Jeden z najlepszych seriali Stevena Moffata. Nie chodzi mi że w ostatnich latach tylko mam na myśli wszystkie seriale twórcy Sherlocka. Świetne dialogi, zabawne, ale też kiedy trzeba trzymające w napięciu. I jak to w serialach Moffata dialogi są szybkie, pingpongowe, więc ogląda się trochę jak seriale Sorkina, Kingów (od m in The Good Fight, Evil) czy Pellegrino.
Moffat znany jest z tego, że lubi w zwroty akcji, ale w tej produkcji większość twistów ma sens, nie przewracałem oczami, a nawet gdy początkowo wydaje się że twistów trochę za dużo, to później okazuje się, że ma sens wszystko. Moffat jakimś cudem nie odlatuje z pomysłami za bardzo. Może dlatego trzymał się ziemi, bo to może być bliski dla niego temat, sprawia wrażenie jak był świadkiem takich sytuacji jakie przedstawił w serialu, więc podszedł z szacunkiem do tematu. Bardzo dobra rozrywka która z komedii/satyry czym dłużej trwa zamienia się w dramat o tym, czy ludzie którzy są dobrzy, a przynajmniej ci którym się tak wydaje, rzeczywiście tacy są, o cancel culture, o facetach, którym wydaje się że są postępowi, są feministami, o telewizji, mediach, popularności, wykorzystywaniu innych ludzi. Moffat w interesujący sposób żongluje tymi wszystkimi wątkami.
Serial mija szybko bo to tylko 4 odcinki, jak to bywa w angielskich serialach. Może napiszę o minusach a są dwa. Nie podobała mi się postać córki Douglasa, która jest tak przerysowana, że nie mogłem jej zdzierżyć. Ale po dialogach jakie o niej padają w serialu to wydaje mi się, Moffat zdawał chyba sobie sprawę, że przesadza, robi parodię z młodego pokolenia. Pada dialog w serialu, gdy ojciec do żony mówi z niepokojem, czy ona trafiła do sekty, czy jakoś tak. Równie irytujący był komik, którego zatrudniono do naprawienia sytuacji z Douglasem (zastanawiam się, czy aktor jest słaby i dlatego irytuje, czy może dlatego że gra irytujące role, bo w Tedzie Lasso też wkurzał, a gra podobnie w obu serialach). Ale do reszty obsady nie mogę się przyczepić.
Douglasa gra Hugh Bonnenville i jest to idealny casting do roli dobra narodowego, którego wszyscy kochają (taką rolę mógłby zagrać też Colin Firth), więc gościowi od początku ufamy. Jest to ciekawy przypadek angielskiego aktora powszechnie znanego z Downtown Abbey, ale ja tego serialu nie widziałem. I gdybym miał wymienić jakieś jego role w filmach i serialach to oprócz Paddingtona nic nie kojarzę. Wydaje mi się, że to aktor, który nie chciał, a nawet jak próbował to nie udało mu się zrobić kariery poza Wielką Brytania. To nie jest Martin Freeman, Cumberbach, Tennant, Colman i inni. W UK to pewnie wielka gwiazda, ale jednak chyba nie taka jak wymienieni aktorzy, prawda? Nie zdziwiłbym się gdyby w USA go nikt nie kojarzył, oprócz fanów Downtown Abbey.
Równie dobry jest Ben Miles w roli producenta. Szczególnie w jednym z odcinków, którego akcja dzieje się w pokoju w hotelu w czasie przyjęcia dał popis aktorstwa. Podobnie jak Karen Gillan, która w tym odcinku wspina się na wyżyny aktorstwa. Dostaliśmy teatr trzech aktorów w tym odcinku, a scena ostatnia przy drzwiach, finałowa, to po prostu aktorstwo na poziomie wybitnym. Nie tylko ten jeden odcinek z pokojem hotelowym jest tak dobry, wszystkie trzymają poziom, ale akurat ten jeden się wyróżnia ponad pozostałe.
Karen Gillan lubię jeszcze z czasów Doktora Who. Nie jest tak, że poznałem ją dopiero w Strażnikach Galaktyki, gdzie zagrała jedną z najciekawszych i najtragiczniejszych postaci i nie dała się przyćmić charakteryzacji, wiem że to dobra aktorka od czasów właśnie Doktora Who. Ale nie sądziłem że potrafi z takim ogniem zagrać postać, która ma wiele twarzy. Szkoda że dziewczyna oprócz Marvela nie wyszła poza UK, a nawet za bardzo nie kojarzę jej z ostatnich lat z brytyjskich filmów i seriali.
Ciężko pisać coś więcej o tym serialu, poza tym, że to przewrotna produkcja, więc może przejdę do spoilerów i napiszę o kilku wątkach, ale zaznaczam - nie czytajcie dopóki nie obejrzycie. Ocena: 8/10.
17-10-2024, 01:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-10-2024, 01:45 przez michax.)
Spoiler




