Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.
24-02-2025, 13:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2025, 13:32 przez marsgrey21.)
|
Twin Peaks - serial (ABC / Showtime, 1990-2017) i film Fire Walk With Me (1992)
|
|
que sera sera
Leżę i robię pod siebie Oozy nine millameedah. 24-02-2025, 13:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2025, 13:32 przez marsgrey21.)
Lol, kto to?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 24-02-2025, 13:41
To co, nowi widzowie dali sobie spokój z Return?
que sera sera
Leżę i robię pod siebie Oozy nine millameedah. 06-03-2025, 15:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-03-2025, 15:29 przez marsgrey21.)
Fenomenalny, ale od ponad miesiąca mam jakąś taką dziwną fazę na Lyncha, że aż rozważam powtórkę "Inland Empire", bo chyba wszystko od niego teraz mi wejdzie
Natomiast ten ósmy odcinek to arcydzieło odlotu
.
06-03-2025, 18:16
Scena "powrotu" Coopera to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie widziałem w życiu. Będę do tego wracał regularnie.
McLachlan to aktorski pomnik. Gdzieś tam kiedyś opiszę swoje opinie dotyczące powrotu do Twin Peaks, ale gwarantuję, że niżej niż 10/10 nie będzie. Aż się rozpłaczę
.
16-03-2025, 02:51
Co za pióro! ;)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 16-03-2025, 03:00 (16-03-2025, 02:51)srebrnik napisał(a): Scena "powrotu" Coopera to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie widziałem w życiu. Będę do tego wracał regularnie. Aha, czyli ostatni odcinek dopiero przed Toba? Ok. 16-03-2025, 12:03
Twin Peaks: Fire Walk with Me - mam ambiwalentne odczucia, może najpierw o wadach: podmianka aktorki grającej Donnę to tragedia, raz że jest tak dosyć średnio podobna, a dwa, że gra też raczej marnie, a niestety jest jej w tym filmie dużo (w przeciwieństwie do Audrey, której w ogóle nie ma, albo Shelly którą widzimy bodajże w dwóch ujęciach). Poza tym, to tak ogólnie filmowy prequel nie był zbytnio potrzebny, no bo ja nie potrafię powiedzieć, żebym na jakiekolwiek wydarzenia z serialu spojrzał inaczej po obejrzeniu filmu - jest to zaledwie ilustracja tego, co każdy mógł sobie mniej więcej wyobrażać z opowieści świadków, śledztwa Coopera. Druga kwestia to cały początek filmu z zabójstwem Teresy - no niezbyt dobre to jest i mam wrażenie, że powstało z czystej przekory Lyncha, żeby nie dać widzom od razu wskoczyć do Twin Peaks, to pierwsze pół godziny niech się dzieje gdzie indziej...
Teraz plusy: wspaniale, że Sheryl Lee dostała okazję, aby pokazać życie Laury - jest to świetna rola, śmiało dałbym jej nominację oscarową, bo portret wyniszczonej chorą relacją z ojcem i narkotykami nastolatki w jej wykonaniu jest naprawdę przejmujący, poza tym w tym wypadku kontekst tego, że wiemy od samego początku co się z nią stanie sprawia, że wiele scen zyskuje na mocy: oczywiście spotkanie z Mikem na drodze albo krótki dialog z tą babką z pieńkiem działają tutaj znakomicie. Dodatkowo, jak to u Lyncha: mamy sceny genialne. Ta impreza na dzień przed śmiercią Laury jest wspaniale nakręcona, zagrana, przygrywa wprost hipnotyzująca muzyka - dla mnie wielkie kino. Dam 7/10 - podobało mi się. Do trzeciego sezonu jakoś wciąż nie potrafię się zmusić. 28-03-2025, 10:45
Jak nie lubię recastów, tak nie mam zastrzeżeń do tego, bo Moira Kelly stworzyła bardzo fajny kontrast w stosunku do Laury, ona gra taką uroczną i idealnie naiwną uczennicę, kompletne przeciwieństwo Laury, kogoś, kto zaznał tyle bólu, że teraz jest cyniczną i zniszczoną młodą dziewczyną, w której mimo to tli się światło i nie jestem pewien czy Laura Flynn Boyle potrafiła, by to oddać w taki sposób, to dwie różne kreacje, każda na swój sposób dobra. Sheryl Lee oczywiście daje niesamowity pokaz, te jej ekspresja przy kolacji to po prostu coś niesamowitego.
Jeśli chodzi o te pierwsze pół godziny to bardziej takie wprowadzenie pod inny klimat niż w serialu i lore dump związany z pierścieniem i całym Twin Peaks, np. postać Bowiego ma o wiele większą rolę w trzecim sezonie i to bez Bowiego, a jego tekst o "Judy| to praktycznie motyw przewodni finałowego sezonu.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie Oozy nine millameedah. 28-03-2025, 11:04
Z Donną ciężka sprawa jest. Masz rację, że aktorsko jest ona cienka, a do tego niepodobna. Z drugiej strony mam jednak wrażenie, że to ta aktorka z filmu lepiej by wypadła w serialu. Jej aparycja i jakaś taka niemrawa energia bardziej mi pasuje do postaci, jaką Donna chyba miała być, czyli zagubioną szarą myszką bez pewności siebie. W serialu jest taka scena, jak Donna się strasznie napala na Jamesa siedzącego w areszcie. On tam jest zszokowany jej zachowaniem i nie dowierza, że się tak zmieniła. W wykonaniu Lary Flynn Boyle nie czuć jednak tego dysonansu, bo ona jest ogólnie dość energetyczna, pewna siebie i swoich atutów. Ta aktorka z filmu - gdyby oczywiście udźwignęła to aktorsko, ale w sumie nie chodzi konkretnie o nią a taki typ osoby - bardziej by zaskoczyła w takim kontekście. W drugą stronę mogę powiedzieć o wspomnianej przez Ciebie scenie imprezy - faktycznie wybitnej - taka Donna faktycznie wywołuje dwoistość i jakieś zdziwienie zachowując się w taki sposób. Lara Flynn Boyle w najlepszym okresie życia byłaby w takich okolicznościach dość naturalna.
Mnie ogólnie film się podobał bardzo, a najlepsze co oferuje to jednak te strzępki mitologii świata. Nie kumam jednak czemu teraz nie jest powszechna jakaś wersja ultra z wmontowanymi scenami z "The Missing Pieces", bo tam też się dzieje i jest to już teraz na 100% integralna część całości. (16-03-2025, 12:03)Doppelganger napisał(a):(16-03-2025, 02:51)srebrnik napisał(a): Scena "powrotu" Coopera to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie widziałem w życiu. Będę do tego wracał regularnie. Już za mną, ale za cienki jestem chwilowo, żeby coś o tym powiedzieć :D Ostatni odcinek to jakieś apogeum Lyncha. Aż muszę poczytać tutejszy zacny temat, bo jestem bardzo ciekaw odbioru tego, gdy działo się to wszystko. Ostatnie 2 ujęcia serialu - no nigdy mi to z głowy już nie wyjdzie. Po latach, trochę niespodziewanie dla mnie samego, pokochałem Lyncha i chyba obejrzę ponownie wszystko od niego.
.
28-03-2025, 11:07
Sceny z Bowie są niesamowite.
Pokaz Sheryl Lee to miazga. Ray Wise to miazga. Lynch jako jedyny potrafi przerazić scena w sielankowym otoczeniu, w pełnym słońcu, bez tanich zagrywek. Nie wiem jak on to robił. Ten film jest niesamowity. Ale doceniłem go po latach. 28-03-2025, 11:11
Będzie ciąg dalszy?
Is this your home Laura?
que sera sera
Leżę i robię pod siebie Oozy nine millameedah. 05-05-2025, 14:56 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2025, 14:58 przez marsgrey21.) |
|
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |