruges ale miewa swoje momenty. Nawet pomimo silenia się na bycie cool-tarantinowsko pokręconym McDonagh nie traci swojego stylu, moim zdaniem dostosował się nieco do klimatu USA i szerszej widowni. 08-06-2013, 10:56
Moim zdaniem wrecz przeciwnie. Ten film jest trudny do przyswojenia szerszej widowni, bo jest mocno niekonwencjonalny w swojej strukturze.
08-06-2013, 12:49
Słowo "przyjemny" jest tym, którego bym użył. Bo seans był całkiem przyjemny, ale to w sumie tyle. Doceniam zabawę formą, kilka scen i dowcipów rządzi - i to zarówno tych śmiesznych, jak i dramatycznych - bohaterowie dobrze nakreśleni, ale... momentami przegięte, męczące formą, puste, nie wywołujące salw śmiechu i w sumie cała historia to taki emocjonalny meh dla widza, bo raczej trudno tu komuś kibicować (poza może Polakiem - swoją drogą prosty, ale jakże przyjemny patent).
7- / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 11-08-2014, 00:27
ta metazabawa jest genialna :) Strasznie lubię ten film, zajebisty w swojej nieoczywistości.
11-08-2014, 19:34
Naprawdę zabawna komedia, może bez jakiejś zajmującej fabuły ale za to z aktorami którzy znacznie zawyżają poziom scenariusza. Sam Rockwell rozpieprza system swoimi gadkami i zachowaniem (zajebisty psychopata), niewiele ustępuje mu Walken no i Waits w epizodzie. Farell zgodnie z rolą jest bardziej obserwatorem więc nie ma się czym wykazywać, podobnie Harrelson który nie ma specjalnie czego grać ale on samym jestestwem zawyża poziom filmów. ;)
Obecność Abbie Cornish i Olgi Kurylenko na plakacie to chyba żart McDonagha z tego o czym mówi w filmie Hans. :) ![]() Ocena: 8/10 Paw?
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン #Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D 10-03-2015, 19:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-03-2015, 19:29 przez SonnyCrockett.)
E tam.
Tak, aktorstwo jest dobre. Tak, w dialogach tu i ówdzie humor zarówno subtelny jak i absurdalny. Tak, czuć, że generalnie twórca jest bystry i coś tam próbuje, trafny komentarz na holly i storytelling wrzucony w kilku momentach. Ale ja generalnie, nie miałem już siły domyślać się co poeta miał na myśli. Film bardzo szybko daje do zrozumienia, że to nie jest konwencjonalna komedia tylko jakas tam forma zabawy, jakiś tam storytellingowy komentarz, ale zupełnie nie zachęcił mnie do tego bym wyczekiwał tego komentarza i zobaczył do czego to wszystko zmierza (zresztą w końcówce nie ma żadnego objawienia). Natomiast sama zabawa formą jest tak błacha i tak ciężka do zdefiniowania, bez niczego konkretnego, że nie wiem czym tu się właściwie podniecać.No ale nie, bo przecież bohater opowiada "story within the story", gdzie jego story, to komentarz do ich story. Normalnie 'meta' jak skurwysyn, tylko że nic z tego nie wynika, nie jest to czytelne. No ale przecież Toma Waitsa wrzucili w scenie po napisach, która w każdym innym filmie byłaby normalną częścią ciągu przyczynowo-skutkowego, a od ostatniej sceny można ją było oddzielić napisem "a few months later", no ale nie tutaj, bo przecież tutaj musieli dowalić efekt rozrywanej taśmy filmowej, bo coś tam, coś tam film w filmie, opowieść w opowieść, wszyscy jesteśmy częścią...czegoś tam. To jest zabawa formą dla gówniarzy. Kilka fajnych tekstów i jakas tam trafna uwaga/komentarz do opowiadania historii w holly (jak z traktowaniem kobiet i Kurylenko, czy wstawki z rodzaju "dream sequences are for fags") sprawiają, że film jest znośny, ale nie robią go szczególnie interesującym. Generalnie Seven Psychopaths wygląda jak próby Brytyjskiego twórcy do złośliwego skomentowania tworzenia historii w holly, który przemyca kilka fajnych uwag, ale generalnie od zgrywania cwaniaka, wywala się na ryj. Ot, taka moja błyskotliwa analiza tego dzieła. A teraz nagrodę im. Krzysztofa Mętraka poproszę.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
13-12-2016, 20:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-12-2016, 20:05 przez Proteus.)
Strasznie męczący film. W połowie myślisz, że to zaraz powinien być koniec a tam jeszcze 1 godzina (czyli wcześniej niż w połowie). Ta gra "film w filmie" się nie sprawdza*
* bo rzeczywiście w połowie zaczęli głównie gadać. Ma kilka fajnych momentów (no i dobrą obsadę) ale jako całość? Porażka. PS - Rozbawiło mnie to nieudolne zestawienie: Polak o imieniu Hans (SERIO?) i... cała WIELKA rola Olgi.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 18-03-2018, 01:19 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |