(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
![[Obrazek: 1972.jpg]](http://img252.imageshack.us/img252/7453/1972.jpg)
Gdy obejrzałem po raz pierwszy film Cravena to totalnie się zawiodłem, ciekawa fabuła i malownicza przemoc zostały niestety przyćmione przez kiepską realizację. Dziś poirytowanie było już mniejsze ale niezadowolenie jednak takie samo. Fabuła jest bardzo intrygująca i wygląda następująco (bez spojlerów bo tyle samo można wyczytać na filmwebie): dwie młode dziewuszki chcą się wieczorem zabawić, zanim jednak udadzą się na zabawę próbują zdobyć trochę zieleniny, pech chciał że w poszukiwaniu dopalaczy natrafiają na bandę zbiegłych z więzienia buraków którzy postanawiają dostarczyć dziewczynom nieco zabawy w ich wydaniu. Po dogłębnym zapoznaniu się i lekkich torturach, gdy obie dziewczyny są już martwe, grupka buraków postanawia się oddalić, ale, ponieważ auto im się zepsuło i są pośrodku zadupia to szukają pomocy w pobliskim domu. I tu kolejny pech, bo auto zepsuło się właśnie w pobliżu domu jednej z dziewczyn i cała akcja odbyła się w pobliskim lesie. No więc, strudzeni po ciężkim dniu pełnym wrażeń, nasi nieświadomi niczego bohaterowie zatrzymują się w domu jednej ze swoich ofiar gdzie zastają niespotykaną gościnność. Rodzice dziewczyny goszczą ich jak najlepszych przyjaciół aż w końcu orientują się kim są ci delikwenci. Wtedy obmyślają plan zemsty i zaczyna się masakra.
Brzmi ciekawie, ale trochę gorzej z realizacją. Filmowi brak napięcia i dynamizmu, a akcja posuwa się jak w telenoweli. Muzyka jest absolutnie zbędna i irytująca, jakieś wesołe pioseneczki kompletnie nie pasujące do tego co się dzieje na ekranie, w dodatku ujmująca powagę, z jakby nie patrzeć, dość dramatycznych wydarzeń. Ponadto dwóch policjantów głupków którzy wydają się być żywcem wyrwani z jakiejś komedii. Zachowanie większości bohaterów jest śmieszne i niewiarygodne, ale tutaj prócz scenariusza dochodzi jeszcze gra aktorska. Można by się też zastanowić czemu w ogóle buraki postanowiły męczyć dziewczyny, bo w sytuacji w jakiej się znajdowali niewskazane są takie posunięcia. Otóż, są to zbiegowie o których trąbią w radiu i piszą w gazetach, tymczasem jeden z tych głupków przyprowadza dziewczyny do mieszkania w którym się ukrywają. Jedyne wytłumaczenie ich poczynań jest takie że mieli kompletnie zryte łby i w ich naturze leżało porywanie i znęcanie się nad przypadkowymi dziewczynami bez względu na okoliczności. Film może się poszczycić najgorszą sceną seksu oralnego. Gospodyni wabi jednego z buraków na pole, kusząc go propozycjami seksualnymi. Robi to oczywiście w śmieszny, łopatologiczny i niewiarygodny sposób, ale ten jełop, mimo że już wie z kim ma do czynienia, po chwili pozwala sobie związać ręce co przypłaca odgryzieniem członka. Jeszcze jedna scena mnie śmieszy, chwilę po zgwałceniu dziewczyny, trójka bohaterów stoi sobie na łące i patrzy naprzemiennie na drzewa i niebo, bez słowa, stoją, patrzą, a w międzyczasie dziewczyna się ubiera i pełza między nimi. Dopiero po chwili gdy się przebudzili to zauważyli że im ucieka.
Film generalnie ma kilka mocnych scen, chodzi tu oczywiście o sceny przemocy, ale generalnie to prócz niej niewiele zostaje. Emocji też brak, podobnie jak zainteresowania losem bohaterów. Niewielkie emocje pojawiły się dopiero na koniec filmu, gdy ojciec dziewczyny, z pasją wypisaną na twarzy masakrował piłą mechaniczną ostatniego buraka. Klimatem nieco przypomina młodszą o 2 lata Teksańską Masakrę Piłą Mechaniczną, ale niestety daleko jej do niej.
Z rimejkiem sprawa jest już znacznie lepsza, to o wiele sprawniej zrealizowany film. Nie ma tu takich burackich zachowań jak w oryginale. Bohaterowie są wiarygodniejsi i prawdziwsi, a ich zachowanie lepiej umotywowane. Fabuła uległa małym zmianom ale nie napiszę jakim bo film niebawem wchodzi do kin i pewnie wielu forumowiczów zechce go obejrzeć, więc nie będę psuł zabawy bo niektóre zmiany mogą zaskoczyć. Przede wszystkim, film jest bardziej dynamiczny i sprawnie porusza się naprzód, nie musiałem spoglądać na zegarek jak podczas seansu wersji z roku 1972. Aktorstwo na dobrym poziomie, każdy dobrze się ze swojej roli wywiązał. Niektóre sceny śmierci urozmaicono, i to uważam za plus bo są one bardziej malownicze. Dodano też nieco głębi psychologicznej która dobrze się w film wpasowuje. No i są jakieś emocje, to zdecydowanie bardziej przejmujący film niż oryginał. Naprawdę przejmująca była dla mnie scena gdy rodzice opatrują na stole ledwo żywą córkę.
Podsumowując, remake jest godny polecenia, to jeden z tych przypadków gdzie był potrzebny. Dobry film krótko mówiąc. A oryginał to mogę polecić ciekawskim:)
Warto też wspomnieć o filmie z którego ów pomysł zaczerpnięto, mianowicie Źródło Bergmana. Ciężko mi powiedzieć czy Ostatni dom po lewej można nazwać rimejkiem bo u Bergmana jednak na czymś innym się skupiono, ale trzon fabuły jest ten sam. W obu Domach skupiono się raczej na zbrodni, karze i zemście oraz instynktach w człowieku drzemiących, bez dodatkowych filozofii. A w Źródle dochodzi motyw odkupienia, zhańbienia piękności i niewinności oraz zawiści, a do tego jeszcze podtekst religijny. Źródło obejrzałem wczoraj, i przyznam że mi się podobało, również warto się z nim zapoznać.
Remake filmu Wesa Cravena jest mniej brutalny od oryginału, ale daje radę. W łapy brutalnego gangu przypadkiem dostają się dwie dziewczyny. Jedna ginie, druga zostaje brutalnie zgwałcona. Bandyci znajdują schronienie u nieświadomych (póki co) rodziców zgwałconej dziewczyny. Film ma dobre tempo i jest nieźle zagrany. Szczerze mówiąc, oryginał strasznie mnie wynudził, dlatego remake był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Czekanie na ujawnienie prawdy i finałową rzeź było dość zajmujące. Sam finał zresztą też. Jak już robić remaki, to właśnie takie. 7/10
Karaluch
<ok>
30-07-2009, 19:43
Stały bywalec
Liczba postów: 13,355
Liczba wątków: 77
Mam pytanko, jak w rimejku sprawił się Garret Dillahunt aka Cromartie z Kornik Sary Connor aka partner szeryfa z NCFOM?
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
30-07-2009, 19:59
Nowy
Liczba postów: 409
Liczba wątków: 0
Dillahunt - według mnie - bardzo dobry. Krug to pewny siebie koleś, uwielbiający zabawy z ofiarami. Widać satysfakcję z kontroli nad sytuacją, widać, że lubi, gdy ludzie się go boją, widać, że nieważne, co mówi, należy spodziewać się najgorszego. Przy tym nieźle umie udawać niewiniątko - chyba wpuściłbym go do domu.
Na razie nie mam podpisu, ale na pewno wymyślę coś błyskotliwego...
30-07-2009, 21:34
Agent Putina
Liczba postów: 4,370
Liczba wątków: 21
Karaluch napisał(a):Dillahunt - według mnie - bardzo dobry.
Może i dobry, ale Hess był w tej roli lepszy. Takie wzruszajace ballady śpiewał i w ogóle.
Remake jest rzecz jasna znacznie lepiej zrealizowany (wielka sztuka, pobić pod tym względem niskobudżetowy debiut sprzed ponad 30 lat), ale w porównaniu z pierwowzorem wydaje się nieznośnie mdławy. U Cravena zemsta była bezwzględna i sadystyczna, stanowiła dzieło ludzi, którym odebrano to, co najcenniejsze w życiu. Niestety scenarzyści remake'u zdecydowali się pozbawić bohaterów tej motywacji, przez co zamiast zemsty mamy banalną walkę o życie, a z horroru robi się film akcji. Finałowa scena stanowi pewną osłodę, gdyby jeszcze nie była tak idiotyczna... Właśnie, nie należy oglądać trailera, wzorem Quarantine pokazuje sam finał.
Co do Źródła - jak dla mnie najlepszy film Bergmana. Bije od niego surowe piękno średniowiecznego moralitetu.
30-07-2009, 22:03
Nowy
Liczba postów: 409
Liczba wątków: 0
Cytat:Hess był w tej roli lepszy. Takie wzruszajace ballady śpiewał i w ogóle.
No patrz, a ja nawet nie pamietam, że śpiewał.
Cytat:dwóch policjantów głupków
Też wyrzuciłem z pamięci. Opierając się na wrażeniach sprzed kilku lat twierdzę, że oryginał jest nudny i ssie. To już lepiej "Źródło" obejrzeć - przynajmniej jest tam kawał porządnego dramatu, z dobrą sceną gwałtu i szarganiem świętego prawa gościnności przez zrozpaczonego ojca.
Na razie nie mam podpisu, ale na pewno wymyślę coś błyskotliwego...
30-07-2009, 23:05
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
Paszczak napisał(a):Finałowa scena stanowi pewną osłodę, gdyby jeszcze nie była tak idiotyczna...
No właśnie, trochę mnie to wkurzyło, takie z dupy to było. Pomysł tatusia dobry, ale reżyser przeszarżował. Na szczęście to jedyny mankament, do niczego więcej się zbytnio przyczepić nie mogę.
Paszczak napisał(a):porównaniu z pierwowzorem wydaje się nieznośnie mdławy. U Cravena zemsta była bezwzględna i sadystyczna, stanowiła dzieło ludzi, którym odebrano to, co najcenniejsze w życiu. Niestety scenarzyści remake'u zdecydowali się pozbawić bohaterów tej motywacji, przez co zamiast zemsty mamy banalną walkę o życie, a z horroru robi się film akcji
Dla mnie to właśnie oryginał jest mdławy. Odgryzanie członka rzeczywiście jest bardziej sadystyczne niż dźganie, topienie i mielenie dłoni ale bohaterka nie zrobiła tego bo miała sadystyczne zapędy, ale akurat w tym momencie to było wszystko co mogła/potrafiła zrobić.
30-07-2009, 23:55
Agent Putina
Liczba postów: 4,370
Liczba wątków: 21
Karaluch napisał(a):No patrz, a ja nawet nie pamietam, że śpiewał.
Śpiewał, śpiewał. Nie na ekranie, ale w filmie umieszczono rzewne kawałki w jego wykonaniu, ironicznie kontrastujące z akcją.
Hannibal napisał(a):Dla mnie to właśnie oryginał jest mdławy.
Nie idzie mi o krwawe efekty, tylko o mdławość psychologiczno-ideową. Brak mi w remake'u tej sadystycznej determinacji, która cechowała bohaterów oryginału. Czy pani domu z nowej wersji z taką perfidią zrobiłaby to, co jej chwalebna poprzedniczka? No i ogólny wydźwięk filmu jest daleko bardziej optymistyczny: rodzina przetrwa wszystko. Film Cravena dla odmiany był raczej nihilistyczny.
31-07-2009, 00:42
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
Paszczak napisał(a):Czy pani domu z nowej wersji z taką perfidią zrobiłaby to, co jej chwalebna poprzedniczka?
Oczywiście że nie, to była elegancka kobieta, byle czego by do ust nie wzięła i dlatego wolała inne sposoby:)
31-07-2009, 01:11
Agent Putina
Liczba postów: 4,370
Liczba wątków: 21
Hannibal napisał(a):byle czego by do ust nie wzięła
No ładnie, człowieka taka tragedia spotkała, a ty jeszcze z niego drwisz. :wink: Co do jakości, nie wypowiadam sie, o ile pamiętam nie pokazali.
To mi przypomniało, głodny jestem. Idę coś przegryźć.
31-07-2009, 01:20
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
wes craven od zawsze był dla mnie leszczem, a jego filmografia synonimem taniochy. panuje powszechne przekonanie, że kolo wprowadził nowe standardy przemocy w kinie, kręcąc w 1972 roku 'last house on the left'. coś jest na rzeczy, aczkolwiek nie spuszczałbym się zbytnio. dwa lata później hooper pokazał, kto w branży ma największe cojones (swoją drogą, do dzisiaj ze świeca szukać większych). niestety życie jest tak nieludzko popieprzone, że hooper przepadł w mroku dziejów (a mówiąc brutalnie: okazał się totalnym beztalenciem), craven natomiast jakoś tam egzystował, by po chudej dekadzie eighties i marnej pierwszej połowie dekady kolejnej nakręcić całkiem znośny teen slasher pod tytułem 'scream'. ok, tyle ciekawostek biograficznych zmiksowanych z moim prywatnym zapatrywaniem.
oryginał z początku lat siedemdziesiątych to film budzący skrajne odczucia u widza. z jednej strony mega kiczowaty, komiczny w miejscach, gdzie powinno się zachować namaszczoną powagę, z nieprzystającymi do współczesnych standardów zachowaniami niektórych postaci i powiedzmy to sobie wprost - z psychologią na poziomie przedszkoli specjalnych. ale film ma również zalety. i to mocne. trzeba mu przyznać, że jest kręcony na 16 milimetrach (a nie żadnym tam HD), paradokumentalna stylistyka też robi swoje. do tego dochodzą brud i zgnilizna oraz niesamowicie drażniąca i wkurzająca muza. na koniec oczywiście typowe dla kina na styku exploitation aktorstwo, czyli zero gwiazdorstwa i mega oblecha emanująca z niektórych ryjów. gdybym miał ocenic, wystawiłbym 5/10.
co się zaś tyczy remake'u, to zawiódł mnie on, bo spodziewałem się czegoś ekstra. w szeregach psycholi wybija się raptem jedna postać, która co ważne pasuje do swojej roli (chodzi rzecz jasna o garreta dillahunta). reszta eki to pomyłka. emo-laska, udająca amoralną zdzirę, jakiś przystojniak, udający brutala i gwóźdź programu - wrażliwy chłopaczek "nie-wiem-co-ja-tutaj-robię". żenadą zalatuje scena z prologu jak nasza skrajnie zdeprawowana drużyna morduje policjantów. emo-laska i przystojniak próbują wczuwać się w socjopatów, napawających się widokiem konającego gliniarza. no cóż, oskara za swoje role na pewno nie dostaną. znacznie lepiej wygląda obsada po stronie ofiar. laski grają spoko, a scena gwałtu jest mocna. w ogóle widać, że reżyser miał ambicje na coś super, bo tuż po gwałcie laska wyrywa się zbokowi, wskakuje do jeziora i w oszołomieniu płynie przed siebie, podczas gdy zbok strzela do niej z guna. jest to ewidentnie najlepsza i najbardziej nietuzinkowa scena w całym filmie. później niestety jest tylko gorzej, ale zdradzać niuansów fabuły nie będę, przy czym motyw z mikrofalówką bardziej nadawałby się do 'bad taste' według mnie. czy ci młodzi gniewni twórcy naprawdę pozbawieni są genów odpowiedzialnych za poczucie smaku?
remake w kategorii 'rape & revenge' oceniam na 6/10 (wygrywa z pierwowzorem, bo ma lepsze tempo, lepsze aktorstwo i próbuje być poważny). daleko mu do klasyki, czyli 'Mrs 45' ferrary, ale ostatecznie tragedii nie ma. gorsze rimejki w życiu widywałem, choć pamiętać trzeba, że to ciągle tylko brutalny, mainstreamowy, amerykański thriller, bez krzty niszowości czy piętna autorskości - bez śladów czegokolwiek, co mogłoby go wyróżnić z zalewu innych pokrewnych produkcji.
02-08-2009, 21:52
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
U mnie oceny dość podobne, lekko naciągane 5/10 dla oryginału i jakieś 6,5/10 dla remake'u. Teraz możesz się zabrać za Źródło, zresztą to chyba jeden z Twoich ulubionych reżyserów:) Mi Źródło chyba się najbardziej z tej trójki podobało.
A ten Kaliber 45 brzmi zachęcająco, zapowiada się na żeńskie Życzenie Śmierci. Co ciekawe, również wywodzi się ze Szwecji.
[ Dodano: Nie Sie 02, 2009 22:13 ]
Mental napisał(a):udający brutala i gwóźdź programu - wrażliwy chłopaczek "nie-wiem-co-ja-tutaj-robię".
Ale on tam nic nie udawał, on naprawdę się do tego towarzystwa nie nadawał. Wyraźnie źle się tam czuł, stąd jego późniejsze zachowania.
02-08-2009, 22:10
Agent Putina
Liczba postów: 4,370
Liczba wątków: 21
Hannibal napisał(a):Ale on tam nic nie udawał, on naprawdę się do tego towarzystwa nie nadawał.
Ale wiesz oczywiście, że to "udawanie" to było o, jak to Mental ujął, "przystojniaku", nie o chłopaczku? Chłopaczek był całkowicie szczerze wkurzający.
02-08-2009, 22:35
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
No rzeczywiście, źle przeczytałem i zacytowałem więcej niż trzeba. Ale poza częścią posta o "udawaniu" to się zgadza. Co do wkurzalności młodego, to po prostu źle dobrany aktor, taki ma już wkurzający typ ryja.
03-08-2009, 15:36
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
nie chodzi o aktora ani o jego wygląd. chodzi o scenarzystę i jego znajomość realiów. nie do końca chwytam intencje autora. bo co chciał mi powiedzieć pan od scenariusza, wpychając tego dzieciaczka do historii - że jak wychowujesz się bez matki w towarzystwie ojca-psychopaty-mordercy-gwałciciela, żyjesz na walizkach w obskurnych motelach, oglądasz gołe cycki i cuchnące pizdy kurew, sprowadzanych przez starego na chatę, to masz spore szanse zostać fajnym, wrażliwym młodzieńcem, onieśmielonym przez nachalność dwóch dziewczyn? postać kompletnie z dupy, jakby wyrwana z bajki disneya. nie przeczę, może gdzieś tam na świecie są młodzi chłopcy, którzy wychowywani w krańcowo patologicznych warunkach, wyrastają później na poetów albo noblistów, ale sorry, w tym kontekście, jaki zaprezentowano w filmie, to się nie trzyma kupy.
03-08-2009, 15:41
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
On po prostu miał pecha urodzić się w popieprzonej rodzince, może jego matka była normalna i to w nią się wdał, ale przyszło mu wychowywać się ze zjebanym ojcem. On również był ofiarą, tyle że losu, ale swojego ojca nienawidził tak, jak jego zarżnięte/zgwałcone ofiary. Mi ten motyw nie wadził, a nawet się podobał, natomiast ten happy end jakim się to zakończyło już nie. Rozwiązanie tego uważam za minus.
03-08-2009, 17:25
Stały bywalec
Liczba postów: 13,355
Liczba wątków: 77
Remake mi się bardzo spodobał. Zaryzykuję - uważam, że to jeden z najlepszych rimejków ostatniej dekady, thriller, który można postawić prawie na tej samej półce co Eden Lake. Przez 70% seansu film Illadisa trzyma bardzo wysoki wskaźnik napięcia. Autentycznie się wkręciłem i kibicowałem rodzince do samego końca. Scena z ratowaniem życia dziewuchy na stole, gwałt, jaranie zielska i wizyta starego - z tych scen wylewa się megamiód. Rozczarowuje za to pierwsze 10-15 minut, które jest wręcz standardowe i nudne. Do dupy jest także finał. W pierwszej scenie Krug nie krępuje się skręcić kark policjantowi, a w finale bawi się z doktorkiem w jakieś dzikie zapasy. WTF? Skąd taki rozrzut zachowań?
Dillahunt jest zajebisty w swojej roli. Bardzo dobrze gra z pozoru zwyczajnego człowieka opowiadającego jak to kiedyś z ojcem blablabla, a w rzeczywistości jest niezłym psycholem. Nie przeszarżował swojej roli. Jest gites badguyem i myślę, że przed aktorem otwiera się szansa na coś lepszego i większego. Zresztą podobała mi się cała paczka przybyszów, łącznie ze ździrą, która miała chyba problemy z głową. Nie strawiłem za to chłopaka, aczkolwiek nie neguję jego wkładu w fabułę - stanowił za punkt zaczepny między dziewczynami a paczką Kruga. Gdyby to ode mnie zależało - skończyłby w scenie wypadku samochodowego z czaszką przebitą gałęzią. Mniej wkurzający finał byłby gwarantowany. A tak mamy jakieś banialuki o relacjach ojciec-syn, odpowiedzialności, pokazaniu jaj, odwagi itd.
Wielki plus należy się także reżyserowi za dosadną, aczkolwiek nieprzerysowaną przemoc. Scena gwałtu bardzo mocna (szacun dla młodej aktorki). Ilość krwi pozostawiona w domu zadowala. To nie żaden letni pieprzony PG-13 teen movie slasher. Czy nowy TLHONL ma wady? Pewnie, że ma. Ostatnia scena jest zajebiście zbędna i niepotrzebna w kontekście finału. Jest również kilka dziur logicznych (gdzie były kluczyki od motorówki?) i czysto technicznych. Ale i tak bawiłem się bardzo dobrze.
8/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
03-08-2009, 19:44
Początkujący
Liczba postów: 48
Liczba wątków: 0
Właśnie obejrzałem oryginał i rzeczywiście do zachwytów daleko.
Fajnie, że film jest dość brudny i niewygodny. Fajnie, że w obsadzie nie ma znanych ryjów i że niektóre sceny przemocy prezentują się naprawdę nieźle i robią spore wrażenie. Spodobał mi się nawet zabieg z kiczowatą muzyczką w tle, która momentami naprawdę fajnie kontrastowała z akcją. W ogóle umieszczenie tak dramatycznych wydarzeń w dość sielskiej wizji świata na początku prezentowało się nie najgorzej. Plusy jednak się kończą i czas przejść do minusów, a tych jest niestety więcej.
- aktorstwo, o ile o ekipie zwyrodnialców złego słowa powiedzieć nie mogę tak laski, w rolach młodych dziewoi zagubionych w brutalnym świecie prezentowały się co najwyżej średnio. W coraz to bardziej dramatycznych momentach na ich twarzach widniały miny, które mogły wyrażać co najwyżej jakieś problemy w szkole, a nie to, że dziewoje właśnie walczą o życie.
- tempo i dynamika, film wlecze się niemiłosiernie. Mimo, że nie trwa długo zdążyłem sie całkiem porządnie wynudzić i kilka razy spojrzeć na zegarek. Bieganie po lesie trwało wieki.
- aranżacje niektórych scen np: ucieczka po lesie. Idiotyzm! Przykład pierwszy z brzegu: dziewoja ucieka sobie przed napastnikiem brzegiem rwącej rzeki. Kolo znajduje się po drugiej stronie i widać, że ma wyraźne problemy z przeprawą. Myślę: super klientka jest bezpieczna zaraz zawiadomi pomoc i będzie tip top. Otóż dupa. Cięcie i w następnej scenie widzę jak dziewoja biegnie leśną dróżką, a koleś który niedawno był po drugiej stronie rzeki siedzi sobie niedaleko na jakimś kamieniu jakby czekał na nią od godziny. Po chwili oczywiście ją dopada. Po prostu miód.
- parka policjantów, żenada!
Itp itd. Film jest nudniejszy i o lata świetlne gorszy od 'źródła' Bergmana. Craven to cipa i poza 'Scream' nie nakręcił nic co przykułoby moją uwagę. Jego debiut nie zmienia tej jakże opłakanej sytuacji. Postaram sie w najbliższym czasie obejrzeć remake, ale póki co nie mam na to najmniejszej ochoty.
4/10
04-08-2009, 00:44
Stały bywalec
Liczba postów: 3,856
Liczba wątków: 26
Bardzo dobry film. Pierwsze 20 min to totalna popelina i beztalencie : bezmózga laska, krzycząca i oddychająca w taki sposób iż nawet trzy letnie dziecko usłyszało by ją na odległość i inne debilizmy. Jednak z czasem film rośnie aż do astronomicznych rozmiarów. Nareszcie jakieś porządne przełamanie schematu. Ponad tuzin innych bezmózgich horrorów czy thrillerów, aż się prosi, aby ofiary wzięły sprawy w swoje ręce. Lalusiowaty krzyk i płacz w niczym nie pomoże trzeba być zimnym jak oprawcy i to jest w tym filmie najlepsze. Oczywiście wszystko wyważone i bez przesady, co akurat w tym przypadku świetnie się sprawdziło. Pomyśleć gdyby obsada byłaby ciut lepsza ( chodzi głownie od bad guyów ) było by znacznie lepiej. Z zasady musiałbym teraz sięgnąć po oryginał, ale z bolesnego doświadczenia patrz oryginał "Masakra piłą mechaniczną" - potrawka z dziąseł i inne koszmarności wołające o politowanie, skutecznie mnie od tego odciągają :P
8-/10 <ok>
09-08-2009, 22:09
Dużo pisze
Liczba postów: 444
Liczba wątków: 6
The.Last.House.On.The.Left Rimejk. Film Cravena pamietam jak przez mgle. Wiem tylko tyle, ze byl to amatorski gniot, ktorego ciezko bylo obejrzec z jednym posiedzeniem, wiec na rimejk nie czekalem zupelnie bo oczekiwalem czegos rownie kijowego. Jestem swiezo po obejrzeniu i to kurde dobry film jest. Jestem cholernie pozytywnie zaskoczony. Jeden z najlepszych rimejkow ever! Wiadomo, fabula nie jest zbyt wyszukana ale akcja i napiecie jest tu dozowane po mistrzowsku, a glowni zli faktycznie zli do szpiku kosci i ani przez chwile nie popadajacy w smiesznosc poza chlopczykiem i laska. Sadyzmu i brutalnosci rowniez nie mozna temu filmowi odmowic. Jednym slowem - jest Ostro, a ostatnie 30/40 minut jest dalekie od schematow co jest niewatpliwym plusem i milym zaskoczeniem.
W sumie powstal rimejk idealny, ktory przewyższa oryginal pod kazdym względem. świetna realizaja, zdjecia, kapitalny kawalek Death in Vegas na koncu. No kurde! 7/10
15-08-2009, 17:06
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
Co prawda nie widziałem jeszcze wszystkich XXI-wiecznych rimejków, ale coś mi się wydaje że to może być jeden z najlepszych, zarówno pod względem odniesienia do oryginału jak i filmu samego w sobie.
15-08-2009, 18:01
|