Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Horror artystyczny. Niezwykle błyskotliwy, piękny i przerażający film.
Słowem wstępu - drugi film o Alzheimerze jaki dane mi było widzieć, po "Still Alice" z Julianne Moore, który widziałem dawno temu. Tam uderzono w inne tony - postępującą chorobę oglądaliśmy z boku, patrząc na narastające zagubienie głównej bohaterki. Tamtem film był po prostu smutny, lęk był dopiero gdy człowiek zaczął sobie wyobrażać, że to może spotkać i jego. Teraz mam i nieco inne podejście, minęła ponad dekada, gdzieś jestem bardziej świadom postępującego czasu a przede wszystkim w początkowej fazie choroby jest moja babcia. Na pewno więc podchodzę do tematu bardziej osobiście.
Wracając do "The Father" - tu nie mamy luksusu oglądania wszystkiego z boku, o nie. Film z Anthony Hopkinsem ma strukturę labiryntu zawartego w dużym mieszkaniu. Mieszkaniu pełnego dużych pokoi, mebli, obrazów i różnych obiektów użytku codziennego. W tym mieszkaniu spędzamy seans, podążając za kamer świadomie ukazującą mieszkanie jako zmienny labirynt, w którym kierunki, wnętrza stale ulegają mniejszym lub większym zmianom. A przede wszystkim - widzimy dokładnie to, co widzi główny bohater i wiemy tyle co on. Widzimy brak spójności wydarzeń, które następując po sobie, same sobie zaprzeczają. Te same osoby z bliskiego otoczenia Anthony'ego odgrywają na przemian inni aktorzy. Pewne wydarzenia zdarzają się powtarzać, a szczegóły w nich zawarte, fragmenty dialogów czy pewne obiekty pojawiają się potem w kolejnych scenach, potęgując efekt zagubienia.
Nie chcę rzucać żadnych spojlerów, bo film bardzo umiejętnie podbija stawkę - stopniowo podbudowując napięcie aż do efektu zaskoczenia, by potem dać chwilę spokoju, rzucić inną perspektywę na wydarzenia (tylko kilka razy widzimy wydarzenia z perspektywy córki głównego bohatera, która opiekuje się swoim ojcem), po czym wrócić do postępującej choroby, wyreżyserowanej momentami jak w horrorze.
Ta roszada wnętrz i aktorów, aktorek odgrywających tę samą postać, przedstawiających się na przemian innymi imionami, których stale myli ze sobą Anthony, była absolutnie fantastycznym pomysłem. Głównym celem filmu było pozwolić nam poczuć się jak osoba z Alzheimerem i ten cel całkowicie się udał.
https://www.hollywoodreporter.com/behind-screen/how-the-father-production-designer-evoked-disorientation-in-film-about-memory-loss
![[Obrazek: the-father__300_427.jpg]](https://assets.upflix.pl/media/plakat/2020/the-father__300_427.jpg)
Co do aktorów - na pierwszym planie są dwie kreacje: Olivii Colman, która choć nie jest aż tak porywająca jak w "Faworycie", to zagrała na bardzo wysokim poziomie, z pełnym autentyzmem wachlarza emocji. No ale nie ma co się oszukiwać, to jest koncert jednego aktora, całkowicie oparty na ramionach 83-letniego Hopkinsa. Żeby w tym wieku wrócić na absolutny szczyt formy! Ba, zastanowiłbym się nawet, czy to nie jest jego NAJlepsza rola. Jego zachowania, mimika, reakcje są bardzo autentyczne, przypominają mi reakcje mojej babci na utratę pamięci - skrywanego zakłopotania, szybko zasłanianego żartem. W jednej chwili jest spokojny, grając spojrzeniem jak w "Okruchach dnia", by w kolejnej czarować swojego kolejnego gościa żartami czy nawet próbą stepowania, by w kolejnej wpaść w atak paniki albo gniewu. Bardzo kompleksowa, pełna niuansów rola.
Wielki film, wliczając go do 2020, zdecydowanie film roku (tak, tak, zrzucił z piedestału "Another Round" Vinterberga), raczej na pewno podium dekady, nawet z opcją rozpatrzenia pierwszego miejsca. Nie przychodzą mi do głowy żadne zarzuty, daję 10/10.
02-04-2021, 01:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-04-2021, 16:19 przez Capt. Nascimento.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,059
Liczba wątków: 8
Ojciec to obok Promising Young Woman najlepszy z oscarowych filmów (Manka Finchera bym postawił na trzecim miejscu), a przynajmniej z tych, które oglądałem.
Siła filmu tkwi w mozaikowym scenariuszu, jak dobrze rozpisana jest ta historia, jaką układankę tworzy skrypt. Podoba mi się też to, że scenarzyści niektóre kwestie pozostawili do interpretacji widza, np. zachowanie postaci, granych przez Rufusa Sewella i Marka Gattisa, którzy są kreowani na antagonistów. Jest zasugerowane, że znęcali się nad Anthonym, ale który z nich? Ale też można odebrać to jako wymysł schorowanego umysłu i do żadnej przemocy nie doszło.
Reżyseria niby jest prosta, bo akcja dzieje się w jednym miejscu (jest to ekranizacja sztuki reżysera filmu), ale Florian Zeller z ekipą od scenografii, montażu, muzyki i zdjęciowcem przerobili sztukę na znakomite dzieło filmowe, mimo jednego miejsca akcji, które ogląda się jak dobry thriller albo horror z akcją w czterech ścianach.
Film opiera się na prostych sztuczkach filmowych, które świetnie budują zagubienie głównego bohatera i widza, który czuje się jak Anthony. Realizacyjnie to jest bardzo precyzyjna robota, ale film nie byłby tak dobry bez obsady. Wiadomo że aktorzy z Wielkiej Brytanii w większości to artyści z najwyższej półki, więc Olivia Colman, Mark Gatiss, Olivia Williams, Rufus Sewell, Imogen Poots trzymają wysoki poziom, nawet jak grają epizod.
Ale przede wszystkim liczy się sir Anthony Hopkins, który zagrał jedną z najlepszych ról nie tyle w ostatnich latach, co w swojej karierze. Za tą rolę dałbym Anglikowi drugiego Oscara. Hopkins kiedyś przyznał, że w ostatnich latach gra dla kasy, więc często jechał na autopilocie, a czasami to nawet nie gra, tylko jest w filmach i to widać. Ale coś się zmieniło, gdy pojawił się w Westworld. Sir Hopkins w serialu Nolana się przebudził i zaczął naprawdę grać. A potem dobra rola papieża w Dwóch Papieżach, która pokazała, że to nie było chwilowe przebudzenie.
Może to też wina filmów w jakich musiał grywać, po co miał się starać w takich np. Transformersach. Nie wątpię, że w teatrze miał co grać, pewnie były sztuki, w których pokazał że stać go jeszcze na dużo, mimo tego, że aktorsko nie musi nic udowadniać, ale w Ojcu widać, że mu się chce i daje popis aktorstwa przez duże A. Nie przeszarżował też roli, gra jak trzeba też subtelnie.
Nie widziałem każdego filmu z Hopkinsem, ale dla mnie to jedna z najlepszych jego ról. Widocznie uznał, że temat filmu zasługuje na to, żeby się bardziej postarać. Sprawdziłem filmografię, kiedy ostatnio zagrał lepiej. No i w Hitchcocku z 2012 roku był nawet ok, ale też bez przesady jak mnie pamięć nie myli, a wcześniej to kojarzę The World's Fastest Indian z 2005 roku (!), to ostatnia dobra rola aktora w filmie, z tych co widziałem (jest też Garderobiany z Ianem McKellenem i Król Lear z 2018 roku, w których świetnie zagrał, ale to sztuki zapisane na taśmie filmowej).
Gdyby Oscara dostał Anglik, to bym się nie obraził, bo to nie byłoby za nazwisko, tylko za wybitne aktorstwo. Choć raczej nie ma na to szans, żeby Bosman NIE dostał. Nie twierdzę, że nie zasługuje, bo to był dobry aktor, ale w pojedynku Hopkins vs. Bosman stawiam jednak na 80-latka. Miałem postawić 8/10, ale za Anthony Hopkinsa podniosę ocenę na 9/10.
Nie mam żadnych uwag co do filmu, nie mam się do czego przyczepić, ale ciekaw jestem, czy Ojciec zbierał by tak dobre opinie, gdyby w całości był pokazany z perspektywy chorej osoby, bez scen w rzeczywistości. Taki film mógłby zrobić np. Christopher Nolan, gdyby przestał kręcić blockbustery, przecież zrobił kiedyś Memento. Jest to też idealny temat dla Romana Polańskiego albo Davida Lyncha (to pewnie byłby niezły mindfuck dla wielu widzów).
11-04-2021, 20:55
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 650
Liczba wątków: 2
Obejrzałem "Ojca" po Waszych opiniach i daaaaawno nie widziałem czegoś tak przejmującego. Hopkins dał tu kawał wybitnego aktorstwa, cos niesamowitego jak dopracowana i jednocześnie "lekko" zagrana jest ta rola. Koncepcja scenariuszowa z kombinacją czasoprzestrzeni ryje beret i faktycznie pozwala wejść w głowę Anthony'ego. Koszmar. Ale film - kapitalny.
13-04-2021, 22:36
Stały bywalec
Liczba postów: 18,513
Liczba wątków: 148
Seans dopiero przede mną (prawdopodobnie dzisiaj), ale wrzucam newsa:
https://www.hollywoodreporter.com/news/hugh-jackman-laura-dern-to-star-in-the-son-florian-zellers-follow-up-to-the-father
Pewnie niebawem będzie można przenieść temat do serii filmowych, ponieważ "Ojciec" to początek trylogii Zellera na podstawie jego sztuki.
15-04-2021, 11:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-04-2021, 11:43 przez Pelivaron.)
Captain Skullet
Liczba postów: 20,313
Liczba wątków: 128
Obejrzałem wczoraj, świetny, poruszający film, pod koniec miałem dosłownie łzy w oczach. Genialna rola Hopkinsa.
9/10
15-04-2021, 11:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-04-2021, 11:46 przez Gieferg.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,513
Liczba wątków: 148
Jestem właśnie pod tym względem najbardziej ciekawy tego filmu. To, że aktorsko to Olimp to wiem od dawna, ale właśnie ten aspekt emocjonalny najbardziej mnie intryguje. Kilka dni temu obejrzałem "Nomadland", który również jest filmem dosyć przejmującym, ale jednocześnie bardzo chłodnym i oszczędnym w kreowaniu owych emocji. Przy "Ojcu" spodziewam się jednak totalnej petardy i ciarek, ponieważ ja często w łatwy sposób padam ofiarą emocjonalnego szantażu.
15-04-2021, 11:51
Captain Skullet
Liczba postów: 20,313
Liczba wątków: 128
Czasami jednak takie "spodziewanie się" nie wiadomo jakich cudów może negatywnie wpłynąć na odbiór, również pod kątem emocjonalnym.
Ja się nie spodziewałem. Wzięło mnie z zaskoczenia.
15-04-2021, 11:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-04-2021, 11:58 przez Gieferg.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,345
Liczba wątków: 9
Cytat:Ja się nie spodziewałem. Wzięło mnie z zaskoczenia.
I ja. Zerknąłem na ten temat, przeczytałem wyrywkowo post Kapitana i tyle by wiedzieć mniej więcej o czym jest film (dupa tam, to nie jest żaden horror artystyczny, jak już to najprawdziwszy horror), obejrzałem i... wstrząsnęło mną. Dosłownie film strzelił mnie w pysk z zaskoczenia, uderzając w rejony, których się nie spodziewałem. W niektórych momentach miałem nawet wrażenie, że oglądałem nie Hopkinsa, tylko mojego własnego śp. dziadka, który u swego kresu życia też tracił kontakt z rzeczywistością. Co za film, co za film! Nie było to w żaden sposób miłe doświadczenie, ba, powiem nawet, że wywołuje dyskomfort i różne inne, nieprzyjemne uczucia, ale cholera, to jest genialna rzecz. 9/10 lekką ręką.
18-04-2021, 13:10
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Ten film pewnie inaczej odbierają ludzie, którzy mają/mieli w rodzinie przypadki Alzheimera, inaczej zaś osoby, które znają tę chorobę wyłącznie z teorii. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy, stąd na mnie "Ojciec" nie zrobił aż tak piorunującego wrażenia jak na niektórych komentujących. Wręcz przeciwnie: odebrałem go raczej w kategoriach standardowego, oscarowego filmu o zmaganiu się z chorobą/upośledzeniem. Na plus oczywiście koncepcyjnie mistrzowska realizacja (czyli coś, czego nie dałoby się przenieść na deski teatru).
Podsumowując: dobre kino, ale nie żebym płakał czy coś.
18-04-2021, 13:18
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-04-2021, 13:18 przez Mental.)
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 650
Liczba wątków: 2
(18-04-2021, 13:10)raven.second napisał(a): Cytat:Ja się nie spodziewałem. Wzięło mnie z zaskoczenia.
I ja. Zerknąłem na ten temat, przeczytałem wyrywkowo post Kapitana i tyle by wiedzieć mniej więcej o czym jest film (dupa tam, to nie jest żaden horror artystyczny, jak już to najprawdziwszy horror), obejrzałem i... wstrząsnęło mną. Dosłownie film strzelił mnie w pysk z zaskoczenia, uderzając w rejony, których się nie spodziewałem. W niektórych momentach miałem nawet wrażenie, że oglądałem nie Hopkinsa, tylko mojego własnego śp. dziadka, który u swego kresu życia też tracił kontakt z rzeczywistością. Co za film, co za film! Nie było to w żaden sposób miłe doświadczenie, ba, powiem nawet, że wywołuje dyskomfort i różne inne, nieprzyjemne uczucia, ale cholera, to jest genialna rzecz. 9/10 lekką ręką.
Zgadzam się z każdym słowem, tyle że u mnie odchodziła babcia (1923-2018). Już tydzzień prawie, a ten fim nadal we mnie "siedzi".
(18-04-2021, 13:18)Mental napisał(a): (...) (czyli coś, czego nie dałoby się przenieść na deski teatru).
To ekranizacja sztuki teatralnej. Chociaż oczywiście teatr jest teatrem, więc poziom sugestywności (w sensie identyfikacji widza z bohatem) jest z definicji niższy.
18-04-2021, 14:47
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Cytat:To ekranizacja sztuki teatralnej.
Domyśliłem się :) I dlatego też zaakcentowałem fakt, że ta sztuka niesamowicie zyskuje w formie filmowej właśnie dzięki temu, że tak perfekcyjnie łączy narrację z postrzeganiem bohatera. Na deskach teatru w życiu byś czegoś takiego nie uzyskał.
18-04-2021, 23:03
Stały bywalec
Liczba postów: 2,181
Liczba wątków: 14
Bardzo dobry, ciężki film, który stoi kreacjami Coleman i Hopkinsa, ale także zajebistą realizacją. Ale tak szczerze to ciężaru nie ma - volty czy też innych fajerwerków. Pokazanie choroby i demencji jak najbardziej słuszne oraz przerażające' lecz jest całościowo The Father jest li tylko ukazaniem z dobrym skutkiem demencji. Nic poza tym. Akurat moja babcia w 2000r. była zdiagnozowana z Alzheimerem po tym, jak zaczęła nie wracać do domu ze sklepu i widziałem przez 8 lat niezły shit związany z tą chorobą, aż do stanu wegetatywnego i jest to okropne doświadczenie - natomiast chyba od filmu oczekiwałem jakiegoś "jebnięcia" artystycznego. Poza zabawą ze scenografią, która robi wrażenie, nic innego nie dostałem.
7/10 - to film Hopkinsa.
19-04-2021, 07:42
Stały bywalec
Liczba postów: 18,513
Liczba wątków: 148
Kurczę, smutne, że Florian Zeller nie dostał nawet nominacji do Oscara za "Ojca'. Wg mnie zasłużył dużo bardziej od osoby, która tego Oscara zgarnie, czyli Chloe Zhao. Ona nakręciła w sumie proste kino obyczajowe, a Zeller jednak poprzez formę, którą oferuje z prostej obyczajówki robi coś niezwykle intrygującego. Ten film niekiedy ogląda się, jak horror, tylko że taki realny, bardzo emocjonalny i przejmujący. W ogóle sposób narracji i tego w jaki to zostało zaprezentowane naprawdę robi wrażenie. O roli Hopkinsa napisano już wszystko - nie wierzę, że Boseman był lepszy. Brytyjczyk zostanie okradziony z Oscara
(gdybym był rasistą to napisałbym, że przez czarnego, a gdybym był rasistą z czarnym poczuciem humoru to napisałbym, że czarny to nawet po śmierci kradnie - ale dobrze, że nie jestem ani jednym, ani drugim, więc tak nie napiszę).
Jeśli chodzi o filmy dotykające problemu starości to dla mnie nadal numerem jeden pozostaje "Miłość" Hanekego - tamten film, jakoś uderzył mnie zdecydowanie mocniej, do dzisiaj nie zaliczyłem powtórki, może najwyższy czas. Nie mniej "Ojciec" również jest bardzo dobry i na razie to chyba mój film roku 2020 :)
19-04-2021, 10:09
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-04-2021, 10:10 przez Pelivaron.)
Stały bywalec
Liczba postów: 2,181
Liczba wątków: 14
Pelivaron - no, żeś przywalił z tym kradnięciem Rycerza :D
W mojej opinii, analizując ostatni rok, to akurat Hopkins wyjebał konkurencję na Marsa, a tam akurat nie dają Oscarów. I tak zgarnął statuetkę :D
Ale mam pytanie do osób, które oglądały film:
Co miało oznaczać bicie protagonisty? W kilku miejscach się pojawiła agresja słowna - ok - deluzja - ale nie otrzymałem wyjaśnienia, dlaczego on łapie plaskacze od "wyimagowanego" jegomościa..."
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
08-05-2021, 22:08
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,757
Liczba wątków: 14
Zapewne znęcał się nad nim salowy grany przez Gatissa albo były mąż córki. Pewności nie ma, bo narrator jest niezbyt godny zaufania, ale potrafię sobie wyobrazić w tym przypadku przemoc domową albo pracownika szpitala wyładowującego się na zdziecinniałym pacjencie.
Film dobry. Żadne arcydzieło, ale bardzo dobrze wykonana robota, w związku z czym ogląda się to wyjątkowo nieprzyjemnie. Hopkins przejmujący.
08-05-2021, 22:29
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
(18-04-2021, 13:18)Mental napisał(a): Podsumowując: dobre kino, ale nie żebym płakał czy coś.
Ehę.
Ya fag.
08-05-2021, 22:33
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-05-2021, 22:33 przez Gal Anonim.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,513
Liczba wątków: 148
Jeśli ktoś brzydzi się źródłami alternatywnymi i czeka na premierę oficjalną, to polski dystrybutor wprowadza Ojca do kin :)
Na ekranach od 29 maja.
12-05-2021, 11:10
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,171
Liczba wątków: 6
Bardzo dobry film. Mocny, przejmujący i.. cholernie męczący. Już po 40 min miałem dość i czułem się jakbym przerzucił łopatą hałdę węgla.
W sumie szybko wiadomo o co chodzi z pokazywaniem tego co na ekranie więc tak naprawdę zaskoczeń brak.
Perspektywy są tak naprawdę dwie, starca i córki - ofiarnie się z nim użerającej. Nie wiem która perspektywa męczy bardziej. Uff...
Świetnie ogólnie zagrane acz Rufus Sewell - jak na swój potencjał - mocno niewykorzystany.
Hopkins? Mówiąc wprost, chyba najlepszy kawałek aktorstwa jaki w życiu widziałem.
Mam nadzieję że nie jest to jego ostatnie słowo bo powera mu na starość najwyraźniej nie brakuje ;)
9/10
20-05-2021, 00:07
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-05-2021, 01:09 przez Rozgdz.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Podpisuję się pod powyższymi zachwytami rękoma i nogami. Dawno wychodząc z kina nie miałem poczucia takiego olśnienia, jak po tym filmie. U mnie to nie był seans, tylko przerażające doświadczenie. Koncept z pozoru jest prosty - pokazanie studium postępującego Alzheimera. Ale już sam pomysł by to wszystko przedstawić z perspektywy chorego to już poprzeczka postawiona ponad ziemską atmosferą, którą Zellerowi udało się przeskoczyć bez problemu.
Wielkie kameralne kino, w którym każdy detal scenariuszowy jest dopięty na sam guzik. Zeller tak dokładnie operuje tymi wszystkimi wydarzeniami i ludźmi z otoczenia Anthony'ego, że aż widz sam wchodzi w umysł głównego bohatera. W pewnym momencie w trakcie seansu zaczęła mnie boleć nawet głowa i zacząłem czuć że wariuję razem z bohaterem, z kolei jak tylko film się skończył to wracając do domu miałem to dziwne poczucie, że to co mnie otacza może się nie dziać naprawdę (choć dopiero co mi wyskoczył drugi krzyżyk na karku i dla mnie na Alzheimera o wiele za wcześnie). To jest prawdziwy filmowy trening umysłu, przy którym filmy Nolana są niewinną rozgrzewką. Najbardziej przerażające w filmie jest to, że może to dotknąć nas wszystkich i wychodzi na to, że czasem lepiej nie dożywać zbyt późnego wieku.
Oscary za scenariusz i rolę pierwszoplanową to kolejne statuetki po tych zeszłorocznych dla "Parasite", które tylko umacniają moją wiarę w Akademię. Hopkins chyba odgrywa tutaj swoją życiówkę. Będąc wielkim aktorem starej daty można rozmieniać się na drobne w niskiej jakości komediach jak De Niro, można mieć już aktorstwo w dupie i spędzać emeryturę na meczach koszykarskich zajadając przy tym hot-dogi jak Nicholson, albo można też dalej potwierdzać swoją wielkość osiągając kolejne Mount Everest jak Hopkins. Cieszy mnie, że Akademia przy tej kategorii kierowała się rozumem, a nie sercem (pamiętamy, że nawet sama gala Oscarowa była budowana pod Bosemana). Colman także świetna i po swojej zwariowanej i wymagającej pokaźnej ilości szarży roli w "The Favourite" udowadnia, że z łatwością odnajduje się też w tych spokojniejszych rolach.
10/10
28-05-2021, 08:06
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-05-2021, 08:09 przez Kryst_007.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,261
Liczba wątków: 67
(28-05-2021, 08:06)Kryst_007 napisał(a): i wychodzi na to, że czasem lepiej nie dożywać zbyt późnego wieku.
To chyba zależy od osoby. Moja 90-letnia babcia od jakichś 10 lat notorycznie powtarza, że "starość jest straszna" i chyba najchętniej to by już odeszła. Z drugiej strony moja prababcia, która dożyła 99 lat, do samego końca miala w sobie wolę życia i radość, mimo iż połowę tego spędziła tak naprawdę w męczarniach na skutek wypadku motocyklowego, który poważnie uszkodził jej nogi, co zwłaszcza na starość dało jej w kość. Co prawda żadna z nich nie dorobiła się zaćmienia umysłu, no ale schorzeń i dolegliwości jest całe mnóstwo i nie są ograniczone wiekowo.
28-05-2021, 14:58
|