Obejrzałem pilota finałowej serii, w którym mamy trzy wątki Noaha, Helen i Joanie, córki Alison i Cole, którą gra Anna Paquin. Do samej aktorki nic nie mam, ale mogli wziąźć bardziej podobną do Ruth Wilson. Pewnie nigdy się nie dowiemy, czy taki był plan od początku, bo wypowiedzi Wilson są bardzo ogólne i tajemnicze, czemu odeszła z serialu, że podpisała klauzulę poufności, nie może nic powiedzieć, ale nie chodzi o pracę, zarobki, itd.
Całkowita zmiana jaką zapowiadali twórcy, że serial całkowicie się zmieni, czyli dostaniemy sporo wydarzeń dziejących się w przyszłości, i tak jest, ale serial jest wciąż ten sam. Właśnie takiego schematu się spodziewałem, czyli odcinek podzielony na rozdziały, z czego część dzieje się teraz, a wątek związany z Joanie za 20-30 lat, która mieszka w domu wyglądającym trochę jak z serialu Black Mirror. Oczywiście Tierney i West grają tak jak w poprzednich sezonach, pewnie Paquin też dostanie sporo okazji by pokazać co potrafi.
Ale przyznam, że trochę mi jednak brakuje Cole'a, nie tylko dlatego, że Joshua Jackson wymiatał aktorsko w poprzedniej serii, ale to postać, którą lubiłem, łatwo było z nim sympatyzować. No i poprzednia seria zapowiadała, że na nim się skupi finałowy sezon. Jest wspomniany Cole przez córkę, więc liczę, że chociaż dowiem się co z nim się stało. Jestem pewien, że wątek z córką Alison, to początkowo miał być wątek z jej ojcem próbującym dowiedzieć się prawdy, co się stało, a tak podobno ma być w kolejnych odcinkach, że próbuje Joanie poznać prawdę.
Ze streszczenia przed odcinkiem wynika, że jednak Alison została zabita. Myślałem że pokażą dwie wersje wydarzeń z tego odcinka, by do końca nie było pewności, ale wybór tej jednej sceny z ostatniego odcinka z Wilson sugeruje, że jednak morderstwo.