02-03-2010, 21:17
|
The Ghost Writer
|
|
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 03-03-2010, 01:30
No różni ludzie są, niektórzy będą rozmawiać tylko z zaufanymi (chociaż osobna sprawa, że trzeba ich mieć, zaufanych i takich którzy coś potrafią zrobić), a inni będąc pod taką presją będą podejmować niezbyt przytomne decyzje. Wszystko wiarygodne dla mnie.
03-03-2010, 14:24
ja nie mówię, że to nie jest wiarygodne, tylko że po prostu głupio facet robi :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 03-03-2010, 15:23
Nowy film Polańskiego nie jest łatwy w odbiorze, czego najlepszy dowód dostałem wczoraj w kinie. Mimo późnej godziny (21:00) na sali było dużo młodych ludzi, w wieku 18-25, ale po tym co działo się po zgaszeniu świateł sądzę, że przyszli oni tam tylko w związku z wrzawą związaną z osobą reżysera, a nie żeby oglądać jego najnowszy film. Przypuszczam, że niektórzy nie mieli z twórczością Romka nigdy do czynienia. 30 minut po seansie zaczęły się rozmowy, zabawy komórkami, a mniej więcej po godzinie jakaś para wyszła z sali ... ale do rzeczy.
Nie jest to najlepszy film tego reżysera, nie mniej do czołówki się zalicza. Co zdecydowanie na plus ? - scenariusz, naszpikowany nawiązaniami do obecnych wydarzeń na świecie i chyba nieco do samej sytuacji Polańskiego (przynajmniej ja to tak odebrałem), - zdjęcia, wśród których są perełki (bardzo podobała mi się scena kiedy główny bohater wyskoczył z promu i stał chwile przed hotelem), - aktorstwo, nic nadzwyczajnego, ale oglądało się dobrze, - muzyka, świetna, niepokojąca, idealnie współgrała z obrazem sprawiając, że monetami czułem bicie serca w gardle, chociaż nie ukrywam, że gdzieś już słyszałem coś podobnego. Co mi się nie podobało ? - dłużyzny, których kilka jest, - zachowanie Widma w kilku momentach, ktoś już wspominał o tym na forum, że czasami po prostu postępował jak kretyn i naiwniak. Jak dla mnie TOP 5 Polańskiego: 1. Nóż w wodzie 2. Dziecko Rosemary 3. Chinatown 4. Autor Widmo 5. Nieustraszeni pogromcy wampirów. Reszta trzyma równy poziom. Ocena Ghost Writera ? 8/10 04-03-2010, 12:36
U mnie na seansie w południe praktycznie same staruchy+paru studentów.
Cytat:scenariusz, naszpikowany nawiązaniami do obecnych wydarzeń na świecie i chyba nieco do samej sytuacji Polańskiego (przynajmniej ja to tak odebrałem) Nawiązania do światowych wydarzeń ok, ale jak w scenariuszu który powstał na długo przed aresztowaniem Polańskiego mają być nawiązania do tego wydarzenia? Nawet jeśli, to przez zupełny przypadek, no ale wtedy to nie jest świadome nawiązanie tylko właśnie przypadek. 04-03-2010, 17:16 Arahan napisał(a):na sali było dużo młodych ludzi, w wieku 18-25, ale po tym co działo się po zgaszeniu świateł sądzę, że przyszli oni tam tylko w związku z wrzawą związaną z osobą reżysera, a nie żeby oglądać jego najnowszy filmTo też ma swoje plusy, im więcej przypełznie hołoty, tym łatwiej będzie Romkowi nakręcić kolejny film. Arahan napisał(a):i chyba nieco do samej sytuacji Polańskiego (przynajmniej ja to tak odebrałem),"Uziemienie" Langa od razu się tak kojarzy, nagonka medialna również, z tym że to akurat wyszło przypadkiem, bo w trakcie kręcenia filmu reżyser nie spodziewał się że takowa w momencie premiery dotknie i jego:) Arahan napisał(a):- dłużyzny, których kilka jest,Ja nie zauważyłem ani jednej:) U mnie TOP 5 wygląda tak: 1. Dziecko Rosemary 2. Chinatown 3. Autor Widmo 4. Śmierć i dziewczyna 5. Nóż w wodzie EDIT: Jak zacząłem pisać to Simka tu jeszcze nie było:) 04-03-2010, 17:23
Niezly. Z klimatem. Czuc Polanskiego. Ale w zasadzie niewiele ponad thrillerowa przecietnosc. Sama koncowka dosyc glupia. Nie rozwiazanie tajemnicy ale zachowanie glownego bohatera na koniec.
work 8 hours, sleep 8 hours, play 8 hours, buy, consume, submit, conform, watch tv, no thought, obey ...
05-03-2010, 14:50
Piękny film. W zasadzie nie mam mu nic do zarzucenia, poza kilkoma dłużyznami w partii środkowej. Winię cholernych Szwajcarów (naród, jak wiadomo, zdolny do wszystkiego, w ich zegarach kukułki walą się po łbach). Jakby Romek miał więcej czasu, pewnie lepiej zmontowałby całość. Swoją drogą nic dziwnego, że aktorzy bronią Polańskiego, bo dał im prawdziwe pole do popisu, zwłaszcza Ewanowi i Williams.
Ostatnie ujęcie z gatunku genialnych. P.S. Jakim cudem ten film dostał PG-13? Czyżby wyznaczony cenzor był kumplem Polańskiego z jakiejś Tajnej Loży Miłośników Lolitek? 26-03-2010, 17:26 Rodia napisał(a):Reżyser potrafi tak poprowadzić aktorów, że o prawdziwej treści konwersacji nie mówią słowa, ale ukryte gesty, mimowolne skrzywienia twarzy czy jakiś niepozorny ruch. Często gdy pokazuje dwójkę rozmawiających ludzi, to jedno z nich wychodzi z kadru, a on jeszcze przez chwilę pokazuje tę drugą osobę - tak jakby znowuż chciał w widzu wywołać niepewność, co też za tym wyrazem twarzy może się kryć i co ta osoba może knuć. Dominują tam bliskie kadry i właśnie wolne tempo - siedzi się jak na szpilkach. W "normalnym" obrazie są momenty pełne napięcia i luzu, takie w których oglądamy akcję i takie, gdy jej nie ma i intuicyjnie wiemy, że możemy się rozluźnić. A Polański potrafi tak nakręcić obraz, że nie ma żadnych momentów luzu, od każdej postaci możemy się spodziewać, że wbije bohaterowi ni stąd ni z owąd nóż w plecy i nie ma się pojęcia co się wydarzy za chwilę. Mistrzostwo :) Całkowicie się zgadzam. Dodać należy jeszcze to jacy aktorzy zostali wybrani do swoich ról. Wszyscy oni grają nie tych, których chcielibyśmy oglądać wziąwszy pod uwagę ich wcześniejsze emploi. Już na etapie powierzchownego odbioru (w gruncie z każdą z postaci trudno się identyfikować, gdyż za mało o nich wiemy, ale z tym chwytem reżyser poradził sobie świetnie) jesteśmy postawieni w podobnej sytuacji co Duch, ale my mamy możliwość dodatkowej zabawy w odczarowywanie ometkowanych, zaszufladkowanych aktorów. I tak Pierce Brosnan nie jest tu supertajnym agentem, kt wie wszystko, jest w stanie zrobić wszystko i zaskoczyć nas swoim nieskazitelnym urokiem zabijając równocześnie kilku bad guy'ow. Jego Adam jest zupełnie bezradny, jak wszystkie postacie w filmie. Kim Cattrall z niby gra symbol seksu z wielkiego miasta jak na sekretarkę przystało (tak można odbierać jej postać przez większość filmu), co dodatkowo na każdym kroku podkreśla żona premiera, ale w ostateczności jest tylko pionkiem, który stracił bliską jej (nie tylko od strony zawodowej) osobę. Ewan McGregor mimo iż ma wiele ról na swoim koncie to zawsze będzie się kojarzył z przebojowym i wyluzowanym Rentonem z Trainspotting. Tu gra zwyczajnego, trochę chciwego, trochę cynicznego człowieczka, zdającego sobie sprawę, co należy robić, żeby sobie nadmiernie nie zaszkodzić, a któremu w finale wydaje się, że jako "autor" góruje moralnie nad "sprawcami całego zamieszania" o czym z nonszalancją ich o tym informuje - zdobywając cichą satysfakcję. W efekcie, nie zdając sobie sprawy z realnego zagrożenia, zaraz po wyjściu z wydawnictwa stanie się prawdziwym "widmem". Tom Wilkinson mimo iż grywa różne role - od sympatycznych kolesi z sąsiedztwa, po niewahających się sięgnąć po wszelkie dostępne środki, by dojść do celu skurczybydlaków :) to dzięki swojej fizjonomii - miły kulturalny, nieszkodliwy staruszek - zostaje po raz kolejny idealnie wygrany. Na podobnej zasadzie została stworzona najciekawsza w całym filmie postać żony (Olivia Williams), która nie daje się jednakowo określić - ciągle wystawia się nasze oczekiwania względem niej na najwyższy poziom enigmy. Raz odbieramy ją jako znerwicowaną i przejętą losem męża, co skrywa za parawanem ironii i ciętego języka, innym razem poraża inteligencją i wyrachowaniem (scena kolacji, gdzie jest ubrana w czerwoną atłasową koszulę!), innym razem wzbudza współczucie... i tak dalej aż do finału. Wszystkie postacie, jak na rasowy thriller przystało są tak rozegrane, że nie wiemy komu ufać, bo każdy może nas niejednokrotnie zaskoczyć (a nie nagle wyskoczyć z nożem z szafy i powiedzieć - "Witam, to ja za wszystkim stoję, ha ha ha"). Rodia napisał(a):Tak więc reżysersko i warsztatowo Autor Widmo jest bez zarzutu. Każde ujęcie zatłoczonej londyńskiej ulicy, przemokniętej deszczem zielonej gleby wyspy, na której rozgrywa się większość akcji czy hotelu na uboczu trafia w sedno i idealnie wypełnia swoją rolę. Tu pełna zgoda - pomijając podane przez Ciebie lokacje mistrzowsko zaprezentowany został sam dom-forteca. Jest on idealnym przykładem do analiz filmoznawczych, by pokazać jak przestrzeń oddziałuje na relację pomiędzy postaciami, a także na sam odbiór filmu (można więc spokojnie dać sobie spokój z wyeksploatowanym - i oczywistym - "Gabinetem Dr Caligari" :)). Sam dom jest ultranowoczesny - pełno szkła, gładkich powierzchni, przesadna nieludzka precyzja, higienia, profesjonalizm i chłód a'la hi-tech, który nie kojarzy się z przytulnym domkiem. A z drugiej strony mocno ekspresyjne obrazy (zobaczcie co wisi, obok łóżka w pokoju eks-widma, w którym zamieszkał mcgregor;)), drewniana wanna (!), ogromne okna z widokiem na ocean... takie zestawienie wysyła do widza sprzeczne sygnały. Każde wyjście z tego bunkra, w którym przez większość czasu rozgrywa się akcja filmu, to dla mnie oczekiwana okazja do zaczerpnięcia powietrza i wielka ulga ;) Chce dodać jeszcze dwie uwagi, co do warsztatu - kadrowania i uzyskanego efektu osaczenia. Po pierwsze dawno nie widziałem takiego ujmowania postaci. Zauważcie, że w większości filmów nad głowami aktorów zawsze jest trochę pustej przestrzeni, by postacie mogły się - wizualnie, co działa raczej na podświadomość - lepiej prezentować. U Polańskiego kadr kończy się dokładnie na czubku głowy - i to nie tylko w scenach rozmów, w których dominują bliskie plany. Ten zabieg skutecznie sugeruje, że zagrożenie jest w owych postaciach, które skrywają (bądź nam się tak wydaje) wiele w zanadrzu. Kontrast tego zabiegu (rozgrywanie postaci, detale - końcowe podawanie karteczki), a wykorzystanie szerokich planów i ujęć wejściowych, które pozornie są tu tylko wizytówkowe (zazwyczaj sugerują miejsce, czas, w którym się znajdujemy) - czyli, w ogólnym mniemaniu niewiele wnoszące do akcji - tak naprawdę tu są nośnikami szczytowych momentów zaskoczenia (np. zamach). To w szerokich planach, w dużych, wyludnionych i otwartych przestrzeniach bohater jest narażony na największe niebezpieczeństwo (np. początkowa napaść i kradzież maszynopisu po wyjściu z wydawnictwa, ucieczka przed ogonem z domu Wilkinsona, przystań i statek, finałowe "zwykłe" przejście przez ulicę). Polański gra z widzem nie tylko z przyzwyczajeniami co, do przebiegu akcji, identyfikowania postaci, rozgrywania przestrzeni, co sugeruje przez filmowe środki wyrazu (oświetlenie, kadrowanie), ale także dzięki specyficznemu wisielczemu humorowi - wzbogacił i zintensyfikował dobrze znane i utarte schematy thrillera (patrz na nieudaną "WYSPĘ TAJEMNIC" Scorsese). Jeśli chodzi o humor, to w przypadku Polańskiego żadne zaskoczenie (chociaż w PIANIŚCIE się nie popisał...) Po drugie, tu już sprawa bardzo subiektywna. Nie wiem na ile jest to świadomy zabieg, a na ile moje urojenia podczas oglądania filmu :) Mimo całej perfekcyjnej realizacji warsztatowej, wymuskania każdej sceny odnosiłem wrażenie, że postacie w różnych ujęciach są rzucone na nienaturalne tło (jakby były wzięte z blue screena) co jeszcze bardziej wzmagało mój niepokój. Z tym pytaniem należałoby się zwrócić do operatora, ale może i wy mieliście podobne wrażenia (np. gdy cattrall stoi na tle szyby z widokiem na plaże i ocean, czy w niektórych ujęciach postaci w samochodzie - tło jakby nie oddawało realnego zakotwiczenia postaci). Podsumowując obie wzmianki. Cała techniczna pieczołowitość wydaje się dla mnie hołdem dla Hitchcocka - który bardzo często mówił przekornie, że kręci film nie dlatego żeby opowiedzieć jakąś historię, ale dla pewnego wyzwania warsztatowego, tricku, który miał w jeszcze większym stopniu zintensyfikować doznawane wrażenia. Podobne rozwiązania stylistyczne znajdujemy u Polańskiego - np. użyta kolorystyka w motelu (pomarańcz i zieleń + twarz tonąca w mroku), w którym mcgregor czeka na informatora do złudzenia przypomina tę kluczową scenę z ZAWROTU GŁOWY; bardzo dziwnie zniekształcone ujęcie palącej papierosa cattrall, czy finałowe przekazywanie karteczki (skupienie na detalu - mcguffin!). Poza tym zimne i wyrachowane kobiety (platynowa blondynka, jest!) to znak rozpoznawczy kina hitchocka, a także ewoluująca oprawa muzyczna niczym z PSYCHOZY. To i jeszcze wiele innych rzeczy, którym należało by się przyjrzeć (a nie pamiętam) zachęcają do ponownego seansu. Koniecznie w kinie! Rodia napisał(a):Jeśli film ma jakiś problem to jest nim scenariusz. Pomimo całego drobiazgowo zbudowanego klimatu i narracji prowadzącej widza od poszlaki do poszlaki, wcale nie miałem wrażenia, że historia zwarcie i elegancko zawinęła się w sobie na końcu - moim skromnym, pewne sceny były niepotrzebne i czasem prowadziły widza na manowce. A czy historia musi zwarcie i elegancko zawijać się w finale? Oczywiście nie musi, ale w wypadku AUTORA WIDMO wszystko jest na swoim miejscu. I wszytko elegancko się zawija. Nie ma tu zbędnych scen. Wszystko jest jak w zegarku, a odczucia i tak są jeszcze większe. To dowodzi ogromnego talentu i sprawności reżysera! Rodia napisał(a):Nie wiem, być może Polański chciał pokazać w ten sposób nieporadność i pewną "ciotowatość" Ducha - ale jak dla mnie, w paru momentach ukazał go po prostu jak kretyna. Ja rozumiem, że mamy tu człowieka w pułapce, który nie ma gdzie się zwrócić o pomoc, ale bez przesady - a jego działaniom czasem zupełnie brakowało logiki. Poza tym sorry, ale mimo dobrych chęci, naprawdę nie jestem w stanie uwierzyć, że informacje, których szukał są dostępne na pierwszej stronie w Google... :P Po prostu czepiasz się co do postaci Widma ;) A co do google - to, że coś jest dostępne nie znaczy, że od razu wszystko jest wiadomo. Najciemniej zawsze pod latarnią. W rzeczywistości (niekoniecznie tej filmowej) wiele rzeczy jest wyłożone na tacy. Trzeba mieć jednak klucz, trochę szczęścia, ale przede wszystkim CHĘĆ, by pewien szereg znaków ująć w jeden sens (patrz odkrycie prawa ciężkości :)). Świetnie o tym pisze sobolewski w podanym już tu na forum linku do recenzji: "W filmie Polańskiego powraca pewien obraz wzięty z powieści, ale bardzo w stylu jego filmów - rozsianych w nich drobnych, absurdalnych epizodów. Przed willą byłego premiera azjatycki stróż zamiata suche liście nieustannie nawiewane przez wiatr. Tak samo rozwiewać się będą kartki maszynopisu zawierające kluczową informację. Przyrost informacji nie oznacza przyrostu dobra. Prawda - mimo powszechnego do niej dostępu - jest coraz trudniejsza do rozpoznania. Inwigilacja staje się powszechna. Kontrola odbywa się nie tylko na lotniskach - przed rozmową z byłym ministrem bohater zostanie zrewidowany we własnym pokoju." Więcej... http://wyborcza.pl/1,75475,7556585,Widmo_Polanskiego___recenzja_filmu.html#ixzz0nQieWqSP Do czego można się przyczepić to, fakt, że tak łatwo udało się mcgregorowi wynieść maszynopis z domu, zwłaszcza ze wcześniej, co chwilę zwracano uwagę na to, jak pieczołowicie jest on przeszukiwany. Rodia napisał(a):I to w sumie jedyne wady jakie mogę zarzucić temu filmowi. Końcówka wymiata totalnie i jest 10/10 - bardzo dobry przykład na status Polańskiego jako jednego z największych reżyserów w historii kina. Jest to obraz do wielokrotnego oglądania i odkrywania coraz to kolejnych warstw i podwarstw fabularnych. Reżysersko bezbłędny i miażdżący ulotnym, mrocznym klimatem stałego zagrożenia i osaczenia. Jednak z pewnymi irytującymi wadami, zwłaszcza scenariuszowymi. Podpisuje się pod wszystkim co powyżej napisałeś, poza ostatnim zdaniem ;) Pozdr. 09-05-2010, 13:32 morolg napisał(a):Kontrast tego zabiegu (rozgrywanie postaci, detale - końcowe podawanie karteczki), a wykorzystanie szerokich planów i ujęć wejściowych, które pozornie są tu tylko wizytówkowe (zazwyczaj sugerują miejsce, czas, w którym się znajdujemy) - czyli, w ogólnym mniemaniu niewiele wnoszące do akcji - tak naprawdę tu są nośnikami szczytowych momentów zaskoczenia (np. zamach). To w szerokich planach, w dużych, wyludnionych i otwartych przestrzeniach bohater jest narażony na największe niebezpieczeństwoTak! Polański w cudowny sposób potrafi "zintymnizować" bohatera widzowi i wprowadzić widza w jego świat, właśnie przez takie zabiegi. Przecież nawet jak zabierają mu na początku teczkę to dzieje się to z niemal maksymalnego przybliżenia. I tak, właśnie dlatego, gdy w filmie występują szerokie kadry to tworzy to niebezpieczny dysonans i niemal od razu wiadomo, że coś się musi stać. Jak wychodzili z samolotu to byłem pewien, że zaraz będzie jakaś rozwałka, z samego skomponowania kadru :) morolg napisał(a):Mimo całej perfekcyjnej realizacji warsztatowej, wymuskania każdej sceny odnosiłem wrażenie, że postacie w różnych ujęciach są rzucone na nienaturalne tło (jakby były wzięte z blue screena) co jeszcze bardziej wzmagało mój niepokój.E, to ja nie miałem takiego wrażenia. Wszystko się ze sobą idealnie komponowało i nie było żadnego dysonansu :) morolg napisał(a):A czy historia musi zwarcie i elegancko zawijać się w finale? Oczywiście nie musi, ale w wypadku AUTORA WIDMO wszystko jest na swoim miejscu. I wszytko elegancko się zawija. Nie ma tu zbędnych scen. Wszystko jest jak w zegarku, a odczucia i tak są jeszcze większe. To dowodzi ogromnego talentu i sprawności reżysera!Ej, ja nie mam pojęcia o jakich nieścisłościach scenariuszowych wtedy pisałem, już zapomniałem. Teraz za cholerę nie potrafię sobie przypomnieć, żeby w Autorze Widmo w ogóle jakieś nieścisłości były - musiałbym obejrzeć jeszcze raz. Może mi się po prostu wydawało, efekt relacji "na gorąco" :) morolg napisał(a):Po prostu czepiasz się co do postaci Widma ;)Możliwe, po prostu czasem jego ciotowatość przerastała nawet mnie - wiedząc, że jego życie jest zagrożone i że jest poszukiwany przez ludzi, którzy nie cofną się absolutnie przed niczym, aby go dorwać wpuszcza do swojego pokoju nieznajomego człowieka w rękawiczkach i jeszcze się go słucha? :/ Tuż po domyślnym zamachu na swoje życie bez namysłu podaje swoje położenie przez telefon innemu nieznajomemu? No sorry :/ 09-05-2010, 23:09
Kurde, garść niezłych spostrzeżeń się zrobiła - narobiliście mi smaku na kolejny seans...
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 10-05-2010, 01:39 Rodia napisał(a):jego ciotowatość przerastała nawet mnie - wiedząc, że jego życie jest zagrożone i że jest poszukiwany przez ludzi, którzy nie cofną się absolutnie przed niczym, aby go dorwać wpuszcza do swojego pokoju nieznajomego człowieka w rękawiczkach i jeszcze się go słucha? :/ Tuż po domyślnym zamachu na swoje życie bez namysłu podaje swoje położenie przez telefon innemu nieznajomemu? No sorry :/ Co do jego "ciotowatości". Bohater może irytować dlatego, że jest jakby postacią nie z tej bajki w której my, widzowie żyjemy. My przyszlismy do kina na thriller i z "kluczem" podejrzliwości do wszystkiego co sie nam pokazuje (bo do tego przyzwyczaiło nas kino) wiemy, że nie należy nikomu ufać. Widmo zachowuje się tak, jakby nigdy nie oglądał filmów szpiegowskich, nie czytał kryminałów czy literatury detektywistycznej, a już na pewno nie oglądał współczesnych wiadomości ;) Być może brakowało tu jakiejś ironicznej uwagi co, do własnej sytuacji w stylu: "takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach". Biorąc pod uwagę, że to jednak zwyczajny, "poważny człowiek", wrzucony w wir światowej polityki, nie będący fanatykiem jakichkolwiek teorii spiskowych (jak np. agent Fox Mulder :)) jego postać wypada całkiem przekonująco. Jest wręcz na tyle nieroztropny, że w finale buńczucznie pokazuje, wrogom, że ON WIE i myśli, że z takim stanem świadomości odejdzie w spokoju. Do czasu finału bohater ma same poszlaki, żadnej pewnej informacji, z którą mógłby coś zrobić (udać się do służb specjalnych, do mediów itp.). Nie jest na tyle głupi, by ryzykować swój kontrakt, czy wystawiać się na świecznik (klauzula poufności) lub raczej na śmieszność w ujawnianiu domniemanego międzynarodowego spisku. W takiej sytuacji nie dziwi fakt, że ufa każdemu - bo w końcu pisze tylko biografię eks-polityka. Jak na pisarza, który musi złożyć różne porozrzucane poszlaki i wycisnąć z nich to co najbardziej pikantne (za to mu płacą) działa sprawnie i przekonująco. Wszystko zostało tak rozegrane, że widzimy jak cienka jest granica miedzy paranoją, a prawdziwym zagrożeniem. Dodatkową przyjemnością podczas drugiego seansu jest śledzenie zachowania różnych postaci (zwłaszcza tej kluczowej:)) i zachwyt nad tym jak dwuznacznie (czyt. mistrzowsko) są one rozegrane. W zależności od tego co wiedziałem przy pierwszym seansie (czyli nic - będąc w tej samej sytuacji co główny bohater), a znając zakończenie i sprawdzając poszlaki i sygnały jakie mógłby wysyłać reżyser podczas kolejnego seansu jeszcze bardziej odczuwa się sieć zagrożenia i konspiracji w jaką nieświadomie wikła się autor widmo. W ostatecznym rozrachunku doświadczamy naszej bezradności - nie było szansy na ocalenie lub wcześniejsze odkrycie prawdy - w obliczu faktu, że prawdziwe zło jest poza kontrolą nic nie znaczącej jednostki. Z tym niepokojem opuszcza się salę kinową. Wszystko idealnie rozegrane jak w teatrzyku marionetek. Jeszcze tylko uwaga co, do "hitchcocowskich" tropów. W filmie jest pełno ujęć ukradkowych z lusterek samochodowych, dziwnych ustawień kamery w stosunku do przedmiotów, które w takich a nie innych ujęciach budzą słuszny niepokój. Scena gps-owej wycieczki to majstersztyk i dobra szkoła jak wycisnąć napięcie z bardzo długiej sceny jazdy samochodem w przypadku, gdy nie mamy do czynienia z pościgiem (czyt. sceną akcji). 18-05-2010, 17:45
Zgadzam się z tym co piszesz, choć żeby z czystym sumieniem się ustosunkować musiałbym obejrzeć film jeszcze raz, a to się zapewne nie stanie do czasu aż pojawi się na dvd :)
Natomiast co do ciotowatości ducha - to nie to, że ja twierdzę, że ten aspekt jego osobowości to jakieś niedopatrzenie reżyserskie. Dość łatwo da się zauważyć, że również ta strona postaci została w pełni zaplanowana przez Polańskiego (Harrisa?) i że jego durne zachowania były zamierzone, że taki był reżyserski zamysł, to przebija z ekranu. Na pewno nie ma tu mowy o żadnym błędzie. Tylko ja się z tym po prostu nie do końca zgadzam i tyle. Nie zgadzam, ale szanuję. Z drugiej strony ta ciotowatość sprawiała, że oglądanie tego filmu było jeszcze dziwniejsze niż standardowego thrillera :) 18-05-2010, 21:11
No coś ty, przecież w thrillerach/filmach sensacyjnych etc. bohater często zachowuje się jak palant, aby potem było z czego pisać 50 prawd
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
18-05-2010, 22:24
Rewelacyjny thriller z klimatem tak gęstym, że trzeba się przez niego przecinać piłą łańcuchową. Wszystko jest cholernie solidne i klasyczne. Jeden z minusów to istnienie dwóch wersji. Angielskiej z bluzgami i amerykańskiej z bluźnierstwami o kreskówkowym rodowodzie. Na moje nieszczęście widziałem tą drugą.
8/10
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 19-07-2010, 19:43
????????????
Jak to? Dwie wersje są? Lol. Ale w kinach u nas leciała ta angielska, nie? :P A na dvd/blu wyjdzie u nas która? 19-07-2010, 21:01 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Ghost(Uwierz w Ducha) | Phlogiston2 | 36 | 8,656 |
31-10-2016, 22:00 Ostatni post: Pitero |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |
Spoiler




