Alone (2020) reż. John Hyams
#1
[Obrazek: alone-movie-poster.png]

Hyams, który dał się poznać jako twórca najlepszego w mojej opinii sequela "Uniwersalnego żołnierza", jakim niewątpliwie był "Dzień odrodzenia", tym razem nakręcił remake mało znanego norweskiego filmu (do którego scenariusz napisał twórca oryginału). O pierwowzorze się nie wypowiadam, bo szczerze mówiąc nigdy wcześniej o nim nie słyszałem, więc nie porównam obu filmów, jednakże spokojnie mogę napisać, że remake autorstwa Hyamsa to kolejny ponadprzeciętny gatunkowiec w jego wykonaniu a zarazem, dosć niespodziewanie, jeden z najlepszych filmów roku.

Rzecz jest bardzo prosta: będąca w trakcie przeprowadzki kobieta, podróżując przez zalesione amerykańskie zadupia natyka się na podejrzanie zachowujacego się typa, który jak dosć szybko się okaże, nie ma wobec niej przyjaznych zamiarów. W ten sposób rozpoczyna się walka o przeżycie.

No i w sumie tyle. Nie ma sensu zdradzać więcej, bo i niewiele więcej w samym filmie mamy. Jestem pewien, że scenariusz nie liczył sobie wiecej niż kilkanaście kartek. Ale jak to mówią, geniusz tkwi w prostocie.

Film od początku chwyta i trzyma w nieustajacym napięciu. Hyams metodycznie buduje suspens, nie bawi się w efekciarskie zagrywki, reżyseria jest stonowana, ale przy tym szalenie efektywna. Z każdej sceny wyciska 100% dramaturgii, z każdej interakcji zwyrola z bohaterką coś wynika. Ogromnym plusem są wyraziste jak na tego typu kino postacie: bohaterka to nie tępa dzida, tylko pogrążona w żałobie babka, której strach i poczucie osaczenia wcale nie odbierają zdolności myślenia, zaś zwyrol jest niepokojąco wiarygodny ze swoim przeciętnym fizys i rodzinnym backgroundem.

Elementy survivalowe być może potraktowane są nieco po macoszemu, ale też nie było zbyt dużo miejsca, a być może także potrzeby, żeby je bardziej eksponować. Plusem też to, że scenariusz nie robi z otaczajacej bohaterkę dziczy kolejnego przeciwnika, niekiedy wręcz przeciwnie: momentami ma się wrażenie, że rzeka, deszcz, poszycie, odglosy lasu sprzyjają jej walce o byt.

Całość jest zwarta, gęsta i ani na moment nie rozrzedza napiecia niepotrzebnymi elementami. Potrafi także zaskoczyć pomimo tego, że takie historie kino widziało już setki razy. Dawno nie widziałem filmu, który wyciągnąłby tyle z tak oklepanej formuły.

PS. Nie radziłbym włączać trailera przed seansem, zdradza dosłownie 90% przebiegu fabuły i rujnuje kilka małych niespodzianek.

Odpowiedz
#2
Bardzo przyjemny seans. Miła odmiana po standardowym, holyłudzkim podejściu w tego typu filmach. W sumie to ten tytuł to taka esencja motywu
Co do wtyków surwiwalowych, to bardziej niż to mierziło mnie, że
No ale to takie czepilastwo, nieprzeszkadzające czerpać przyjemność z filmu. Polecam.
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz
#3
Badus napisał(a):bardziej niż to mierziło mnie, że...

Nie widzę w tym nic naciąganego. Organizm w trybie walki o przetrwanie zniesie wiele i wyłącza wszystkie zbędne funkcje. Parędziesiąt godzin bez jedzenia to naprawdę żaden ekstremalny wyczyn.

nawrocki napisał(a):dość niespodziewanie, jeden z najlepszych filmów roku.

Rozumiem, że mamy rok pandemiczny i nic ciekawego w kinach nie leci, ale chyba trochę przesadzasz. Jak na tak niszowe kino z tak skromnym budżetem twórcy mogli się jednak pokusić o coś bardziej nieszablonowego w podejściu do tematu. Nie mówię tu o żadnych twistach czy robieniu babskiej wersji "Rambo w lesie", niemniej scenariusz jest super konwencjonalny i jedzie przewidywalnym torem do samego końca. Dobrze się to oczywiście ogląda, bo film trzyma mocno realistyczny poziom, ale wolałbym na zakończenie coś innego niż


Odpowiedz
#4
No, chyba entuzjazm poniósł trochę nawrockiego. Film jest ok, ale to mniej więcej poziom flanaganowskiego Hush. I jest w nim trochę typowych dla gatunku głupotek - a to bohaterka tak ucieka prze las, żeby morderca na pewno wiedział gdzie jest, a to tenże morderca cokolwiek cudownie wyskakuje jak diabeł z pudełka (scena z obalonym drzewem). A scenariusz mógłby być jeszcze krótszy, bo ten groźny monolog prześladowcy w pewnym momencie robi się nieco nużący, a koleś ma za mało charyzmy żeby go sprzedać.
Oryginał ponoć znacząco głupszy.

Odpowiedz
#5
Paszczak napisał(a):Film jest ok, ale to mniej więcej poziom flanaganowskiego Hush

"Hush" był imo dużo gorszy, mimo że jechał na świeżym koncepcie (głuchoniema kontra psychol). Pamiętam, jak mnie kurwica ogarniała podczas oglądania z powodu głupoty złego typa.

Odpowiedz
#6
Może, ale film przynajmniej od początku przedstawił go jako przypadkowego złamasa, ot łobuza, który atakuje słabszych. Zły z Alone działa jako morderczy Ned Flanders. Gdy film próbuje zrobić z niego super demonicznego mordercę (wspomniany monolog) zaczyna wypadać kuriozalnie.
Aha, co stało się

Odpowiedz
#7
To był karabin myśliwski. I przypuszczam, że został w samochodzie. Po zakopaniu grobu koleś wsiadał z nim do jeepa, dobrze pamiętam?

Odpowiedz
#8
(05-10-2020, 01:01)Paszczak napisał(a): No, chyba entuzjazm poniósł trochę nawrockiego. Film jest ok, ale to mniej więcej poziom flanaganowskiego Hush.
Film jest o klase lepszy niz "Hush".

Cytat:I jest w nim trochę typowych dla gatunku głupotek - a to bohaterka tak ucieka prze las, żeby morderca na pewno wiedział gdzie jest, a to tenże morderca cokolwiek cudownie wyskakuje jak diabeł z pudełka (scena z obalonym drzewem).
To nie są zadne głupotki, tylko typowe dla kina zbiegi okoliczności. W każdym filmie gatunkowym jest tego na kopy i nie rozumiem, dlaczego akurat w tym wypadku robić z tego zarzut. Poza tym twórcy bardzo fajnie rozegrali ten motyw - nie żaden nagły wyskok zza kadru i eliminacja myśliwego, tylko zgrywanie się na troskliwego brata i postawienie dziadka w trudnej do ocenie sytuacji.


Cytat:Zły z Alone działa jako morderczy Ned Flanders. Gdy film próbuje zrobić z niego super demonicznego mordercę (wspomniany monolog) zaczyna wypadać kuriozalnie.
Błąd, film wcale nie próbuje robić z niego demonicznego mordercy. Przecież wyraznie widać, ze ten monolog to mały akt desperacji, czysta improwizacja w wykonaniu gościa, który zapewne pierwszy raz jest postawiony w sytuacji, kiedy nie ma wszystkiego pod kontrolą.

Co do konwencjonalności - niby zgoda, ale podoba mi się to, że bohaterka w pewnym momencie idzie na całość i zaczyna działać, a nie tylko uciekać/ukrywać się, do finałowej konfrontacji staje z podniesioną głową, na własnych warunkach i wypada to bardzo naturalnie, jak kolejny etap w rozwoju postaci. Motyw z telefonem do żony to też dobry myk, podobnie jak dzwięki helikoptera w końcówce i ostatnie ujęcie - film urywa się w idealnym momencie, bo ta historia nie potrzebowała smętnego epilogu z kocem termicznym.

Poza tym twórcom bardziej niż na łamaniu gatunkowego schematu chodziło raczej o odarcie go z niepotrzbnego tłuszczu i zostawienie samego mięcha, dynamizację akcji, polozenie nacisku na przyziemny wymiar obu boahterów i to się udalo w stu procentach. Prostota i konkret, bez udziwnień, ale z wielką klasą.

Odpowiedz
#9
nawrocki napisał(a):nie rozumiem, dlaczego akuratw tym wypadku robić z tego zarzut.

Dlatego, że ten konkretny film jest lepszy niż znakomita większość podobnych. Jest to zatem normalna reakcja: jeżeli jakiś film wybija się ponad przeciętność, to wszelkie głupoty ("środek lasu, bohaterka wpada na typa akurat w najdogodniejszym momencie") przeszkadzają 3x bardziej.

Z resztą się zgadzam.

Odpowiedz
#10
Z drzewem chodziło mi raczej o to, że zdążył ustalić gdzie dziewczyna jest i w którym kierunku będzie się przemieszczać, ruszyć spory kawałek przed nią, zablokować im drogę drzewem, po czym zawrócić i zajść ich od tyłu.
Uciekanie na wprost przez środek lasu połączone z darciem mordy "ratunku" kiedy w zasięgu słuchu jest prawdopodobnie tylko morderca zawsze będzie mnie irytować.
Mental, racja - karabin. I faktycznie wsiadł z nim do samochodu, a potem oboje dogodnie o nim zapomnieli, żeby mogła się odbyć finałowa mortal kombat.

Odpowiedz
#11
Paszczak napisał(a):potem oboje dogodnie o nim zapomnieli, żeby mogła się odbyć finałowa mortal kombat.

Zatem jest słabo. Rozumiem, że laska mogła w panice nie zauważyć broni, ale nigdy nie uwierzę, że morderca mógłby zapomnieć o wzięciu karabinu.

Odpowiedz
#12
Morderca, który dodajmy własnie dostał kilka ciosów w głowę, został dzgniety nożem a chwile potem dachował. Ja bym się nie zdziwił, gdyby zapomniał, jak się nazywa i gdzie jest, nie wspominajac o karabinie. :)

@Paszczak, jasne, ze to irytujace - z pozycji papci i kanapy, z których oglądasz zmagania kogoś, kto wlasnie padł ofiarą porwania, wiec to normalne, że moze zachowywać się nieracjonalnie z perspektywy obserwatora. Potem się przecież ogarnia.

Odpowiedz
#13
Nie wyglądał na oszołomionego. Wszystko ogarniał.

Odpowiedz
#14
No to widocznie nie ogarnął/zapomniał, żeby wziąć karabin. W prawdziwym życiu takie rzeczy się zdarzają. IMO to wypada nawet bardziej realistycznie, bo pokazuje, że facet jest ostatecznie tylko człowiekiem. A film tylko na tym korzysta, bo dzieki temu dostałem satysfakcjonujący finał, gdzie postacie walczą o życie na w miarę równych warunkach.

Możnaby tę kwestie pewnie rozwiązać inaczej, ale przecież nigdzie nie napisałem, ze film jest idealny. :)

Odpowiedz
#15
Cytat:film tylko na tym korzysta, bo dzieki temu dostałem satysfakcjonujący finał, gdzie postacie walczą o życie na w miarę równych warunkach

Ale można to było rozwiązać jeszcze bardziej satysfakcjonująco. Facet bierze karabin, konfrontuje się z klientką, ona stoi naprzeciwko niego z lewarkiem w rękach, on rzuca karabin, wyciąga nóż myśliwski i dalej masz klasyczny, zajebisty pojedynek 1 na 1 w błocie rodem z "Zabójczej broni" czy "Czarnego deszczu". A tak niesmak pozostał.

Odpowiedz
#16
Dlatego ten film wyróżnia się na tle dziadowskiego roku 2020, nie całej historii kina. Do arcydzieła mu daleko, ale nie wymagalem od niego nic przed seansem, więc teraz nie będę narzekał ze nie jest perfekcyjny.

Odpowiedz
#17
Bardzo solidny, trzymający w napięciu film, który na szczęście ustrzegł się grzechu dłuższego metrażu i mnożenia kolejnych niedogodności do poziomu absurdu. Solidne aktorstwo, niezły scenariusz (aczkolwiek niektóre pomysły głównej bohaterki nie były najszczęśliwsze), zakończenie dość sztampowe, ale mimo to kończy się satysfakcjonująco dla widza, trzymając go w napięciu do samego końca.

Fajnie, że recenzje tego typu tytułów można znaleźć na forum, bo w innym przypadku za cholerę bym o tym i o wielu innych dobrych filmach nie usłyszał. Sposób w jaki ludzie oceniają filmy na takim filmwebie to jakieś nieporozumienie, można przegapić masę perełek sugerując się przeciętnymi ocenami użytkowników.

7+/10

Odpowiedz
#18
Solidny, tak. Fajnie, że niczego nie próbuje wnieść do gatunku i nie sili się na jakieś twisty albo nie wiadomo jakie zbiegi okoliczności. Strona techniczna i aktorska na wysokim poziomie, pochwalę bardziej dźwięk, bo działa jako trzeci aktor, a to fajna rzecz. No i aktorka grająca Jessicę daje radę, choć na końcu jakby się jej włącza turbo-kozak lekko.

7/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Eurovision Song Contest: The Story of Fire Saga (Reż. David Dobkin) 2020 (Netflix) Lawrence 15 3,835 10-05-2026, 19:44
Ostatni post: Bucho
  Excalibur (1980) reż. John Boorman Gieferg 5 1,623 28-04-2026, 21:32
Ostatni post: OGPUEE
  Greyhound (2020) Gieferg 32 6,924 13-02-2026, 10:30
Ostatni post: Bucho
  When Trumpets Fade (1998) reż. John Irvin (HBO) Spoilerowo 1 232 10-11-2025, 23:46
Ostatni post: Paszczak
  Oni żyją (1988) reż. John Carpenter Scheckley 7 657 21-08-2025, 15:12
Ostatni post: Scheckley
  O wszystko zadbam / I Care a Lot (2020) reż. J Blakeson michax 51 7,774 12-01-2025, 02:23
Ostatni post: Bucho
  Out For Justice (reż. John Flynn) Mental 48 14,478 24-07-2024, 12:32
Ostatni post: Bucho
  Jungle Cruise (2020) reż. Jaume Collet-Serra Trailery Srailery 44 7,279 18-01-2024, 12:27
Ostatni post: OGPUEE
  The Gentlemen (2020) reż. Guy Ritchie Trailery Srailery 38 7,617 15-01-2024, 18:09
Ostatni post: Trailery Srailery
  Seconds (1966, reż. John Frankenheimer) Derelict Machine 2 791 17-11-2023, 11:59
Ostatni post: Corn



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości