Ciężko jest napisać coś konkretnego o tym filmie, bo i sam film jest ciężki. Zacznę od zdjęć. Są absolutnie rewelacyjne, jeden z najładniejszych filmów jakie kiedykolwiek widziałem. Gra świateł, krajobrazy, nawet stanie i gapienie się na niebo wygląda genialnie.
Aktorstwo jest równie dobre co zdjęcia. Szczególnie Brad Pitt stworzył świetną rolę ojca, który chce jak najlepiej wychować swoje dzieci, tylko czasem mu to nie wychodzi. trochę rozczarowuje, że Sean Penn nie miał praktycznie co grać.
Scenariusz bardzo złożony, wymuszający zastanowienie się i interpretacje, która może być różna dla każdego z widzów. Nie wszystko jest do końca dopowiedziane, pozostawia dużo wolnego pola do interpretacji. Jedyne co uważam za absolutnie zbędne to dinozaury. Gdyby ich nie było film na pewno nic by nie stracił.
(26-09-2011, 20:37)Anielski_Pyl napisał(a): Film bardzo mnie zaintrygował. Dobrze wiedziałem czego się spodziewać i z entuzjazmem zasiadłem do seansu. Sprawa wygląda tak: mamy do czynienia z porażką, ale porażką w pięknym stylu. Drzewo życia to prosta jak drut alegoryczna przypowieść o tym, że doświadczenie śmierci bliskiej osoby, której doświadczamy po raz pierwszy, jest ZAWSZE doświadczeniem jedynym w swoim rodzaju, w pewnym sensie pierwotnym i fundamentalnym.
Nie zgadzam się :) Uważam, że sprowadzanie scenariusza tylko do wątku o śmierci jest błędne. Ten film jest przede wszystkim o życiu i o rodzinie (według mnie tytułowe Drzewo życia to właśnie rodzina), oraz przede wszystkim o wychowywaniu dzieci i o tym co z tego wychowania zostaje po latach. Taka moja krótka interpretacja :)
Byłoby fajnie gdyby Drzewo życia zgarnęło parę Oscarów :)