Stały bywalec
Liczba postów: 7,047
Liczba wątków: 61
(07-02-2018, 14:23)Pelivaron napisał(a): Podobnie, jak Twoich.
To może czas wrzucić na ignorowaną, przestać czytać jakiekolwiek i tym bardziej nie przypieprzać się co chwila? :) (Dwa zdania)
@nawrocki- mój błąd, z góry założyłem, że chodzi o to samo.
07-02-2018, 14:36
Stały bywalec
Liczba postów: 18,463
Liczba wątków: 148
(07-02-2018, 14:28)nawrocki napisał(a): I Lawrence nie pisał o Jeunecie. Którego oskarżenia są notabene bezsensowne.
No raczej, że tak. Nawet, jeśli są jakieś podobieństwa no to, ehh... dajmy spokój. Inspirowanie się czymś, to jeszcze nie plagiatowanie. To już prędzej Brian De Palma splagiatował Sergeia Eisensteina.
07-02-2018, 14:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-02-2018, 14:47 przez Pelivaron.)
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
.
Liczba postów: 27,497
Liczba wątków: 60
Nie było jeszcze premiery w Polsce, a forum KMF już wydało wyrok, ja mogę się tylko zgodzić z wszystkimi rozczarowanymi :)
Kształt wody to bardzo prosty film do obrony, bo bardzo ładnie, cukierkowo wygląda, miła muzyka sobie plumka, a jeśli masz jakiś konkretny zarzut do fabuły, to każdy można zbyć tym, że nie można brać tego, co się dzieje na ekranie dosłownie, bo to przecież tylko baśń dla dorosłych, a w baśni nie wszystko musi być logiczne i realistyczne.
Że postać Shannona karykaturalna, jest stereotypowym złoczyńcą bez ani jednej dobrej cechy? Co z tego, to przecież baśń, w baśni ma być zły złol i nie roztrząsa się czemu jest jaki jest (jeśli się skupia na tym uwagę, to już nie jest baśń, tylko "rewizjonistyczne spojrzenie" :P). Że Eliza ma zbyt łatwy dostęp do człowieka-ryby, a potem zakochuje się w nim bez dobrego powodu? A kto w baśniach pyta czemu dziewczę zakochuje się księciu? Zakochuje się i tyle, nie drąż, bo to tylko bajka. Jakim cudem Eliza może wypełnić całą łazienkę wodą, a jedyna konsekwencja to parę kropelek w pomieszczeniu poniżej? To nieważne, bo chodzi o pokazanie jej miłości i oddania dla człowieka-ryby. Czemu absolutnie nikt nie jest zdziwiony, że Eliza uprawia seks z przedstawicielem nieznanego gatunku? Ojoj, przecież człowiek-ryba to tylko symboliczna postać kogoś odmiennego, pogardzanego i odrzuconego, nie można tego brać dosłownie. Jak oblepiony krwią człowiek-ryba wchodzi niezauważony przez nikogo na salę kinową, która akurat jest zupełnie pusta? Nie drąż już tyle, tylko popatrz jakie śliczne obrazki i muzyka. I tak można calutki film.
Ogólnie mi się jednak podobało, całkiem spoko zobaczyć w mainstreamie zoofilski motyw, nawet jeśli sprowadza się tylko do przytulania z człowiekiem-rybą :D w każdym razie dla mnie to spory plus, że mamy krew, fucki, nagą Sally Hawkins i nawet dwukrotnie scenę jej masturbacji. Daję 6/10.
Szkoda, że kiedyś taki film to byłaby miła ciekawostka dla fanów Del Toro, a dzisiaj dostaje 13 nominacji :( Ja bym dał nominację co najwyżej za zdjęcia, scenografię, muzykę, dla Jenkinsa i Hawkins, może jeszcze z braku mocnej konkurencji za reżyserię Del Toro. Wyróżnienie dla Octavii Spencer to jakiś pieprzony absurd, skoro to była rola na nominację oscarową, to powinna ją dostawać za każde pokazanie się przed kamerą, w talk-showach też :P
11-02-2018, 13:52
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Mnie się z kolei bardzo podobało, może też dlatego że byłem sceptycznie nastawiony i film wydał mi się lepszy niż jest. Nieważne, to były niesamowicie mile spędzone dwie godziny w świecie, w który niestety rzadko jako widzowie mamy okazję się zanurzyć: dziwacznym, dość oryginalnym, przeznaczonym dla dorosłych.
Związyk Elizy i Rybola kupuję bez mrugnięcia okiem, przecież ona nawet dokładnie mówi skąd ta więź między nimi i dla mnie to jest w pełni zrozumiałe, zresztą przecież to baśń :P
Villeneuve nie został nominowany więc trzymam kciuki za Del Toro, nie obrażę się jeśli zamiast McDormand statuetkę dostanie Hawkins, a jeśli jakimś cudem Deakins znowu zostanie wyrolowany, to Oscar za zdjęcia należy się wyłącznie Laustsenowi.
18-02-2018, 01:52
Stały bywalec
Liczba postów: 7,047
Liczba wątków: 61
Hmm...najwidoczniej będę musiał za jakiś czas (jak wyjdzie na płytach) obejrzeć jeszcze raz, na spokojnie, może odbiorę tą historie inaczej.
Może faktycznie kluczem do czerpania przyjemności jest to, że mamy doczynienia z baśnią a nie hiper-realistycznym filmem. Tylko, że "Labirynt Fauna" też był osadzony w podobnej konwencji a to jest zupełnie inny, wyższy poziom.
19-02-2018, 23:48
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-02-2018, 23:50 przez Kuba.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,116
Liczba wątków: 67
Szacun dla Del Toro, że w czasach na maksa wymuskanych filmideł od Disneya, potrafił za 19 baniek (!!!) stworzyć bajkę z Rką, gdzie już pierwsza scena to radosna masturbacja. Generalnie to taka mega naiwna baja dla nieco starszych dzieci - taka, w której nikt nie udaje, że ludzie nie krwawią i nie klną, pozbawiona miliarda odniesień do popkultury i ciętych ripost, a przy tym pozwalająca zapomnieć się na te dwie godziny. Mało odkrywcze i do Labiryntu Fauna nie ma startu, ale to i tak sympatyczna alternatywa dla codziennego repertuaru. No i realizacja klasa.
7/10
21-02-2018, 20:19
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Wczoraj byłem w kinie nadrobić zaległość (akurat przed Oscarami nie miałem zbytnio czasu na częste chodzenie do kina) i moim zdaniem wygrana Oscara jest dla mnie do zaakceptowania. Nie jest to może film, który najbardziej zasługiwał na wygraną (PTA i McDonaugh bardziej zasługiwali), ale to i tak lepszy dla mnie wybór niż takie nudziarstwo pokroju "Czasu mroku".
Podoba mi się połączenie typowo burtonowskiej baśni z odrobiną mózgotrzepu. Mam tu na myśli tą głośną scenę seksu z "karasiem" - doddaje nieco surrealizmu do tej historii (podobnie jak chociażby "Czarny kapturek" Dumały). Romans może i sam w sobie nie jest za bardzo oryginalny, ale rzadko kiedy był przedstawiany w tak absurdalny sposób i to moim zdaniem właśnie działa. Niektóre wątki lub motywy trochę za słabo ukazane np. relacje Jenkinsa z tym barmanem, które są pozbawione sensownego końca wątku, albo ten motyw z cadillaciem - Del Toro mógł go uczynić bardziej z jajem. Aktorzy się wywywiązują ze swoich ról... i nawet dodają do nich coś od siebie. Szczegolnie jest to widoczne w postaci Shannona, który jest typowym, jednowymiarowym bucem zarówno w domu, jak i w pracy i jest najzwyklejszym draniem, co chce dorwać to stworzenie. Widać jednak, że Shannon ma taką satysfakcję z grania, że taka schematyczna postać dostaje charyzmy. Drugą najlepszą aktorką jest oczywiście Sally Hawkins, która udowadnia, że bez gry głosem potrafii wydobyć z siebie prawdziwe emocje. Stuhlbarg i Jenkins służą za sympatyczny drugi plan, co wychodzi im bardzo dobrze. Nie rozumiem za to nominacji dla Octavii Spencer. Tak samo jak w zeszłym roku jej wyróżnienie za to nudziarstwo pt. "Ukryte działania" jest wypadkiem przy pracy, tak i tu nic nowego nie pokazuje. Jest dobra, ale nomka na wyrost bez cienia wątpliwości. No i jeszcze Doug Jones jako "przerośnięta ryba" jest równie wiarygodny jak jako Faun czy Blady Człowiek.
Duży też plus za stylizację. Del Toro wczuł się w lata 60. i potrafił je przenieść we własnym stylu. Desplat też wywiązuje się ze swojej roli i tworzy miłą dla ucha, disnejowską muzykę, mimo że Greenwood zdecydowanie bardziej zasłużył na rycerzyka. Końcówka mimo wszystko mogła być bardziej
Moja ocena - 8/10
07-03-2018, 14:41
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-03-2018, 18:08 przez Kryst_007.)
Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
(07-03-2018, 14:41)Kryst_007 napisał(a): Romans może i sam w sobie nie jest za bardzo oryginalny, ale rzadko kiedy był przedstawiany w tak absurdalny sposób i to moim zdaniem właśnie działa.
Wlasnie, moja najwieksza krytyka i dlaczego ten film ciagle traci od pierwszego seansu, to jest wlasnie ten romans, ktory niby powinien byc fundamentem dla tej historii, a wypada strasznie blado. Toz ledwo laska poznala rybostwora, zaprosila go na chate i od razu sie przed nim rozebrala i przechodzimy do rybiego seksu. I wlasnie to jest najwiekszym Problem The Shape of Water, to ze tak jak ten film pieknie wyglada, tak ten watek milosny jest mocno po macoszemu, czy tez nieprzekonywujaco pokazany. I niestety mozna go interpretowac, ze rzeczywiscie kobiety maja swoje potrzeby i chca je realizowac. I ta kobieta miala potrzebe rybkiego seksu i go zrealizowala, gdyz wlasciwie caly ten watek milosny, caly ten zwiazek oparty jest wylacznie na seksie. Dlatego porownywania z Piekna i Bestia, z ktorymi sie czesto spotykam nie maja najnmniejszego sensu. Gdyz tutaj bohaterka od razu jest zafascynowana rybostworem, podoba sie jej, lubi jego wysuwanego penisa. To nie jest tak, jak Bella, ktora pokochala Bestie pomimo jego wygladu. Tutaj bohaterka kocha rybostwora, ze wzgledu na jego wyglad. Czyli chodzi wylacznie o milosc cielesna, a nic wiecej. I tutaj dla mnie zostal zmarnowany spory potencjal, szkoda. :/
09-03-2018, 13:12
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Lawrence, wiesz że kompletnie nie zrozumiałeś tego filmu?
Przecież tu chodzi o odnalezienie swojej drugiej połówki i pokonanie przeszkód fizycznych, jak ktoś bardzo chce może to nawet potraktować jako metaforę związków ludzi niepełnosprawnych.
Piękna i bestia? Z czym do ludzi? :) Tu mamy historię DLA DOROSŁYCH w której bohaterka cieszy się seksem. Co w tym dziwnego, niestosownego? Do tej pory była sama i masturbowała się w codziennym rytuale, teraz znalazła kogoś z kim nawiązała więź emocjonalną ORAZ fizyczną. Doceniam twoje romantyczne podejście, ale wiesz, związek to również seks.
09-03-2018, 13:23
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-03-2018, 03:37 przez Mierzwiak.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,235
Liczba wątków: 77
2 godziny spędzone całkiem sympatycznie, ale na litość boską - te Oskary oraz nominacje to przegięcie pały. Doszło nawet w tym filmie do sceny, w której bohaterka za pomocą języka migowego pokazuje Jenkinsowi co myśli o potworze i dlaczego jest jej tak bliski, a Jenkins tłumaczy to wszystko na głos:
Poza tym super rola Shannona - zaskakujące że tak klasyczny złol filmowy wyciskający ze scenariusza wszystkie soki został pominięty na rzecz Spencer, której rola jest...no po protu jeden wielki LOL ;) Za miesiąc nie będę już wiele z tego filmu pamiętać.
6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
11-03-2018, 10:41
Stały bywalec
Liczba postów: 953
Liczba wątków: 4
Okrutnie męczące filmidło. Romans niemej nudziary z rybą zerżnięty z tego filmu z Elle Driver, w którym grała syrenkę, oraz z "Uwolnić orkę". Jeden wielki coehlizm o sile miłości mogącej pokonać wszystko, nawet naprawdę bardzo złego złola i Ruskich. Broni się tylko strona wizualna - czyli trochę jak w "Cure for wellness", ale na CfW chociaż się pośmiałam. 3-4/10.
18-03-2018, 00:09
Stały bywalec
Liczba postów: 12,417
Liczba wątków: 29
W końcu straszdzierniku film, który ma Oscara za najlepszy film :).
Jak pisali poprzednicy to bardziej baśń, tyle że dla dorosłych. Nawet muzyka jest bardziej z Ratatuja, a Gill-man dobry ziomeczek, któremu się wybaczy zeżarcie sierściucha. I jak to baśń trzeba zawiesić nie wiarę, jak nasz stwór wybiega z mieszkania, to szczęśliwie nikt go nie zauważa, a w kinie jest sam (a stroje na Halloween nie były tak zaawansowane). I protagonistka już chce z nim prokreować (choć nie jest podany dokładny upływ czasu znajomości). No i Zelda powinna zareagować obrzydzeniem tudzież szokiem na ów akt. W kwestii bajek jak wylała się woda, to skojarzył mi się podobny motyw z Popeye'a.
Z nominacji dałbym jedynie kategorie techniczne (charakteryzacja, scenografia i muzyka) i dla aktorów pierwszoplanowych. A tu widzę, że dostał 13 nominacji. Widocznie członkowie Akademii musieli być fanami Potwora z Czarnej Laguny. Albo kryptozoofilami ;].
To jest lepszy live action remake Pięknej i Bestii niż faktyczny remake Disneya (też z tego samego roku). Po postaci Shannona spodziewałem, że będzie on Gastonem tej wersji - a jednak nie. Ma kochającą żonę (która sama ma ochotę na ostry seks) i dzieci, a do Elisy się nie zaleca (a ta gadka ala metoo to bardziej w moim odczuciu miał być straszakiem). I choć jest zły, to też nie jest jakiś karykaturalny. Ma normalne relacje z rodziną, mimo poczucia wyższości do pracowników odnosi się OK (i wyraża minimalne współczucie wobec okoliczności niemownictwa Elisy) i nie jest głupkiem, bo gdy wszyscy o wykradzenie potwora podejrzewają ultrawykwalifikowanych komandosów, to przeczuwa, że z sprzątaczkami jest coś nie halo. Duża też zasługa Michaela Shannona.
Mógł reżyser darować te co bardziej obligatoryjne motywy pod krytyków - jak ta scena wypraszania czarnych randomów z knajpki, bo segregacja rasowa.
Scena jak Strickland przesłuchuje Zeldę wystarczyła - widać, że poczucie wyższości od Stricklanda i jego kurtuazja. Inna sprawa, że tych motywów za dużo nie ma, a w kontraście Zelda ma męża-nieroba o gumowym kręgosłupie. Giles był gejem? Nie zauważyłem :).Bardziej odniosłem ten jego tekst, że urodził się w niewłaściwych czasach jako że w przegapił najważniejszy moment życia albo w innym okresie odniósłby większy sukces zawodowy. A traktuje Elizę jako przyjaciółkę, bo między nimi jest duża różnica wieku.
W sumie sądziłem, że jak Strickland ma przyszyte palce, które potem gniją, a Gill-man ma zdolności uzdrawiające... to Gill-man uzdrowi Stricklanda. A zamiast tego przy nadarzającej okazji Gill-man bezceremonialnie podrzyna Stricklandowi gardło. W sumie logiczne, bo nie miał powodu, by darzyć sympatią swego adwersarza
Realizacyjnie to jak u del Toro oczywiście wysoka jakość, więc więcej nic nie powiem odkrywczego.
Na ten moment jest wysoko na mojej topce tegorocznego maratonu, choć nie jest to klasyczny horror per se.
8/10
15-10-2024, 20:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-10-2024, 20:18 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
Fajnie czasem nie mieć pojęcia, o czym ma być film. W tym przypadku zamieszanie przy Oscarach gdzieś mnie minęło, nie widziałem nawet trailera. Dobrze nakręcona bajka dla dorosłych z amalgamentem motywów z lat 50, które radośnie wyłaniają się z każdego zaułku: jest wysoka erotyka, absurdalny koncept, zimna wojna, dość tandetny romans rodem z kina klasy C z tamtych lat. Koncept wygląda trochę tak, jak niezrealizowany scenariusz właśnie z 1950 roku. Oczywiście, wykonanie A+ na każdej płaszczyźnie, a potwór jest mega zrobiony. Natomiast scenariuszowo, choć przaśnie, to równie debilnie bo cały fundament, tj. romans Gill Mana i Elisy jest nie do zaakceptowania, gdyż cokolwiek się dzieje, jest winą konstrukcji świata. Niech sobie będzie jakiś tam stwór, niech będą ruscy i szpiedzy, ale to jak Elisa wchodzi sobie gdy chce do pomieszczenia w którym (!) nie ma kamery, gdzie dostęp ma chyba każdy, to jest niezły kwas. Zresztą, ucieczka ze stworem trochę zalatuje otarciem się o niezamierzony slapstick. I cokolwiek powiedizeć o filmie to muszę ponarzekać na muzykę Desplata, która mi tam kompletnie nie pasowała. Ale ładny to film, świetnie zrealizowany od każdej strony.
Takie 6+/10 dam ale nic ponad to, gdyż logika stojąca za zabezpieczeniem labu to jest kpina :/
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
22-02-2026, 19:15
|